18 stycznia 2012

"Napowietrzna wioska" Juliusz Verne


(autorem tekstu jest Aleksandra Skalska, moja żona)


„- I cóż – spytał John Cort – czy wierzysz już Maksie, że te nieszczęsne istoty należą do gatunku ludzkiego?
- Oczywiście, Johnie, skoro potrafią śmiać się i płakać tak jak ludzie?*”

Czy istnieje brakujące ogniwo łączące ludzi i człekokształtne? Jakie cechy decydują o człowieczeństwie? Takie pytania, z którymi do dzisiaj zmagają się antropolodzy, biolodzy, filozofowie, stawia sobie również Verne w jednej ze swoich krótszych powieści – Napowietrzna wioska. Oczywiście nie należy oczekiwać od tego prekursora fantastyki akademickiej rozprawy. Pisarz swoją powieść skierował do młodzieży, postarał się więc, by książka była lekka i przyjemna w czytaniu. Wszelkiego rodzaju poważne rozważania Verne wplata pomysłowo w dialogi bohaterów lub snuje przy okazji opisywania niezwykłych wrażeń z podróży, w której uczestniczą bohaterowie.

Prace nad Napowietrzną wioską rozpoczął Verne w 1900 r. i poświęcaj jej naprawdę wiele czasu, chcąc wywiązać się z umowy z czasopismem „Magazyn Edukacji i Rozrywki”. W tym okresie pisarz cierpiał już na początki zaćmy, co dodatkowo utrudniało mu pracę twórczą**. Powieść została wydana po raz pierwszy w 1901 r., w tym samym roku ukazał się także jej polski przekład, publikowany w odcinkach. Pierwsze polskie wydanie książkowe ukazało się w 1907 r***.
Głównymi bohaterami powieści są przedstawiciele dwóch ulubionych narodowości Verne’a: Francuz, Maks Huber i Amerykanin, John Cort. Towarzyszą im w podróży mały Llanga, przybrany syn bohaterów, uratowany przez nich z rąk handlarzy niewolników oraz kameruński przewodnik, Chamis. Pewnego razu, przemierzając Afrykę, zostają zaatakowani przez stado słoni. Pozorne schronienie znajdują w nieprzebytej puszczy. Przedzierając się przez nieprzenikniony las w centrum Czarnego Lądu, odkrywają nieznane plemię żyjące na drzewach i… lubiące słuchać opery Webera!

Podróż przez afrykańską puszczę to dla Verne’a kolejna okazja do zaprezentowania czytelnikowi cudów afrykańskiej fory i fauny. Pisarz dba nie tylko o walory edukacyjne, ale wprowadza także elementy sensacyjne i trzymające czytelnika w napięciu scen, takich jak atak nosorożca lub bandy szympansów i goryli. Nie brakuje również dowcipu, zwłaszcza słownego, w którym celuje głównie Maks Huber. W Napowietrznej wiosce, podobnie jak w innych swych powieściach, autor kreuje bohaterów, którzy są archetypowymi przedstawicielami swoich narodowości. Maks, oprócz iście francuskiego zamiłowania do bon motów i dowcipów słownych, jest niefrasobliwym i żądnym sensacji sybarytą. John, miłośnik nauk przyrodniczych, to z kolei uosobienie amerykańskiego racjonalizmu.


Napowietrzna wioska nie jest trudną powieścią, ale istnieje ryzyko odczytania jej jako rasistowskiej, chociażby poprzez fragment, w którym pisarz porównuje poziom inteligencji czarnych mieszkańców Afryki i białego, sześcioletniego dziecka. Każdy, kto przeczytał kilka powieści Verne’a, wie jednak, iż zarzut rasizmu jest bezpodstawny. Pisarz wielokrotnie podkreślał w książkach, że jest przeciwnikiem niewolnictwa i nierówności uzasadnianej kolorem skóry. Ten problem dotyczy nie tylko tej konkretnej powieści Verne’a, ale ogólnie książek, których akcja toczy się krajach zamieszkałych przez „dzikich”. Ileż to oskarżeń od współczesnego czytelnika pada wobec Henryka Sienkiewicza za imperialistyczną arogancję i poczucie rasowej wyższości Stasia Tarkowskiego! Tymczasem każdy student historii, który uważał na zajęciach z metodologii, wie, że nie należy oceniać wydarzeń z przeszłości współczesną miarą. Czytając wspomniane powieści, trzeba mieć właśnie na uwadze fakt, że pisarz jest przede wszystkim człowiekiem swoich czasów, ukazującym mentalność epoki, w której przyszło mu funkcjonować. Swoją drogą, odczytywanie książek w ten sposób, poprzez zwracanie uwagi na ewolucję myśli i mentalności, może nieść wiele satysfakcji dla czytelnika.

Napowietrzna wioska nie jest powieścią bez wad. Rozpoczyna się obiecująco, dowcipy Maksa Hubera bawią, jest kilka epizodów trzymających w napięciu, przemyślenia dotyczące darwinizmu, człowieczeństwa i stanu ówczesnej nauki są interesujące i godne uwagi. Jednak tytułowa wioska pojawia się dopiero w rozdziale trzynastym (wszystkich rozdziałów jest osiemnaście). Zanim bohaterowie ją odnajdą, kolejne opisy przyrody zaczynają być nieco nużące, a niespodziewane wydarzenia – przewidywalne. Następnie dochodzi do momentu kulminacyjnego i szast, prast, powieść się kończy. Niestety zakończenie nie wyszło Verne’owi najlepiej, a przez to powieść nieco rozczarowuje.

Pomijając niedopracowany finał, Napowietrzną wioskę warto jednak przeczytać. Na zachętę dodam, że ta powieść była inspiracją dla twórców Tarzana, Planety małp, a nawet Parku Jurajskiego****.


Zaginiona Biblioteka, 18 stycznia 2011

* J. Verne, Napowietrzna wioska, tłum. M. Olszewska, Kraków 2010, s. 227-228.
** H. R. Lottman, Juliusz Verne, Warszawa 1999, s. 350.
*** http://pl.wikipedia.org/wiki/Napowietrzna_wioska
**** http://fr.wikipedia.org/wiki/Le_Village_a%C3%A9rien



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz