14 września 2010

"Lord Prestimion" Robert Silverberg

Twórczość Roberta Silverberga cenię od dawna. Nie tylko z uwagi na oryginalne pomysły, ale również za ogromny wkład w rozwój literatury współczesnej. Za wiedzę odnośnie rynku fantastycznego i nieustanne podejmowanie nowych wyzwań. Do jego największych zalet zaliczyłbym jednak łatwość podejmowania tematów trudnych.

Pracę nad „Kronikami Majipooru” Robert Silverberg rozpoczął na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. W 1980 roku ukazała się powieść „Lord Valentine’s Castle”. Od tamtego czasu wspomniany cykl rozrósł się do dwóch trylogii i kilku opowiadań oraz zapewnił amerykańskiemu pisarzowi stałe miejsce wśród wielkich twórców literatury fantastycznej. Wznowienie na polskim rynku „Kronik Majipooru” przez Solaris uważam za jedną z ważniejszych inicjatyw tego wydawnictwa.

„Lord Prestimion” to opowieść o władzy, problemach związanych z jej sprawowaniem i skutkach podejmowania błędnych decyzji. Kilka lat temu miałem przyjemność czytać Dekret Toma Clancy’ego. Była to kolejna historia o przygodach Jacka Ryana, który – o ile dobrze pamiętam – w wyniku zamachu terrorystycznego dosłownie w przeciągu kilku godzin został zaprzysiężony na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych. Książka zafascynowała mnie szczegółowym opisem ogromu wyzwań, które z dnia na dzień stanęły przed człowiekiem. Sięgając po „Lorda Prestimiona” zastanawiałem się, jak Robert Silverberg poradzi sobie z dokładnym przedstawieniem mechanizmów sprawowania władzy. W jaki sposób ukaże ogromną odpowiedzialność ciążącą na nowo wybranym władcy. Zwłaszcza takim, który musi pokierować tak wielką planetą jak Majipoor. Obawiałem się, że autor poświęci zbyt wiele uwagi strukturze administracyjnej oraz kłopotom poszczególnych okręgów w momencie zmian zachodzących na najwyższych szczeblach. Myliłem się. Z rozdziału na rozdział coraz wyraźniej uwidaczniało się hasło Ludwika XIV „państwo to ja”, ale nie w swoim antydemokratycznym wydźwięku. „Lord Prestimion” to opowieść o jedności władcy i państwa. Historia o mistycznej więzi pomiędzy królem i jego królestwem. Robert Silverberg w klarowny sposób opisał starą prawdę, że dobrobyt i spokój w państwie zależy w wielkim stopniu od osoby władcy. Nie tylko od decyzji przez niego podjętych, ale także od umiejętności przyznawania się do popełnionych błędów.

„Lord Prestimion” jest bezpośrednią kontynuacją „Czarnoksiężników Majipooru”. Prestimion zwycięża w krwawej wojnie domowej i zasiada na tronie. Na mocy pierwszego rozporządzenia wywołuje ogólnonarodową amnezję, dzięki której nikt nie pamięta tragicznych wydarzeń. Szybko jednak okazuje się, że nie warto podejmować decyzji na gorąco, bez odpowiedniego ich przemyślenia. Wymazanie pamięci staje się przyczyną bardzo poważnych problemów młodego władcy. Oczywiście owe trudności to tylko wierzchołek góry lodowej.

Czy powieść można czytać w oderwaniu od wcześniejszych tomów? Cóż, nie będę nikogo zmuszał do kupna „Zamku Lorda Valentine’a”, czy „Czarnoksiężników…”, więc „tak”, można przejść do lektury „Lorda Prestimiona” z pominięciem wspomnianych książek. Uważam jednak, że warto się z nimi zapoznać. Ze względu na kunszt pisarski autora i co za tym idzie dużą dawkę porządnej fantasy, ale przede wszystkim z uwagi na rzetelne wprowadzenie do rzeczywistości Majipooru. Kroniki Majipooru najlepiej prezentują się, jako całość i tego się trzymajmy.

Robert Silverberg oddaje w ręce czytelników prawdziwą epopeję. Pisarz w swoim stylu wiele uwagi poświęcił samemu Majipoorowi. Niemalże na każdym kroku, bez względu na miejsce wydarzeń, odczuwa się potęgę i wielkość planety. Jednak to, co charakteryzuje cały cykl, może również stanowić wadę książki. Niekiedy przydługie opisy przyrody, budynków, poszczególnych stanowisk rządowych bardzo przeszkadzały. Przedzierając się przez nie miałem wrażenie, że w jakiś tajemniczy sposób przeniosłem się nad Niemen, a spomiędzy drzew wybiegnie Justyna Orzelska. Na szczęście takich momentów było niewiele.

Czego zatem powinien spodziewać się czytelnik sięgający po piątą odsłonę Kronik Majipooru? Przede wszystkim dobrze opowiedzianej historii. Z wielowątkową fabułą, interesującymi postaciami i bogato opisanym miejscem wydarzeń. Moim zdaniem, jeżeli ktoś jest fanem literatury fantasy, to na pewno nie będzie żałował godzin poświęconych lekturze „Lorda Prestimiona”.


01 września 2010

"W poszukiwaniu Jake’a" China Miéville

China Mieville przyzwyczaił czytelników do kreacji niezwykłych i wciągających historii. Zbiór tekstów „W poszukiwaniu Jake’a...” pod tym względem także nie rozczarowuje. Choć wiele opowiadań można było przeczytać m.in. na łamach „Nowej Fantastyki”, to jednak z pewnością warto zapoznać się z nimi ponownie. Dobrej literatury nigdy za wiele.

Akcja sporej części utworów rozgrywa się w stolicy Anglii. Nie jest to jednak Londyn, jaki znamy na co dzień – z opowieści przyjaciół w nim mieszkających bądź telewizji. China Mieville zadbał, aby było to „inne” miasto. Tajemnicze, uwodzicielskie, niezwykłe, momentami agresywne czy wręcz straszne. Spacerując po Londynie Mieville’a nie można nie odczuć bijącej od niego magii. Oczywiście magii specyficznej. Miejskiej? Sami musicie odpowiedzieć na to pytanie. Ja sam zobaczyłem ją w pęknięciach starych budynków, w pustych oknach i na zapomnianych ulicach. Odczuwałem ją będąc w sklepie z antykami na Notting Hill oraz na Downing Street pomiędzy demonstrantami skandującymi „To nie są prawdziwe święta!”.

Postacie, za którymi podążamy, są normalne. Myślę, że to słowo najlepiej oddaje ich charakter. Stoją w opozycji do magicznego Londynu. Podejrzewam, że każdy z nas spotkał takich ludzi. Starca nie chcącego uwierzyć, że życie wreszcie zaczyna toczyć się po równi pochyłej, geniusza chcącego zbawiać ludzkość czy młodzieńca przekonanego o swojej wielkiej roli w dziejach świata. Tacy bohaterowie w połączeniu z niesamowitością „innego” Londynu są kluczem do właściwego odbioru tekstów zawartych w zbiorze W poszukiwaniu Jake’a... To dzięki nim czytelnicy mogą poczuć, że każdy, dosłownie każdy może, jeżeli tylko bardzo mocno tego chce, odkrywać niezwykłości istniejącego świata.

Jak zawsze w zbiorze znajdą się teksty równe i równiejsze. Które są które? Trudno powiedzieć. Wszystko zależy od preferencji literackich czytelników. Dla jednych opowiadania z dreszczykiem będą tymi „naj, naj”, a dla innych te zahaczające tematyką o kwestie społeczno-polityczne. Według mnie każdy znajdzie coś dla siebie. Warsztat literacki stoi na naprawdę dobrym poziomie, więc pozostaje tylko kwestia wyboru tematyki. A ta, uwierzcie mi, jest bardzo różnorodna. Wydawca pisze: „Anarchistyczna wyobraźnia, ostra satyra, zaskakujące pointy – oto kwintesencja książki „W poszukiwaniu Jake’a”, zbioru niesamowitych, oryginalnych i nigdy niesprawiających zawodu utworów jednego z nowych mistrzów współczesnej fantastyki”. Zgadzam się z tą opinią. Od siebie dodam, a właściwie po raz kolejny podkreślę, że jest to zbiór tekstów magicznych. Ukazujących świat zwyczajny z jednej strony, a nieziemski z drugiej. Dwie rzeczywistości: tę realną oraz ukrytą, którą moglibyśmy ujrzeć przez szerzej otwarte oczy.

Czy zbiór posiada wady? Podobnie jak w przypadku zalet, na minus książki będzie pracowała rozbudowana tematyka. China Mieville znany jest z tego, że w utwory wplata poglądy polityczne. Dla pewnej grupy czytelników takie pisarstwo może być poważnym utrudnieniem w odbiorze treści. Ktoś, kto czyta dla czystego relaksu, dla chwili odprężenia po stresie w pracy, może książkę odrzucić. Oczywiście znajdą się wyjątki.

„W poszukiwaniu Jake’a” to specyficzny zbiór opowiadań. Sądzę, że sięgną po niego w większości osoby, które z twórczością autora miały już do czynienia chociażby poprzez „Dworzec Perdido” czy „Żelazną Radę”. Czytelnicy przyzwyczajeni do stylu Brytyjczyka. Maksymalnie rozbudowana wieloznaczność to coś, co wyróżnia Chinę Mieville’a z grona innych literatów. Fani jego prozy z pewnością nie będą zawiedzeni.