14 grudnia 2012

"Sher­lock Hol­mes w spód­nicy, czyli od A do B, od B do Z…"


Najnowsza porcja prozy Jeffery’ego Deavera od wydawnictwa Prószyński i S-ka to godna polecenia historia, wciągająca czytelnika od pierwszych stron. Będąc laikiem w kwestii deaverowych książek nie potrafię stwierdzić, czy Twój cień idzie śladami poprzednich powieści autora. Nie potrafię powiedzieć, czy nadmiar prostej fantazji dla samej rozrywki koniec końców nie zniechęci mnie do twórczości amerykańskiego pisarza, ale na chwilę obecną jestem pozytywnie zaskoczony. Najbliższe dni upłyną pod znakiem przygód Kathryn Dance i Lincolna Rhyme’a.

Negatywną postacią kolejnej kryminalnej zagadki Deavera jest stalker – z angielskiego: prześladowca – osoba mająca obsesję na czyimś punkcie. Skąd pomysł na akurat ten rodzaj psychopaty? Wyobrażając sobie Kayleigh Towne – "znaną wokalistkę […], zabawną, wyrafinowaną i cholernie dobrą autorkę piosenek" (s. 23) – miałem przed oczami młodą, niewinną, atrakcyjną dwudziestokilkuletnią artystkę, która wewnętrznym czarem i urodą potrafi zahipnotyzować tłumy wielbicieli. Przeczytawszy Twój cień i poznawszy obsesję antybohatera powieści dochodzę do wniosku, że Jeffery Deaver kreując postać gwiazdy muzyki country mógł wzorować się na Rebecce Schaeffer, amerykańskiej aktorce zastrzelonej przez psychopatycznego fana pod koniec lat osiemdziesiątych. Autor wspomina o niej w jednym z rozdziałów, choć trudno ocenić, jak dużą inspiracją była dla niego historia sprzed kilkunastu lat. Nie da się natomiast zaprzeczyć, że Jeffrey Deaver błądził wokół niej myślami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz