04 stycznia 2014

Blondynki, Mściciel i tajemniczy lokator

The Lodger Alfreda Hitchcocka

Jakiś czas temu na blogu Anny Plich przeczytałem o zorganizowanym przez nią głosowaniu na "ulubionego" mordercę z horrorów. Miłośnicy kina grozy ochoczo wzięli w nim udział i choć wyników jeszcze nie ma to sądzę, że spore szanse na zdobycie palmy pierwszeństwa ma niejaki Freddy Krueger. Przyznaję, że swoją czarującą postawą zdobył także i mój głos, ale dokonując wyboru kierowałem się nie tyle "strasznością" danej postaci, co jej pozycją w filmowej popkulturze. Inicjatywa wspomnianej koleżanki, jak również ostra faza na kino nieme, zaowocowały kolejnym filmem z początków ubiegłego stulecia.

Plakat filmowy
Przykładem kinowego antybohatera drugiej połowy lat dwudziestych jest Mściciel, z The Lodger Hitchcocka. Pod tym, jakże wyszukanym pseudonimem, ukrywa się londyński morderca, którego ofiarą padają najczęściej blondynki w długich, kręconych włosach. Film rozpoczyna informacja o kolejnej zbrodni Mściciela. Obserwujemy proces roznoszenia się tragicznej wiadomości (dziennikarza zawiadamiającego redakcję, drukarnię, samochód transportujący wieczorne wydanie gazety, chłopaka rozpowszechniającego ową gazetę, radiowego prezentera) oraz jej wpływ na nastroje mieszkańców Londynu. Właściwą akcję inauguruje wynajęcie jednej z londyńskich kwater przez Jonathana Drew (Ivor Novello), którego wygląd odpowiada policyjnemu rysopisowi poszukiwanego zbrodniarza. Dziwne zachowanie lokatora (nerwowe marsze po pokoju, odwracania obrazów przedstawiających blondynki, wieczorne spacery z szalikiem zasłaniającym dolną część twarzy) szybko wzbudza niepokój właścicieli mieszkania, państwa Bunting (Arthur Chesney, Marie Ault). Dodatkowo całą sprawę komplikuje miłosny trójkąt między lokatorem, córką wspomnianych właścicieli - Daisy Bunting (June Tripp) oraz jej przyszłym narzeczonym, detektywem Joe Chandlerem (Malcolm Keen).

Pani Bunting wita tajemniczego lokatora

Nieprzychylni początkowo producenci zgodzili się, po kilku przeróbkach, wprowadzić The Lodger to kin, co okazało się posunięciem ze wszech miar słusznym, gdyż film został przyjęty przez publiczność i krytyków bardzo entuzjastycznie. Reżysera chwalono przede wszystkim za szybkie tempo historii oraz za stosowanie nowatorskich rozwiązań podczas kręcenia poszczególnych scen. I rzeczywiście, oglądając The Lodger możemy dostrzec pewne „zagrywki”, „sztuczki” będące w przyszłości znakami rozpoznawczymi hitchcockowego stylu. Między innymi podejmuje Hitchcock pierwsze próby silnego wyeksponowania obiektów mających istotne znaczenie dla fabuły (torba tajemniczego lokatora, serduszka z surowego ciasta, kołyszący się żyrandol, odwrócone obrazy); przedmiotów ważnych nie tylko ze względu na ich pomoc w budowaniu pożądanego napięcia, ale także z uwagi na pełnione przez nie funkcje informacyjne, niezastąpione w kinie niemym.

Niemniej to nie w oryginalnych pomysłach Hitchcocka drzemie główna siła filmu. Dla osób zaznajomionych z dokonaniami mistrza suspensu będą to tylko jedne z wielu jego reżyserskich trików, które wraz z upływem lat stracą na świeżości. The Lodger wspominam bardzo ciepło, gdyż lubię produkcje doprecyzowane. Historia Jonathana Drew to nie tylko prosta historyjka o kłopotach z seryjnym mordercą, ale także ciekawe spojrzenie na problem społeczeństwa zastraszonego. Podążając za fabułą widzimy, jak londyńczyków ogrania coraz większe przerażenie. Uczucie strachu i niepewności potęguje dodatkowo duszna atmosfera samego Londynu (wyrażona na ekranie poprzez wszechogarniającą mgłę i zdradzieckie zaułki), w naturalny sposób sprzyjająca działalności Mściciela. W scenie finałowej filmu obserwujemy, jak żyjąca w stanie ciągłego napięcia ludność przeradza się ostatecznie w rozhisteryzowany, pragnący powrotu do normalności i gniewny tłum, atakujący niesłusznie oskarżanego Jonathana Drew.

June Tripp, jedna z pierwszych blondynek Hitchcocka

Historia kina zna wielu seryjnych morderców. Ich działalność, ukazana w mniej lub bardziej brutalny sposób, wielokrotnie była motorem napędzającym fabułę a filmy zawierające związany z tymi zbrodniami „dreszczyk emocji” z reguły cieszyły się dużą popularnością. Twórcy filmów, chcąc nadać opowieści możliwie dużego prawdopodobieństwa, portrety psychologiczne bohaterów tworzyli często w oparciu o rzeczywiste dramaty ludzi, znane najczęściej z mediów, ale także doniesień organów sprawiedliwości oraz miejskich legend. Alfred Hitchcock nie był wyjątkiem. Pracując nad The Lodger – A story of the London Fog inspirował się osobą Kuby Rozpruwacza oraz sztuką Who is he? Marie Belloc Lowndes, której bohaterka – starsza pani wynajmująca tzw. pokoje umeblowane – podejrzewała swojego gościa o bycie znanym zabójcą.

1 komentarz:

  1. Świetny post. Przyznam że na wspomnianym blogu też wskazałem Krugera :) Po przeczytaniu powyższego tekstu, zastanowiłbym się raz jeszcze. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń