10 października 2009

"Herbata z kwiatem paproci" Michał Studniarek

Elżbieta Żukowska w artykule „Typologia Piroga polskiego, czyli o fantasy słowiańskiej piętnaście lat później” wymienia książkę Michała Studniarka jako jeden z pierwszych przykładów polskiego urban fantasy. Wskazuje, iż jeżeli polscy autorzy faktycznie myślą o wskrzeszaniu słowiańskich legend, to powinni zacząć od tworzenia baśni miejskich, których akcja rozgrywałaby się „we współczesnych wielkich miastach, które okazują się zawierać w sobie krainy czarodziejskie i tajemnicze”. Tłumaczy, iż w ten sposób zapomnianym bóstwom o wiele łatwiej będzie przeniknąć do wyobraźni dzisiejszych czytelników i tym samym wygrać z Importami, magicznymi istotami spoza wierzeń wczesnosłowiańskich, które według bohaterów Studniarka nie robią niczego innego poza mamieniem ludzi.

Bohaterem powieści jest Adam Chors, ekonomista oraz dziennikarz. Pewnego dnia wiedziony pragnieniem napicia się dobrej herbaty trafia do „Piątej” – lokalu, gdzie rozpoczyna się najdziwniejsza historia, w której zdarzyło mu się uczestniczyć. Delektując się atmosferą herbaciarni, poznaje właścicielkę jednej ze stołecznych galerii, panią Goplanę Mroziewicz, która prosi go o drobną przysługę: przyniesienie kwiatu paproci. Adam dopatrujący się w całym zdarzeniu telewizyjnego show z ciekawości postanawia spełnić życzenie tajemniczej damy. W trakcie wykonywania powierzonego mu zadania trafia do magicznego świata, którego rzeczywistość z każdym dniem będzie coraz bardziej uwidaczniała się na ulicach Warszawy. Wyprawa na Tamtą Stronę sprawia, iż wszystkie dziecięce marzenia Adama Chorsa ożywają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Skierki, domowniki, utopce, latawce, wietrznice oraz wiele innych baśniowych istot wkracza w życie stołecznego dziennikarza z całym bagażem dziwów, tajemnic i magicznych układów. W ułamku sekundy jego świat zostaje wywrócony do góry nogami, rzeczywistość wpada do króliczej nory, a on sam okazuje się być osobą stojącą w samym centrum fantastycznych wydarzeń.

Autor osią opowieści uczynił historię małżeństwa władców Tamtej Strony (odpowiednik Krainy Czarów). Związku, który zerwany wiele setek lat temu doprowadził do dość przykrych zmian w świecie zarówno elfów, jak i ludzi. Można powiedzieć, że główny bohater jest jak Alicja, która wpadła do króliczej nory i choć usiłuje za wszelką cenę dopłynąć do dobrze znanego brzegu, nie jest w stanie tego dokonać. Adam Chors pracuje, podróżuje, spotyka z przyjaciółmi aż tu pewnego dnia, buum! Cały świat, który do tej pory uważał za rzeczywisty zaczyna chwiać się u podstaw. Przy wszystkich prawach nim rządzących pojawiają się znaki zapytania.

"Herbatę z kwiatem paproci" z całą pewnością można uznać za bardzo dobrze skomponowaną baśń zarówno dla starszego, jak i młodszego odbiorcy. Autor już w pierwszym rozdziale bardzo umiejętnie, małymi kroczkami, wprowadza czytelnika w bajkowy klimat, przy czym nie zapomina, iż Warszawa znana to Warszawa bliska czytelnikowi. Rozpoczyna wędrówkę ku oświeceniu nas i wyjaśnieniu, że w świecie dzisiejszych, potężnych korporacji, wielkich inwestycji są także i takie miejsca, gdzie czas postanowił się zatrzymać.

Nastrój przepełniony życiem dawno zapomnianych legend jest bodajże najważniejszą zaletą książki. Po pierwsze, Michał Studniarek w atrakcyjnym dla czytelniczego oka stylu wprowadza do świata niedalekiej przyszłości postacie z wierzeń wczesnosłowiańskich, ukazując je nie jako istoty wyalienowane, lecz starające się nauczyć funkcjonować razem z ludźmi. Co więcej, dąży do przedstawienia ich czytelnikowi w jak najbardziej przystępny sposób. Dlatego właśnie pochłaniając kartkę za kartką nie uświadczymy wielkich bogów, elfów przez wielkie E czy też „krasnoludków o dziesięciu centymetrach wzrostu”. Zamiast tego spotkamy faceta przypominającego wyglądem montera, barmankę podrzędnego lokalu, borowego a nawet Leszka, płatnego mordercę polującego na parki jeżdżące do lasu.

O czym jest książka Michała Studniarka? Na pewno nie jest przeładowana pytaniami historiozoficznymi, które w ostatnich czasach można spotkać niemalże w każdym tekście literackim. „Herbata z kwiatem paproci” jest raczej zbiorem sprytnie poukładanych zagadnień na temat roli starosłowiańskich wierzeń w dzisiejszym świecie i ich miejsca w nim. Autor poprzez stawianie pytań takich jak: czy dziecięce marzenia muszą przegrać z pogonią za sukcesem? czy w życiu człowieka jest miejsce dla miłości, odpoczynku, spotkań z przyjaciółmi? stara się skłonić czytelnika, aby ten zwolnił, zatrzymał się i rozejrzał dookoła. Jeżeli zaczniemy się stosować do jego poleceń, co zobaczymy? Prawdopodobnie każdy z nas co innego, gdyż człowiek - jako jednostka przeświadczona o swojej racji - zazwyczaj postrzega różnego rodzaju zjawiska w dogodny dla siebie sposób. Jedni ujrzą konieczność, przymus takiego życia, drudzy zaczną przeklinać rządzące krajem ugrupowania polityczne, a jeszcze inni popadną w społeczne otępienie. Adam Chors ujrzał z dnia na dzień rozrastające się korporacje marzące o jak największych zyskach, narodziny klasy „korpów”, którzy za wszelką cenę chcą stworzyć prywatne państwo w państwie, narodziny jednego skandalu za drugim, upadek zasad moralnych, itd. Funkcjonując od urodzenia w takiej a nie innej rzeczywistości, przyzwyczaił się do takiego obrazu świata i nic go nie dziwiło. Dopiero wyprawa sprawiła, że przypomniał sobie o bohaterach legend, zasadach moralnych i o tym, że w życiu liczy się coś więcej niż wyścig szczurów. Autor „Herbaty...” jako przykład zapomnianych marzeń wybrał postacie ze słowiańskiej Krainy Czarów. Ukazał je jako istoty, które choć starają przystosować się do cyberpunkowych czasów, to jednak bez powodzenia. Cały ten pęd za sukcesem, świat przeładowany nowoczesnością jest dla nich zbyt mglisty. Duszą się w nim, gdyż nikt o nich nie pamięta, a co więcej, nikt nie potrzebuje.

Książkę Michała Studniarka czyta się bardzo przyjemnie. Fabuła nie jest zawile skonstruowana i toczy się jednostajnym, powolnym rytmem. Podróżując wraz z Adamem Chorsem nie uśniemy, ale i nie uświadczymy zawrotnej akcji. Czytając „Herbatę z kwiatem paproci”, czułem się jak osoba, która zna głównego bohatera i słucha ciekawej historii o baśniowym posmaku. Kto wie, może będąc już niedługo w Warszawie spotkam w jednym z barów mlecznych Rumcajsa pochłaniającego zupę mleczną?