31 października 2011

"Śmierć w domu" Clifford D. Simak


Śmierć w domu (A death in the house) to opowiadanie Clifforda Simaka, opublikowane po raz pierwszy w Galaxy Science Fiction w październiku 1959 roku. W ogóle, przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych to okres bardzo płodny w twórczości pisarza-farmera. Mam tu na myśli głównie krótką formę wypowiedzi. To wówczas powstaje wiele ciekawych tekstów, które później wypełniły takie zbiory, jak Strangers in the Universe (1956), The world of Clifford D. Simak (1960) oraz Ali the Traps of Earth (1962). Z niniejszym tekstem zapoznałem się czytając zbiór opowiadań, zatytułowany Ludojad (1994).

Śmierć w domu to historia spotkania człowieka – w tym przypadku: Mose'a Abramsa, farmera – z przybyszem z kosmosu. Brzmi znajomo? Dla fanów Simaka na pewno. Podobny motyw możemy odnaleźć chociażby w Sąsiedzie czy Wielkim frontowym podwórzu. Zaczyna się całkiem zwyczajnie... tzn. zwyczajnie dla prozy Simaka, czyli od pochwały spokojnego, wiejskiego życia. Stary Mose to rolnik, któremu nie jest obce zaganianie krów z pastwiska, krzątanina wokół żywego inwentarza czy wieczorne poszukiwanie jaj w kurniku. Do tego jest to człowiek samotny, spokojnie zmierzający ku nieuniknionemu, kultywujący dawne zasady, tj. uczciwość, religijność, sprawiedliwość. Gdyby rozbudować tę postać – archetyp amerykańskiego farmera – mogłaby zasilić szeregi bohaterów powieści Cormaca McCarthy'ego. Mose Abrams to osoba odwykła od kontaktu z innymi, żyjąca własnym życiem i stroniąca od nowinek współczesnego świata (patrz: nie korzystająca z dobrodziejstw elektryczności; z trudem akceptująca maszynę zwaną telefonem). Osoba, mogąca uchodzić za dziwaka i gruboskórnego odludka. Pozory jednak mylą. Stary Mos to symbol małomiasteczkowego farmera, trochę szorstkiego, ale ciągle wierzącego w dobre, amerykańskie zasady.

„Nie wiedział, oczywiście, że jest to obcy; dla niego była to po prostu żywa istota, która znajdowała się w potrzebie, a stary Mose – mimo że wszyscy sąsiedzi nie mieli o nim najlepszego zdania – nie należał do ludzi, którzy potrafili przejść obojętnie obok cierpiącego stworzenia i pozostawić je w lecie na pastwę losu”.

Na temat kontaktów człowieka z przedstawicielem obcej cywilizacji napisano wiele. Tym razem odbyło się jednak bez fajerwerków, bez wielkich „ochów”, „achów” i obustronnych gaf. Simak ucieka od definiowania znaczenia takiego spotkania, nie prezentuje jego skutków dla nauki, polityki, i innych takich. Zamiast tego podpowiada, jak mógłby wyglądać 'kontakt' z dala od jajogłowych, medialnego szumu, politycznej poprawności. Kontakt zbudowany na zaufaniu i chęci niesienia pomocy potrzebującym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz