23 grudnia 2013

Mundus vult decipi, ergo decipiatur

o Słonecznej loterii Philipa Dicka

Powieść, wydana w połowie lat pięćdziesiątych, stanowi przykład literackiej antyutopii, atakującej złudne wyobrażenia jednostki na temat praw panujących we współczesnym jej społeczeństwie. Philip Dick, przekonany o coraz częstszym przenoszeniu rozwiązań stosowanych w okresie wojny na grunt powojennej amerykańskiej rzeczywistości, ostrzega następne pokolenia przed zbytnią wiarą w skuteczność i moralną odpowiedniość owych metod. Punktem wyjścia do rozważań nad przyszłością społeczeństw jest prezentacja Minimaxu – strategii wywodzącej się z teorii gier – zakładającego maksymalizowanie minimalnego zysku dzięki wprowadzaniu do danego zagadnienia elementu przypadkowości niwelującego ryzyko, jakie niesie ze sobą możliwość rozszyfrowania. Słoneczna loteria to odzwierciedlenie wyobrażeń pisarza odnośnie funkcjonowania wartości, takich jak wolność oraz równość człowieka, w społeczeństwie wypaczonym przez nadmierne stosowanie strategii nie do końca współgrających z prawdziwymi potrzebami jednostek. Lektura powieści dostarcza odpowiedzi na pytania o przyszłe losy wspomnianych wartości, przedstawia ich skarykaturalizowany, zniekształcony obraz.

Pierwsze wydanie Słonecznej loterii 1955
Ludzkość, wyzbyta problemów przeszłości, realizuje ideę świata demokracji i powszechnego dobrobytu. Przydział zadań społecznych dokonuje się w oparciu o wrodzone predyspozycje poszczególnych jednostek; wyjątek stanowi wybór prezydenta, oficjalnego władcy Układu Słonecznego. Hołubiąc zasadę równości, wspomniane stanowisko obsadzane jest drogą losową spośród wszystkich pełnoprawnych obywateli. Dodatkowo, nie chcąc powielać błędów przodków (władza w rękach dyktatorów bądź innych, niezbyt odpowiednich jednostek) osoby odpowiedzialne za kontrolę losowania zezwalają ustępującemu prezydentowi na przeprowadzenie jednej próby zamachu w celu powrotu do władzy (minimalizowanie maksymalnego ryzyka związanego z losowym wyborem niewłaściwego kandydata). W tak skonstruowanej rzeczywistości poznajemy Teda Benteley'a, odgrywającego rolę ostatniego sprawiedliwego i jedynego uświadomionego w kwestiach ogólnej obłudy panującej w otaczającym go społeczeństwie. Niemniej, wraz z rozwojem wydarzeń dochodzimy do wniosku, że walka głównego bohatera z ustalonym porządkiem świata coraz bardziej przypomina walkę z wiatrakami, a społeczeństwo przyszłość woli kłamstwo od bolesnej prawdy.

Spotkałem się z opiniami, jakoby Słoneczna loteria była pierwszym dojrzałym tekstem Philipa Dicka na gruncie fantastyki naukowej. Źródła owych przekonań nie należy jednak szukać w tematyce utworu, gdyż wiele ważnych tematów poruszał autor we wcześniejszych publikacjach (Beyond Lies the Wub, Second Variety, Paycheck, Jon's World), ale w objętości samego tekstu. W Słonecznej loterii obserwujemy pisarza próbującego sił w powieści, autora dbającego nie tylko o samo przesłanie – mogące zawierać się w jednym, celnym zdaniu – ale również o spójną i intrygującą fabułę. Pomijając aspekty moralizatorskie, powieść jest przykładem dobrej literatury sensacyjnej, naładowanej inteligentną i wartką – momentami nawet za bardzo – akcją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz