30 grudnia 2011

"The Haunted Palace" (1963)



The Shunned House Howarda Lovecrafta, The Haunting of Hill House Shirley Jackson, Hell House Richarda Mathesona. Przykłady najpopularniejszych opowieści o starych, nawiedzonych posiadłościach. Cechą charakterystyczną tych powieści była ponura narracja, poczucie wszechobecnej grozy, szaleństwo bohaterów, niekiedy ich śmierć. Zdarzało się jednak i tak, że owe zamczyska, pałace były jedynie miejscem mrocznych wydarzeń (The Castle of Otranto Horacego Walpole'a, The Rats in the Walls Howarda Lovecrafta). Tłem, na którym rozgrywały się historie nie mniej straszne od opowieści z duchami.

The Haunted Palace to moje drugie spotkanie z kinem Rogera Cormana. Ten amerykański reżyser, znamy między innymi z ekranizacji prozy Edgara Alana Poe (The Pit and the Pendulum, The Premature Burial, Tales of Terror, The Raven, The Masque of the Red Death, The Tomb of Ligeia), blisko dwa miesiące temu oczarował mnie kinową opowieścią o księciu Prospero i nie będzie przesadą, jeżeli powiem, że od tamtej pory przeszukuję internet w poszukiwaniu filmów spod jego ręki. W latach 1961-1964, współpracując między innymi z Richardem Mathesonem, podjął się przeniesienia na ekran wybranych utworów Poego. Efektem pracy z tamtego okresu jest właśnie The Haunted Palace. Co ciekawe, film ma o dużo więcej wspólnego z prozą Howarda Lovecrafta, niż Poego. Roboczy tytuł filmu brzmiał The Strange Case of Charles Dexter Ward, czym bezpośrednio nawiązywał do jednego z opowiadań Samotnika z Providence (The Case of Charles Dexter Ward). Jednakże, jak to w show biznesie bywa, pieniądz jest najważniejszy. Tytuł zmieniono na 'bardziej chwytliwy' oraz dodano nazwisko Poego, chcąc tym samym nawiązać do innych filmów powstałych w okresie tzw. Poe-manii Cormana.


Filmowa historia Charlesa Dextera Warda wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i jest wielce prawdopodobnie, że wrócę do niej nie raz i nie dwa. W mojej ocenie, zadowoleni powinni być niemalże wszyscy, zarówno miłośnicy kina grozy, zwłaszcza tego starszego, jak i znawcy prozy Lovecrafta. Corman podszedł do zagadnienia bardzo poważnie. Skupił się nie tylko na budowaniu grozy, ale i możliwie wiernym oddaniu wydarzeń opisanych przez Lovecrafta. Mamy zatem zarysowanie koszmarnych praktyk Josepha Curwena, straszliwą klątwę („Tak jak wioska Arkham powstała przeciwko mnie, tak i ja powstanę z umarłych przeciwko wiosce Arkham”), mroczne i ponure zamczysko oraz człowieka ogarniętego szaleństwem. A skoro o bohaterach mowa to brawa należą się Vincentowi Price, który wcielił się w postać pierwszoplanową. The Haunted Palace to moje czwarte spotkanie z tym aktorem i kolejne udane. To, co cenię u niego najbardziej to swoboda z jaką prezentuje szeroki wachlarz emocji, które tragają granymi przez niego postaciami. Nie trzeba być znawcą, żeby widzieć z jaką łatwością przeskakuje Price pomiędzy kreacją Josepha Curwena i Charlesa Warda.

The Haunted Palace to świetne kino grozy, choć utrzymane w zupełnie innym stylu, niż horrory współczesne. Tym, co z filmu wspominam najmilej jest nastrój przywodzący na myśl najlepsze czasy powieści gotyckiej. Napięcie, mroczna ścieżka dźwiękowa, sceneria (gęsta mgła, gra światłem i cieniem, zamczysko pogrążone w ciemnościach) i wspomniane aktorstwo Price'a zapewniają widzowi rozrywkę najwyższych lotów. The Haunted Palace to także prawdziwa gratka dla fanów mitologii stworzonej przez Lovecrafta. W filmie padają takie nazwy, jak Cthulhu czy Yog-sothoth. Pojawia się także Necronomicon, legendarna księga o tajemniczych Wielkich Przedwiecznych – potężnych i mrocznych bóstwach, które tylko czekają, aby pewnego dnia powrócić. Powtórzę raz jeszcze: film Cormana to rozrywka najwyższych lotów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz