03 grudnia 2011

"Dallas '63" Stephen King

Władcy są śmiertelni...

Władcy są śmiertelni, jak mawiał Tacyt i... miał rację. Historia zna wiele zamachów o podłożu politycznym, których zaistnienie zmieniło bieg wydarzeń nie tylko poszczególnych narodów, ale całego świata. Wystarczy wspomnieć zabójstwo cara Aleksandra II, zamach na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, czy wreszcie pamiętne Dallas roku 1963, aby zrozumieć, jak często dzieje ludzkości były zależne od decyzji pojedynczych osób. Świetnie podsumował to Al Templeton, pomysłodawca uratowania trzydziestego piątego prezydenta Stanów Zjednoczonych i jedna z głównych postaci powieści „Dallas ’63”, mówiąc: „Historia to rzeka, a momenty przełomowe to zdarzenia, które powodują zmianę jej biegu”*.

A skoro jesteśmy przy Johnie Kennedym to sądzę, że warto nadać jego tragicznemu przejazdowi więcej światła. Kennedy, choć miał świadomość panujących w Teksasie nieprzychylnych jemu nastrojów („udajemy się dziś do krajów szaleńców”**), lekceważył je. W trakcie przygotowań do wizyty w Dallas zrezygnował między innymi z kuloodpornej osłony na samochód oraz agentów ochrony. Twierdził, że chciał, aby wszyscy doskonale go widzieli, a zwłaszcza jego piękną żonę. Na sugestie związane z potencjalnym snajperem nie reagował. Wyznawał prostą, żołnierską zasadę: nie trafi cię żadna kula, chyba, że ta, która jest ci pisana. Zdaje się, że ową prawdę znał i Lee Harvey Oswald, były marines, który – według Komisji Warrena – zastrzelił go 22 listopada 1963 roku.

Prawdziwa czekolada, prawdziwy krem***

Lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte to jeden z najciekawszych okresów wieku dwudziestego. Choć może nie jest to najlepsze określenie. „Jedne z najbarwniejszych” brzmi zdecydowanie lepiej. To właśnie z uwagi na ten okres, tak bardzo oczekiwałem premiery kolejnej powieści Stephena Kinga. Moja małżonka po lekturze „Sklepiku z marzeniami” nazwała Kinga świetnym pisarzem mainstreamowym. Patrząc na to, co wyczyniał w tej powieści, a także kilku innych, nie sposób nie przyznać jej racji. Kto, jak kto, ale King potrafi zauroczyć opisami amerykańskich miasteczek, prowincjonalną kulturą, codziennym życiem ich mieszkańców, życiem upstrzonym mniejszymi lub większymi problemami. Lektura nowel wydanych w zbiorze „Serca Atlantydów"**** potwierdziła, że równie dobrze radzi sobie z opisami amerykańskiej popkultury. Zatem: dlaczego tak niecierpliwie wyczekiwałem powieści „Dallas ‘63”? No cóż, liczyłem na kolejną znakomitą opowieść rozgrywającą się w czasach Elvisa. I nie zawiodłem się.

Bohaterem powieści jest Jake Epping, nauczyciel angielskiego jakżeby inaczej, który ni z tego, ni z owego dostaje szansę uratowania Kennedy’ego. Za sprawą portalu ukrytego w jednym z barów przenosi się do roku 1958 roku, by wcielić się w George’a Ambersona i udając kolesia od nieruchomości, rozpocząć pięcioletnie przygotowania do wizyty w Dallas. Za sprawą portalu ukrytego w jednym z barów? Wiem, jak to brzmi, i jako miłośnik fantastyki naukowej boleję nad prostotą takiego rozwiązania, ale to prawda. King, chcąc ograniczyć ilość potencjalnych błędów, poszedł zwyczajnie na skróty. Dzięki temu powieść pozbawiona jest technologicznych zawiłości, a pisarz mógł skupić się na tym, co wychodzi mu najlepiej. Na budowaniu wciągających obyczajowych opowieści osadzonych w czasach, które King zdaje się kochać najbardziej.

Choć tytuł powieści wskazuje na coś innego, autor przenosi bohatera do roku 1958 zamiast 1963. I bardzo dobrze. Dało mu to czas, aby nie tylko dokładnie, momentami aż do przesady, zaprezentować postać George’a Ambersona, ale również wiernie odtworzyć atmosferę przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku. Plymounth fury sunący po szosach, prawdziwe piwo korzenne i taneczny mix Boogie Shoes K.C. and the Sunshine Band*****. Innymi słowy lektura „Dallas ‘63” to podróż w czasy Elvisa, Chucka Berry’ego******, JFK i rock nad rolla. I wiecie co? Uchachałem się przy niej niesamowicie*******.

Jeśli jest miłość, blizny po ospie są tak ładne jak dołki w policzkach********

Jak pisałem, powodem, dla którego Jake Epping ląduje w przeszłości, jest chęć uratowania Kennedy’ego. Fabuła kluczy wokół tego pomysłu. Autor przygotowuje bohatera, jak również czytelnika, do wielkiego finału, poprzez poprawne i realistyczne ukazanie społeczno-politycznych nastrojów przełomu lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku. Jednakże to nie zamach, a jeszcze mniej zmiany dla świata wynikające z uratowania trzydziestego piątego prezydenta Stanów Zjednoczonych, są w tekście najważniejsze.

Miłość. A konkretnie miłość George’a Ambersona i ślicznej Sadie gra w powieści pierwsze skrzypce. „Dallas ‘63” prawdziwie urzeka pod tym względem i według mnie próżno szukać tak romantycznej historii w innych tekstach autora. Herbert Wells ukazał narodziny związku pomiędzy mężczyzną z przeszłości, a kobietą z przyszłości, tj. samotnego naukowca z Elojką, Weeną. U Kinga ma miejsce sytuacja odwrotna, choć uczuciowo bardzo podobna. King, wzorem innych zjawisk, także i miłość dwojga ludzi z różnych światów opisuje niezwykle drobiazgowo. W powieści mamy pełno wodolejstwa – zarówno uczuciowego, jak i politycznego – ale do tego autor zdążył nas przyzwyczaić. Na szczęście. Od czasu do czasu ziewać przy lekturze mogą osoby nieznające stylu Kinga, ale wierzę, że należą one do zdecydowanej mniejszości.

***

„Dallas ‘63” to porządny kawałek literatury, z którego powinni być zadowoleni nie tylko fani autora. Intrygująca, romantyczna, a miejscami zabawna fabuła, po mistrzowsku zaprezentowani bohaterowie i arcyciekawa rzeczywistość połowy XX wieku to tylko nieliczne zalety niniejszej powieści. Dodatkowo wielką atrakcję, tym razem zwłaszcza dla znawców twórczości Kinga, powinny stanowić nawiązania pisarza do innych powieści jego autorstwa.


* S. King „Dallas ‘63”; Prószyński i S-ka; Warszawa 2011; s.64.
** Cyt.za. H. Brogan „John Fitzgerald Kennedy”; Zakład Narodowy im. Ossolińskich; Wrocław 2003; s.236. – „udajemy się dziś do kraju szaleńców”, miał powiedzieć Kennedy do swojej żony w sypialni w Fort Worth przeglądając poranne wydania drukowanych w Dallas gazet, pełnych złowieszczych pogróżek i jadowitych komentarzy.
*** S. King „Dallas ‘63”; Prószyński i S-ka; Warszawa 2011; s.163.
**** W skład zbioru, wydanego w 1999 roku, weszły nowele: „Mali ludzie w żółtych płaszczach” (1960), „Serca Atlantydów” (1966), „Ślepy Willie” (1983), „Dlaczego jesteśmy w Wietnamie” (1999), „Zapadają niebiańskie mroki nocy” (1999).
***** K.C. nad the Sunshine Band – amerykańska grupa muzyczna wykonująca R&B, pop rock, funk, dance i disco. Założona w 1973 roku w Miami. Grupa jest znana z takich singli jak That’s the Way (I Like It) i (Shake, Shake, Shake) Shake Your Booty. W skład grupy wchodzą: Harry Wayne Casey (wokalista), Maria De Crescenzo (wokalistka), Charlotte McKinnon (wokalistka), Fermin Goytisolo (perkusista), Rusty Hamilton III (klawiszowiec, Jeffery Reeves (gitarzysta), Steve Lashley (basista), John Reid (trębacz), Kenny Hamilton (saksofonista), Rick Benadetto (trębacz) i Tim Pitchford (puzonista). Formacja nagrała pierwszy longplay Do It Good w 1974 roku.
****** Chuck Berry – amerykański muzyk, kompozytor piosenek, wokalista, gitarzysta, indywidualność sceniczna. Jest powszechnie uważany za jednego z najwybitniejszych pionierów rock and rolla. W 2003 pojawił się na szóstym miejscu listy stu największych gitarzystów wszech czasów magazynu Rolling Stone.
******* Trawestacja słów Stephena Kinga, będących niejako podsumowaniem szalonych lat opisanych w noweli „Serca Atlantydów”. Wersja oryginalna: „1966: Człowieku, ależ się uchachaliśmy”.
******** Przysłowie japońskie zamieszczone przed pierwszym rozdziałem powieści „Dallas ‘63”.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz