18 marca 2012

"Potomstwo" Jack Ketchum



Pamiętając o dzisiejszej popularności horrorów gore, okładka zdobiąca powieść Potomstwo nie powinna nikogo dziwić. Co więcej, dla czytelników przepadających za filmami kręconymi w konwencji torture porn, może być obietnicą rozrywki idealnie trafiającej w ich gusta. Jeżeli nawet owe osoby znają prozę Jacka Ketchuma jedynie ze słyszenia to niemowlak umazany krwią może skutecznie zachęcić ich do nabycia książki i uchodzić za przysłowiowy języczek u wagi. Z marketingowego punktu wiedzenia projekt okładki w wykonaniu Wojciecha Pawlika, faceta mającego do czynienia z horrorem nie od wczoraj, stanowi bardzo skuteczną reklamę. Bobas śpiący na stercie ludzkich kości to widok niecodzienny, a więc przykuwający uwagę.

Potomstwo Jacka Ketchuma możemy potraktować w kategoriach luźnej kontynuacji wydarzeń opisanych w powieści Poza sezonem. Po dziesięciu latach wracamy do miasteczka Dead River, a w rolę głównego sprawiedliwego ponownie wciela się George Peters, tj. oficjalnie szeryf w stanie spoczynku, który po ostatnich doświadczeniach z kanibalami nie rozstaje się z butelką whiskey. Tym razem pędzi on na ratunek dwóm ślicznotkom, których to dzieci nieumyślnie wpadły w oko przywódczyni krwiożerczego klanu. Momentami odwaga odzywa się również we wspomnianych dziewczynach, ale rzadko. Przez większość czasu seksowne panie krzyczą, płaczą i wspominają swoich byłych. Piszę „seksowne”, gdyż Ketchum niemalże na każdym kroku przypomina nam o ich ponętnych ciałkach – pięknie prezentujących się w stanikach i majteczkach.

Potomstwo, podobnie jak i Poza sezonem to ukłon Ketchuma w stronę historii o Aleksandrze Bean, legendarnym przywódcy szkockich kanibali. Pisarz czerpiąc z brytyjskiego folkloru zaktualizował owe opowieści, nadał im współczesnego wydźwięku, przeniósł piętnastowieczną legendę na grunt amerykański, dostosowując do wymogów dzisiejszego czytelnika. To właśnie z uwagi na potrzeby współczesnego odbiorcy, ketchumowi kanibale nabierają nowatorskiego wyglądu. Ich prymitywna natura zostaje stopniowo wyparta przez dążenie do stworzenia dobrze funkcjonującego organizmu. Antybohaterowie z Potomstwa nie są istotami działającymi bezrozumnie, wręcz przeciwnie. Jednostki przewodzące klanowi dbają o przyszłość podopiecznych, a każde posunięcie planują z niezwykłą rozwagą. Patrząc na ich ataki można odnieść wrażenie, że oto mamy przed sobą dobrze wyszkolonych marines, potrafiących posługiwać się wszelkiego rodzaju bronią, od prymitywnych siekier po broń palną.

Ketchum budując „swojego kanibala” nie zapomniał o wyposażeniu go w nowoczesne instrumenty przemocy (np. metalowe szczęki) oraz wyostrzeniu jego krwiożerczych poczynań. Świat poszedł naprzód, Jack Ketchum chcąc zastraszyć odbiorcę nie mógł swoich kanibali... uwsteczniać. Mimo wszystko jednak, pod kątem brutalności opisów Potomstwu daleko do powieści Poza sezonem. U bardziej wrażliwych czytelników działania antybohaterów mogą nadal wywoływać silne zniesmaczenie – możliwe, że wzbogacone o wymioty – ale sama fabuła nie bulwersuje. Nie w takim stopniu, co jeszcze kilka lat temu. Czyżby była to zasługa kina grozy przełomu dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku? To, co kiedyś nazwane zostało „pełną przemocy pornografią”, dziś nie wzbudza już takich emocji. Odrąbane kończyny, wnętrzności gotowane na wolnym ogniu, czy niemowlak wgryzający się w świeżutką wątrobę to chleb powszedni dzisiejszego kina.

Jack Ketchum jawi się, jako pisarz bezkompromisowy, wykraczający poza przyjęte konwenanse. Owa łatka została mu przypięta na początku lat osiemdziesiątych, kiedy to debiutował powieścią Poza sezonem, nazwaną właśnie „pełną przemocy pornografią”. Potomstwo napisane blisko dziewięć lat później już tak nie szokuje i tym samym, książce trudno będzie powtórzyć sukces pierwszej części. Pełne przemocy opisy to troszeczkę za mało, aby przyciągnąć, co bardziej wybrednych czytelników. Zwłaszcza, że konstrukcja świata i bohaterów pozostawia bardzo wiele do życzenia.


Zaginiona Biblioteka, 18 marca 2012

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz