16 listopada 2011

"Potępieni" Chuck Palahniuk


Niektórzy ostrzegają przed ocenianiem książki po okładce. Mają rację. W owej praktyce ciężko znaleźć oznaki zdrowego rozsądku. Niemniej, niepomny przestróg, po najnowszą powieść Chucka Palahniuka sięgnąłem właśnie z powodu jej szaty graficznej i zachęcającego blurbu. Trawestując słowa wydawcy, byłem ciekaw, na ile amerykański pisarz faktycznie poszedł śladami Dantego i Dostojewskiego. Ciekaw, jak do tak poważnego zagadnienia, za które uchodzi temat winy i odkupienia, podszedł pisarz znany z języka ciętego i dowcipnego.

Podobnie jak i pozostałe książki Palahniuka wydane przez Niebieską Studnię, tak i tę skrywa okładka autorstwa Pawła Jońcy. Okładka prosta, psychodeliczna, idealnie obrazująca to, z czym spotkamy się podczas lektury Potępionych. Autor Podziemnego kręgu – sztandarowa powieść Palahniuka – przyzwyczaił czytelników do bezkompromisowego wywlekania własnych spostrzeżeń odnośnie natury ludzkiej oraz kruchości świata doczesnego. Pod tym względem Potępieni nie odbiegają od poprzednich książek w dorobku pisarza, momentami mogą nawet uchodzić za ich kalkę. Widoczne są chociażby nawiązania do wspomnianego Podziemnego kręgu. Dostrzec możemy odautorską pogardę dla ciągłego zabiegania o coraz to „lepiej płatne i najbardziej prestiżowe posady”*, pogardę dla ludzkiego przywiązania do bogactw i osiągnięć, do domostw i bliskich.** Oczywiście owa pogarda została podana w sposób bardzo bezpośredni, momentami wręcz niesmaczny. Jak napisał jeden z Internautów: „Książka zaskakuje, bawi i brzydzi”.*** Od siebie dodam, że książka atakuje. Palahniuk wieszczy wieczne potępienie niemalże wszystkim, z hipokrytami i bałwochwalcami konsumpcjonizmu na czele. Szczególnie mocno oberwało się gwiazdom i gwiazdeczkom szklanego ekranu, które dla bycia w blasku jupiterów są gotowe zrobić niemalże wszystko; z adopcją-pokazówką na czele. Jak wspomniałem, powieść to także temat winy i odkupienia, który, w moim odczuciu, został jedynie zarysowany i wykorzystany jako pretekst do uwypuklenia okropności Piekła. Mimo szumnych zapowiedzi Potępieni to nie Zbrodnia i kara Dostojewskiego. Palahniuk nie rozwodzi się nad powodami takiego a nie innego postępowania ludzi, nie analizuje procesów zachodzących na linii wina-kara, ale krótko i dobitnie mówi: postępujesz źle, będziesz potępiony. Dla autora Potępionych nie ma bowiem ludzi bez winy. Nawet najmniejsze przewinienie jest skrzętnie odnotowywane w piekielnych rejestrach. I każdemu prędzej, czy później zostanie wystawiony rachunek.

Pierwsze skrzypce wśród Potępionych gra trzynastolatka, Madison Spencer. Ta rezolutna, tryskająca niepoprawnym optymizmem osóbka – wypisz wymaluj szwedzka Pippi Långstrump – jest oczywiście martwa. Nie przejmuje się tym jednak i wraz z grupką przyjaciół rozpoczyna wędrówkę przez Piekło, które, krótko mówiąc, nie grzeszy delikatnością. Pokonując jego kolejne obszary, pragnąc poznać Szatana, oddaje się w międzyczasie wspomnieniom, co jest rzeczą kluczową dla całej konstrukcji powieści i – jak niesie wieść gminna – stanowi jedną z niewielu rozrywek w Piekle. Wspomnienia panny Spencer dostarczają czytelnikowi informacji na temat dzieciństwa głównej bohaterki, jej rodziców, szkolnych problemów, a także pierwszej miłości, która niemalże na każdym kroku przywodzi na myśl zakazany związek Heathcliffa i Cathy Earnshaw.


Madisonową retrospekcję należy także postrzegać jako niewyczerpane źródło informacji o świecie doczesnym widzianym oczyma Palahniuka. Spostrzeżenia Madison odnośnie postępowania jej rówieśników, rodziców i innych osób, z którymi miała kiedykolwiek kontakt, są przez amerykańskiego pisarza szybko i celnie komentowane. Cięty – czy dowcipny, to już kwestia dyskusyjna – język to niejako znak firmowy Palahniuka; należało go oczekiwać. W końcu to za sprawą takiej a nie innej formy przekazu każda kolejna powieść Palahniuka jest żywo komentowana. Niemniej, takie postępowanie niesie ze sobą również pewne zagrożenia. Nie nazwałbym sympatycznej trzynastolatki marionetką w rękach Palahniuka, choć w trakcie lektury wielokrotnie odnosiłem wrażenie, że autor traktuje swoją bohaterkę bardzo przedmiotowo. Owszem, jej nietuzinkową postać można polubić – ma w sobie naiwność dziecka, wiarę we własne możliwości, dziewczęcą przebojowość – ale irytuje świadomość, że została powołana do życia tylko po to, aby być przekaźnikiem myśli Palahniuka. Zarówno to, jak i fakt, że autor Potępionych w wielu miejscach kalkuje swoje dawne myśli, stanowi minus powieści.


Zaginiona Biblioteka, 16 października 2011

* Ch. Palahniuk Potępieni; wyd. Niebieska Studnia; 2011; s.251.
** Tamże; s.240.
*** http://lubimyczytac.pl/ksiazka/112163/potepieni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz