14 grudnia 2013

"The Escape Artist" (2013)

Pierwszy wpis poświęcony serialowi. Dlaczego The Escape Artist? Zaciekawiła mnie tematyka.

Osobą odpowiedzialną za miniserial jest Brian Walsh, którego możemy kojarzyć z przeciętnego Black Mirror. Na szczęście – dla widzów i fanów Tennanta – reżyser postanowił tym razem odbiec od tematyki fantastycznej i skierować zainteresowania na zupełnie inne tory; mianowicie na problem wadliwości systemu sprawiedliwości. A właściwie nie wadliwości jego samego, co niektórych prawideł nim rządzących. The Escape Artist to próba pokazania niedoskonałości sądownictwa, z powodu których nawet najbardziej amoralni kryminaliści mają szansę uniknąć kary. Uprzedzam jednak, że pomimo szczerych chęci twórców, serial nie oferuje niczego poza tym, co już wielokrotnie widzieliśmy. Historia, podsycana początkowo przez mocno intrygujące interakcje pomiędzy przedstawicielem prawa a oskarżonym, wraz z rozwojem wydarzeń coraz bardziej traci na oryginalności.

David Tennant jako "the escape artist"
Główny bohater to ambitny prawnik, znany z tego, że nie przegrywa nawet najtrudniejszych spraw. Jego następnym klientem zostaje Liam Foyle – podejrzewany o brutalne, nacechowane gwałtem, zamordowanie nastolatki. Burton, pomimo dowodów wyraźnie wskazujących na winę podejrzanego, robi wszystko, aby proces przebiegał uczciwie, a Foyle nie został ofiarą medialnej nagonki. Innymi słowy: doprowadza do zwolnienia oskarżonego, pozostając jednocześnie „niepokonanym” na sali rozpraw.

Czyżbyśmy mieli do czynienia z kolejnym adwokatem diabła? Nic z tych rzeczy. Burton to postać złożona. Pracoholik, karierowicz, ale i osoba niezwykle ciepła; czuła na punkcie zepsucia dzisiejszego społeczeństwa oraz pamiętająca o obowiązkach rodzinnych. Broniąc Liama Foyle'a postępuje według zasady "każdy zasługuje na obronę". Będąc wewnętrznie przekonanym o winie oskarżonego – przyszłe wydarzenia są konsekwencją faktu, że nie uszło to uwadze psychopaty – pomimo przykrości padających ze strony rodziny ofiary, postępuje niezwykle profesjonalnie. I na tę cechę charakteru kładzie reżyser największy nacisk. Brian Walsh ukazuje człowieka działającego zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami moralnymi, jak również jednostkę – utożsamianą momentami z całym systemem sprawiedliwości – będącą bezsilną wobec niedoskonałości płynących z owych zasad. Burton, postępując według litery prawa i działając na korzyść swojego klienta, doprowadza jednocześnie do uniewinnienia bezwzględnego psychopaty.

Minusem serialu jest jego zakończenie, przewidywalne i mało porywające. Napięcie towarzyszące wydarzeniom pierwszego i drugiego odcinka zostało utracone w ostatnim, kulminacyjnym. O ile twórcy serialu potrafili oddać atmosferę prawniczych zapasów na sali sądowej, o tyle gubili się przy momentach stricte sensacyjnych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz