01 marca 2012

"Więcej Wierzb!"



Żaden trzeźwo myślący wydawca nie będzie pro­wa­dził dzia­łal­no­ści cha­ry­ta­tyw­nej, a tym bar­dziej zaspo­ka­jał zachcia­nek tego czy innego czy­tel­nika. Co zatem ma zro­bić osoba stro­niąca od nowo­ści, ceniąca, na przypkład, lite­rac­kich pre­kur­so­rów grozy? Oce­nia­jąc rynek wydaw­ni­czy przez pry­zmat dostęp­no­ści kla­syki hor­roru, nie mogę powie­dzieć, abym czuł się szcze­gól­nie usa­tys­fak­cjo­no­wany. Czy­tel­nicy z kil­ku­dzie­się­cio­let­nim sta­żem są w znacz­nie lep­szej sytu­acji. Lata sie­dem­dzie­siąte i osiem­dzie­siąte dość mocno przy­słu­żyły się wszyst­kim, któ­rzy mieli ochotę poznać twór­czość pisa­rzy prze­cie­ra­ją­cych szlaki dla dzi­siej­szego hor­roru. Haw­thorne, Mur­doch, Le Fanu czy Fre­eman to tylko nie­które nazwi­ska warte przy­po­mnie­nia. Więk­szość tek­stów, które wów­czas ujrzały w Pol­sce świa­tło dzien­nie, można obec­nie – szu­ka­jąc dosta­tecz­nie wytrwale – zna­leźć na roz­ma­itych aukcjach oraz w co lepiej zaopa­trzo­nych anty­kwa­ria­tach. Nie­za­leż­nie jed­nak od ilo­ści opu­bli­ko­wa­nych inte­re­su­ją­cych nas tek­stów, jest to nadal zale­d­wie kro­pla w morzu. Wiele powie­ści i opo­wia­dań wciąż czeka na odkry­cie, ale patrząc na słuszną linię postę­po­wa­nia pol­skich wydaw­ców, nie sądzę, aby miało to ulec zmia­nie w naj­bliż­szej przy­szło­ści. Bra­kuje w Pol­sce osób wystar­cza­jąco odważ­nych, chcą­cych inwe­sto­wać w coś, po co się­gnie praw­do­po­dob­nie jedy­nie garstka czytelników. Read More

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz