20 października 2011

"15 blizn" red. Sonia Miniewicz

Książki opatrzone takimi nazwiskami jak Masterton, Ketchum, Darda czy Cichowlas przyciągają czytelników, gdyż bądź co bądź są to nazwiska poczytnych i ogólnie znanych autorów. Co za tym idzie, wydaje się, że takowe antologie nie powinny mieć problemu ze zdobyciem sporego grona odbiorców. Koniec końców, większość osób sympatyzujących z opowiadaniami grozy nie pozostanie obojętna wobec tekstów z kręgu ich zainteresowań, zwłaszcza tekstów dotąd w Polsce niepublikowanych. Należy jednak uważać. Nie zawsze sławne osobistości gwarantują przyjemną lekturę.

„15 blizn” to kolejna antologia grozy wydana przez wydawnictwo Replika i jak to bywa z niemal wszystkimi zbiorami, można w niej znaleźć zarówno teksty bardzo dobre, jak i bardzo słabe. Oczywiście punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i to, co jedni uznają za wartościowe, inni mogą okrzyknąć czystym bełkotem, ale tak było zawsze i nikt tego nie zmieni. W mojej ocenie „15 blizn” to przede wszystkim antologia „niesmaczna” – jeżeli wolno użyć mi, takiego określenia – zbiór, którego zdecydowana większość tekstów zamiast jeżyć czytelnikowi włos na głowie, jedynie obrzydza lekturę.

Ktoś może zapytać: a czego oczekiwałeś sięgając po książkę zatytułowaną „15 blizn”? W porządku, zgadzam się, że antologia całą sobą informuje odbiorcę, z jakim horrorem będzie miał on do czynienia. Trup młodej dziewczyny na okładce, do tego trup pokryty bliznami i szwami, ma prawo sugerować i de facto to właśnie czyni, że oto czytelnik bierze do ręki opowiadania, które niekoniecznie skierowane są do osób o słabych nerwach. Z drugiej strony, patrząc na współczesny horror, dochodzę do wniosku, że odbiorcy właśnie tego potrzebują. Nie tak dawno Marcin Pluskota pisał o cieszącym się coraz większym powodzeniem w kinie, podgatunku horroru, tzw. torture porn. Podgatunku sprowadzającym się do bombardowania widza wymyślnymi torturami, od łamania kołem po obcinanie i zgniatanie ludzkich kończyn. Zatem, jeżeli kręcą kogoś takie klimaty, oglądał on „Piłę”, „Sadystę”, a na „Hostelu” zajadał się popcornem, patrząc, jak forsiaści kolesie nękają niejakiego Paxtona, to antologia „15 blizn” jest dla niego*. Spotka w niej zarówno oprawców („Amator”, „Terapeuta”, „Zasiedlenie”, „Spójrz na to z drugiej strony”), jak i demony z piekła rodem („Korzeń wszelkiego zła”). Na szczęście dla mnie wspomniane opowiadania nie wywołują tak silnych emocji jak filmy. Ich lektura nie była przyjemnością, jednak dobrnąłem do końca.

Jasne strony antologii? Owszem, są. Sięgając po „15 blizn” zamiast scen ociekających krwią oczekiwałem opowiadań, które owszem opierają się na motywie przemocy, ale budując nastrój wzorują się na tekstach charakterystycznych dla przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Z tego co pamiętam, najwięksi pisarze horrorów i thrillerów nie uciekali się do tanich sztuczek, czytaj: przykuwania uwagi czytelnika coraz bardziej wymyślnymi morderstwami. Lovecraft, Jackson czy też King stawiali na klimat, na nastrojową opowieść i tego typu literatury spodziewałem po najnowszej antologii wydawnictwa Replika. To wszystko odnalazłem zaledwie w kilku tekstach i to dla nich warto poświęcić czas. Słowa pochwały należą się Ramseyowi Campbellowi za intrygujące i wciągające opowiadanie „Tuż za tobą”. Historia nauczyciela prześladowanego przez ducha to prawdziwy majstersztyk, jeżeli chodzi o opowieści z dreszczykiem. Brytyjski pisarz umiejętnie buduje napięcie – wyników nie powstydziłby się sam Hitchcock – nie popadając jednocześnie w absurd. Równie wiele dobrego mogę powiedzieć o tekście Jacka Ketchuma, „Opowieść z Owczej Łąki”. Prawdę powiedziawszy zupełnie nie tego się spodziewałem. Ketchum, który w pewnym momencie został oskarżony przez krytyków o propagowanie pełnej przemocy pornografii, tym razem zwalnia tempo, koncentrując się na bohaterze i jego nienawiści do świata. Stroup to – jak wyznaje sam autor – pijak, mizantrop i nihilista, a więc postać, której nie sposób nie polubić. „Opowieść z Owczej Łąki” to numer jeden antologii. Nie byłbym sobą, gdybym nie pochwalił także Joe Hilla („Twitterowanie z Cyrku Umarłych”), który kupił mnie oryginalnym pomysłem i jego dość nietypowym przedstawieniem. Z kolei z polskich autorów wyróżniłbym jedynie Aleksandrę Zielińską i „Ostatnie kuszenie Ewy Betulew”, które odebrałem jako ciekawą opowieść o karze i sprawiedliwości.

Podsumowując, do antologii „15 blizn” zachęcałbym w pierwszej kolejności czytelników, dla których spotkanie z psychopatami pragnącymi zadawać ból to nie pierwszyzna. Takowe osoby z pewnością w wielu opowiadaniach odnajdą coś dla siebie. Wszystkim pozostałym zainteresowanym oznajmiam: czytacie na własną odpowiedzialność.


* M. Pluskota „Tortura Non Stop”; w: „Lśnienie. Kultura grozy”; Nr 01 2009; s.6-10.


Katedra

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz