17 grudnia 2010

"To" Stephen King

Zacznijmy od tych wspaniałych dni, kiedy wszystko było proste, pozbawione posmaku dorosłości, zaczarowane, a wilk zawsze był zły. Od czasów, gdy strach miał tylko wielkie oczy. Pytanie, czy tylko oczy?
Podobno motyw dzieciństwa należy do grupy tematów najłatwiejszych, jeżeli chodzi o literacką rzeczywistość. Zali to prawda? Nie wiem, nie jestem specem od warsztatu pisarskiego. Niemniej hołduję następującej zasadzie: pisarz przed przystąpieniem do pracy powinien znać temat oraz umieć w prosty sposób o nim opowiedzieć. A czyż z owego zadania można się lepiej wywiązać, niż opierając przygotowania o własne wspomnienia? Doświadczenie jest tym czymś, co pozwala najgłębiej zbadać dany temat. Poznać od podszewki. Patrząc na To nie sposób nie odnieść wrażenia, że Stephen King do konfrontacji z duchami z dzieciństwa i wymagającymi czytelnikami przygotował się bardzo solidnie.

W Derry zalęgło się zło – bezimienne i przerażające

Stephen King ponownie przenosi nas do Derry*, z pozoru spokojnego miasteczka, gdzie każdy żyje własnym życiem. Dla osób niewtajemniczonych wyjaśnię, iż jest to typ miasta banalnego do granic możliwości: przeciętni mieszkańcy „robiący swoje” z jeszcze bardziej przeciętnymi sąsiadami. Innymi słowy: Derry to barwny obraz amerykańskiej prowincji.

W czerwcu 1958 roku członkowie Klubu Frajerów – jąkała Bill Denbrough, nieposkromiony gaduła Richard Tozier, samotnik Ben Hanscom, chorowity Eddie Kaspbark, Żyd Stan Uris, czarnoskóry Mike Hanlon oraz dorastająca w patologicznej rodzinie Bev Marsh – rzucają wyzwanie istocie, którą podejrzewają o morderstwa dzieci. Wyzwanie trudniejsze tym bardziej, że tajemniczego mordercę nie jest łatwo wytropić, gdyż każdy postrzega go na swój sposób**, natomiast dla dorosłych jest niewidoczny zupełnie. Oczywiście nasi bohaterowie podchodzą do zadania z zapałem typowym dla przedstawicieli najmłodszego pokolenia. I oczywiście z konfrontacji wychodzą zwycięsko, tak przynajmniej im się wydaje do 1985 roku. Wtedy bowiem To ponownie wkracza w ich życie.

Stephen King uczynił z To doskonały przykład książki łączącej horror z literaturą obyczajową, gdzie niemalże na równi z wątkiem grozy postawił tematykę społeczną. Każdego z bohaterów poznajemy z dwóch stron: thrillerowej oraz społeczno-obyczajowej. Dlatego też w powieści oprócz scen mających wzbudzać przerażenie, odnajdziemy momenty poświęcone między innymi problematyce dorastania, przemianom wewnętrznym towarzyszącym dojrzewaniu oraz stereotypom obecnym w prowincjonalnym miasteczkach. Należy jednak pamiętać – zwracam się do osób sięgających pierwszy raz po książkę pisarza z Maine – że To jest nadal horrorem, ze wszystkimi tego stanu rzeczy konsekwencjami, plusami i minusami.


Wszystkiemu winna papierowa łódeczka

Miłośnicy rozbudowanych fabuł nie będą zawiedzeni. Pod tym względem To prezentuje się wręcz imponująco. Historia walki dzieci/dorosłych ze straszydłami z dzieciństwa została bowiem opowiedziana na ponad tysiącu stu stronach. Pisarz posługując się retrospekcją, dzieląc powieść zarówno na odrębne, jak i wspólne historie postaci, znalazł miejsce i czas na prezentację niemalże każdej cząsteczki świata przedstawionego. Jak drobnej cząsteczki? Spotykając głównych aktorów derry’owego spektaklu poznajemy każdy element ich życia, dzieje ich rodzin, przyjaciół, znajomych. Historię wszystkich, którzy kiedykolwiek mieli styczność z bohaterami To. Czytając o Derry, nie wykręcimy się od spaceru po wszystkich jego ulicach, parkach, szkołach, bibliotekach, bagnach, dawnych murzyńskich klubach i innych miejscach, bez których moglibyśmy się odbyć.

Oczywiście znajdą się osoby nieprzepadające za zbyt szczegółowo rozbudowaną fabułą. Niezależnie jednak od indywidualnych upodobań, każdy przyzna: Stephen King przeszedł samego siebie. Nie od dziś wiadomo, że twórca Mrocznej Wieży bardzo ceni klasyczne motywy powieści grozy. Lubi je wykorzystywać, wzbogacać, modyfikować. To jest doskonałym tego przykładem. Straszydło z dzieciństwa, przed którym chowaliśmy się pod kołdrę, w rękach mistrza nabrało całkiem nowego, kosmicznego kształtu. Niemniej źródeł inspiracji mistrza horroru należy poszukiwać przede wszystkim w doświadczeniach z dzieciństwa. Czyż nie zdarzyło się wam przestraszyć skrzypiących drzwi? Czy wasza wyobraźnia nie wariowała po obejrzeniu Piątku Trzynastego? Śmiem twierdzić, że mając osiem, dziewięć lat drżeliście jak osika. Podobnie sądzi Stephen King i właśnie na owej wiedzy opiera akcję powieści.

W To każdy odnajdzie kawałek dzieciństwa. Fascynacja horrorami, pociąg do niebezpiecznych i zakazanych miejsc, wyścigi rowerów, puszczanie łódek z gazet, ucieczki przed młodocianymi przestępcami – to wszystko stanowi nieodłączną część procesu dorastania. Stephen King pisząc rozumiał rzecz doskonale i wyłuskał bardzo, bardzo dużo podobnych „smaczków”. Co więcej, dołożył także coś od siebie: „Nasze nowe mieszkanie na drugim piętrze mieściło się przy West Broad Street. Przecznicę dalej, nieopodal marketu Teddy’ego i naprzeciwko Materiałów Budowlanych Burretsa, rozciągała się rozległa dzika gęstwina. Po jednej stronie było wysypisko śmieci, środkiem biegły tory kolejowe. To jedno z tych miejsc, do których wciąż powracam w wyobraźni; raz po raz pojawia się w moich książkach i opowiadaniach pod różnymi nazwami. Dzieciaki w To nazywały je Barrens; my natomiast – dżunglą”***.

Podsumowując, Stephen King bazując na prawach rządzących dzieciństwem każdego człowieka, wykorzystując wspomnienia własne i innych oraz strasząc nie tylko potworami, stworzył niezwykle wciągającą historię. Czy przerażającą? Na to każdy musi odpowiedzieć sam.


* Derry jest także miejscem wydarzeń historii opowiedzianych w powieści Bezsenność i Łowca snów.
** Tajemnicze „To” przybiera najczęściej postać Pennywise’a, Tańczącego Klauna.
*** S. King Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika; Prószyński i S-ka; Warszawa 2008, s.26-27.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz