26 lipca 2011

"Kobra" Timothy Zahn


Kiedy w latach 70. rodził się pomysł Gwiezdnych wojen, nie przypuszczano, że seria z kultowym „dawno, dawno temu w odległej galaktyce” stanie się jedną z najważniejszych sag w literaturze fantastycznej. Historia zapoczątkowana przez George’a Lucasa, zyskująca w kolejnych latach rzesze oddanych fanów, miała niewątpliwie duży wpływ na fantastykę naukową, pomimo iż znawcy sagi niejednokrotnie zwracali uwagę na zawarte w niej elementy typowe dla fantasy. Popularność Gwiezdnych wojen była na tyle duża, że znalazła również odbicie w polityce tamtych czasów. To właśnie między innymi owa saga wraz z wyścigiem zbrojeń Ronalda Reagana przyczyniła się do wzrostu popularności powieści przygodowej osadzonej w schematach science fiction. Nasilająca się rywalizacja Stanów Zjednoczonych ze Związkiem Radzieckim także nie pozostawała bez znaczenia. Kosmiczni kowboje byli coraz milej widziani.

W takich realiach krystalizował się cykl Kobra. Timothy Zahn, który z powieścią przygodowo-sensacyjną utrzymaną we wspomnianych klimatach miał już wcześniej do czynienia, i tym razem nie pozostawił złudzeń co do umiejętności tworzenia akcji trzymających w napięciu od początku do końca. Jednak, czy tylko Gwiezdne wojny miały wpływ na powstanie historii o superżołnierzach? Nie bez znaczenia były filmy o zmaganiach ludzi z antropomorficznymi robotami. Zarówno Blade Runner Ridleya Scotta, jak i Elektroniczny morderca Jamesa Camerona na nowo rozbudziły w literaturze fantastycznej zainteresowanie zagadnieniami zahaczającymi o problematykę koegzystencji istoty żywej z maszyną, ewentualnie o ich zespolenie. Na ile w 1986 roku Timothy Zahn wykorzystał owe pomysły trudno powiedzieć. Jednak fakt, że doprowadził do połączenia człowieka z elementami mechanicznymi nie pozostaje bez znaczenia. Pomysł przekształcenia prostego żołnierza w komandosa wyposażonego w „nanokomputery” musiał mieć swój początek.

Wydarzenia opisane w Kobrze, która w Polsce została wydana jako pierwszy tom serii, zostały umiejscowione w bliżej nieokreślonej przyszłości, w świecie będącym niejako uproszczeniem „odległej galaktyki”. Biorąc przykład z George’a Lucasa, Timothy Zahn podczas kreślenia ram chronologicznych nie odnosił się do żadnego ze znanych wydarzeń z historii Ziemi. Czasy kolebki ludzkości jawią się jako odległe, niemalże legendarne, dzieje. Umieszczone w książce daty pełnią rolę czysto technicznych nośników akcji, która podobnie jak i w Gwiezdnych wojnach obejmuje zasięgiem kilka planet.


Główną postacią powieści jest Jonny Moreau, młodzieniec wiedziony poczuciem obowiązku wobec ludzkości. Już przy pierwszym spotkaniu rozpoznajemy patriotę rodem z amerykańskich filmów o dzielnych chłopakach walczących ku chwale ojczyzny. Autor daje do zrozumienia, iż mamy do czynienia z bohaterem doskonałym. Z każdej opresji wychodzi cało, jego decyzje zawsze okazują się trafne. Oczywistym wydaje się fakt, że w miarę czytania zaczyna nudzić potencjalnego odbiorcę książki. Przede wszystkim nie zaskakuje, nie zmusza do wysiłku intelektualnego. Może nawet wydawać się nierzeczywisty. Czy taka kreacja bohatera dobrze wpływa na powieść? Postać z jednej strony może wydawać się istotą obcą, pozbawioną zachowań typowo ludzkich, takich jak chociażby popełnianie błędów. Utożsamienie się z głównym bohaterem staje pod wielkim znakiem zapytania. Zagłębiając się w powieściowe kulisy polityki odniosłem jednak wrażenie, że autor celowo wyidealizował Jonny’ego Moreau. Doprowadził do kontrastu. Dzięki temu łatwiej ukazał problem żołnierzy chcących powrócić do normalnego życia, ale nie mogących znaleźć miejsca w społeczeństwie. Zobrazował wojennych bohaterów, o których łatwo się zapomina.

Kobrze z pewnością nie można zarzucić braku dynamicznej akcji. Timothy Zahn nie bawi się w przyczynowo-skutkowe rozdrabnianie napaści Torfów. Od początku stawia obcą rasę w złym świetle, nie pozostawiając miejsca na żadne moralne wątpliwości, niepotrzebne rozważania. Precyzyjne określenie wroga już na wstępie powieści pozwoliło autorowi skupić się na innych wątkach powieści. Głównie na zaprezentowaniu politycznych działań najwyższych władz Dominium Ludzi oraz na technicznych możliwościach superżołnierzy. W książce brakuje natomiast opisów odnoszących się do obyczajowości czy kultury. Choć małomiasteczkowe społeczności mogłyby uchodzić za typowo amerykańskie z połowy lat osiemdziesiątych, to należy zaznaczyć, że są to podobieństwa czysto przypadkowe. Autor na pierwszym planie umieścił realia wojskowo-polityczne, wszystkie pozostałe traktując jedynie jako tło.

Historia młodego rekruta nie zasługuje na miano wielkiej literatury. Zastrzeżenia należy kierować pod adresem stylu wypowiedzi i budowy akcji, która choć dynamiczna jest także prostolinijna. Im bardziej zagłębiałem się w życie Jonny’ego Moreau, tym większy żal miałem do autora, że nie wykazał choć odrobinę większej wyobraźni. Brak szczegółowego przedstawienia świata sprawił, że zarówno postaci, jak i wydarzenia wydają się być całkowicie oderwane od rzeczywistości. Przedzierając się przez kartki powieści niejednokrotnie odnosiłem wrażenie, że także sama wojna jest sztuczna, tekturowa, pozbawiona energii. Tego typu fluidy zdecydowanie źle wpływają na odbiór książki.

Podsumowując, przygody superżołnierzy wypadałoby poznać. Timothy Zahn kojarzony przez wielu wyłącznie jako twórca trylogii Thrawna udowadnia, że potrafi płynnie poruszać się nie tylko w uniwersum stworzonym przez George’a Lucasa. Pomimo kilku wad Kobra jest ciekawym przykładem literatury przygodowo-sensacyjnej osadzonej w schematach science fiction.


Katedra, 29 października 2009

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz