04 stycznia 2010

"Objawienie" Daniel Greps

Po raz pierwszy z twórczością Daniela Grepsa spotkałem się w czasie lektury antologii polskich opowiadań grozy „Trupojad. Nie ma ocalenia”. Pamiętam, że opowiadanie „Pokój” wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Nie było przegadane, bohater nie wydawał się pochodzić z innej planety, a fabuła w miły dla czytelniczego oka sposób była osadzona w polskich realiach. Wiedziałem, że nie mam do czynienia z kolejnym wcieleniem Stephena Kinga, ale i tak byłem zadowolony.

„Objawienie” to historia Wiktora Kota, nauczyciela muzyki ze Smutna, małego miasteczka, gdzie każdy zna każdego, a picie piwa jest się powszechnie szanowanym zwyczajem. Już w trakcie pierwszego spotkania z głównym bohaterem odczuwamy bijący od niego uniwersalizm. Obserwując jego postać odnosimy niejasne uczucie, że w gruncie rzeczy patrzymy na cząstkę samych siebie. Choć zarabiamy w miarę dobrze, to zawsze czegoś nam brakuje. Staramy się być Wielkimi Indywidualistami, ale w gruncie rzeczy jesteśmy zwykli, nijacy i nie stronimy od wszelkiego rodzaju trunków. Zdezorientowani romantycy, bez celu błąkający się po dzisiejszym świecie. Podejrzewam, że troszeczkę przesadzam, ale Wiktor Kot uchodzi w moich oczach właśnie za protoplastę przeciętnego Polaka. I takie też wiedzie życie. Szare, od czasu do czasu koloryzowane poprzez kłótnie z byłą dziewczyną. Wszystko zmienia się, gdy ów bohater postanawia wcielić się w rolę podglądacza. Jak to zwykle bywa, Los okazuje się być wyjątkowo wredny. Niewinna zabawa obraca się przeciwko Wiktorowi, który z łowcy staje się zwierzyną. Uwierzcie mi, że mania prześladowcza to dopiero początek jego kłopotów.

Moje rozterki narodziły się w trakcie czytania omawianej książki. Szumne hasła głoszące, że oto będę miał do czynienia z wariatami z krwi i kości oraz strasznymi płaczącymi ścianami okazały się być tylko pustymi sloganami. Oczekiwałem horroru zahaczającego o rozterki psychiki ludzkiej, autora czyniącego umysł człowieka głównym źródłem napięcia, oczekiwania na niewiadome i nieuniknione, ale bardzo się zawiodłem. Przypadek Wiktora Kota nie przeraża głównie z powodu braku cech nadających mu pozory rzeczywistości. Nawiązania do pewnych greckich filozofii zupełnie do mnie nie przemawiają, a bynajmniej nie za pośrednictwem Daniela Grepsa. Uczynienie z umysłu głównego bohatera jako maszynki do produkcji otaczającej postać rzeczywistości uważam za dość ciekawy pomysł, jednak nie do końca zrealizowany. Autor zdecydowanie za dużo miejsca poświęcił gdybaniu na temat istnienia alternatywnego świata, zamiast skupić się na rozwijaniu wątku dotyczącego solipsyzmu.

Niedawno wyczytałem także, że powieść obfituje w nawiązania do twórczości Philipa K. Dicka. Cóż, jeżeli przyjmiemy, że skoro ktoś pisze o chorobie psychicznej to musi odnosić się do wspomnianego autora to faktycznie tak jest. Dodałbym jednak do cytowanej wypowiedzi słowo „próba” gdyż w moim przekonaniu ma ono pierwszoplanowe znaczenie dla omawianej kwestii. Autor „Objawienia”, opisując stany lękowe swojego bohatera, stara się (!) wzorować na mistrzu powieści z gatunku science fiction. W twórczości Daniela Grepsa nie wyczułem jednak ducha dickowego postrzegania świata.

Jak już wcześniej pisałem, wątek upadku psychicznego Wiktora Kota jest zbyt płytko nakreślony. Obiektywny obserwator patrząc na postać głównego bohatera nie odnajdzie w niej zalążków szaleństwa. Znajdzie tylko dorosłego faceta, który przez ponad połowę książki siedzi w kącie i użala się nad swoim marnym życiem. Nawiązania do solipsyzmu pojawiają się niemalże na sam koniec powieści, gdyż musiały ustąpić pola fascynacji autora krainami miodem i winem płynącymi.

Nie chcę nikomu odmawiać talentu literackiego, ale „Objawieniem” jestem zwyczajnie rozczarowany. Bohater przez całą fabułę próbował zgrywać męczennika, nadającego własnemu cierpieniu pewne cechy mistyczne. Historia, choć przypomina lawinę akcji, to jednak nosi znamiona fabuły pisanej „na szybko”, bez spokojnego i rzeczowego rozbudowania świata, w którym została osadzona. W gruncie rzeczy, zadanie Wiktora Kota sprowadza się do bycia świadkiem nierzeczywistych wydarzeń oraz zamartwiania się nad ich znaczeniem, powodem i celem. Fascynujące zajęcie na wakacje, ale ile można czytać o tym samym?

Podsumowując: powieści Daniela Grepsa z pewnością nie można zaliczyć w poczet wielkiej literatury. Jest to dobry przykład książki rozrywkowej, pragnącej wzorować się na najlepszych horrorach, ale jak to zwykle bywa, chęci przerosły czyny. Szkoda, że godzina „Objawienia” jeszcze nie wybiła.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz