30 lipca 2011

"Możemy cię zbudować" Philip K. Dick

Opisać rzeczywistość powołaną do życia przez Philipa K. Dicka to zadanie trudne. Jeden z polskich autorów przekonywał, że pisarz nie zawsze musi mieć coś do przekazania. Może pisać dla samego aktu pisania, dla czystej rozrywki, która jakby się zastanowić, także niesie pewne wartości. Przyglądając się prozie Dicka trudno jednak nie odnieść wrażenia, że za każdym razem poprzez kartki powieści, opowiadań autor pragnie zaaplikować odbiorcy dawkę swojego spojrzenia na człowieka i świat przez niego zamieszkiwany. Ten jeden z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy science fiction XX wieku wielokrotnie pobudzał w czytelnikach szeroki wachlarz uczuć, od zaciekawienia poprzez euforię aż do przerażenia i niedowierzania. Ubik, Boża inwazja czy Blade Runner stały się kamieniami milowymi literackiej problematyki odnoszącej się do takich zagadnień jak człowieczeństwo, empatia, religia itp. O wpływie Dicka na rozwój fantastyki naukowej można rozmawiać bardzo długo.

Po Możemy cię zbudować sięgnąłem z jednego powodu. Chciałem zobaczyć jak funkcjonowałby Abraham Lincoln w świecie dominującej technologii, nowatorskich ideologii i umierających ideałów. Wszak były prezydent Stanów Zjednoczonych, prawnik o nieprzeciętnej erudycji, jest bezdyskusyjnym bohaterem swojej ojczyzny, patriotą, który całe swoje życie poświęcił służbie narodu. Interesowało mnie, jak odnajdzie się w dickowej rzeczywistości, tak często przesiąkniętej nadmiernym materializmem, przyszłością rysującą się w bardzo ciemnych barwach. Niemniej w trakcie czytania na pierwszy plan wysunęła się nie tyle kwestia zestawienia człowieka dziewiętnastowiecznego z dwudziestowiecznym, ale opis stanów lękowych schizofrenika. Jakby nie patrzeć, Philip K. Dick czerpał informacje z pierwszej ręki. Przedstawienie istoty ludzkiej dręczonej nie tylko poczuciem nie spełniania, ale i omamami umysłu pochłonęło mnie kompletnie. Fenomenalne ukazanie stadiów choroby, dynamiczna akcja, nietuzinkowe postacie – to z pewnością plusy powieści.

Akcja Możemy cię zbudować rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, w amerykańskim miasteczku, gdzie życie toczy się spokojnym, utartym rytmem. Gdzie żyją ludzie uchodzący za przeciętnych i nijakich, pozbawionych szans na lepsze jutro. W opozycji do Ontario, bo o nim mowa, stoi Seattle, siedlisko występku i zła, miejsce przeżarte materializmem. Można pokusić się o porównanie wspomnianego miasta do pomniejszonego Tokio. Przechadzając się uliczkami Seattle niemalże możemy poczuć gęstą atmosferę tego miejsca, klimat zdegenerowania, porzucenia wielkich ideałów. Przed oczyma możemy dostrzec Gotham Tima Burtona czy też urbanistyczne wizje Ridleya Scotta z Blade Runnera.


W takiej rzeczywistości poznajemy głównego bohatera powieści Louisa Rosena, współwłaściciela firmy Wyspecjalizowane Amerykańskie Zestawy Akustyczne. Już przy pierwszym kontakcie rozpoznajemy w nim pogodzonego z losem przedstawiciela klasy średniej, czterdziestoletniego faceta bez przyszłości. Postać, będąca swoistym odbiciem Ontario, zmienia się jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w wyniku spotkania z panną Pris Rock i panem Lincolnem. Zetknięcie się tych trzech ludzi Dick wybrał na punkt zwrotny fabuły. Od tego momentu jesteśmy świadkami stopniowego pogłębiania się choroby umysłowej Louisa. Z jednej strony budzi się w nim nieszczęśliwy romantyk, pragnący spokojnego życia u boku ukochanej, a z drugiej istota pełna ambicji, potrzeby wybicia się, wykazania, dołączenia do grona wielkich businessmanów, korpów władających światem. Ukazanie tragizmu ludzi, którzy tak naprawdę nie wiedzą, do czego zmierzają i co dla nich jest najważniejsze jest jednym z kluczowych motywów powieści. Należy także zwrócić uwagę na fakt, że Dick nie roztrząsa zjawiska w odniesieniu jednostek, ale skupia się na jego wymiarze ogólnospołecznym. Świat przez niego wykreowany jawi się jako zbiór indywidualności, które prędzej czy później przytłoczone przez szeroko pojętą degenerację ideałów popadają w stan schizofreniczny.

Philip K. Dick nie byłby sobą, gdyby nie poświęcił kilku wersów kwestiom takim jak – czym jest człowieczeństwo? co różni istotę ludzką od maszyny? czy zdolność do empatii jest czynnikiem decydującym w sporze pomiędzy stwórcą i jego sztucznym wytworem? Tematy te stają się treścią wystąpień elektronicznego homunkulusa, Abrahama Lincolna. Uśmiech na ustach pojawia się, gdy uświadomimy sobie, że ten wielki obrońca praw człowieka tym razem staje po przeciwnej stronie barykady.

„Jeżeli występuje konflikt pomiędzy prawami człowieka a prawami własności, prawa człowieka muszą zwyciężyć”.

Możemy cię zbudować choć nie należy do grona najbardziej rozpoznawalnych powieści amerykańskiego pisarza science fiction, to jednak już samym tytułem intryguje. Czyż zestawienie wyżej wymienionych wyrazów nie jest idealnym przesłaniem głównej myśli książki? Dick w prostych słowach dał wyraz swojemu poglądowi na współczesnych mu przedstawicieli społeczeństwa. Na kartach powieści zestawił ludzi lat osiemdziesiątych XX wieku z maszynami przez nich zbudowanymi. Ukazał istotę ludzką, schizofrenika wyzbytego zdolności empatii. Człowieka mniej humanitarnego od jego mechanicznych tworów. Połączenie historii nieszczęśliwej miłości z pesymistycznym nastrojem jeszcze bardziej uwypukliło przesłanie powieści.

Choć z twórczością Dicka mam już bardzo długo kontakt, to jednak stale czymś mnie zaskakuje. W Możemy cię zbudować nie spodziewałem się spotkać tragicznego romantyka ze skłonnościami do schizofrenii. Przynajmniej nie w roli przekaźnika spostrzeżeń amerykańskiego pisarza na temat zaniku moralności współczesnego człowieka. Nawet nie spostrzegłem, kiedy historia Louisa Rosena się skończyła. I to właśnie długość fabuły jest według mnie najsłabszym elementem omawianej powieści. „The end” następuje zdecydowanie za szybko. Na dobrą sprawę dopiero w zakończeniu książki zaczyna docierać do odbiorcy prawdziwe znaczenie wypowiedzi poszczególnych bohaterów. Zabawa rozkręca się, a tu nagle – bach! i koniec.

Historia XVIII, XIX wieku dostarczyła światu wielu wybitnych myślicieli, polityków. Wystarczy, że wspomnę Napoleona I, Adama Smitha, Karola Marksa i oczywiście Abrahama Lincolna. Okazywano im szacunek w utworach literackich, ekranizacjach filmowych czy też na deskach teatrów. Fascynują do dnia dzisiejszego. Z racji mojego wykształcenia zainteresowanie wspomnianymi postaciami jest prawdopodobnie jeszcze większe niż u innych ludzi. Jako historyk czytający fantastykę nie mogłem przejść obojętnie obok powieści Możemy cię zbudować.


Katedra; 29 listopada 2009

1 komentarz:

  1. Mnie nieco ta książka zmęczyła. Dick czasami przesadzał z mnożeniem damsko-męskich komplikacji. Tutaj za mocno wysunął ten motyw. Za dużo zranionych serc, za mało robotów...

    OdpowiedzUsuń