30 lipca 2011

"Nierównowaga sił" Charles Stross


Pierwszych kilkanaście wersów opowiadania przypomniało mi, że tak naprawdę nic nie wiemy. Chodzi mi oczywiście o człowieka. Kiedy wzlecieliśmy w kosmos, kiedy stanęliśmy na Księżycu, kiedy po raz pierwszy zwróciliśmy uwagę na Marsa świętowaliśmy, wiwatowaliśmy i naśladowaliśmy „malowane ptaki”. Te wszystkie filmy o ziszczeniu naszych marzeń, prezentujące nas jako największe stadium ewolucji. Po prostu super, udało nam się.

Charles Stross tłucze nasz sen o wielkości. Nie pisze o ludzkości przez duże L, ale ukazuje ją jako jedną z wielu innych „marionetek” w rękach sił nadrzędnych. Sprowadza człowieka do roli figurki na kosmicznej szachownicy. Pamiętacie bodajże ostatnią scenę Facetów w czerni? Dziwna istota bawiąca się naszą galaktyką, świecącą kulką. Jesteśmy ziarenkami piasku, niczym więcej. Prawda, że niezbyt optymistyczne przesłanie? Można siedzieć i ględzić o tym, że to oczywista oczywistość, fakt znany każdemu. Owszem, ale czy to znaczy, że pisanie o tym opowiadań jest błędem? Stratą czasu? Świetnie się czułem, uśmiechałem pod wąsem na myśl o „pseudotermitów” (przed oczami stanęła mi ostatnia przygoda Indy’ego) rzeźbiących łyżeczki z drzewa żółwiowego.

"Jak brzytwą masło, tak przetnie mózg:
Jak kamień w wodę – cicho: plusk..."

[Julian Tuwim Śmierć]

Dodatkową atrakcją opowiadania jest kreacja jego głównych bohaterów: Amerykanów i ich towarzyszy ze Związku Radzieckiego. Patrząc na ich działania widziałem „goryle w mgle”, sztuczne twory nie umiejące współpracować w obliczu wspólnego niebezpieczeństwa. Supermocarstwa zaślepione ideologiami, mrzonkami o spotkaniu „kosmicznych socjalistów”. Nierównowaga sił jest wizją ludzkości egoistycznej, podzielonej na kilka zwalczających się części. Można pójść dalej i rozłożyć problemy ogólnoludzkie na czynniki pierwsze. W moim przekonaniu zdecydowanie większy procent społeczeństwa polskiego myśli wyłącznie o sobie. W czasie kryzysu ta oczywistość jeszcze bardziej rzuca się w oczy, czy to w pracy czy w tramwaju. Ostatnio byłem nawet świadkiem starcia się młodzieży wszechpolskiej z homoseksualistami. Zdarzenie miało miejsce na rynku wrocławskim. Czyż nie mogłem wejść wówczas w rolę obserwatora z opowiadania Strossa? Oczywiście na mniejszą skalę, ale zawsze.

Koniec filozofowania. Nierównowaga sił podobała mi się. Polecę schematami: wciągająca fabuła, ciekawi bohaterowie, dziwne zakończenie. Może nie do końca było tak jasne jakbym chciał (nie lubię udziwniania na siłę), ale generalnie nie ma się, do czego przyczepić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz