31 lipca 2011

"Drugie przekroczenie Styksu" Ian MacLeod


Drugie przekroczenie Styksu (Recrossing the Styx) to jedno z ostatnich opowiadań Iana MacLeoda, opublikowane po raz pierwszy w Fantasy & Science Fiction na przełomie lipca i sierpnia 2010 r. Zapoznałem się z nim niecały miesiąc temu dzięki wydawnictwu Powergraph oraz w wiosennemu numerowi polskiej edycji wspomnianego czasopisma. Zapoznałem i przekonałem, że warto czekać na Wake Up and Dream. Dlaczego?

Autorów łączących fantastykę z innymi gatunkami darzę szczególną sympatią, gdyż poprzez swoją twórczość próbują wprowadzić fantastykę na salony literatury współczesnej, przełamać stereotypy i pokazać, że fantasy/science fiction to nie tylko teksty dla młodych. Czy swoim pisarstwem nie wykazują się więc literacką odwagą? Koniec końców walczą z zaszufladkowaniem. Zrywają z utartymi szlakami, dążą do czegoś nowego. Gatunkiem, z którym dzisiejszej fantastyce chyba najbardziej po drodze jest kryminał a przykładem ich dobrej symbiozy jest właśnie Drugie przekroczenie Styksu MacLeoda.

Zaczyna się całkiem normalnie. Bliżej nieokreślona przyszłość, ogromny – mogący uchodzić za niewielkie miasto na wodzie – statek turystyczny, niewyobrażenie bogaci pasażerowie oraz ich przewodnik, Frank Onions. Fantastyczność opowiadania przejawia się w stanie fizycznym owych majętnych pasażerów, którzy są w połowie martwi a w połowie żywi. Ich ciało, choć lekko ociężałe, funkcjonuje w miarę normalnie (zastępcze organy, przeszczepiany szpik kostny, itd.), a mózg rejestruje podstawowe bodźce oraz umożliwia wydawanie najprostszych poleceń. Inaczej, brutalnie mówiąc: klienci statku to warzywa udające zwyczajnych ludzi. Pomimo tych dziwaczności, życie na „Wspaniałym Wędrowcu” toczy się spokojnie i bez większych rewelacji, od wycieczki do wycieczki. Sytuacja ulega zmianie, gdy na scenie pojawia się Dottie Hastings, opiekunka starego warzywka o imieniu Warren. Złocistowłosa blądyna, piękność nad pięknościami szybko przykuwa uwagę Franka, który zupełnie traci dla niej głowę. Na kłopoty nie trzeba długo czekać.

Jak wspomniałem, Drugie przekroczenie Styksu to tekst łączący fantastykę z konwencją czarnego kryminału. Ukłonem w stronę gatunku rozsławionego przez Raymonda Chandlera jest zarówno sam pomysł napędzający fabułę, jak i Frank Onions, przewodnik dobrze wykonujący swoje obowiązki, ale jednocześnie osoba zgorzkniała i niezadowolona z życia; mężczyzna myślący wyłącznie członkiem. Oś przewodnia opowiadania to typowa kryminalna intryga. Frank wspólnie z tajemniczą Dottie (femme fatale) planują pozbycie się Warrena i rozpoczęcie nowego życia za forsę zamordowanego miliardera. Obrazu dopełnia kontrast między dwiema rzeczywistościami: pięknie wyposażone mieszkania pasażerów (świat Warrena i Dottie) oraz brudne, śmierdzące klitki dla załogi (chleb powszedni Franka).

MacLeod tekstem Drugie przekroczenie Styksu udowadnia, że nie boi się eksperymentować. Bardzo dobrze. Przy lekturze opowiadania bowiem bawiłem się znakomicie i przypomniałem sobie – again –, że porządnemu facetowi daleko do bycia atrakcyjnym bohaterem. Frank Onions i „porządność” nie idą w parze i pewnie dlatego tak bardzo przypadł mi do gustu. Trzeba mieć tupet – i odwagę –, aby zabić człowieka, który już raz umarł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz