04 lutego 2017

"Manitou" Graham Masterton


Chcąc odpocząć od stylistyki przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku sięgnąłem po Manitou Grahama Mastertona, autora zapewne u wielu z nas przywołującego uczucie pewnej nostalgii. Autora budzącego tęsknotę za dreszczykiem towarzyszącym odkrywaniu literatury grozy oraz za czasami, gdy niewielkich rozmiarów książeczki kosztowały kilkadziesiąt tysięcy złotych a tandetne okładki bardziej przykuwały uwagę niż odstraszały. Proza angielskiego pisarza już od dawna nie należy do moich ulubionych, ale od czasu do czasu wracam do niej właśnie ze względu na owe wspomnienia.

Gdybyście kilkanaście lat temu zapytali mnie o wrażania związane z lekturą Manitou bez wahania nominowałbym autora do nagrody za umiejętność straszenia. Dla czternastoletniego szczyla, do tej pory utożsamiającego większą dawkę emocji z przygodami Old Shatterhanda, spotkanie z twórczością Mastertona było jak cios obuchem w głowę. Wówczas historia opowiedziana przez wspomnianego autora nie potrzebowała żadnych odpowiednich warunków, aby móc zaistnieć w wyobraźni dziecka z całą przerażającą mocą. Wystarczył dosadny opis odradzania się tytułowego ducha oraz wzmianka o pielęgniarzu obdartym ze skóry, abym porzucił regał z napisem „literatura przygodowa” i zagościł na stałe przy pozycjach przydzielonych do „thriller/sensacja”. Na marginesie. Wracając myślami do połowy lat dziewięćdziesiątych zastanawiam się, czym kierowali się ludzie pracujący w ówczesnych bibliotekach publicznych układając powieści Mastertona na takiej a nie innej półce. Czyżby brakowało miejsca na dodatkowy mebel? A może, co wydaje się bardziej prawdopodobne, liczba horrorów wydawana w Polsce była na tyle znikoma, że biblioteka w małym miasteczku nie uważała za stosowne nobilitować owe pozycje na osobny regał?
Read More >>