28 października 2011

O Mathesonie ciąg dalszy


Premiera He is Legend: An Anthology Celebrating Richard Matheson za nami. Antologii bogatej w świetne teksty oraz pomysły literackie, będące inspiracją dla wielu współczesnych pisarzy. Antologii, w moim odczuciu, spełniającej swoje główne zadanie, tj. rozbudzającej nadzieje na lepsze czasy dla mathenowskich tekstów w Polsce. Nie zmienia to jednak faktu, że czuję literacki niedosyt. Bądź, co bądź nadzieją nie zaspokoję czytelniczego głodu. Rodzi się zatem pytanie: co dalej? Dzięki Sine Qua Non dostaliśmy przedsmak tego, co nas czeka, jeżeli zdecydujemy się zawrzeń z Mathesonem bliższą znajomość. Podano nam przystawkę, lecz bez dania głównego. Dlaczego? W trakcie rozmowy z jednym z redaktorów antologii usłyszałem, że wszystko rozbija się o pieniądze. Jak zwykle... Otóż danie główne musimy przygotować sami. Jeżeli He is Legend przyniesie oczekiwane korzyści materialne, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że na oryginalnych Mathesonów nie przyjdzie nam długo czekać. Innymi słowy: od nas – konsumentów – zależy przyszłość Mathesonów w Polsce. Wychwalane przeze mnie wydawnictwo podniesie rzuconą mu rękawicę i podejmie się opublikowania tekstów Richarda Mathesona, ale tylko za godziwym wynagrodzeniem. Nie zrozumcie mnie źle: nie ganię Sine Qua Non za taką postawę, gdyż jest to postawa świadcząca o zdrowym podejściu do interesów. Będzie zapotrzebowanie na utwory Mathesona, będą one dostępne na rynku.

Na chwilę obecną tak to właśnie wygląda. Chcąc obcować z oryginalnym Mathesonem jesteśmy zmuszeni ograniczyć się do historii dr Roberta Neville'a; ewentualnie nieliczni szczęśliwcy mogą czerpać przyjemność z lektury Gdzieś w czasie. Pojedynczych opowiadań, rozsianych po różnorakich zbiorach, nie liczę. Dla mnie – mam nadzieję, że dla wielu osób również – to zdecydowanie za mało. Brak Mathesona na polskim rynku boli tym bardziej, że jest to pisarz znany i powszechnie doceniany. Teksty jego stały się pokarmem dla wielu klasyków kina (Duel Spielberga, The Incredible Shrinking Man Jacka Arnolda, I am Legend Lawrence'a). Literacką wyobraźnią zaraził wielu współczesnych twórców, wspomina go m.in. Stephen King. Ramsey Campbell otwarcie nazywa go „najbardziej innowacyjnym, odkrywczym” pisarzem współczesnej grozy. Idźmy dalej, będąc scenarzystą Matheson współpracował przy tworzeniu, dla wielu mającego status: kultowego, serialu The Twilight Zone. Można powiedzieć, że Matheson to prawdziwy człowiek-instytucja. Czego jeszcze trzeba, aby być wydawanym w Polsce?


Wielu pochlebnych opinii o jego literackich pomysłach? Być może. Ich źródłem może być właśnie antologia Mathesonowi poświęcona. Lektura He is Legend była prawdziwą przyjemnością, większość tekstów już teraz prosi się o powtórkę. Jednym z nich jest opowiadanie Everything of beauty taken from you in this life remains forever Gary'ego Braunbecka. Nie mogąc poznać oryginału – opowiadanie Button, Button z 1970 roku – sięgnąłem po film The Box Richarda Kelly. Wrażenia? Przede wszystkim dobra gra aktorska w wykonaniu Cameron Diaz. Tego się nie spodziewałem, nie po szczupłej blondynce. Kociak Charliego miałby brylować w thrillerze sf? No dobra, wcisnąć przycisk, trochę histeryzować i być przejętą matką potrafi niemalże każdy, ale... Prawdą też jest, że, jako Norma Lewis spisała się idealnie. Do James'a Marsdena także nic nie mam. Miło było zobaczyć, jak grzeczny i ułożony Cyklop w końcu traci nad sobą panowanie i pociąga za spust. Może nie z zimną krwią, ale zawsze. The Box nie jest filmem na miarę spielbergowskiego Duela, ale nie jest też totalna szmirą. Thriller z ciekawym pomysłem, niezłymi aktorami, ale film, który w Polsce przeszedł bez większego echa. A szkoda, bo warto poświęcić mu wieczór.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz