26 listopada 2011

"Imperium mrówek" Bernard Werber


Rzeczywistość widziana oczyma mrówki musi wyglądać fascynująco. Wystarczy uzmysłowić sobie ogrom informacji przetwarzanych przez mrówcze zmysły. Ziemia emanująca milionami zapachów, tajemnice czające się za każdym drzewem, niebezpieczeństwa czekające na co bardziej nieostrożne istoty. Teraz wszystkie te wrażenia są dosłownie na wyciągnięcie ręki. Bernard Werber w powieści Imperium mrówek zabiera czytelnika w podróż do mrówczego świata. Świata istot potężnych, a zarazem tak maleńkich, że często ledwo dostrzegalnych.

Moje pierwsze spotkanie z pisarzem z Tuluzy miało miejsce podczas lektury książki Tanatonauci. O ile wspomniana powieść pod względem fabuły w finalnym rozrachunku nie wypadła najkorzystniej, o tyle język wypowiedzi Bernarda Werbera pozostawił bardzo korzystne wrażenia. Na tyle pozytywne, że postanowiłem sięgnąć po Imperium mrówek, tj. pierwszą część trylogii Mrówki, która dość szybko zyskała uznanie w oczach czytelników nie tylko z Francji. W Polsce możemy cieszyć się twórczością Bernarda Werbera dzięki wydawnictwu Sonia Draga.

Fabuła powieści rozgrywa się we Francji, dokładnie w Paryżu, na i w okolicach ulicy Sybarytów 3. Chciałbym wyraźnie podkreślić wymienione przed chwilą przyimki: „na” i „w”. Mają one duże znaczenie ponieważ akcja książki oscyluje wokół dwóch światów, ludzkiego i mrówczego. Mówiąc „w okolicach ulicy Sybarytów” mam na myśli pobliski las, a właściwie jego najniższą warstwę. To ona będzie areną głównych wydarzeń. Sam dom znajdujący się na ulicy Sybarytów pod numerem 3 pełni funkcję akumulatora pompującego w ludzką część powieści nastrój napięcia oraz wątek tajemnicy. Cytując za wydawcą: „siostrzeniec sławnego etymologa Jonatan Wells dostaje w spadku po wuju kamienicę oraz pisemny zakaz schodzenia do piwnicy. Choć bardzo cieszy się z przeprowadzki, z dnia na dzień coraz bardziej intryguje go zagadkowa prośba zmarłego. Jakie sekrety może kryć zamknięta piwnica?”.

Głównymi bohaterami powieści są mrówki. Wierzę, że każdy miał sposobność choć raz w życiu widzieć mrowisko. Jego istotę najlepiej oddaje słowo użyte przez Bernarda Werbera w tytule książki, „imperium”. Patrząc na poczynania tych najmniejszych ze znanych mi książkowych bohaterów, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że oto mam przed sobą obraz bardzo sprawnie funkcjonującego organu państwowego. Z mądrą władczynią na czele, mocno zhierarchizowanym społeczeństwem oraz dobrze wyszkoloną armią.

Jeżeli chodzi o postacie ludzkie to zostały one zepchnięte niejako na boczny tor. Pisarz nie poświęca im tyle uwagi co mrówkom. Podobnie jak w Tautonautach dostrzegamy, że świat zewnętrzny otaczający bohaterów (np. Jonatana Wellsa) został ograniczony do minimum, wyposażony jedynie w najprostsze konstrukcje. Czytając o Paryżu, nie odczujemy charakterystycznego dla niego klimatu. Zarówno rzeczywistość postrzegana oczyma ludzi, jak i ta widziana przez mrówki, uzupełniają się, wraz ze zbliżaniem się ku końcowi powieści widać to coraz wyraźniej.

Imperium mrówek, choć jest powieścią wciągającą, głównie dzięki niecodziennym bohaterom, nie jest pozbawioną wad. Pierwszą i w ostatecznym podsumowaniu największą jest zbytnie oderwanie fabuły od rzeczywistości. Pomimo że książkę można najczęściej znaleźć na półkach zarezerwowanych dla literatury fantastycznej, to Bernard Werber początkowo robi wszystko, aby była ona jak najbardziej wiarygodna w przekazie. Przez kilka lat pisarz przebywał na Wybrzeżu Kości Słoniowej, gdzie miał okazję badać życie i zwyczaje mrówek. Dzięki zdobytej tam wiedzy, a także dziennikarskiemu wykształceniu, wydał w 1991 roku książkę o mrówkach łatwą w odbiorze dla przeciętnego zjadacza chleba, powieść o wyraźnych zapędach popularno-naukowych. Takie wrażenie odniosłem po przeczytaniu większości tekstu. Niestety im dalej w las tym gorzej. W pewnym momencie autor traci kontakt z rzeczywistością. Zamiast nadal towarzyszyć czytelnikowi w wędrówce przez bajkową rzeczywistość maleńkich stworzeń, zaczyna spekulować na temat możliwości bezpośredniego zespolenia świata ludzkiego z mrówczym. Wysnuwa teorie, które są trochę za mocno naciągane. Brakuje im logiki. Oczywiście dla jednych może być to wada, dla innych nie. Jeżeli za punkt wyjścia przyjmiemy, że Imperium mrówek jest powieścią stricte fantastyczną, to opisany problem praktycznie przestaje istnieć. Wówczas wystarczy popuścić wodze wyobraźni i dać się porwać fikcji naukowej.


Zaginiona Biblioteka, 25 kwietnia 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz