30 lipca 2011

"Brygady duchów" John Scalzi


Dzieląc się spostrzeżeniami odnośnie Wojny starego człowieka napisałem: „Old man’s war mógłbym polecić każdemu. W pierwszej jednak kolejności polecam miłośnikom fantasy. Ta książka przekona Was do fantastyki naukowej. Pokaże, że science fiction może być przystępne dla każdego, nie tylko dla matematycznych orłów”. Od ukazania się recenzji minęły dwa tygodnie, które utwierdziły mnie, że dobrze postąpiłem kierując wspomnianą powieść przede wszystkim do takiej, a nie innej grupy odbiorców. Mam wrażenie, że John Scalzi napisał Wojnę starego człowieka właśnie dla nich. Nie chcąc zrazić fanów fantasy użył nieskomplikowanego języka wypowiedzi, stworzył bohatera, którego po prostu nie da się nie lubić oraz zaserwował dynamiczną akcję. Napisał powieść prostą w odbiorze, dostępną dla przeciętnego śmiertelnika, a dokonał tego (oczywiście!) wzorując się na twórczości swoich poprzedników.

Pewne osoby, nazwijmy je starymi wyjadaczami bądź miłośnikami fantastyki naukowej, nie podzielają mojego punktu widzenia. Według nich pan Scalzi nie zasługuje na uwagę, bo „nie stworzył niczego oryginalnego, sporo za to zapożyczając z klasyki sf”. Zgadzam się tylko i wyłącznie z drugą częścią wcześniejszego zdania. John Scalzi jest winny. Faktycznie nie stworzył niczego nowego. Ba! On sam przyznaje się, że garściami czerpał z ojców science fiction. Pytanie: i co z tego? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Wojna starego człowieka i Brygady duchów mogą być oryginalne, dla osób nie znających twórczości mistrzów pokroju Roberta Heinleina czy Petera Hamiltona. Mam tu na myśli głównie czytelników dopiero zaczynających przygodę z fantastyką naukową, a więc tych, do których według mnie powieść została skierowana. Osoby, które w pierwszej kolejności powinny sięgnąć po prozę Johna Scalziego, ponieważ jest ona łatwa w odbiorze i trafi do nich o wiele pewniej niż pisarze „tworzący naprawdę świetną hard sf”.

Brygady duchów to kontynuacja Wojny starego człowieka. Powieść wydała – podobnie jak część pierwszą – ISA w lipcu tego roku. Przed przystąpieniem do lektury obawiałem się, czy autor zdoła utrzymać poziom ze swojej debiutanckiej książki. Wierzyłem, że „tak”, mając cichą nadzieje, że John Scalzi nie odpuści i pomimo wykreowania uniwersum już we wcześniejszej powieści nadal będzie zaskakiwał.

Historia opowiedziana w najnowszej książce Johna Scalziego rozgrywa się w tych samych realiach, co Wojna starego człowieka. Nie oznacza to jednak, że odbiorca musi koniecznie zapoznać się z wydarzeniami, których bohaterem był John Perry. Wręcz przeciwnie. Brygady duchów, choć wydane pod etykietką „kontynuacji”, można traktować samodzielnie. Uważny czytelnik odnajdzie powiązania pomiędzy obiema powieściami, ale „nie uważny” także niczego nie straci. Co więcej, autor w wielu miejscach na nowo wyjaśnia zasady panujące we wszechświecie oraz sytuację rodzaju ludzkiego na tle innych inteligentnych gatunków. Zabieg ten powitałem – a zwłaszcza mój portfel – z otwartymi ramionami. Dzięki niemu powstały dwie oddzielne, świetnie napisane książki.

Głównym bohaterem powieści jest Jared Dirac, żołnierz Sił Specjalnych Unii Kolonialnej zwanych też Brygadą Duchów, stworzony na podstawie kodu DNA Charlesa Boutina. Kim jest natomiast ów Boutin? Genialnym naukowcem i zdrajcą rodzaju ludzkiego. Osobą, która chcąc pomścić swoje krzywdy, pomaga w utworzeniu sojuszu trzech ras – oczywiście wrogo nastawionych do człowieka – mającego zahamować ekspansję homo sapiens. Jak łatwo się domyślić szeregowego Diraca powołano do życia w celu poznania motywów działania wspominanego renegata ludzkości.


John Scalzi dokonał w Brygadach duchów drobnych modyfikacji względem Wojny starego człowieka. Między innymi zrównoważył wątek sensacyjny z psychologicznym. Jared Dirac w większym (o dziwo!) stopniu niż John Perry zastanawia się nad konsekwencjami swoich czynów, a także nad przyszłością rodzaju ludzkiego. Dlaczego? Dlaczego sztucznie ukształtowany żołnierz Sił Specjalnych poświęca więcej czasu rozważaniom natury filozoficznej, niż prawdziwie urodzony człowiek? Odpowiedź jest prosta. Wystarczy przypomnieć sobie powody, dla których Jared Dirac w ogóle został stworzony. Przecież nie miał być kolejnym szeregowym Sił Specjalnych. Niejako jego głównym zdaniem miało być „myślenie”, a konkretniej: dociekanie motywów działania Charlesa Boutina. John Scalzi użył głównego bohatera Brygad duchów do dokładniejszego przyjrzenia się polityce Unii Kolonialnej. Pisarz zestawił plusy i minusy działań podejmowanych przez ową Unię (za pomocą Kolonialnych Sił Obrony), ale powstrzymał się od wyciąga jednoznacznych wniosków.

Podsumowując, Brygady duchów podobnie jak Wojna starego człowieka to kawał dobrej rozrywki, do którego jednak nie będę przekonywał wszystkich. W pierwszej kolejności do sięgnięcia po najnowszą powieść Johna Scalziego ponownie zachęcam miłośników fantasy. Fabuła książki nie zniechęca i nie odpycha trudnymi do przyswojenia terminami. Także czytelnicy, którzy poznali przygody Johna Perry’ego nie będą zawiedzeni. Powieści nie polecam starym wyjadaczom, zapatrzonym w twórców hard sf i nie potrafiącym dobrze się bawić. Proszę, jeżeli oceniacie książki, tylko i wyłącznie pod kontem oryginalności to nie sięgajcie po Brygady duchów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz