07 stycznia 2012

"The Dunwich Horror" Howard Phillips Lovecraft


„Większy niż obora... cały jakby z pozwijanych sznurów... ma kształt kurzego jajka, ale ogromny jak nie wiem co... ma kilkanaście nóg wielkich jak dno beczki, zginają się w pół, kiedy stąpa... nie ma nic stałego... wszystko jak galareta... składa się z oddzielnych poskręcanych lin ściągniętych razem... pełno na nim wielkich, wyłupiastych oczu... dziesięć albo dwadzieścia ust, o może trąb... sterczą wszędzie, wielkie jak rury od pieca, chwieją się, otwierają i zamykają... szare, na nich niebieskie i fioletowe pierścienie... a na górze... Boże drogi... pół twarzy!”.

Przytoczony powyżej fragment pochodzi z opowiadania The Dunwich Horror, a dotyczy jednego z synów Yog-Sothotha, istoty zalicznej w mitologii Cthulhu do Bogów Zewnętrznych. Wszystkich zainteresowanych lovecraftowskim panteonem istot spoza czasu i przestrzeni zachęcam do sięgnięcia po wspomniany utwór, choć z góry uprzedzam, że nie nalżey on do najbardziej udanych w dorobku pisarza. Godne uwagi są nawiązania do księgi Necronomicon – pada nazwisko jej autora oraz zostaje z niej przytoczonych kilka wersów, dotyczących głównie wspomnianego Yog-Sothotha. Poza tym opowiadanie The Dunwich Horror zaliczyłbym do mocno przeciętnych. Wszystko przez motyw przewodni, który, delikatnie mówiąc, należy zaliczyć do mocno oklepanych.

Walka dobra ze złem znana jest w literaturze od wieków. Podobnie, jak postacie szamanów wypełniających, w ich mniemaniu, 'świętą misję' i Sprawiedlich, którzy ową misję uważają za scenariusz prawdziwie piekielny. W The Dunwich Horror przedstawicieli pierwszej i drugiej kategorii jest wielu. Ale zacznijmy od początku... Miejscem wydawrzeń jest Dunwich, kraina samotna i dzikia, rzadko odwiedzana przez obcych. O jej mieszkańcach także nie można powiedzieć wiele dobrego: zamknięta, zdegerowana społeczność o niskiej inteligencji; ludność nieznosząca przyjezdnych oraz mówienia o przeszłości. Konkretnie o wydarzeniach z 1928 roku, kiedy to Wilbur Whateley, orędownik szybkiego powrotu Yog-Sothotha, zaczyna coraz śmielej mamrotać stare i tajemnicze rytuały związane właśnie z owym powrotem. Przeciw niemu występuje doktor Armitage, człowiek mający najlepsze lata już za sobą, ale nadal doskonale orientujący się w tym, co jest dobre a co złe. Dochodzi do konfrontacji i to nie tylko pomiędzy wspomnianymi panami.


The Dunwich Horror pochwaliłbym za klimat panujący w opowiadaniu; nastrój towarzyszący historii. Lovecraft, choć zaserwował historię mocno schematyczną, to na szczęście odpowiednio ją doprawił. Wyraziście przedstawiona rodzinka zdegenerowanych Whateleyów – począwszy od seniora rodu, po jego córkę Lavinię, albinoskę – duszna atmosfera Dunwich, skrywający straszną prawdę Necronomicon i przerażający obraz jednego z Bogów Zewnętrznych. Wszystko podane ze smakiem, świadczącym o znajmości tematu, jakim jest groza w opowiadaniach. Kończąc, historia opowiedziana przez Lovecrafta przypadła mi do gustu, choć nie tak, jak inne, które wyszły spod jego ręki. Może nie powala oryginalnością, ale ową wadę rekompensuje styl wypowiedzi, miejsce koszmarnych wydarzeń oraz mroczna sylwetka Wilbura Whateley'a.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz