29 lipca 2011

"Sztuka alchemi" Ted Kosmatka


Kilka słów o korporacjach.
Michał Protasiuk w Strukturze oprowadzał czytelnika po wielkich firmach. China Miéville w Koniec z głodem demaskował fałszywych filantropów. Jakub Małecki w Opowieści oszusta przestrzegał przed drobnym druczkiem na umowach. Natomiast Ted Kosmatka w Sztuce Alchemii przekonywał, że według wielkich tego świata cel zawsze uświęca środki. Ostatnio coraz częściej mamy okazję czytać o przedsiębiorstwach, uśmiechniętych kierownikach w idealnie skrojonych garniturach, czy długonogich sekretarkach w czerwonych szpilkach. Skąd takie, a nie inne motywy wśród literatów świata fantastycznego?

Do pewnego stopnia zainteresowania pisarzy wspomnianą tematyką można tłumaczyć środowiskiem, w którym funkcjonują. Na przykład Michał Protasiuk zawodowo zajmuje się analizą danych, a autor Dworca Perdido udowodnił, że lubi łączyć działalność polityczną z literaturą. Nie bez znaczenia jest jednak i fakt, że „tajemnicza organizacja”, jako symbol zła fascynowała czytelników od zawsze. Pamiętam, że jako dzieciak za ideał korporacji wyzyskującej maluczkich uważałem imperium Lexa Luthora. Z czasem ustąpiło ono miejsca agencjom rządowym, na przykład z serialu Z archiwum X. Dziś palmę pierwszeństwa dzierży firma, która mnie zatrudnia, ale o niej nie będziemy rozmawiać. Wiecie, nie wypada.

Sztuka alchemii Teda Kosmatki to tekst otwierający drugi numer polskiej edycji "Fantasy & Science Fiction". Ten młody, amerykański pisarz, który na swoim koncie ma zaledwie kilka opowiadań, cieszy się coraz większym powodzeniem wśród czytelników. Nie tak dawno mieliśmy chociażby okazję przeczytać Proroka z wyspy Flores (Kroki w nieznane 2009).

Sztuka alchemii to moje pierwsze spotkanie ze wspomnianym autorem i muszę przyznać, że jestem bardzo mile zaskoczony. Od dawna (bodajże od Hazardzisty Paolo Bacigalupiego) nie czytałem tak dobrego opowiadania. Złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim historia nie była przegadana, a co za tym idzie czytelnik nie miał okazji poczuć się zagubionym w plątaninie wątków pobocznych. Wierzę, że pewni literaci wezmą przykład z pana Kosmatki i nie będą traktowali „ilości tekstu”, jako jednego ze sposobów na poprawienie kondycji finansowej. Przejrzysty styl wypowiedzi, zwyczajne postacie i bardzo dobrze zobrazowane środowisko wewnątrzkorporacyjne to także plusy opowiadania. Mam przyjemność pracować w jednej z polskich korporacji i wiem, co mówię. Ted Kosmatka niemalże wzorcowo przedstawił cele wielkiego przedsiębiorstwa oraz czynniki pozwalające ten cel uzyskać. Według mnie zapasy rekinów gospodarki światowej zostały opisane przekonywująco i realnie.

Sztuka alchemii to opowieść o korporacji. O ludziach pracującej w niej dla dobra ogółu, a nie tylko dla gospodarczego monstrum. O ideach, które aby wypłynąć na światło dzienne muszą pokonać bardzo wiele przeszkód. Jeżeli interesujecie się technologicznymi nowinkami, czy może aktualną kondycją finansową wielkich tego świata to tekst Teda Kosmatki na pewno was nie rozczaruje. Warto poświęcić mu chwilkę czasu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz