25 sierpnia 2011

"Dzienniki gwiazdowe. Podróż siódma" Stanisław Lem


Nie przepadam za współczesną fantastyką. Nie znaczy to jednak, że jej nie czytam. Będąc przyciśniętym do muru rezerwuję miesięcznie kilkadziesiąt godzin dla wydawniczych nowości, ale robię to niechętnie. Oczywiście, zdarzają się teksty, które podnoszą u mnie poziom endorfin, ale ma to miejsce bardzo rzadko, co jest po części także i moją winą. Zdecydowanie za mało czasu poświęcam wyszukiwaniu „wartościowych pisarzy” – „wartościowych” w moim rozumieniu – i zbyt szybko daję za wygraną. Być może szukając skrupulatniej odkryłbym niezliczone pokłady świetnej literatury. Być może... Na szczęście bądź nieszczęście, zależy jak na to spojrzeć, nie zwykłem marnować czasu i sił na gdybanie. Wolę spacer i piwko ze znajomymi. Wolę wrócić do klasyków, a poszukiwania wiatru w polu pozostawić innym.

Słyszałem, że bohaterowie żyją wiecznie. Slogan wyświechtany, ale bliski prawdy. Od wydania pierwszych relacji z podróży Ijona Tichego minie niebawem sześćdziesiąt lat, a ów sławny podróżnik i człowiek czynu wciąż inspiruje. Zajrzyjmy chociażby za naszą zachodnią granicę. W marcu 2007 roku miała miejsce premiera serialu Ijon Tichy: Raumpilot, którego cztery odcinki oparte zostały bezpośrednio na prozie Stanisława Lema. Choć niemieckiej adaptacji ułamka Dzienników gwiazdowych daleko do „wielkości” to jednak wspominam ją bardzo miło i cieszę się, że powstała. My także moglibyśmy coś nakręcić, ale chyba jeszcze nie doszliśmy do siebie po ekranizacji prozy Sapkowskiego. Czyżbyśmy obawiali się spieprzenia historii o kolejnym wielkim bohaterze?


Historii? Nie, to nie jest dobre słowo. Patrząc na Ijona Tichego nie sposób mówić o „jego historii”, jako o czymś pojedynczym i spójnym. Czytelnik chcący uporządkować życie lemowskiego człowieka czynu skazany jest z góry na porażkę, gdyż „historia Tichego” nie ma początku, ani końca. Cykl, który przyjęło nazywać się Dziennikami gwiazdowymi powstawał na przestrzeni blisko trzydziestu lat, a każda wchodząca w jego skład Podróż... była odrębną od pozostałych historyjką o Ijonie Tichym. Co więcej, jak słusznie zauważa profesor Jerzy Jarzębski, tak naprawdę nic o nim nie wiemy: „Nic nie wiemy o jego życiu rodzinnym; jeśli do domu (na Ziemię) wpada, to tylko po to, aby za chwilę znowu gdzieś polecieć, jeśli ma jakąś biografię, to tylko w kawałeczkach — takich, które się nadadzą jako materiał do anegdoty”.* Pisząc o Dziennikach gwiazdowych skłaniałbym się ku omawianiu jedynie wybranych przygód Ijona. Różniących się tematyką, jak i samym bohaterem, który w zależności od fabuły stroi się w najrozmaitsze piórka.

Podróż siódma, opublikowana pierwotnie w zbiorze Niezwyciężony i inne opowiadania w 1964 roku, to próba zmierzenia się Ijona z fenomenem pętli czasowej, czy jak kto woli fenomenem wiru czasoprzestrzennego. Nie jestem specem od fizyki, nauczycielka ze szkoły średniej skutecznie obrzydziła mi ów przedmiot, więc siłą rzeczy niniejsze omówienie wyzute jest z naukowego bredzenia. Lem postąpił podobnie – choć z zupełnie innych powodów – przez co Podróż siódma, podobnie jak wszystkie pozostałe, to przede wszystkim tekst humorystyczny. Pisarz mając na uwadze dobro czytelników opis zagadnienia pętli czasowej ogranicza do niezbędnego minimum. Wspomina o zaginaniu się kierunku przepływu czasu, polach grawitacyjnych oraz podwojeniu się rzeczywistości, ale jego wyjaśnienia sprowadzają się dosłownie do kilku zdań.

W jaki sposób przejawia się problem wiru czasoprzestrzennego? Na skutek nieszczęśliwego zbiegu wydarzeń, tj. niewielki meteor uszkadza stery statku Tichego, podróżnik zostaje zmuszony do dryfowania w przestrzeni kosmicznej. Na domiar złego przelatuje przez „pola grawitacyjne wielkiej mocy, które to zjawisko (…)doprowadza do zawrócenia czasu i tak zwanego podwojenia rzeczywistości”.** Inaczej mówiąc: osoba Ijona ulega wielokrotnemu zdublowaniu. Co więcej, każdy Tichy pochodzi z innego czasu. Prawdziwy Ijon musi nie tylko rozwiązać problem naprawy statku, ale także zniwelować liczbę nieproszonych gości. Sprawa nie jest prosta. Każdy z Tichych nie dość, że uważa się za mądrzejszego od innych, to na dodatek myśląc jak naukowiec pogarsza tylko sytuację.

Ijon Tichy z Podróży siódmej to osoba ucząca się. Lem udowadnia, że mierząc się z jakimkolwiek problemem nie zawsze należy stawiać wyłącznie na logikę. Od czasu do czasu można a nawet trzeba popuścić wodze wyobraźni, bo być może najprostsze rozwiązanie jest zarazem tym najwłaściwszym. Oczywiście, zadufany w sobie Ijon nie od razu to zrozumie. Zanim do tego dojdzie przejdzie prawdziwą szkołę życia. Koniec końców, wszyscy uczymy się na błędach.



* J. Jarzębski Spór między Münchhausenem a Guliwerem; w: S. Lem Dzienniki Gwiazdowe; Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2008; s.359.
** S. Lem Dzienniki gwiazdowe; Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2008; s.16.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz