25 marca 2012

"Darth Bane: Droga Zagłady" Drew Karpyshyn


Nostalgia za powieściami osadzonymi w rzeczywistości wykreowanej przez George'a Lucasa nawiedza mnie rzadko, ale jak chwyci to na całego. Końcówka lat dziewięćdziesiątych upłynęła na lekturze wyczynów Luke'a Skywalkera i choć od tamtego czasu moje czytelnicze zainteresowania ulegały przeobrażeniom to sądzę, że fascynacja światem Mocy nigdy całkowicie nie wygaśnie. Za bardzo cenię wpływ, jaki Gwiezdne Wojny wywarły i nadal wywierają na kulturę masową. Tym razem impulsem do powrotu do lucasowego uniwersum stał się początek kieszonkowej kolekcji książek spod znaku Star Wars. Lektura Darth Bane: Droga Zagłady, powieści kanadyjskiego pisarza Drew Karpyshyna, do najprzyjemniejszych na pewno jednak nie należała.

Historię narodzin kolejnego z Mrocznych Lordów Sithów zmęczyłem dopiero za drugim podejściem; za pierwszym razem poległem zaledwie po kilku rozdziałach. Winę za taki stan rzeczy należy zrzucić oczywiście na autora, którego – delikatnie mówiąc – ciężko nazwać pisarzem dobrym, czy nawet przyzwoitym. Zastrzeżenia swoje kieruje przede wszystkim do stylu, w jakim została zaprezentowana przemiana młodego górnika z planety Apatros w potężnego Dartha Bane'a.

Po pierwsze, motyw katharsis wykorzystywany w Gwiezdnych Wojnach wielokrotnie, został przez Karpyshyna potraktowany iście po macoszemu. Pisarz wyraźnie stronił od podania wyraźnych powodów, dla których spokojny uczeń postanawia odrzucić ideę braterstwa i podążać własną ścieżką. Pomiędzy wersami możemy wyczytać, iż wpływ na przemianę głównego bohatera miały zatargi pomiędzy przywódcami Sithów, ale w całej historii nie znajdziemy ani jednego konkretnego przykładu uwiarygodniającego wspomniane konflikty. Owszem, wśród członków Bractwa Ciemności pojawią się pewne różnice zdań, ale mają one charakter czysto marginalny. Skąd u Karpyshyna pomysł na Bane'a, niszczyciela Sithów? Nie mam zielonego pojęcia. Zdecydowanie bardziej przypadło mi opowiadania Kevina Andresona Bane of the Sith, w którym tytułowy bohater ukazany jest w roli dość nieoczekiwanego spadkobiercy Bractwa Ciemności; nie mającego nic wspólnego z jego unicestwieniem. Wersja, w której klęska Sithów na Russanie przypisana jest nadmiernej brawurze Lorda Qordisa i militaryzmowi Lorda Kaana, zdecydowanie bardzie przypadła mi do gustu. Podobnie, jak i geneza narodzin „zasady dwóch”.

„Bane uświadomił sobie podstawowy błąd popełniony przez Bractwo Ciemności. Teraz, kiedy pozostał sam i był jedynym ziarnem, które mogło spowodować, że drzewo zła rozkwitnie na nowo, zdecydował, że już nigdy więcej Sithowie nie będą stanowić wielkiej armii, która spróbuje zapanować nad wszechświatem za pomocą brutalnej siły. Miał dość brawury Lorda Qordisa i „rządów siły” Lorda Kaana. Taki jawny militaryzm kierowany przeciwko rycerzom Jedi, znalazł na Ruusan swój żałosny finał.
Od teraz Sithowie będą działać potajemnie, zza kulis, osłabiając fundamenty, na których opiera się Republika. Z racji niemal całkowitego wyniszczenia Sithów, osłabienia ich do granicy skutecznego działania, Bane zdecydował, że zgłębianie mrocznej wiedzy musi zejść do podziemia. Będzie się ukrywał i pracował w cieniu społeczeństwa, wykorzystując całą wiedzę uzyskaną z holocronu.
Od tej pory ustanowiona zostanie żelazna zasada zapobiegająca wewnętrznym sporom i wojnom domowym, które doprowadziły do klęski Sithów. Zawsze może by tylko dwóch Sithów: mistrz i uczeń. Obaj będą dogłębnie znali arkana ciemnej strony i staną się znakomitymi manipulatorami, na sznurkach których będą tańczyć głupcy w Republice.”*

Historia opisana przez Drew Karpyshyna nie przekonała mnie do siebie, również z uwagi na rolę Darth Revana w procesie krystalizowania się wspomnianej „zasady dwóch”. Być może źródłem owej niechęci do wspomnianego lorda jest fakt, że poznałem go dopiero w niniejszej powieści? Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Wiem jednak, że czytając historie z uniwersum Gwiezdnych Wojen przyzwyczaiłem się do wielkości takich Sithów, jak Naga Sadow czy Exar Kun. Pomysł Karpyshyna zwyczajnie nie odpowiada moim wyobrażeniom o początkach „zasady dwóch”. Tak samo, jak idea rozdmuchania postaci Dartha Bane'a do rozmiarów jednego z najważniejszych Sithów w historii galaktyki.


* Fragment zaczerpnięty z http://gwiezdne-wojny.pl/tekst.php?nr=837

2 komentarze:

  1. W mojej opinii odpowiedź na pytanie "dlaczego?" jest dość klarownie ukazana, aczkolwiek wymaga zebrania wielu kawałków, które przewijają się w każdej części książki. Powód ten lubię sprowadzać do przysłowia "umiesz liczyć, więc licz tylko na siebie".

    Konkretne przykłady:
    1. Bane nie mógł liczyć na ojca i musiał od dziecka samemu dbać o siebie - szybko zaczął pracować w kopalni.
    2. Gdy wygrał w karty i w samoobronie zabił republikańskiego żołnierza, nawet jego najbliższy przyjaciel nie mógł za wiele pomóc i musiał uciekać.
    3. Gdy ratował wiele razy skórę swemu oddziałowi, który de facto traktował jak rodzinę, oni i tak w krytycznym momencie nie potrafili mu pomóc.
    4. Gdy po zabiciu swego przeciwnika na ringu "cofnął" się w mocy, mistrzowie niemal od razu skazali go na porażkę.

    Gdy do tego dodamy "słabi ciągną w dół silnych", oczywistym jest czemu Bane nie dołączył do bractwa, ani nie stanał na jego czele.

    Dodatkowo lubię na tę historię patrzeć z perspektywy legendy sith'ari, w.g. Kas'ima który tłumaczy, sith'ari nie stajesz się z dnia na dzień, tylko całe twe życie hartuje cię aż w końcu przekraczasz granicę "oświecenia". To zgrabnie tłumaczy, czemu nie ma jednego chwytliwego powodu "dlaczego?". To również pięknie kontrastuje z legendą "wybrańca", gdzie Anakin się nim urodził.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgodziłbym się z Twoim punktem widzenia, gdyby autor - w moim odczuciu - nie pogrywał tak silnie z pomysłem antynastawienie Bane'a do sporów wewnętrznych, rzekomo, rozgywających się w szeregach Bractwa Ciemności. Gdyby owe "zatargi" nie były tak otwarcie uwypuklane w powieści, wówczas moglibyśmy doszukiwać się w działaniu Bane'a innych przyczyn - przyczyn bardziej złożonych, wśród których Twoje spostrzeżenia byłby poruszane, jako jedne z pierwszych.

    To o czym piszesz podpiąłbym raczej do powodów, dla których Bane stał się zgorzkniałym, oddalającym się od innych Sithem. Wydaje mi się, że owa zgoszkniałość trochę przysłaniała mu oczy na pewne sprawy, np. kwestię zwycięstwa Sithów na Russanie (losy bitwy, aż do jej końca nie były przesądzone). Sugestia jakoby Bractwo Ciemności było słabym ogniwem pada dopiero z ust Dartha Revana. Bane wcześniej nie miał przesłanek do postrzegania Kaana i spółki w kategoriach osobników gorszych od siebie.

    OdpowiedzUsuń