05 maja 2012

"The Oblong Box" (1969)


Ostatnio, to znaczy od dobrych kilku miesięcy, pałam wielką namiętnością do filmów z udziałem Vincenta Price. Źródłem tak żywego zainteresowania owym aktorem są współtworzone przez niego produkcje, zwłaszcza te sygnowane metką „kino grozy”. To, co mnie fascynuje w grze Vincenta najbardziej, to charakterystyczna dla kreowanych przez niego postaci postawa, przywodząca na myśl dzieła teatralne bądź wczesne filmy telewizyjne. Dodatkowo, ową teatralność wzmacnia niskobudżetowość filmów, których twórcy siłą rzeczy przekładali profesjonalną i oryginalną prezencję aktora nad, jakbyśmy to dziś powiedzieli – efekty specjalne. Odpowiedni wygląd Vincenta Price to jednak nie wszystko. Na uwagę zasługują także jego głos – wyrazisty, silny, głośny – oraz ogólna charyzma. Dopiero połączenie wszystkich czynników tworzy pełen obraz aktora, któremu poświęcam tak dużo czasu.

Vincenta Price zobaczyłem po raz pierwszy w roli księcia Prospero, potem przyszedł The Haunted Palace i kilka innych pozycji, o których nie miałem okazji jeszcze wspominać. W miniony piątek obejrzałem kolejną produkcję z jego udziałem. Tym razem padło na The Oblong Box (Podłużne pudełko) z 1969 roku, debiut reżyserski Gordona Hesslera, brytyjskiego scenarzysty i producenta współtworzącego słynną serię Alfred Hitchcock Presents. Elementem przemawiającym za sięgnięciem po film Hesslera było także nazwisko Allana Edgara Poe, sugerujące oparcie scenariusza na utworze wybitnego romantyka. Przyznam, że na myśl o kolejnej ekranizacji prozy wielkiego mistrza pociekła mi ślinka, ale niestety... moja radość okazała się przedwczesna. The Oblong Box z tekstem Poego łączy jedynie tytuł.

Film Hesslera to historia rodu posiadaczy ziemskich końca dziewiętnastego wieku, mających plantacje również na Czarnym Lądzie. Julian Markham (Vincent Price) wspólnie z bratem, Edwardem, wyruszają do Afryki celem skontrolowania włości. W trakcie inspekcji dochodzi do tragedii – na Edwarda Markhama zostają rzucone czary, które doprowadzają do deformacji jego twarzy. Julian, chcąc zaoszczędzić rodzinie skandalu, zaczyna więzić pokrzywdzonego w rodowej rezydencji. Z czasem Edward ucieka i zaczyna planować zemstę.

The Oblong Box daleko do wielkiego kina. Dziewięćdziesiąt minut filmu rozczarowało mnie zupełnie – kilkakrotnie zdarzyło mi się przysnąć, nie pomogła nawet osoba Vincenta Price. Produkcji brakuje dynamicznej akcji, a fabuła to prosta i przewidywalna historyjka o karze spotykającej bezdusznych kolonistów. Doprawdy dziwię się, że film okrzyknięto horrorem. Muzyka (towarzyszące wydarzeniom dźwięki skrzypiec, organów), gra świateł, czy szamańskie wrzaski to za mało, aby przerazić dzisiejszego – a prawdopodobnie i ówczesnego – widza. Z mojego punktu widzenia, The Oblong Box bardziej śmieszy, niż straszy (pomarańczowa krew; cięcia nożem wyglądające jak pociągnięcia flamastrem), co trochę może dziwić, bo przecież na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych powstało dużo dobrych filmów grozy. Produkcji nie pomogło ani nazwisko Poego, ani występ Christophera Lee.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz