29 lutego 2012

"Straceni" Jack Ketchum



Rzuciwszy okiem na najnowszą na polskim rynku książkę Jacka Ketchuma pierwszą myślą zrodzoną w mojej głowie było: „ten facet wie, czego chce” i to od wielu lat. Wystarczy porównać Poza sezonem – debiutancką powieść pisarza z 1980 roku – ze Straconymi, aby zrozumieć, że tym, co kręci pana Ketchuma, jest ciągle strach – jedna z podstawowych emocji pierwotnych mających swe źródło w instynkcie przetrwania. Sądzę jednak, że poprzestanie na takim stwierdzeniu byłoby dla wspomnianego autora krzywdzące. Jack Ketchum w twórczości nie ogranicza się bowiem tylko i wyłącznie do prezentowania hord zdziczałych kanibali. O wiele częściej źródłem przerażenia czyni nas samych. Spokojnych na co dzień ludzi, w umysłach których potrafi zrodzić się szaleństwo.

Powieść Off Season została nazwana przez nowojorskich recenzentów „pełną przemocy pornografią”. Wydaje mi się, że po lekturze Straconych jestem w stanie chociaż po części zrozumieć powody takiego zachowania krytyków. Zacznijmy od tego, że Jack Ketchum tworzy historie pełne bólu, skrajnego okrucieństwa, niepohamowanej agresji. Jeżeli dołożymy do tego bezpardonowy, niemalże zwierzęcy język, którego tak często używa pisarz do przekazywania emocji towarzyszących bohaterom, powstaje prawdziwie wstrząsający thriller. Off Season była jedną z pierwszych książek w tak mocno bezkompromisowy sposób ukazującą terror stworzony przez człowieka. Miłośnicy powieści grozy wychodzących spod pióra Deana Koontza, Clive’a Barkera czy chociażby Stephena Kinga zostali poczęstowani przerażającą historią z bohaterami będącymi uosobieniem zła w najczystszej postaci. Nic więc dziwnego, że proza Jacka Ketchuma zszokowała odbiorców.

Powiedziałem, że Jack Ketchum tworzy historie pełne bólu. Tylko, co to właściwie oznacza? Nikomu dzisiaj nie trzeba udowadniać, że człowiek zdolny jest do wielkiego okrucieństwa. Wystarczy zapoznać się z historią dwudziestego wieku i przypomnieć sobie działania hitlerowców, bądź posłuchać wieczornych wiadomości. Na czym więc polega novum twórczości Ketchuma? Przede wszystkim podjął się przeniesienia wspomnianych oczywistości do współczesnej powieści grozy. Do tej pory temat ludzkiego okrucieństwa – opisywanego maksymalnie dosadnie i rzeczowo – stanowił domenę literatury „poważnej”. Odwoływali się do niego między innymi William Golding (Władca much) oraz José Saramago (Miasto ślepców, Miasto białych kart). Od czasu do czasu po motyw człowieka ciemiężącego bliźniego swego sięgał Stephen King (Wielki marsz, Uciekinier, Pod kopułą), który mimo wszystko jednak nie prezentował go w sposób przerażająco rzeczywisty, przez co czytelnik nie zostawał pozbawiony wyjścia awaryjnego w postaci słowa „fantastyka”. Jack Ketchum zmienił podejście współczesnego horroru do motywu okrucieństwa, którego źródłem jest człowiek.

Bohaterem Straconych jest Charles Schilling, starzejący się detektyw dręczony zagadką niewyjaśnionego morderstwa z przeszłości. Konkretnie sprzed czterech lat, kiedy to prowadził śledztwo w sprawie brutalnego zabójstwa dwóch młodych dziewczyn. Pomimo podejrzeń żywionych wobec jednego z miejscowych nastolatków, Schillingowi nie udało się doprowadzić do jego aresztowania. Ray Pay, wspomniany oskarżony, pozostaje na wolności i ciągle jest bardzo niebezpieczny.


Straceni stanowią idealne potwierdzenie dążeń Jacka Ketchuma do ukazywania świata we wszystkich jego barwach, niezależnie od upodobań czytelników i recenzentów. To właśnie taka postawa sprawiła, że pomimo ostrej krytyki nowojorskich dziennikarzy w 1980 roku nie zrezygnował z wulgarnego stylu wypowiedzi, ale nadal go używał i wykorzystuje do dnia dzisiejszego. Autor za jego pomocą stara się bardzo wyraźnie uwypuklić realność świata – niemalże jego banalność – oraz zwyczajność głównych postaci. Naświetlenie bowiem tych dwóch elementów fabuły pod odpowiednim kątem ma ogromne znaczenie dla właściwego zobrazowania ponurych myśli amerykańskiego pisarza, krążących wokół naszego świata i ludzi w nim żyjących. Bo w jaki sposób przerażałoby nawet najbardziej tajemnicze morderstwo, gdyby nie postać dobitnie rzeczywistego szaleńca, który na dobrą sprawę mógłby być naszym sąsiadem? Autor Straconych od początku dąży nie tyle do zastraszenia czytelnika osobą kolejnego psychopaty, co przekonania odbiorcy, że zło może czaić się w każdym z nas. Ukazaniu przeciętnym zjadaczom chleba oczywistej prawdy o tym, że to oni sami dopuszczają do rodzenia się i rozwijania zła. Jack Ketchum w celu wzmocnienia przekazu rekrutuje powieściowego mordercę z grona zbuntowanych amerykańskich nastolatków. Osób pałających nieukierunkowaną jeszcze nienawiścią i arogancją, ale także ludzi pełnych przeświadczenia o porzuceniu ich przez starszą część społeczeństwa. Należy pamiętać, że akcja Straconych rozgrywa się w 1969 roku. Był to czas rewolucji seksualnej, której wątek został w książce mocno zaakcentowany, szybkiego rozprzestrzeniania się wszelkiego rodzaju środków odurzających, ale przede wszystkim okres rozwoju permisywizmu. Według mnie to właśnie na popularność permisywnych – w tamtym, ale i nie tylko tamtym okresie – poglądów Jack Ketchum kładzie największy nacisk. W Straconych autor obnaża zło tkwiące w każdym człowieku na równi z trywializacją zbrodni dokonującą się we współczesnym społeczeństwie.

Do Straconych zachęciłbym czytelników mającym dosyć ugrzecznionych thrillerów, gdzie bohaterowie boją się nie tyle faceta z nożem, co używania dosadnych wulgaryzmów i kobiet, które znają się na porządnym pieprzeniu. Poleciłbym, ale niekoniecznie osobom, które jeszcze nie mogą legalnie kupić alkoholu w sklepie.


Katedra, 27 września 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz