03 maja 2012

"Rakietowe szlaki" (tom IV) red. Lech Jęczmyk, Wojtek Sedeńko


"Kocham opowiadania science fiction.
Uważam, że to w opowiadaniach
lub krótkiej powieści można najlepiej sprzedać dobry pomysł,
rozwinąć go, zakończyć dobrą puentą."

[Wojciech Sedeńko]


Czwarty tom Rakietowych szlaków spółki Jęczmyk-Sedeńko otwiera opowiadanie Stephena Donaldsona. Miłośnik zwierząt, przykład krótkiej formy w dorobku owego pisarza, a zarazem jego literacki debiut, to z pozoru luźne opowiadanie o wartkiej, trzymającej w napięciu fabule. Lata trzydzieste dwudziestego pierwszego wieku. Sam Browne, technicznie wzmocniony agent specjalny współczesnych organów prawa, otrzymuje zlecenie wyjaśnienia zgonów w jednym z rezerwatów łowieckich. Zwyczajna z wyglądu sprawa szybko nabiera tempa a agent Browne, przypominający momentami ubogą wersję Kobr Timothy’ego Zahna, całkiem przypadkowo trafia na spisek mogący zachwiać istniejącym w społeczeństwie porządkiem. Na pierwszy rzut oka, historia z Miłośnika zwierząt może uchodzić lekką lekturę, utrzymaną w konwencji kryminalno-sensacyjnej. Nic bardziej mylnego; wciągająca i przyjemna w odbiorze historia to tylko jedna strona medalu. Stephen Donaldson, znany z wplatania do tekstów wątków psychologicznych, jak również wypełniania opowiadanych historii pesymistycznymi wizjami nadchodzących lat, nie rozczarowuje i tym razem. Zaprezentowana w Miłośniku zwierząt rzeczywistość nie nastraja optymistycznie. W oczach autora, początek wieku dwudziestego pierwszego to apogeum wszelkiego rodzaju przestępczości społecznej, okres maksymalnego upodlenia człowieka. W przyszłości, osoby czuwające nad ustalonym porządkiem rzeczy będą zabiegać o jego utrzymanie między innymi poprzez tworzenie sztucznych enklaw – np. rezerwatów łowieckich – umożliwiających agresywnej jednostce wyładowanie negatywnych emocji. Właśnie do jednego z takich nowoczesnych myśliwskich kurortów trafia bohater Miłośnika zwierząt.

Tekstem, który przypadł mi szczególnie do gustu jest Duch V Roberta Sheckleya, autora rozpoznawalnego dzięki znakomitym zbiorom opowiadań (Obywatel Galaktyki, Pielgrzymka na Ziemię). Także i tym razem, czytelnicy nie będą zawiedzeni. Dwaj bohaterowie, adaptujący planety to zamieszkania, podejmują się dość niecodziennego zadania, tj. poskromienia ducha nawiedzającego... jedną z planet. Króciutka, ale za to intrygująca niecodziennym zestawieniem gatunków historia, to przykład wykorzystania klasycznej ghost story w realiach science fiction. Co zrobił Sheckley? Wziął jeden z najstarszych motywów horroru, który następnie stopniowo obdzierał z grozy, by na końcu całkowicie zastąpić ją naukowym wyjaśnieniem. Podobne zabiegi konstruktorskie możemy odnaleźć chociażby w utworach Ann Radcliffe, prekursorki literatury gotyckiej (Tajemnice zamku Udolpho 1794, Italczyk albo Konfesjonał Czarnych Pokutników 1796), która często wprowadzała do powieści motyw nadprzyrodzony tylko po to, aby w chwilę potem wyjaśnić przy pomocy, niezbyt wyszukanych, elementów przyrodzonych.

Czwarta odsłona, wzorem poprzednich części, obecnej edycji Rakietowych szlaków prezentuje także kolejny tekst Raphaela Lafferty’ego. Matka Euremy to momentami lekka i zabawna, momentami trudna i skłaniająca do głębszego zastanowienia historia genialnego idioty. To właśnie owo drugie dno sprawia, że od opowiadania – w 1973 roku nominowanego do Nagrody Hugo w kategorii Najlepsza Miniatura Literacka – nie sposób przejść obojętnie. Bogiem a prawdą, z dwunastu opowiadań to tekst Lafferty’ego oceniłbym najwyżej. Prostymi środkami, bez zawiłych wizji, przedstawił potencjalne zagrożenia przyszłości. I jeszcze jedno: czytając Matkę Euremy odnosiłem wrażenie, że oto mam przed sobą jeden z tekstów Janusza Zajdla. Myślę, że jest to najlepsza rekomendacja i w związku z niniejszym, lekturę tekstu Raphaela Lafferty’ego polecam przede wszystkim fanom fantastyki socjologicznej.

A skoro o socjologii mowa, zainteresowanych tematyką odsyłam do opowiadania Ursuli Le Guin, Samotność. Daleko mi do fana wspomnianej autorki, ale poruszane przez nią zagadnienia są jak najbardziej bliskie memu humanistycznemu sercu. Kwestie antropologiczne, etnologiczne to coś, co zawsze mnie żywo interesowało na studiach i choć minęło już trochę czasu odkąd przeczytałem ostatnią książkę z tej dziedziny, to jednak zawsze miło powrócić do... korzeni i spojrzeć na zagadnienia społeczne od nieco fantastycznej strony. Jeżeli ktoś lubi klimaty towarzyszące np. podróżom Ijona Tichego, opowiadanie Samotność z pewnością spełni jego oczekiwania.

Warto również wspomnieć o tekście Clifforda Simaka, którego styl jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych w kręgach science fiction. Rzecz w kamieniu to kolejny przykład skonfrontowania jednostki z nieznanym, niedającym się racjonalnie wytłumaczyć zjawiskiem. Od razu wyznam, że jestem wielkim, wielkim fanem prozy tego pisarza. W jego pracach urzeka mnie niemalże wszystko, począwszy od zwyczajnych bohaterów – będących najczęściej archetypem amerykańskiego farmera, człowieka spokojnego i kultywującego dawne zasady, tj. uczciwość, religijność, sprawiedliwość – a skończywszy na sielskich, prowincjonalnych miejscach wydarzeń. Tak było i tym razem. Rzecz w kamieniu, opowiadanie nominowane do Nagrody Hugo i Nebuli w 1971 roku, to lekka historia, urzekająca atmosferą starej dobrej science fiction.

Przytoczone przeze mnie opowiadania to jedynie garstka tego, co oferują Rakietowe szlaki spółki Jęczmyk-Sedeńko. O tekstach takich ikon fantastyki naukowej, jak Ray Bradbury, Fritz Leiber czy Clifford Simak, można by mówić i pisać godzinami. Nie chodzi jednak o to, abym zanudzał Was swoimi refleksami. Sięgnijcie po niniejszą pozycję, a przekonacie się sami. Czwarta odsłona Rakietowych szlaków to dawka wyśmienitej science fiction w wykonaniu klasyków gatunku.


Katedra, 03 maja 2012

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz