18 listopada 2012

"The Legend of Hell House" (1973)


Minął rok od wydania antologii poświęconej twórczości Richarda Mathesona a ja ciągle wracam do tekstów w niej opublikowanych. Spośród kilkunastu opowiadań należałoby wyróżnić Return to Hell House Nancy Collins, historię będącą – choć tytuł sugeruje inaczej – wstępem do wydarzeń opowiedzianych przez Mathesona w powieści Hell House z 1971 roku. Siła opowieści amerykańskiej pisarki tkwi w umiejętnym zahipnotyzowaniu czytelnika opisami szaleństwa rodu Belasco, jak również sugestywnym zaprezentowaniu okrutnych wydarzeń towarzyszących bohaterom. W moim przekonaniu tekst zasługuje na uwagę również dlatego, że będąc prequelem do powieści Mathesona powstawał niejako pod kuratelą owego pisarza i tym samym, chcąc nie chcąc, wzorował na klimacie pierwszej historii. Przynajmniej taką mam nadzieję, gdyż pomimo upływu lat nie doczekaliśmy się polskiego przekładu Hell House.

Osobom zainteresowanym książką Hell House polecam jej namiastkę – film The Legend of Hell House z 1973 roku w reżyserii Johna Hougha. Za scenariusz odpowiedzialny był Richard Matheson, co pozwala wierzyć w dość wierne odtworzenie klimatu jego powieści. Widoczne różnice pojawiają się jedynie, jeżeli chodzi o sferę seksualności. Zarówno w opowiadaniu Nancy Collins, jak i książce Mathesona, nie brakuje obrazowo przedstawionych aktów miłosnych. Z ich ekstremalnej prezentacji zrezygnowano jednakże we wspomnianym filmie, ograniczając erotykę do niezbędnego minimum i skupiając się na budowaniu atmosfery grozy. Oceniając The Legend of Hell House z perspektywy lat produkcję Johna Hougha należy pochwalić właśnie za niepowtarzalny nastrój. Twórcy filmu operując bardzo ograniczonymi środkami finansowymi a co za tym idzie również technicznymi – ścieżka dźwiękowa zredukowana do tajemniczych odgłosów, gra cieniem i światłem, dochodzące z oddali szepty – stworzyli prawdziwą perełkę wśród innych opowieści o nawiedzonych domach. Nie można także zapominać o latach, w których film był kręcony. Dzisiejszym miłośnikom horroru The Legend of Hell House może nie przypaść do gustu z prostej przyczyny: brak charakterystycznego dla współczesnej grozy epatowania krwią sprawia, że fabuła sama w sobie jest nudna. W filmie Johna Hougha nie odnajdziemy scen gore, brak także efektów specjalnych w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Zamiast tego mamy aktorów potęgujących napięcie swoją grą oraz tanie triki, które choć przestarzałe to jednak potrafiące znakomicie wpływać na wyobraźnię widza.

The Legend of Hell House nie odbiega schematem od innych tego typu produkcji. Fabuła filmu oscyluje wokół grupy czterech osób – tj. fizyka Lionela Barretta wraz z małżonką, medium psychicznego Florence Tanner oraz „nośnika”, czyli medium fizycznego Benjamina Fischera, którego wcześniejsze losy możemy śledzić w opowiadaniu Nancy Collins. Zatrudnieni przez miliardera pragnącego zgłębić tajemnice życia po śmierci rozpoczynają badania w sławnym Piekielnym Domu. Tam, poznając tragiczną historię rodziny Belasco oraz bestialskie wybryki jej patriarchy Emerica, doświadczają coraz silniejszych kontaktów ze światem nadprzyrodzonym.

Po film spółki Hough-Matheson powinny sięgnąć osoby zmęczone współczesnymi produkcjami podejmującymi tematykę nawiedzonych domów. Brak w filmie nadmiaru brutalnych scen, aktorzy potęgujący uczucie lęku swoim zachowaniem oraz odpowiednio podsycany nastrój niepewności i tajemnicy, to zalety dobrego, inteligentnego horroru. Filmu grozy wymagającego od widza czegoś więcej, niż bezmyślnego wpatrywania się w kolejno odrąbywane części ciała.

08 listopada 2012

"Przegląd Końca Świata: Feed" Mira Grant


Sięgając po Przegląd Końca Świata: Feed, miałem mieszane uczucia. Obawy dotyczyły głównie autorki, której nazwisko brzmiało zupełnie obco. Gdzieś tam wyczytałem, że Mira Grant to pseudonim Seanan McGuire i że owa tajemnicza nieznajoma została uhonorowana Nagrodą im. Johna Campbella. O samej książce również nie wiedziałem wiele.