07 lipca 2013

"Blackmail" (1929)

Ostatni tydzień urlopu poświęcam filmom Alfreda Hitchcocka, które jawią się wyborem dużo sensowniejszym, niż letnie hity kinowe.

Blackmail z 1929 roku początkowo kręcony jako film niemy szybko zyskał przychylność producenta Johna Maxwella z British International Pictures, który chcąc zwiększyć popularność produkcji zezwolił na nakręcenie części materiału wraz z dźwiękiem. Trudno ustalić, jak duży wpływ na decyzję Maxwella miał sam reżyser, ale wiadomym jest, że już wówczas Hitchcock cieszył się coraz większym poważaniem oraz znany był ze swoistej artystycznej awangardy. Ostatecznie powstały dwie wersje filmu: niema przeznaczona do wyświetlania w teatrach oraz dźwiękowa, wydana w tym samym czasie.

Anny Ondra w roli morderczyni
Fabuła filmu koncentruje się wokół pięknej blondynki, która znudzona przyjacielem Frankiem (John Longden) umawia się z tajemniczym artystą (Cyril Calthrop). Natura, jak i zamiary nowo poznanego mężczyzny stają się punktem zwrotnym napędzającym kolejne wydarzenia. Chcąc zgwałcić dziewczynę zostaje przez nią zadźgany nożem. Opuszczając miejsce zbrodni dziewczyna gubi rękawiczkę, którą znajduje zakochany w niej funkcjonariusz. Niestety, nie tylko on zna prawdę.

Tytuł filmu jednoznacznie definiuje motyw przewodni całej historii, jednak jego wybór jest według mnie sporym niedomówieniem; zabiegiem twórców nie do końca dla mnie zrozumiałym. Zapewne prawa komercji wymagają haseł krzykliwych, przemawiających do tłumów; niemniej uważam, że w tym konkretnym przypadku wyszło to produkcji zdecydowanie na niekorzyść. Oceniając film tylko po tytule można go zlekceważyć, bądź też zwyczajnie przeoczyć w tłumie wielu podobnych produkcji, co byłoby z pewnością dużą stratą dla miłośników starego kina.

Oglądając Blackmail warto zwrócić uwagę przede wszystkim na postać morderczyni – w tej roli aktorka czeskiego pochodzenia, Anny Ondra – a właściwie jej zachowanie, reakcje po dokonaniu zbrodni. W mojej ocenie wątek z szantażem należy traktować na zasadach dopełnienia scalającego ogólną historię, a całą uwagę poświęcić studiowaniu bohatera ogarniętego wyrzutami sumienia, bohatera nie potrafiącego myśleć o niczym innym, jak tylko nożu tkwiącym w ludzkim ciele. Choć Blackmail daleko do wielkiej formy innych produkcji Hitchcocka to jednak już w 1929 roku wyraźnie można było dostrzec główne nurty zainteresowań mistrza, m.in. instynktowne reagowanie jednostek pod wpływem silnych emocji.

Pod tym kątem Alfred Hitchcock jawi się, jako reżyser lubujący się w potęgowaniu napięcia metodami prostymi, niezbyt skomplikowanymi, ale za to przemawiającymi do widzów. Scena niezbyt wyraźnej rozmowy pomiędzy domownikami jedzącymi śniadanie z wielokrotnie dokładnie wyeksponowanym słowem "nóż", jak i bezwładnie zwisająca trupia ręka to tylko najbardziej rozpoznawalne sceny z Blackmail. Fabuła, której podstawą była sztuka angielskiego dramaturga Charlesa Bennetta, obfituje także w nastrojową muzykę – przyśpieszającą w momentach zaognienia akcji – sugestywne obrazy przypominające o winie, oraz widowiskową na tamte czasy scenę pościgu po British Museum, kręconą metodą Schüfftana polegającą na wykorzystaniu zestawu luster w celu umieszczeniu aktora w miniaturze np. jakichś konkretnych budynków.

Blackmail z pewnością trafi w gusta osób, które oprócz rozrywki kina sensacyjnego z końca lat dwudziestych, zechcą prześledzić reakcje człowieka na popełnioną przez siebie zbrodnię. Anny Ondra, będąca wówczas pod opieką Alfreda Hitchcocka, doskonale odnalazła się w roli pięknej morderczyni, która pomimo swojego czynu wzbudziła sympatię widzów. Na zakończenie dodam, iż aktorka bardzo kiepsko mówiła po angielsku, więc reżyser eksperymentował na planie z dubbingiem, angażując do czytania dialogów Joan Barry i pozostawiając Czeszce jedynie poruszanie ustami.

Anny Ondra

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz