<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608</id><updated>2012-02-26T18:14:19.194+01:00</updated><category term='VanderMeer Jeff'/><category term='Simak Clifford D.'/><category term='Kirkman Robert'/><category term='Lovecraft Howard Phillips'/><category term='Anderson Poul'/><category term='Lem Stanisław'/><category term='Matheson Richard'/><category term='antologia'/><category term='Robyn Lezli'/><category term='Zahn Timothy'/><category term='MacLeod Ian'/><category term='Schroeder Karl'/><category term='Beckett Bernard'/><category term='Egan Greg'/><category term='Werber Bernard'/><category term='Palahniuk Chuck'/><category term='Kosmatka Ted'/><category term='Stross Charles'/><category term='Bonansinga Jay'/><category term='powieści'/><category term='objerzałem'/><category term='opowiadania'/><category term='VanderMeer Ann'/><category term='Kosik Rafał'/><category term='Resnick Mike'/><category term='Dick Philip K.'/><category term='Koontz Dean R.'/><category term='Scalzi John'/><category term='obejrzałem'/><category term='Verne Juliusz'/><category term='Campbell Ramsey'/><title type='text'>próżnia doskonała</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>43</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-5683178270281489352</id><published>2012-02-19T13:13:00.012+01:00</published><updated>2012-02-19T13:24:06.297+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='obejrzałem'/><title type='text'>"Children of the Damned" (1963)</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-gKH19XLN8CQ/T0Dp0CDLR4I/AAAAAAAADuI/uEKt0waqT7c/s1600/affiche.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 132px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-gKH19XLN8CQ/T0Dp0CDLR4I/AAAAAAAADuI/uEKt0waqT7c/s200/affiche.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5710821407618451330" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;&lt;i&gt;Children of the Damned&lt;/i&gt; to kino niekoniecznie dla widzów szukających mocnych wrażeń. Horror? Dzisiejszy widz może mieć opory przed nazwaniem go w ten sposób i chyba nie należy się temu zbytnio dziwić. Premiera &lt;i&gt;Children of the Damned&lt;/i&gt; miała bowiem miejsce 24 stycznia 1964 roku, blisko pięćdziesiąt lat temu. Przez ten czas zmianie uległo niemalże wszystko, a już na pewno realia, w których film powstawał. Początek lat sześćdziesiątych to okres gorącej polityki mocarstw, jak również narastające w społeczeństwie poczucie zagrożenia wywołane groźbą kolejnego zbrojnego konfliktu na skalę światową.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;Anton Leader pracując nad &lt;i&gt;Children of the Damned&lt;/i&gt; dostrzegał owe napięcie, co w filmie widać bardzo wyraźnie. Reżyser konstruując fabułę duży nacisk położył na wiarygodne oddanie owego politycznego napięcia oraz atmosfery nieufności dominującej w dyplomacji. Oglądając C&lt;i&gt;hildren of the Damned&lt;/i&gt; można nawet odnieść wrażenie, że motywy polityczne, jak i społeczne, w dużej przysłoniły aspekty fantastycznonaukowe. Wątek rywalizacji służb wywiadowczych, chcących uzyskać kontrolę nad sześciorgiem wybitnie uzdolnionych dzieci, przewija się niemalże przez cały film. Podobnie, jak dążenia przywódców ówczesnych mocarstw do zdobycia militarnej przewagi nad konkurentami. Głównym bohaterom, czyli dzieciom o ponadprzeciętnej inteligencji, została powierzona rola prowodyrów politycznego zamieszania. To właśnie ich niebezpieczne umiejętności i ogromna wiedza, mogące stanowić realne zagrożenie dla całej Ziemi, stają się obiektem politycznego pożądania.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-rnwt2qs9zN0/T0Dop9vYuyI/AAAAAAAADtw/a41sXBVUVsM/s1600/images.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 113px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-rnwt2qs9zN0/T0Dop9vYuyI/AAAAAAAADtw/a41sXBVUVsM/s200/images.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5710820135151385378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Children of the Damned&lt;/i&gt;, jako horror spisywał się prawdopodobnie dużo lepiej w latach sześćdziesiątych, niż obecnie. Widoczny na filmie strach dorosłych przed kontrolującymi ich dziećmi oraz efekty specjalne ograniczające się do święcących oczu oraz wybuchowej sceny finałowej to zdecydowanie za mało dla osób szukających mocnych wrażeń. Podejrzewam, że w czasach powstawania filmu dużo większe uczucie niepokoju wywoływała w widzu jego tematyka, niż wspomniane wizualizacje techniczne. Mi osobiście ciarki po plecach przeszły jedynie raz, tj. w momencie wykorzystania przez młodocianych bohaterów kościelnych organów do celów bojowych. Piskliwe, hałaśliwe tony zrobiły swoje. Zresztą, muzyka w całym filmie jest najwyższych lotów. Bardzo dobrze potęguje napięcie oraz uwypukla, co ważniejsze momenty. Na brawa zasługują także aktorzy, zwłaszcza ci, którzy wcielili się w szóstkę tytułowych bohaterów. Grobowa mina Paula (Clive Powell), czy Chinka (Yoke-Moon Lee) ze stoickim spokojem oznajmiająca, że wie wszystko, to momenty warte zapamiętania.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;W moim odczuciu &lt;i&gt;Children of the Damned&lt;/i&gt; o wiele lepiej sprawuje się jako kino science fiction, niż horror. Reżyser bardzo dobrze uwidocznił obawy przywódców współczesnych mu mocarstw przed konkurencją dysponującą super potężną bronią, a także atmosferę politycznego napięcia początku lat sześćdziesiątych. Film Antona Leadera bardzo szybko zyskał uznanie krytyków i był nominowany do nagrody Hugo w kategorii „Best Dramatic Presentation”. Zastanawia mnie tylko jedno: skąd tytuł &lt;i&gt;Dzieci Przeklętych&lt;/i&gt;? W filmie pada stwierdzenie, iż owe wybitnie uzdolnione dzieci to przykład istot ludzkich za około milion lat. Czyżby to eskalacja różnych konfliktów oraz nieustanny wyścig zbrojeń doprowadziły do tak wielkich ewolucyjnych przemian?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-5683178270281489352?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/5683178270281489352/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/02/children-of-damned-1963.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/5683178270281489352'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/5683178270281489352'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/02/children-of-damned-1963.html' title='&quot;Children of the Damned&quot; (1963)'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-gKH19XLN8CQ/T0Dp0CDLR4I/AAAAAAAADuI/uEKt0waqT7c/s72-c/affiche.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-7793435851714685424</id><published>2012-02-09T21:40:00.004+01:00</published><updated>2012-02-09T21:47:59.650+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Koontz Dean R.'/><title type='text'>"Ziarno demona" Dean R. Koontz</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-cvF2ZxzeSRo/TzQwIt3fZ5I/AAAAAAAADtA/DlXkLPbbpq8/s1600/6409195-L.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-cvF2ZxzeSRo/TzQwIt3fZ5I/AAAAAAAADtA/DlXkLPbbpq8/s200/6409195-L.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5707239554094688146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wśród moich nowo­rocz­nych posta­no­wień czo­łowe miej­sce zaj­muje zamiar doczy­ta­nia wszyst­kich tek­stów, któ­rych lektura, z tego czy innego względu, została prze­rwana. Na pierw­szy ogień poszło &lt;i&gt;Ziarno demona&lt;/i&gt;, jedna z naj­now­szych powie­ści Deana Koontza opu­bli­ko­wa­nych przez wydaw­nic­two Amber. Przy­godę ze wspo­mnianą książką zakoń­czy­łem rów­nie szybko, jak roz­po­czą­łem. Nie pamię­tam, jak daleko dobrnąłem w fabule, ale wiem, że byłem mocno roz­cza­ro­wany. Na tle innych tek­stów Koontza z okresu lat 90′ &lt;i&gt;Ziarno demona&lt;/i&gt; wypa­dało mało atrakcyjnie.&lt;/div&gt; &lt;a href="http://www.carpenoctem.pl/recenzje/ziarno-demona/"&gt;Read more&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-7793435851714685424?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/7793435851714685424/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/02/ziarno-demona-dean-r-koontz.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/7793435851714685424'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/7793435851714685424'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/02/ziarno-demona-dean-r-koontz.html' title='&quot;Ziarno demona&quot; Dean R. Koontz'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-cvF2ZxzeSRo/TzQwIt3fZ5I/AAAAAAAADtA/DlXkLPbbpq8/s72-c/6409195-L.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-4539124061004671163</id><published>2012-01-18T19:42:00.008+01:00</published><updated>2012-02-05T10:07:54.401+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Verne Juliusz'/><title type='text'>"Napowietrzna wioska" Juliusz Verne</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;(autorem tekstu jest Aleksandra Skalska, moja żona)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-k0UuJYWDKlI/TxcVFmv1h1I/AAAAAAAADmg/M5MXsO1ENPM/s1600/napwio01.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 136px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-k0UuJYWDKlI/TxcVFmv1h1I/AAAAAAAADmg/M5MXsO1ENPM/s200/napwio01.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5699047039505368914" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;„- I cóż – spytał John Cort – czy wierzysz już Maksie, że te nieszczęsne istoty należą do gatunku ludzkiego?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;- Oczywiście, Johnie,  skoro potrafią śmiać się i płakać tak jak ludzie?*”&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy istnieje brakujące ogniwo łączące ludzi i człekokształtne? Jakie cechy decydują o człowieczeństwie? Takie pytania, z którymi do dzisiaj zmagają się antropolodzy, biolodzy, filozofowie, stawia sobie również Verne w jednej ze swoich krótszych powieści – &lt;i&gt;Napowietrzna wioska&lt;/i&gt;. Oczywiście nie należy oczekiwać od tego prekursora fantastyki akademickiej rozprawy. Pisarz swoją powieść skierował do młodzieży, postarał się więc, by książka była lekka i przyjemna w czytaniu. Wszelkiego rodzaju poważne rozważania Verne wplata pomysłowo w dialogi bohaterów lub snuje przy okazji opisywania niezwykłych wrażeń z podróży, w której uczestniczą bohaterowie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prace nad &lt;i&gt;Napowietrzną wioską&lt;/i&gt; rozpoczął Verne w 1900 r. i poświęcaj jej naprawdę wiele czasu, chcąc wywiązać się z umowy z czasopismem „Magazyn Edukacji i Rozrywki”. W tym okresie pisarz cierpiał już na początki zaćmy, co dodatkowo utrudniało mu pracę twórczą**. Powieść została wydana po raz pierwszy w 1901 r., w tym samym roku ukazał się także jej polski przekład, publikowany w odcinkach. Pierwsze polskie wydanie książkowe ukazało się w 1907 r***.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Głównymi bohaterami powieści są przedstawiciele dwóch ulubionych narodowości Verne’a: Francuz, Maks Huber i Amerykanin, John Cort. Towarzyszą im w podróży mały Llanga, przybrany syn bohaterów, uratowany przez nich z rąk handlarzy niewolników oraz kameruński przewodnik, Chamis. Pewnego razu, przemierzając Afrykę, zostają zaatakowani przez stado słoni. Pozorne schronienie znajdują w nieprzebytej puszczy. Przedzierając się przez nieprzenikniony las w centrum Czarnego Lądu, odkrywają nieznane plemię żyjące na drzewach i… lubiące słuchać opery Webera!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podróż przez afrykańską puszczę to dla Verne’a kolejna okazja do zaprezentowania czytelnikowi cudów afrykańskiej fory i fauny. Pisarz dba nie tylko o walory edukacyjne, ale wprowadza także elementy sensacyjne i trzymające czytelnika w napięciu scen, takich jak atak nosorożca lub bandy szympansów i goryli. Nie brakuje również dowcipu, zwłaszcza słownego, w którym celuje głównie Maks Huber. W &lt;i&gt;Napowietrznej wiosce&lt;/i&gt;, podobnie jak w innych swych powieściach, autor kreuje bohaterów, którzy są archetypowymi przedstawicielami swoich narodowości. Maks, oprócz iście francuskiego zamiłowania do bon motów i dowcipów słownych, jest niefrasobliwym i żądnym sensacji sybarytą. John, miłośnik nauk przyrodniczych, to z kolei uosobienie amerykańskiego racjonalizmu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-7-q8R5lVRi4/TxcVQ-xP9II/AAAAAAAADms/zYKYUPST8vA/s1600/88482_napowietrzna-wioska_400.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 141px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-7-q8R5lVRi4/TxcVQ-xP9II/AAAAAAAADms/zYKYUPST8vA/s200/88482_napowietrzna-wioska_400.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5699047234932307074" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Napowietrzna wioska&lt;/i&gt; nie jest trudną powieścią, ale istnieje ryzyko odczytania jej jako rasistowskiej, chociażby poprzez fragment, w którym pisarz porównuje poziom inteligencji czarnych mieszkańców Afryki i białego, sześcioletniego dziecka. Każdy, kto przeczytał kilka powieści Verne’a, wie jednak, iż zarzut rasizmu jest bezpodstawny. Pisarz wielokrotnie podkreślał w książkach, że jest przeciwnikiem niewolnictwa i nierówności uzasadnianej kolorem skóry. Ten problem dotyczy nie tylko tej konkretnej powieści Verne’a, ale ogólnie książek, których akcja toczy się krajach zamieszkałych przez „dzikich”. Ileż to oskarżeń od współczesnego czytelnika pada wobec Henryka Sienkiewicza za imperialistyczną arogancję i poczucie rasowej wyższości Stasia Tarkowskiego! Tymczasem każdy student historii, który uważał na zajęciach z metodologii, wie, że nie należy oceniać wydarzeń z przeszłości współczesną miarą. Czytając wspomniane powieści, trzeba mieć właśnie na uwadze fakt, że pisarz jest przede wszystkim człowiekiem swoich czasów, ukazującym mentalność epoki, w której przyszło mu funkcjonować. Swoją drogą, odczytywanie książek w ten sposób, poprzez zwracanie uwagi na ewolucję myśli i mentalności, może nieść wiele satysfakcji dla czytelnika.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Napowietrzna wioska&lt;/i&gt; nie jest powieścią bez wad. Rozpoczyna się obiecująco, dowcipy Maksa Hubera bawią, jest kilka epizodów trzymających w napięciu, przemyślenia dotyczące darwinizmu, człowieczeństwa i stanu ówczesnej nauki są interesujące i godne uwagi. Jednak tytułowa wioska pojawia się dopiero w rozdziale trzynastym (wszystkich rozdziałów jest osiemnaście). Zanim bohaterowie ją odnajdą, kolejne opisy przyrody zaczynają być nieco nużące, a niespodziewane wydarzenia – przewidywalne. Następnie dochodzi do momentu kulminacyjnego i szast, prast, powieść się kończy. Niestety zakończenie nie wyszło Verne’owi najlepiej, a przez to powieść nieco rozczarowuje.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-tab-span" style="white-space:pre"&gt; &lt;/span&gt;Pomijając niedopracowany finał, &lt;i&gt;Napowietrzną wioskę&lt;/i&gt; warto jednak przeczytać. Na zachętę dodam, że ta powieść była inspiracją dla twórców &lt;i&gt;Tarzana&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Planety małp&lt;/i&gt;, a nawet &lt;i&gt;Parku Jurajskiego&lt;/i&gt;****.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2012/01/18/napowietrzna-wioska-juliusz-verne/#more-4484"&gt;Zaginiona Biblioteka&lt;/a&gt;, 18 stycznia 2011&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;* J. Verne, &lt;i&gt;Napowietrzna wioska&lt;/i&gt;, tłum. M. Olszewska, Kraków 2010, s. 227-228.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;** H. R. Lottman, &lt;i&gt;Juliusz Verne&lt;/i&gt;, Warszawa 1999, s. 350.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;*** http://pl.wikipedia.org/wiki/Napowietrzna_wioska&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;**** http://fr.wikipedia.org/wiki/Le_Village_a%C3%A9rien&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-4539124061004671163?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/4539124061004671163/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/01/autorem-tekstu-jest-aleksandra-skalska.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/4539124061004671163'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/4539124061004671163'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/01/autorem-tekstu-jest-aleksandra-skalska.html' title='&quot;Napowietrzna wioska&quot; Juliusz Verne'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-k0UuJYWDKlI/TxcVFmv1h1I/AAAAAAAADmg/M5MXsO1ENPM/s72-c/napwio01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-3279087104719151716</id><published>2012-01-16T22:50:00.006+01:00</published><updated>2012-02-05T10:19:19.713+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Campbell Ramsey'/><title type='text'>"Zły wpływ" Ramsey Campbell</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-pIDPuqGbm6Q/TxSdIhPHGcI/AAAAAAAADmI/2UM7wD4lKsM/s1600/campbell_influence.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 131px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-pIDPuqGbm6Q/TxSdIhPHGcI/AAAAAAAADmI/2UM7wD4lKsM/s200/campbell_influence.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5698352198216784322" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lektura &lt;i&gt;Najciemniejszej części lasu&lt;/i&gt;* pozostawiła nadzwyczaj miłe wspomnienia. Można powiedzieć, że po &lt;i&gt;Zły wpływ &lt;/i&gt;sięgnąłem niejako mechanicznie, wierząc, że kolejna wydana w Polsce powieść Ramseya Campbella będzie równie wciągająca. Piszę te słowa kilka dni po przeczytaniu ostatniego zdania ze wspomnianej książki i nadal jestem nią zachwycony. Historia opowiedziana przez brytyjskiego pisarza porusza, intryguje, a co najistotniejsze trzyma w napięciu tak, jakbym sobie tego życzył. &lt;i&gt;Zły wpływ&lt;/i&gt; wydaje się posiadać wszystkie cechy dobrej powieści grozy, pięknie opowiedzianej ghost story. Campbell zaryzykował, rzucił wyzwanie klasycznemu motywowi opętania i wyszedł z tej konfrontacji z podniesionym czołem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powieść, po raz pierwszy opublikowana pod koniec lat osiemdziesiątych, również i dzisiaj prezentuje się bardzo dobrze. Nadal wywołuje w czytelnikach uczucie niepokoju, strachu, a przecież oto właśnie chodzi, prawda? W księgarni, podchodząc do półki z horrorami, liczę, że dostanę coś więcej niż kolejną historię o wampirach, czyli najpewniej zakamuflowany romans, i coś więcej niż opowieść z dreszczykiem. Powieść Campbella spełniła moje oczekiwania. Jakiś czas temu miałem okazję zapoznać się z antologią &lt;i&gt;&lt;a href="http://sharinada.blogspot.com/2011/10/15-blizn-antologia-katedra-ksiazki.html"&gt;15 blizn&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; i muszę powiedzieć, że wiele tekstów w niej opublikowanych nie dorasta do pięt utworom Campbella. Dużym plusem &lt;i&gt;Złego wpływu&lt;/i&gt; jest to, że nie męczy czytelnika makabrycznymi opisami gwałtów, morderstw, świeżego mięsa porozrzucanego po pogrążonej w mroku piwnicy. Autor, chcąc zaskoczyć czytelnika, nie ucieka się do prostych sztuczek, a do takich zaliczam chociażby nadmierne eksponowanie w horrorach krwistych momentów, ale systematycznie buduje opowieść psychologiczną, momentami wręcz ocierając się o dramat. Po raz pierwszy od dłuższego czasu otrzymałem na polskim rynku horror, którego źródłem mocy nie są sceny przywodzące na myśl filmy z gatunku torture porn, tylko inteligentne wzbudzanie w czytelnikach niepokoju i przerażenia poprzez nastrojową narrację oraz umiejętne oddziaływanie na wyobraźnię odbiorcy. Pomimo pewnych niedociągnięć, o których za chwilę, historia rodziny Faradayów to dobra opowieść. Bądź co bądź została opowiedziana przez osobę, która z kreowania atmosfery grozy utrzymuje się już od dłuższego czasu. Campbell umie straszyć i &lt;i&gt;Zły wpływ&lt;/i&gt; jest tego doskonałym przykładem. Miłośnicy horrorów odnajdą w powieści wiele dobrego, począwszy od nastrojowych opisów rodowej posiadłości Queenie, poprzez pozagrobowe intrygi demonicznej babki, na traumatycznych przeżyciach małej dziewczynki i osób z nią związanych skończywszy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-54SVhkjVO0A/TxSdO3wgCSI/AAAAAAAADmU/w3Wzif4XhZQ/s1600/zly_wplyw_replika_small.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 198px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-54SVhkjVO0A/TxSdO3wgCSI/AAAAAAAADmU/w3Wzif4XhZQ/s200/zly_wplyw_replika_small.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5698352307341625634" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Co mnie raziło w powieści, to jej zakończenie i wtórność, jeżeli chodzi o motyw przewodni. Będąc osobą, która ileś tam horrorów w życiu przeczytała, biorąc do ręki kolejny z nich, zawsze mam nadzieję, że autor w ten czy inny sposób mnie zaskoczy. Od każdego pisarza wymagam, aby możliwie mocno wykazywał się w pracy literata oryginalnością, pomysłowością. Jako czytelnik oczekuję, aby pisarze traktowali mnie poważnie, tj. nie odgrzewali wciąż tych samych kotletów, ale serwowali dania nowatorskie. Dobrze, nie muszą to być dania zupełnie nowe, ale niech będą chociaż inaczej podane. Z całym szacunkiem dla pisarskiego dorobku Campbella, ale &lt;i&gt;Zły wpływ&lt;/i&gt; to właśnie taki odgrzewany kotlet. Dobrze przyrządzony, smaczny, ale czegoś jednak w nim brakuje. Wiem, ja również nie jestem specjalnie oryginalny. Przepraszam za te odgrzewane kulinarne porównania, ale bardzo dobrze oddają one to, co chcę powiedzieć o powieści Ramseya Campbella. Jej lektura była pod wieloma względami prawdziwą przyjemnością – nastrojowa narracja, klimat wydarzeń – ale sama historia jest raczej niezbyt świeża.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sądzę, że za jakiś czas ponownie zasiądę do lektury &lt;i&gt;Złego wpływu&lt;/i&gt; Ramseya Campbella. Będę chciał odpocząć od horrorów rzucających mięsem, a powieść brytyjskiego pisarza idealnie się do tego nadaje. Do tej pory rolę przerywnika spełniał jedynie &lt;i&gt;Nawiedzony&lt;/i&gt; Shirley Jackson, teraz to się zmieni.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://katedra.nast.pl/artykul/5865/Campbell-Ramsey-Zly-wplyw/"&gt;Katedra&lt;/a&gt;, 16 stycznia 2011&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;* &lt;i&gt;Najciemniejsza część lasu&lt;/i&gt; (ang. &lt;i&gt;The Darkest Part of the Woods&lt;/i&gt;) – powieść Ramseya Campbella z 2002 roku; wydana przez Książnicę w 2010 roku.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-3279087104719151716?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/3279087104719151716/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/01/zy-wpyw-ramsey-campbell.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/3279087104719151716'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/3279087104719151716'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/01/zy-wpyw-ramsey-campbell.html' title='&quot;Zły wpływ&quot; Ramsey Campbell'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-pIDPuqGbm6Q/TxSdIhPHGcI/AAAAAAAADmI/2UM7wD4lKsM/s72-c/campbell_influence.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-5921489351614497858</id><published>2012-01-07T18:57:00.005+01:00</published><updated>2012-02-05T10:19:46.853+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lovecraft Howard Phillips'/><title type='text'>"The Dunwich Horror" Howard Phillips Lovecraft</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-EqApyVqHKY8/TwiH6HhsNjI/AAAAAAAADls/y54q5S2DVek/s1600/310px-Yog-Sothoth.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 148px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-EqApyVqHKY8/TwiH6HhsNjI/AAAAAAAADls/y54q5S2DVek/s200/310px-Yog-Sothoth.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5694951161332512306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Większy niż obora... cały jakby z pozwijanych sznurów... ma kształt kurzego jajka, ale ogromny jak nie wiem co... ma kilkanaście nóg wielkich jak dno beczki, zginają się w pół, kiedy stąpa... nie ma nic stałego... wszystko jak galareta... składa się z oddzielnych poskręcanych lin ściągniętych razem... pełno na nim wielkich, wyłupiastych oczu... dziesięć albo dwadzieścia ust, o może trąb... sterczą wszędzie, wielkie jak rury od pieca, chwieją się, otwierają i zamykają... szare, na nich niebieskie i fioletowe pierścienie... a na górze... Boże drogi... pół twarzy!”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przytoczony powyżej fragment pochodzi z opowiadania &lt;i&gt;The Dunwich Horror&lt;/i&gt;, a dotyczy jednego z synów Yog-Sothotha, istoty zalicznej w mitologii Cthulhu do Bogów Zewnętrznych. Wszystkich zainteresowanych lovecraftowskim panteonem istot spoza czasu i przestrzeni zachęcam do sięgnięcia po wspomniany utwór, choć z góry uprzedzam, że nie nalżey on do najbardziej udanych w dorobku pisarza. Godne uwagi są nawiązania do księgi &lt;i&gt;Necronomicon&lt;/i&gt; – pada nazwisko jej autora oraz zostaje z niej przytoczonych kilka wersów, dotyczących głównie wspomnianego Yog-Sothotha. Poza tym opowiadanie &lt;i&gt;The Dunwich Horror&lt;/i&gt; zaliczyłbym do mocno przeciętnych. Wszystko przez motyw przewodni, który, delikatnie mówiąc, należy zaliczyć do mocno oklepanych.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Walka dobra ze złem znana jest w literaturze od wieków. Podobnie, jak postacie szamanów wypełniających, w ich mniemaniu, 'świętą misję' i Sprawiedlich, którzy ową misję uważają za scenariusz prawdziwie piekielny. W &lt;i&gt;The Dunwich Horror&lt;/i&gt; przedstawicieli pierwszej i drugiej kategorii jest wielu. Ale zacznijmy od początku... Miejscem wydawrzeń jest Dunwich, kraina samotna i dzikia, rzadko odwiedzana przez obcych. O jej mieszkańcach także nie można powiedzieć wiele dobrego: zamknięta, zdegerowana społeczność o niskiej inteligencji; ludność nieznosząca przyjezdnych oraz mówienia o przeszłości. Konkretnie o wydarzeniach z 1928 roku, kiedy to Wilbur Whateley, orędownik szybkiego powrotu Yog-Sothotha, zaczyna coraz śmielej mamrotać stare i tajemnicze rytuały związane właśnie z owym powrotem. Przeciw niemu występuje doktor Armitage, człowiek mający najlepsze lata już za sobą, ale nadal doskonale orientujący się w tym, co jest dobre a co złe. Dochodzi do konfrontacji i to nie tylko pomiędzy wspomnianymi panami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Dbaa6V8G4Ss/TwiIOnpJkWI/AAAAAAAADl4/PUEigFtGCfQ/s1600/Weird_Tales_April_1929.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-Dbaa6V8G4Ss/TwiIOnpJkWI/AAAAAAAADl4/PUEigFtGCfQ/s200/Weird_Tales_April_1929.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5694951513551114594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;The Dunwich Horror&lt;/i&gt; pochwaliłbym za klimat panujący w opowiadaniu; nastrój towarzyszący historii. Lovecraft, choć zaserwował historię mocno schematyczną, to na szczęście odpowiednio ją doprawił. Wyraziście przedstawiona rodzinka zdegenerowanych Whateleyów – począwszy od seniora rodu, po jego córkę Lavinię, albinoskę – duszna atmosfera Dunwich, skrywający straszną prawdę &lt;i&gt;Necronomicon&lt;/i&gt; i przerażający obraz jednego z Bogów Zewnętrznych. Wszystko podane ze smakiem, świadczącym o znajmości tematu, jakim jest groza w opowiadaniach. Kończąc, historia opowiedziana przez Lovecrafta przypadła mi do gustu, choć nie tak, jak inne, które wyszły spod jego ręki. Może nie powala oryginalnością, ale ową wadę rekompensuje styl wypowiedzi, miejsce koszmarnych wydarzeń oraz mroczna sylwetka Wilbura Whateley'a.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-5921489351614497858?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/5921489351614497858/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/01/wiekszy-niz-obora.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/5921489351614497858'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/5921489351614497858'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/01/wiekszy-niz-obora.html' title='&quot;The Dunwich Horror&quot; Howard Phillips Lovecraft'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-EqApyVqHKY8/TwiH6HhsNjI/AAAAAAAADls/y54q5S2DVek/s72-c/310px-Yog-Sothoth.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-8255218285172874645</id><published>2012-01-02T17:15:00.003+01:00</published><updated>2012-02-05T10:19:56.918+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kirkman Robert'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Bonansinga Jay'/><title type='text'>„The Walking Dead: Narodziny Gubernatora” Robert Kirkman, Jay Bonansinga</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-R3kz0yW3GvM/TwHZQzSzm0I/AAAAAAAADlI/8MaC2GSZhS4/s1600/the-walking-dead-rise-of-the-governor-novel.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 139px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-R3kz0yW3GvM/TwHZQzSzm0I/AAAAAAAADlI/8MaC2GSZhS4/s200/the-walking-dead-rise-of-the-governor-novel.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693070286643239746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na początku byli Robert Kirkman i Tony Moore – genialny scenarzysta, twórca kontrowersyjnej serii &lt;i&gt;Battle Pope&lt;/i&gt; oraz rysownik komiksów, często sięgający w pracy po konwencję typową dla horroru i science fiction. Początki współpracy obu panów wypada datować na rok 2000, ale dopiero trzy lata później zaczęło być o nich naprawdę głośno. A wszystko za sprawą komiksu &lt;i&gt;The Walking Dead&lt;/i&gt;, historii będącej kroniką podróży małomiasteczkowego szeryfa Ricka Grimesa oraz jego przyjaciół przez Amerykę pełną zombie. Czarno-biała seria momentalnie zyskała licznych fanów, a w ubiegłym roku otrzymała Nagrodę Eisnera, wyróżnienie często nazywane Oscarami Przemysłu Komiksowego. Sukces świata wykreowanego przez Kirkmana i Moore'a był na tyle duży, że bardzo szybko zaczęto myśleć nad przeniesieniem historii Grimesa na szklany ekran. Serial &lt;i&gt;The Walking Dead&lt;/i&gt; swoją premierę miał w październiku 2010 roku, a opiekę nad projektem objął Frank Darabont, reżyser znany z chociażby takich ekranizacji, jak &lt;i&gt;Skazani na Shawshank&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Zielona Mila&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;The Walking Dead: Narodziny Gubernatora&lt;/i&gt; to kolejny spin-off popularnej serii oraz pierwsza książkowa wariacja osadzona w postapokaliptycznym świecie duetu Kirkman-Moore. Tym samym do pracy nad uniwersum dołączył Jay Bonansinga, amerykański pisarz thrillerów, którego nazwisko, wyznam szczerze, nic mi nie mówi. Na książkę trafiłem zupełnie przypadkowo. Skończywszy oglądać drugi sezon serialu i starając się pogłębić wiedzę o pomyśle na „żywe trupy”, trafiłem na informację o nadchodzącej polskiej premierze niniejszej powieści, która – uwaga! – miała miejsce raptem miesiąc po światowej. Inwestorem w &lt;i&gt;The Walking Dead: Rise of the Governor&lt;/i&gt; okazało się wydawnictwo Sine Qua Non, które pozytywnie wspominam z uwagi na &lt;i&gt;Jest Legendą&lt;/i&gt;, antologię powstałą w hołdzie Mathesonowi. Czyżby kolejny strzał w dziesiątkę?&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Początek powieści jest całkiem „normalny”. Tydzień po wybuchu 'trupiej epidemii' czterej mężczyźni i mała dziewczynka rozpoczynają wędrówkę po amerykańskich miastach i miasteczkach. Przy okazji strzelają, uciekają i nie dają się zjeść. Gwoli wyjaśnienia: autorzy książki nie serwują żadnych wstępów, gdyż są one zwyczajnie zbędne. Powieść &lt;i&gt;The Walking Dead: Narodziny Gubernatora&lt;/i&gt; została bowiem pomyślana jako rozwinięcie jednego z komiksowych wątków i pod tym kątem należałoby patrzeć na nią w pierwszej kolejności. Laicy nieznający świata „żywych trupów” nie powinni się jednak zbytnio martwić. Jeżeli mieli styczność z jakąkolwiek społecznością nawiedzaną przez hordy zombie, to tak, jakby widzieli je wszystkie. Poszczególne obrazy mogą się różnić, ale w gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do jednego: nie skończyć jako główne danie zombiaków. Zresztą, Kirkman nie ukrywa swoich inspiracji i otwarcie wspomina w wywiadach chociażby filmy George'a Romero.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejne etapy podróży rodziny Blake'ów i ich kompanów są do siebie bardzo zbliżone. Wzorem bohaterów komiksu i telewizyjnego serialu Darabonta, postaci niniejszej powieści nigdzie nie zatrzymają się na dłużej. Oczywiście z różnych przyczyn. Począwszy od czysto prozaicznej konieczności unikania zombie, poprzez konflikty z innymi grupkami ludzi, po kaprysy przywódcy. Koniec końców docierają jednak do Woodbury, miejsca bardzo dobrze znanego wszystkim fanom uniwersum. To właśnie w Woodbury rządzi niepodzielnie Gubernator – despota okrutnie i brutalnie dławiący każdy rodzaj sprzeciwu. To właśnie w Woodbury czytelnik będzie świadkiem ostatecznego uformowania się tytułowego Gubernatora. Piszę 'ostatecznego', gdyż proces jego narodzin trwał przez całą wędrówkę naszych bohaterów. Philipa Blake'a poznajemy jako zwyczajnego, może troszkę impulsywnego, ale w gruncie rzeczy spokojnego przyjaciela, brata i ojca. Tak, ojca, gdyż wymieniona wyżej mała dziewczynka – Penny – jest jego córką. Czytelnik od razu rozpozna w nim idealnego przywódcę, faceta umiejącego radzić sobie w trudnych sytuacjach, a takich w świecie Kirkmana nigdy za wiele. Towarzyszy mu Brian, brat potrzebujący równie wiele uwagi i opieki, jak wspomniana dziewczynka. Mówią, że kontrasty się przyciągają i chyba autorzy powieści wzięli sobie tę prawdę głęboko do serca. Bohaterowie są rodziną, współpracują, ale w sprawach najważniejszych, chociażby w kwestii odwiecznego „cel uświęca środki”, żywią diametralnie odmienne poglądy. Uzupełnieniem owej dwójki są religijny Nick Parsons i tłuścioch Bobby Marsh. Wspólnie podróżują, jedzą i śpią. Walczą i doświadczają okropności wojny, pod wpływem których stopniowo przechodzą na ciemną stronę mocy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-RSjbjPODTcc/TwHZbR3rSRI/AAAAAAAADlU/fN5IRbqheFI/s1600/139354_narodziny-gubernatora_331.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-RSjbjPODTcc/TwHZbR3rSRI/AAAAAAAADlU/fN5IRbqheFI/s200/139354_narodziny-gubernatora_331.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5693070466649639186" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Siła uniwersum „żywych trupów” tkwi nie tyle w wizji nieumarłych szwendających się po ulicach, ale w kreacji postaci oraz relacjach je łączących. Zrobić film bądź napisać książkę o zawodzących i łaknących świeżego mięsa zombie mógłby de facto każdy, kto ma jako taki kapitał. Twórcy &lt;i&gt;The Walking Dead&lt;/i&gt; dokonali czegoś więcej. Wykazali się nowatorstwem w podejściu do tematu żywych trupów, świeżym spojrzeniem na, bądź co bądź, stary motyw. Dzięki takowej prezentacji postapokaliptycznego świata komiksowa seria &lt;i&gt;The Walking Dead&lt;/i&gt; wdarła się przebojem do popkultury, a powieść osadzona w jej realiach okazała się czymś więcej, niż prostą opowiastką z gatunku zombiastych filmów pana Romero. &lt;i&gt;The Walking Dead: Narodziny Gubernatora&lt;/i&gt; to historia o tym, jak nowa rzeczywistość zmienia ludzi. Przykład tego, jak życiowe doświadczenia, sukcesy oraz porażki, wpływają na każdego z nas. Oczywiście gdy dzień w dzień zabijasz zombie, zmiany postępują szybciej, wyraziściej i bardziej krwawo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Paweł Deptuch, rekomendując serię Kirkmana, napisał: „Żywe Trupy to synonim nieprzemijającej, wysokiej jakości”. Facet ma sporo racji, choć z perspektywy czasu dochodzę do wniosku, że zarówno serialowi, jak i powieści daleko do poziomu prezentowanego przez komiks. Jednak &lt;i&gt;The Walking Dead: Narodziny Gubernatora&lt;/i&gt; to obowiązkowa pozycja dla każdego miłośnika Żywych Trupów oraz tych, którzy z uniwersum zamierzają się dopiero zapoznać. Lekka i przyjemna lektura, w sam raz na zimową chandrę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2012/01/02/the-walking-dead-narodziny-gubernatora-r-kirkman-j-bonansinga/"&gt;Zaginiona Biblioteka&lt;/a&gt;, 02 stycznia 2012&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-8255218285172874645?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/8255218285172874645/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/01/walking-dead-narodziny-gubernatora-r.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/8255218285172874645'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/8255218285172874645'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2012/01/walking-dead-narodziny-gubernatora-r.html' title='„The Walking Dead: Narodziny Gubernatora” Robert Kirkman, Jay Bonansinga'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-R3kz0yW3GvM/TwHZQzSzm0I/AAAAAAAADlI/8MaC2GSZhS4/s72-c/the-walking-dead-rise-of-the-governor-novel.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-1088411526363981847</id><published>2011-12-31T15:06:00.006+01:00</published><updated>2012-02-05T10:20:09.602+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='obejrzałem'/><title type='text'>"The Mangler" (1995) "The Mangler Reborn" (2005)</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-3Xee0aXgGgk/Tv8X0629d7I/AAAAAAAADkw/TuA-NG4zEv4/s1600/6983654.2.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-3Xee0aXgGgk/Tv8X0629d7I/AAAAAAAADkw/TuA-NG4zEv4/s200/6983654.2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5692294651940009906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O maglownicy chłepczącej ludzką krew świat usłyszał w grudniu 1972 roku, a wszystko za sprawą magazynu &lt;i&gt;Cavalier&lt;/i&gt;, który opublikował opowiadanie niejakiego Stephena Kinga. Nie mam bladego pojęcia, czy historia o nawiedzonej maszynie podbiła wówczas serca czytelników, ale faktem pozostaje, że redaktorzy &lt;i&gt;Cavaliera&lt;/i&gt; po teksty początkującego pisarza sięgali jeszcze kilkakrotnie. Oficjalnie historię krwiożerczej maglownicy opublikowano w zbiorze &lt;i&gt;Night Shift&lt;/i&gt; z 1978 roku. Wspomniany zbiór jest moim ulubionym w dorobku pisarza. Zawiera całe mnóstwo świetnych tekstów (&lt;i&gt;Jerusalem's Lot&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Graveyard Shift&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;The Boogeyman&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Children of the Corn&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;The Ledge&lt;/i&gt;), po które machina filmowa sięgała wielokrotnie. W marcu 1995 roku na ekranach zagościła kinowa wersja opowiadania, która doczekała się kilku kontynuacji (&lt;i&gt;The Mangler 2&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;The Mangler Reborn&lt;/i&gt;).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za wspomnianą &lt;i&gt;The Mangler&lt;/i&gt; zabrał się Tobe Hooper, reżyser znany z takich filmów, jak chociażby &lt;i&gt;Poltergeist&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;The Texas Chain Saw Massacre&lt;/i&gt;. Facet z prozą Kinga miał już wcześniej do czyniania (serial telewizyjny &lt;i&gt;Salem's Lot&lt;/i&gt;) i ekranizując ją wyszedł z podniesionym czołem. Sięgając po historię detektywa Johna Huntona spodziewałem się, jeżeli nie większego, to na pewno podobnego sukcesu. Co dostałem? Klapę i kicz. Oba te słowa idealnie podsumowują to, czego byłem świadkiem. Oceniając film można skrytykować niemalże wszystko. Poczynając od marnego aktorstwa, a kończąc na efektach specjalnych, których „specjalność” przejawiała się poprzez totalną beznadzieję. Po produkcjach z lat dziewięćdziesiątych oczekuję czegoś więcej, niż prostej animacji rysunkowej. Filmu nie ratuje gra samego Roberta Englunda, pamiętnego Freddy'ego z filmu Wesa Cravena. Filmu nie ratuje kingowy motyw. Z klapy Tobe Hoopera zapamiętam obraz tytułowej maglownicy. Nie, nie demona ją zamieszkującego, ale samo urządzenie. Maszynę, która ludzi magluje i prasuje z równą łatwiścią, co pościel.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ZvRVfGrpoEw/Tv8X7YroNlI/AAAAAAAADk8/m7F2Ce4osmQ/s1600/7149325.2.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-ZvRVfGrpoEw/Tv8X7YroNlI/AAAAAAAADk8/m7F2Ce4osmQ/s200/7149325.2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5692294763024758354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zanim jeszcze poznałem film Hoopera sięgnałem po &lt;i&gt;The Mangler Reborn&lt;/i&gt;. To był mój pierwszy błąd, ale jak widać nie wszyscy uczą się na błędach. Nie żebym był jakimś strasznie wymagającym kinomanem. Po prostu wspomniany film pod każdym kątem zasłużył na miano beznadziejnego. Gdy umrę na moim grobie z pewnością nie będzie widniał napis "wybitny krytyk kinowy", niemniej tym razem intuicja nie zawiodła. Dlaczego zatem zdecydowałem się poświęcić swój cenny czas kolejnej wariacji &lt;i&gt;The Mangler&lt;/i&gt;? Po pierwsze zapłaciłem za nią całe 10 złotych plus koszty przesyłki. Po drugie lubię filmy kręcone w oparciu o twórczość Stephena Kinga. Po trzecie od czasu do czasu dobrze obejrzeć coś z dolnej półki w celu pogłębienia znajomości tematu. Jeżeli kiedykolwiek powstanie czwarta część o wyczynach krwiożerczej maszyny prawdopodobnie także się skuszę, chyba że żona nigdy mi już nie pozwoli wydać w tak bezsensowny sposób ciężko zarobionych pieniędzy. Mówi się trudno i żyje dalej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przetrwanie dziewięćdziesięciu pięciu minut w towarzystwie odrodzonej maglownicy to nie lada wyczyn. Wskazane jest, aby osoba oglądająca film zaopatrzyła się w soczek bądź herbatkę z prądem. Nie sposób bowiem pokonać filmowego potwora bez wspomagaczy. I mówiąc to nie mam na myśli wszędobylskiej głupoty bohaterów czy ograniczonej wyobraźni dwójki reżyserów. Kwestią zasadniczą jest brak wzbudzania przez &lt;i&gt;The Mangler Reborn&lt;/i&gt; jakichkolwiek emocji u odbiorcy. Doprawdy ciężko mi zrozumieć dlaczego ten film uznano za horror. Momentów z dreszczykiem nie doświadczyłem, za stary także jestem na kobiety wrzeszczące do kamery dla samej idei wrzeszczenia. Krew na ścianach i gumowy młotek spadający na głowy zdumionych mieszkańców sennego miasteczka to bardzo mizerne próby wykrzesania z widza choć odrobiny lęku. Niemniej choć wiedziałem, że film jako całość okaże się beznadziejny to miałem jednak cichą nadzieję na szczyptę atmosfery z kingowskiego opowiadania. Na historię, która może nie do końca musiałaby być straszna, ale która mogłaby wprowadzić nastrój niesamowitości. Chętnie widziałbym reżyserów skupionych więcej na prezentacji motywu przewodniego czyli demonicznej maszyny niż na ukazywaniu przerażonych ludziach biegających po schodach z góry na dół i z dołu na górę. Autentycznie, schodowe sceny stanowią 1/3 filmu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kończąc, oba filmy to rzecz krwista, mięsista i bez smaku. Zarówno Tobe Hooper, jak i Matt Cunningham z Erikiem Gardnerem nie wysilili się. Nakręcili film najtańszym z możliwych kosztów, nie przejmując się odbiorcami, a opowiadanie Stephena Kinga traktując jako środek reklamowy i nic więcej. &lt;i&gt;The Mangler&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;The Mangler Reborn&lt;/i&gt;? Zaprawdę powiadam: przerażające doświadczenie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-1088411526363981847?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/1088411526363981847/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/12/mangler-1995-mangler-reborn-2005.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1088411526363981847'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1088411526363981847'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/12/mangler-1995-mangler-reborn-2005.html' title='&quot;The Mangler&quot; (1995) &quot;The Mangler Reborn&quot; (2005)'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-3Xee0aXgGgk/Tv8X0629d7I/AAAAAAAADkw/TuA-NG4zEv4/s72-c/6983654.2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-9210571533381521925</id><published>2011-12-30T13:57:00.005+01:00</published><updated>2012-02-05T10:20:16.232+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='obejrzałem'/><title type='text'>"The Haunted Palace" (1963)</title><content type='html'>&lt;br&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-YOB30nJop6s/Tv22GqxvymI/AAAAAAAADkM/ubOhP2ZGoOo/s1600/nawiedzony_palac.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-YOB30nJop6s/Tv22GqxvymI/AAAAAAAADkM/ubOhP2ZGoOo/s200/nawiedzony_palac.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5691905729744587362" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;The Shunned House&lt;/i&gt; Howarda Lovecrafta, &lt;i&gt;The Haunting of Hill House&lt;/i&gt; Shirley Jackson, &lt;i&gt;Hell House&lt;/i&gt; Richarda Mathesona. Przykłady najpopularniejszych opowieści o starych, nawiedzonych posiadłościach. Cechą charakterystyczną tych powieści była ponura narracja, poczucie wszechobecnej grozy, szaleństwo bohaterów, niekiedy ich śmierć. Zdarzało się jednak i tak, że owe zamczyska, pałace były jedynie miejscem mrocznych wydarzeń (&lt;i&gt;The Castle of Otranto&lt;/i&gt; Horacego Walpole'a, &lt;i&gt;The Rats in the Walls&lt;/i&gt; Howarda Lovecrafta). Tłem, na którym rozgrywały się historie nie mniej straszne od opowieści z duchami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;The Haunted Palace&lt;/i&gt; to moje drugie spotkanie z kinem Rogera Cormana. Ten amerykański reżyser, znamy między innymi z ekranizacji prozy Edgara Alana Poe (&lt;i&gt;The Pit and the Pendulum&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;The Premature Burial&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Tales of Terror&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;The Raven&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;The Masque of the Red Death&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;The Tomb of Ligeia&lt;/i&gt;), blisko dwa miesiące temu oczarował mnie &lt;a href="http://sharinada.blogspot.com/2011/10/maska-czerwonego-moru-edgar-allan-poe-i.html#more"&gt;kinową opowieścią o księciu Prospero&lt;/a&gt; i nie będzie przesadą, jeżeli powiem, że od tamtej pory przeszukuję internet w poszukiwaniu filmów spod jego ręki. W latach 1961-1964, współpracując między innymi z Richardem Mathesonem, podjął się przeniesienia na ekran wybranych utworów Poego. Efektem pracy z tamtego okresu jest właśnie &lt;i&gt;The Haunted Palace&lt;/i&gt;. Co ciekawe, film ma o dużo więcej wspólnego z prozą Howarda Lovecrafta, niż Poego. Roboczy tytuł filmu brzmiał &lt;i&gt;The Strange Case of Charles Dexter Ward&lt;/i&gt;, czym bezpośrednio nawiązywał do jednego z opowiadań Samotnika z Providence (&lt;i&gt;The Case of Charles Dexter Ward&lt;/i&gt;). Jednakże, jak to w show biznesie bywa, pieniądz jest najważniejszy. Tytuł zmieniono na 'bardziej chwytliwy' oraz dodano nazwisko Poego, chcąc tym samym nawiązać do innych filmów powstałych w okresie tzw. Poe-manii Cormana.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-62HF2M5gleM/Tv22QWP1enI/AAAAAAAADkY/Nz0vsF0Hu3c/s1600/the-haunted-palace-vincent-price-1963.jpg"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-62HF2M5gleM/Tv22QWP1enI/AAAAAAAADkY/Nz0vsF0Hu3c/s200/the-haunted-palace-vincent-price-1963.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5691905896032336498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Filmowa historia Charlesa Dextera Warda wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie i jest wielce prawdopodobnie, że wrócę do niej nie raz i nie dwa. W mojej ocenie, zadowoleni powinni być niemalże wszyscy, zarówno miłośnicy kina grozy, zwłaszcza tego starszego, jak i znawcy prozy Lovecrafta. Corman podszedł do zagadnienia bardzo poważnie. Skupił się nie tylko na budowaniu grozy, ale i możliwie wiernym oddaniu wydarzeń opisanych przez Lovecrafta. Mamy zatem zarysowanie koszmarnych praktyk Josepha Curwena, straszliwą klątwę („Tak jak wioska Arkham powstała przeciwko mnie, tak i ja powstanę z umarłych przeciwko wiosce Arkham”), mroczne i ponure zamczysko oraz człowieka ogarniętego szaleństwem. A skoro o bohaterach mowa to brawa należą się Vincentowi Price, który wcielił się w postać pierwszoplanową. &lt;i&gt;The Haunted Palace&lt;/i&gt; to moje czwarte spotkanie z tym aktorem i kolejne udane. To, co cenię u niego najbardziej to swoboda z jaką prezentuje szeroki wachlarz emocji, które tragają granymi przez niego postaciami. Nie trzeba być znawcą, żeby widzieć z jaką łatwością przeskakuje Price pomiędzy kreacją Josepha Curwena i Charlesa Warda.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;The Haunted Palace&lt;/i&gt; to świetne kino grozy, choć utrzymane w zupełnie innym stylu, niż horrory współczesne. Tym, co z filmu wspominam najmilej jest nastrój przywodzący na myśl najlepsze czasy powieści gotyckiej. Napięcie, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=qiaz32hNN8w&amp;amp;feature=related"&gt;mroczna ścieżka dźwiękowa&lt;/a&gt;, sceneria (gęsta mgła, gra światłem i cieniem, zamczysko pogrążone w ciemnościach) i wspomniane aktorstwo Price'a zapewniają widzowi rozrywkę najwyższych lotów. &lt;i&gt;The Haunted Palace&lt;/i&gt; to także prawdziwa gratka dla fanów mitologii stworzonej przez Lovecrafta. W filmie padają takie nazwy, jak Cthulhu czy Yog-sothoth. Pojawia się także &lt;i&gt;Necronomicon&lt;/i&gt;, legendarna księga o tajemniczych Wielkich Przedwiecznych – potężnych i mrocznych bóstwach, które tylko czekają, aby pewnego dnia powrócić. Powtórzę raz jeszcze: film Cormana to rozrywka najwyższych lotów.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-9210571533381521925?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/9210571533381521925/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/12/haunted-palace-1963.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/9210571533381521925'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/9210571533381521925'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/12/haunted-palace-1963.html' title='&quot;The Haunted Palace&quot; (1963)'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-YOB30nJop6s/Tv22GqxvymI/AAAAAAAADkM/ubOhP2ZGoOo/s72-c/nawiedzony_palac.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-1386324479257304681</id><published>2011-12-17T20:41:00.001+01:00</published><updated>2011-12-17T20:42:50.332+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosik Rafał'/><title type='text'>"Obywatel, który się zawiesił" Rafał Kosik</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-6Ws7Ry3bUb4/Tuzt-N9kP8I/AAAAAAAADik/Bd9tvRhQK10/s1600/obywatel_ktory_sie_zawiesil_small.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/-6Ws7Ry3bUb4/Tuzt-N9kP8I/AAAAAAAADik/Bd9tvRhQK10/s1600/obywatel_ktory_sie_zawiesil_small.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zachwalać prozy Rafała Kosika nie zamierzam. Doskonale radzi sobie ona i bez mojej pomocy. Wystarczy zerknąć na szereg nagród przyznanych autorowi w ciągu ostatnich lat*. Tak, wiem. Trudno o bardziej kontrowersyjny miernik wielkości pisarza, ale lepszy taki niż żaden. Nie sądzę, aby spece z Powergraphu zgłębili tajniki marketingu idealnego i tym samym przekonali wszystkich i każdego z osobna, jakim to Kosik wielkim pisarzem jest, gdyby nie dysponował on talentem. Owszem, reklama może zdziałać cuda, ale bez literackiej smykałki, Kosik nie miałby czego szukać w pisarskim show-biznesie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Obywatel, który się zawiesił&lt;/i&gt;, tekst opublikowany pierwotnie na łamach Nowej Fantastyki**, to historia zmagań, a właściwie ich finał, tytułowego obywatela z biurokratyczną machiną. Łukasz Wroński, ów sfrustrowany bohater, niczym nie różni się od przeciętnego Polaka. Niczym, poza jednym. Szefując dobrze prosperującej firmie, handlującej roślinami doniczkowymi, dochodzi do wniosku, że wszystko, co robi, nie ma większego sensu. A to przez system, wszechobecną biurokrację i setki bezsensownych papierów zabijających radość z prowadzenia własnego interesu. Motyw walki jednostki z systemem, jego biurokratyzmem nie formą społeczno-gospodarczą, zafascynował nie tylko autora niniejszego tekstu. Stephen King w powieści &lt;i&gt;Ostatni bastion Barta Dawesa***&lt;/i&gt;&amp;nbsp;ukazał człowieka, któremu bezduszni urzędnicy odebrali wszystko, co kochał. Czy Kosik przeniósł amerykańską historię na grunt polski? Nie. Mimo pewnych podobieństw – samotność głównych bohaterów, wątek militarny – Kosik poszedł krok naprzód. Ukazał nie tylko walkę jednostki z systemem, ale również zdemaskował absurdalność, niektórych przepisów administracyjnych.&lt;br /&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A gdyby tak każdy z nas mógł dowiedzieć się, co skrywa jutro? Niedaleka przyszłość, telekomunikacja umożliwiająca jednostce kontakt z trochę starszym sobą, powszechny dostęp – i radość – do tego... kolejnego cudu techniki. Tak mniej więcej wygląda świat w &lt;i&gt;Skrytogrzesznikach&lt;/i&gt;, bodajże najbardziej zakręconego tekstu z całej dziesiątki opowiadań. Zakręconego oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Autor na pięćdziesięciu stronach funduje czytelnikowi coś na kształt zmodyfikowanego pomysłu na istnienie rzeczywistości równoległych. Tym razem jednak nie przechodzimy przez metalowy pierścień. Ot, „dzwonimy” i tyle. I już wiemy, co się wydarzy w najbliższej przyszłości. I już możemy jej zapobiec, jeżeli okaże się dla nas nieprzychylna. A nawet możemy poddać konkretne osoby testom weryfikującym ich zachowanie w określonych warunkach. Skutki owych praktyk poznajemy śledząc historie bohaterów: lokalnego gangstera i dwójki młodych, zakochanych ludzi. Historie wymieszane, zachodzące na siebie, i przez to troszeczkę zakręcone.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejne opowiadanie to tekst najlepiej ze wszystkich oddający konwencję horroru. Kosik we &lt;i&gt;Mgle&lt;/i&gt;, choć w niczym nie nawiązuje do historii opowiedzianej przez Kinga****, to jednak idąc za jego, jak i wielu innych pisarzy przykładem, wykorzystuje zjawisko mgły jako środek do budowania w tekście nastroju grozy. Oczywiście odniesień do klasyki gatunku jest znacznie więcej. Historia Adriana – postać pierwszoplanowa – to ukłon w stronę klasycznego motywu nawiedzonego domu. Jednakże Kosik, w przeciwieństwie chociażby do Shirley Jackson oraz Richarda Mathesona*****, nawiedzonym miejscem nie czyni majestatycznej posiadłości, ale górską chatkę, jakich pełno widzimy jadąc do Zakopanego. &lt;i&gt;Mgła&lt;/i&gt; Kosika to także świetne nawiązanie do mającego bardzo długie korzenie strachu człowieka przed bezrozumnymi monstrami w rodzaju Golema z tradycji żydowskiej czy potwora Frankensteina Mary Shelley. Niniejsze opowiadanie jako tekst grozy zasługuje na największe brawa. Można w nim znaleźć wszystko co w horrorze najważniejsze: od klimatu przywodzącego na myśl twórczość mistrzów gatunku, przez intrygującą historię, po zaskakujące zakończenie.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pisząc &lt;i&gt;Za dobre to zrobiliśmy&lt;/i&gt; – jak również &lt;i&gt;Ohydę&lt;/i&gt;, o której za chwilę – Rafał Kosik wkraczał na tereny dobrze sobie znane. Tak przypuszczam. Koniec końców Powergraph początkowo funkcjonował, jako agencja reklamowa, a Kosik będąc jego dyrektorem musiał wykazać się marketingową smykałką. Opowiadanie, którego bohaterem jest ciężko pracujący i wykorzystywany przez szefostwo spec od reklamy, opiera się w sumie na prostym pomyśle reklamy idealnej. Historia, niezbyt skomplikowana, niesie ze sobą jednakże wiele pytań: jak wyglądałby rynek, gdyby wmówić jednostce, że białe jest czarne, a czarne jest białe? czy można przymykać oko na marketingowe machlojki w imię większego dobra? Wiele pytań i większość bez odpowiedzi, fabuła skłaniająca do refleksji.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Coś, czego nigdy nie pamiętamy&lt;/i&gt; to tekst, który spokojnie mógłby uchodzić za scenariusz serialu &lt;i&gt;The Twilight Zone******&lt;/i&gt;. Domek na plaży, rodzinka – dwa plus jeden – szczęśliwie spędzająca urlop, scrabble, kilka puszek piwka i Andrzej, koleś, który po przebudzeniu odkrywa, że jego żona z dzieckiem zniknęli. Oczywiście to tylko preludium do zdarzeń jeszcze bardziej wykraczających poza racjonalne wyjaśnienia. Wkrótce okazuje się, że nie tylko Andrzej ma kłopoty, ale całe miasteczko, nadmorska mieścina niknąca w oczach. Opowiadanie &lt;i&gt;Coś, czego nigdy nie pamiętamy&lt;/i&gt; to kolejny pojedynek jednostki z nieznanym. Tym razem jednak bohater nie staje naprzeciw zagrożeniu stricte fizycznemu, ale rzuca wyzwanie własnemu umysłowi. Konfrontacja arcyciekawa, dzięki czemu tekst niemalże sam się czyta. Szkoda jedynie, że jest to tekst krótki. Dwadzieścia cztery strony to dla mnie za mało, jak na tak wciągającą opowieść. Historię, której rozwinięcie chętnie widziałbym w formie powieści.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W listopadowym numerze Nowej Fantastyki w felietonie &lt;i&gt;Rzeczywistość rozszerzona&lt;/i&gt; Rafał Kosik kreśli przed czytelnikami obraz świata zdominowanego przez technologiczne nowinki. Gadżety upiększające codzienność poprzez wirtualne nakładki. Ba! Urządzenia wewnątrzustrojowe wieszczące nadejście ery cyborgizacji. Lekturę artykułu polecam, a zainteresowanych tematyką odsyłam także do opowiadania &lt;i&gt;Ohyda&lt;/i&gt;. W owym tekście, opublikowanym kilka lat temu*******, spotykamy Adriana – fachowca od marketingu i public relations. Do jego zadań należy przekonywanie potencjalnych odbiorców nie tyle do produktu, co idei. I tak, Adrian winny jest dość brutalnych show telewizyjnych – może nie tak krwawych, jak w &lt;i&gt;Uciekinierze &lt;/i&gt;Kinga********, ale zawsze – oraz, prawdopodobnie, rozpowszechnieniu komplantów umożliwiających stopniową integrację człowieka z otaczającym go światem elektroniki. &lt;i&gt;Ohyda&lt;/i&gt; to historia człowieka postawionego przed wyborem. Moralnym wyborem, wyborem pomiędzy biernym a czynnym uczestnictwem w zmieniającym się świecie.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Szczelina&lt;/i&gt; to opowiadanie, które polecam każdemu, kto korzysta usług z Polskich Kolei Państwowych. Historia od pierwszej do ostatniej strony trzyma w napięciu, wciąga i intryguje. Jej bohaterowie to czwórka podróżujących: starszy pan nieustannie pykający fajkę, jasnowłosa piękność około dwudziestki, elegancka czterdziestolatka i Adrian (Kosik ewidentnie czuje do tego imienia miętę). Wspólnie, jadąc z Warszawy do Krakowa, stawiają czoło Szczelinie, czyli... No właśnie, nikt do końca nie wie, czym jest owa Szczelina. Dla jednych to inna wersja naszej rzeczywistości, dla drugich lustrzane odbicie świata. Dla mnie, kosikowej Szczelinie najbliżej do świata numer dwa z &lt;i&gt;Koraliny&lt;/i&gt; Neila Gaimana. Zniekształcona rzeczywistość, budynki i pomieszczenia wycięte niczym z tekstury i istoty lekko zamroczone, jakby naćpane albo martwe. Atutem opowiadania, pomijając sam fabularny pomysł, jest również świetna mieszanka literatury przygodowej i elementów mystic. &lt;i&gt;Szczelina&lt;/i&gt;, jedno z najlepszych opowiadań opublikowanych w niniejszym zbiorze.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oprócz wymienionych wyżej tekstów czytelnik będzie miał okazję zapoznać się z opowiadaniem &lt;i&gt;Pokoje przechodnie&lt;/i&gt;, wariacją na temat wyglądu Nieba – &lt;i&gt;Czy ktoś tu widział Boga&lt;/i&gt; oraz &lt;i&gt;Wyprawą Szaleńców&lt;/i&gt;, historią rozgrywającą się w świecie powieści &lt;i&gt;Vertical&lt;/i&gt;. Stanowią one krótkie i lekkie przerywniki pomiędzy tekstami, przy których warto zatrzymać się na dłużej.&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Obywatel, który się zawiesił&lt;/i&gt; to zbiór opowiadań Rafała Kosika opublikowanych w ostatnich latach w takich czasopismach, jak Nowa Fantastyka czy Science Fiction, Fantasy &amp;amp; Horror. W pierwszej kolejności zachęcam do jego lektury wszystkich tych, którzy Kosika znają jedynie z powieści. Także wszystkich tych, którzy od prasy poświęconej tematyce fantastycznej trzymali się z daleka i tym samym ominęła ich przyjemność lektury kosikowych opowiadań. I wreszcie, jako ostatnich będę zachęcał do zbioru wszystkich narzekających na brak dobrych polskich opowiadań z pogranicza science fiction, sensacji i horroru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://katedra.nast.pl/artykul/5841/Kosik-Rafal-Obywatel-ktory-sie-zawiesil/"&gt;Katedra&lt;/a&gt;, 17 grudnia 2011&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;* &lt;i&gt;Vertical&lt;/i&gt; (2006) – powieść nominowana do Nagrody im. Janusza A. Zajdla oraz zwycięzca w Plebiscycie Nautilus 2006; &lt;i&gt;Kameleon&lt;/i&gt; (2008) – powieść, która otrzymała nagrodę główną Nagrody im. Janusza A. Zajdla, Nagrodę Literacką im. Jerzego Żuławskiego oraz nagrodę Sfinks w kategorii Polska Powieść Roku przyznawaną przez wydawnictwo Solaris.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;** Mowa o styczniowym numerze Nowej Fantastyki z 2004 r.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;*** Więcej o powieści można przeczytać &lt;a href="http://sharinada.blogspot.com/2010/04/ostatni-bastion-barta-dawesa-stephen.html#more"&gt;tutaj&lt;/a&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;**** W 1980 roku w antologii &lt;i&gt;Dark Forces&lt;/i&gt; ukazała się nowela Stephena Kinga &lt;i&gt;Mgła&lt;/i&gt;, historia miasteczka Bridgton spowitego mgłą, w której czają się pozaziemskie potwory. W 2007 roku niniejsza nowela została sfilmowana przez Franka Darabonta.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;***** Mowa tutaj o powieściach: Shirley Jackson &lt;i&gt;The Haunting of Hill House&lt;/i&gt; (1959) oraz Richarda Mathesona &lt;i&gt;Hell House&lt;/i&gt; (1971).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;****** &lt;i&gt;The Twilight Zone&lt;/i&gt; (pl. &lt;i&gt;Strefa Mroku&lt;/i&gt;), amerykański fantastyczny serial telewizyjny, emitowany w latach 1959-1964 (pierwsza seria), 1985-1989 (druga) i 2002-2003 (trzecia). Autorami scenariuszy byli między innymi Ray Bradbury, Charles Beaumont i Richard Matheson, George R. R. Martin, Theodore Sturgeon.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;******* Opowiadanie po raz pierwszy ukazało się w czasopiśmie Science Fiction Fantasy &amp;amp; Horror w sierpniu 2007 roku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: xx-small;"&gt;******** Cyt.za. www.stephenking.pl „W niedalekiej przyszłości agresywne instynkty ludzi kontroluje się, umożliwiając im odreagowanie podczas oglądania brutalnych widowisk. Oto lubiany przez wszystkich wielki show telewizyjny. Nagrodą w nim jest, oprócz miliarda dolarów, życie głównego bohatera prowadzonej na żywo transmisji pościgu. Zadaniem uciekiniera jest ujść przed polującymi na niego mordercami”.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-1386324479257304681?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/1386324479257304681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/12/obywatel-ktory-sie-zawiesi-rafa-kosik.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1386324479257304681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1386324479257304681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/12/obywatel-ktory-sie-zawiesi-rafa-kosik.html' title='&quot;Obywatel, który się zawiesił&quot; Rafał Kosik'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-6Ws7Ry3bUb4/Tuzt-N9kP8I/AAAAAAAADik/Bd9tvRhQK10/s72-c/obywatel_ktory_sie_zawiesil_small.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-8670700237945848074</id><published>2011-12-07T16:10:00.003+01:00</published><updated>2011-12-07T16:18:25.895+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='obejrzałem'/><title type='text'>"Night of the Living Dead" (1968)</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-v6b87b5f704/Tt-CWtWpl_I/AAAAAAAADho/jCuUxx009dc/s1600/lala.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 143px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-v6b87b5f704/Tt-CWtWpl_I/AAAAAAAADho/jCuUxx009dc/s200/lala.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5683404581408184306" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Night of the Living Dead&lt;/i&gt;. Nie tak dawno obraz George'a Romero obchodził czterdzieste trzecie urodziny. Minęło blisko pół wieku od czasu wprowadzenia do kultury masowej postaci zombie, a mimo to motyw zmarłych powstających z grobów nadal zachwyca. Uniwersum &lt;i&gt;The Walking Dead&lt;/i&gt; Roberta Kirkmana, beletrystyka, kontynuacje i przeróbki kinowych nieumarłych, saga Resident Evil, to tylko bardziej znane przykłady wykorzystania spuścizny wspomnianego reżysera. Ich rosnąca popularność pokazuje, jak wielkim wydarzeniem w popkulturze było pojawienie się żywych trupów. Oczywiście, nieumarłych łaknących krwi można było spotkać wcześniej. Wypadałoby chociażby wspomnieć powieść Richarda Mathesona &lt;i&gt;I am Legend&lt;/i&gt; z 1954 roku, czy film Johna Gillinga z 1966 roku – &lt;i&gt;The Plague of the Zombies&lt;/i&gt;. Niemniej, dopiero Romero zrealizował pomysł umarłego wstającego z grobu celem pałaszowania ludzkiego mięsa. U Mathesona zombie przypomina bardziej wampira, natomiast Gilling zapożyczył go z mitologii voodoo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podczas pracy nad &lt;i&gt;Night of the Living Dead&lt;/i&gt; Romero przyznał, że inspiracją była dla niego powieść Richarda Mathesona. Zapożyczenia widać na każdym kroku. W obliczu plagi nieumarłych prosty kierowca ciężarówki, Ben (Duane Jones), wraz z grupką przypadkowo spotkanych osób barykaduje się w jednym z opuszczonych domów, aby walczyć o przetrwanie. Zombie zastąpiły wampiry, postać głównego bohatera, choć tak samo dociekliwa, jak doktor Neville, pozbyła się wewnętrznych rozterek, ale w gruncie rzeczy mamy do czynienia z tą samą historią. Romero otwarcie mówił o źródłach swojego pomysłu, Matheson otwarcie krytykował interpretację amerykańskiego reżysera. Owe „spory” nie przeszkodziły jednak karierze filmu, który doczekał się remake'ów, sequeli i prequeli. W 2001 roku obraz Romero znalazł się na dziewięćdziesiątym trzecim miejscu listy stu najlepszych amerykańskich thrillerów wszech czasów. Zwyciężyła &lt;i&gt;Psycho&lt;/i&gt; Alfreda Hitchcocka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-JBZ8GCgOGIo/Tt-Cfp-wjLI/AAAAAAAADh0/f727MIkX65Q/s1600/undead-girl_480x360.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-JBZ8GCgOGIo/Tt-Cfp-wjLI/AAAAAAAADh0/f727MIkX65Q/s200/undead-girl_480x360.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5683404735121493170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Night of the Living Dead&lt;/i&gt; nie jest filmem skierowanym do widzów wychowanych na horrorze współczesnym i, patrząc na datę jego produkcji, nigdy nie był. Wszystko rozbija się o jego stronę techniczną. Charakteryzacja zombie ograniczyła się do wytartych łachmanów, czekoladowego syropu „Bosco” zastępującego krew i niekiedy mocno przypudrowanych twarzy. Miejscem starcia bohaterów z ghulami, nazwa „zombie” w filmie nie pada, był dom przeznaczony do rozbiórki. Muzyka, pochodząca z biblioteki Capitolu oraz EMI i zaklasyfikowana jako własność publiczna, kosztowała tysiąc pięćset dolarów. Statyści za udział w filmie otrzymali symbolicznego dolara i koszulkę z napisem „Byłem zombie w Nocy żywych trupów”. Produkcja najtańszym kosztem. Nieco lepiej wygląda sytuacja, jeżeli chodzi o sceny starć, czy też samo posilanie się nieumarłych. Reżyser kilkakrotnie przybliża nam obraz ghula pożerającego ludzkie mięso i nie jest zbyt przyjemny widok. Wrażenie robi zwłaszcza mała dziewczynka dźgająca ogrodową łopatką, a następnie zjadająca ojca. Ją zapamiętałem najbardziej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-8670700237945848074?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/8670700237945848074/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/12/noc-zywych-trupow-1968.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/8670700237945848074'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/8670700237945848074'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/12/noc-zywych-trupow-1968.html' title='&quot;Night of the Living Dead&quot; (1968)'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-v6b87b5f704/Tt-CWtWpl_I/AAAAAAAADho/jCuUxx009dc/s72-c/lala.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-2164524363043097157</id><published>2011-12-07T13:11:00.002+01:00</published><updated>2011-12-07T13:19:06.406+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='objerzałem'/><title type='text'>"Critters" (1986)</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-4u7ztTnrpqs/Tt9Y33ankYI/AAAAAAAADhQ/sAzU3WCFArM/s1600/critters_1_poster_03.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 131px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-4u7ztTnrpqs/Tt9Y33ankYI/AAAAAAAADhQ/sAzU3WCFArM/s200/critters_1_poster_03.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5683358971556499842" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Istnieje granica ludzkiej wyobraźni? Nie sądzę, gdyż o ile pamięć mnie nie myli jest to równocześnie granica ludzkiej głupoty, a ta jak wiadomo jest wielkością nieskończoną. Świadectw jej obecności jest doprawdy bardzo wiele, wystarczy tylko uważnie rozejrzeć się wokół siebie. Ostatnio, leżąc opatuleni kocem i uganiając się za filmem na kolację, natrafiliśmy na &lt;i&gt;Attack of the Killer Tomatoes!&lt;/i&gt;. Pomimo licznych argumentów przemawiających na korzyść niesfornych pomidorów nie przekonałem do nich żony. Szkoda. Niemniej, obiecałem jej, że do tematu pomidorów wrócimy. I wróciliśmy. Podczas niedzielnego śniadania.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeżeli zaś chodzi o sobotni wieczór to przegrałem bitwę, ale nie wojnę. Koniec końców obejrzeliśmy – choć w przypadku Oli to może za mocne słowo – przygody małych czarnych włochatych kuleczek; krwiożerczych of course. Krytowie rządzą! Zapewne będzie Wam trudno w to uwierzyć, ale mając lat kilka naprawdę bałem się tych kosmicznych drani. Ich maniery podczas jedzenia przyprawiały mnie o mdłości. Ich niepohamowany apetyt sprawiał, że często zasłaniałem oczy rękoma. Krytersi tak po prostu i zwyczajnie wywoływały u mnie gęsią skórkę, a seans kończyłem przed sceną finałową. Nie mogłem ryzykować. W mojej szafie mieściło się już nadto potworów i dla Krytów nie było w niej miejsca. Jak jednak pokazało życie, ciągnie wilka do lasu. W wieku dwudziestu siedmiu lat dorobiłem się kolejnej szafy.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Critters&lt;/i&gt; Stephena Hereka to kino dla osób o mocnych nerwach i bardzo, ale to bardzo dużej wyobraźni. Nie wiem czy zaliczam się do takowych, lecz prawdą jest, że tym razem wytrzymałem do końca seansu, dzielnie unikając zębów małych sukinsynów. Po co się narażałem? Jak wspomniałem: ciągnie wilka do lasu. Historie o Krytach zawsze wywoływały u mnie dziwną nostalgię na starymi dobrymi czasami, czasami pełnymi kaset VHS – w mojej miejscowości funkcjonowały trzy „wypożyczalnie video” – i odtwarzaczy niszczących ich taśmy, czasami gdy dopiero nieśmiało wkraczałem w świat grozy. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A właśnie, skoro jesteśmy przy temacie grozy to film nie jest arcydziełem pod względem technicznym. Niemalże na każdym kroku widać, że jest to film z gatunku niskobudżetowych. Głównym polem walki farmera Browna i jego rodzinki z gnojkami pochodzenia kosmicznego jest typowa amerykańska farma, jedna z tych leżących na uboczu, z dala od małomiasteczkowego zgiełku. Ot, drewniany dom, stodoła z romantycznym stryszkiem – takie wiejskie miejsce schadzek – oraz garaż, w którym farmer od czasu do czasu zabawia się w mechanika. Jeżeli chodzi o samych Krytów to były one animowane na dwa sposoby. Do ich przedstawienia używano, w zależności od sytuacji, albo włochatych kul (Krytowie toczący się) albo kukiełek nakładanych na dłonie (Krytowie gryzący, mówiący). Jak widać efekty specjalne to absolutne mistrzostwo prostoty.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-nibm9sQYlkY/Tt9ZlfFMHrI/AAAAAAAADhc/Kn07z1f9v-g/s1600/critters%2Band%2Bblondie.png" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 144px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-nibm9sQYlkY/Tt9ZlfFMHrI/AAAAAAAADhc/Kn07z1f9v-g/s200/critters%2Band%2Bblondie.png" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5683359755298152114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy &lt;i&gt;Critters&lt;/i&gt; to również mistrzostwo głupoty? Wszystko zależy od indywidualnego podejścia. Film oglądałem kilka razy i nigdy nie kojarzył mi się z czymś negatywnym. Być może wpływ na moją ocenę ma fakt, że był to jeden z pierwszych horrorów – z elementami science fiction – przeze mnie obejrzanych. Wiecie, jestem osobą sentymentalną, dla mnie historia o ciągle głodnych Krytach zawsze będzie historią kultową i będę do niej wracał wielokrotnie. Pamiętajcie, linia oddzielająca głupotę od geniuszu jest bardzo cienka.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-2164524363043097157?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/2164524363043097157/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/12/critters-1986.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2164524363043097157'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2164524363043097157'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/12/critters-1986.html' title='&quot;Critters&quot; (1986)'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-4u7ztTnrpqs/Tt9Y33ankYI/AAAAAAAADhQ/sAzU3WCFArM/s72-c/critters_1_poster_03.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-5758461772677577294</id><published>2011-11-27T18:39:00.004+01:00</published><updated>2011-11-27T18:44:56.042+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Simak Clifford D.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Ludojad" Clifford D. Simak</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-pkxCFFkqGDg/TtJ12zn28CI/AAAAAAAADdc/po5iyLOFYEE/s1600/ASF_0158.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 141px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-pkxCFFkqGDg/TtJ12zn28CI/AAAAAAAADdc/po5iyLOFYEE/s200/ASF_0158.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679731664498389026" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Ludojad&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Orge&lt;/i&gt;) to kolejny przykład prozy Clifforda D. Simaka, w którym przedstawiciele cywilizacji pozaziemskiej przybierają kształt roślin. W odróżnieniu jednak od opowiadania &lt;i&gt;&lt;a href="http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/10/smierc-w-domu-clifford-d-simak.html#more"&gt;Śmierć w domu&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;A death in the house&lt;/i&gt;) miejscem wydarzeń nie jest Ziemia, ale jedna z milionów obcych planet. A przynajmniej tak głosi wersja oficjalna. Autor celowo nie zdradza miejsca wydarzeń, ale im lepiej je poznajemy tym coraz bardziej zaczyna przypominać ono wariację naszej rodzinnej planety. Tak prawdopodobnie wyglądałaby Ziemia, gdyby ewolucja poszła inną drogą, i zamiast rozwijać świat zwierzęcy, poprzestała na organizmach eukariotycznych i samożywnych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Postacią grającą pierwsze skrzypce jest Done Mackenzie, przedstawiciel Galaktycznej Kompanii Handlowej, którego głównym zadaniem jest rejestrowanie muzyki komponowanej przez drzewa rosnące w słynnej Grającej Dolinie. Owe dźwięki stanowią prawdziwą kopalnię złota w świecie biznesu, gdyż ich działanie na człowieka jest zbliżone do stanu wywoływanego przez narkotyki. Międzygatunkowa współpraca przebiega wzorowo, aż do czasu pojawienia się Encyklopedii, istoty przypominającej rośliny bulwiaste, istoty pragnącej poszerzać swoją wiedzę. Poszerzać bez względu na koszty.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Świat w &lt;i&gt;Ludojadzie&lt;/i&gt; to obraz symbiozy dwóch organizmów. Symbiozy bardzo kruchej. Obok przykładów partnerskiego współżycia – Mackenzie i jego żywa derka, Nicodemus – spotykamy, nie tylko po ludzkiej stronie, przejawy chciwości, okrucieństwa i międzygatunkowej zawiści. Konflikt nie przybiera takich rozmiarów, jak chociażby w powieści Johna Wyndhama &lt;i&gt;Dzień Tryfidów&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;The Day of the Triffids&lt;/i&gt;), ale jego istnienie nie podlega wątpliwości. Mimo wszystko jednak, Simak daje upust swoim wizjom świata, w którym oba gatunki – tak bardzo różne, a jednocześnie tak bardzo od siebie zależne – starają się funkcjonować na w miarę normalnych zasadach. Zdaje się wierzyć, że w miarę pokojowe współistnienie jest możliwe nawet pomimo wielkich różnic kulturowych, cywilizacyjnych, jak również... kulinarnych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opowiadanie &lt;i&gt;Ludojad&lt;/i&gt; zostało po raz pierwszy opublikowane w styczniu 1944 roku, w amerykańskim czasopiśmie promującym fantastykę naukową, Astounding Science Fiction. Współczesnego czytelnika ma prawo nudzić, ale w czasach wojny temat realnego i pokojowego współżycia przedstawicieli różnych kultur był żywo dyskutowany.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-5758461772677577294?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/5758461772677577294/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/ludojad-clifford-d-simak.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/5758461772677577294'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/5758461772677577294'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/ludojad-clifford-d-simak.html' title='&quot;Ludojad&quot; Clifford D. Simak'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-pkxCFFkqGDg/TtJ12zn28CI/AAAAAAAADdc/po5iyLOFYEE/s72-c/ASF_0158.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-3726273432738675683</id><published>2011-11-26T09:57:00.007+01:00</published><updated>2011-11-26T12:41:52.996+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Werber Bernard'/><title type='text'>"Imperium mrówek" Bernard Werber</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-iKMIYPC6SCg/TtCrFPggOqI/AAAAAAAADdE/xV86GtKD9uw/s1600/9782226052575FS.gif" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-iKMIYPC6SCg/TtCrFPggOqI/AAAAAAAADdE/xV86GtKD9uw/s200/9782226052575FS.gif" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5679227236664752802" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rzeczywistość widziana oczyma mrówki musi wyglądać fascynująco. Wystarczy uzmysłowić sobie ogrom informacji przetwarzanych przez mrówcze zmysły. Ziemia emanująca milionami zapachów, tajemnice czające się za każdym drzewem, niebezpieczeństwa czekające na co bardziej nieostrożne istoty. Teraz wszystkie te wrażenia są dosłownie na wyciągnięcie ręki. Bernard Werber w powieści &lt;i&gt;Imperium mrówek&lt;/i&gt; zabiera czytelnika w podróż do mrówczego świata. Świata istot potężnych, a zarazem tak maleńkich, że często ledwo dostrzegalnych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moje pierwsze spotkanie z pisarzem z Tuluzy miało miejsce podczas lektury książki &lt;i&gt;&lt;a href="http://sharinada.blogspot.com/2010/02/tanatonauci-bernard-werber.html#more"&gt;Tanatonauci&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;. O ile wspomniana powieść pod względem fabuły w finalnym rozrachunku nie wypadła najkorzystniej, o tyle język wypowiedzi Bernarda Werbera pozostawił bardzo korzystne wrażenia. Na tyle pozytywne, że postanowiłem sięgnąć po &lt;i&gt;Imperium mrówek&lt;/i&gt;, tj. pierwszą część trylogii Mrówki, która dość szybko zyskała uznanie w oczach czytelników nie tylko z Francji. W Polsce możemy cieszyć się twórczością Bernarda Werbera dzięki wydawnictwu Sonia Draga.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fabuła powieści rozgrywa się we Francji, dokładnie w Paryżu, na i w okolicach ulicy Sybarytów 3. Chciałbym wyraźnie podkreślić wymienione przed chwilą przyimki: „na” i „w”. Mają one duże znaczenie ponieważ akcja książki oscyluje wokół dwóch światów, ludzkiego i mrówczego. Mówiąc „w okolicach ulicy Sybarytów” mam na myśli pobliski las, a właściwie jego najniższą warstwę. To ona będzie areną głównych wydarzeń. Sam dom znajdujący się na ulicy Sybarytów pod numerem 3 pełni funkcję akumulatora pompującego w ludzką część powieści nastrój napięcia oraz wątek tajemnicy. Cytując za wydawcą: „siostrzeniec sławnego etymologa Jonatan Wells dostaje w spadku po wuju kamienicę oraz pisemny zakaz schodzenia do piwnicy. Choć bardzo cieszy się z przeprowadzki, z dnia na dzień coraz bardziej intryguje go zagadkowa prośba zmarłego. Jakie sekrety może kryć zamknięta piwnica?”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Głównymi bohaterami powieści są mrówki. Wierzę, że każdy miał sposobność choć raz w życiu widzieć mrowisko. Jego istotę najlepiej oddaje słowo użyte przez Bernarda Werbera w tytule książki, „imperium”. Patrząc na poczynania tych najmniejszych ze znanych mi książkowych bohaterów, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że oto mam przed sobą obraz bardzo sprawnie funkcjonującego organu państwowego. Z mądrą władczynią na czele, mocno zhierarchizowanym społeczeństwem oraz dobrze wyszkoloną armią.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeżeli chodzi o postacie ludzkie to zostały one zepchnięte niejako na boczny tor. Pisarz nie poświęca im tyle uwagi co mrówkom. Podobnie jak w &lt;i&gt;Tautonautach&lt;/i&gt; dostrzegamy, że świat zewnętrzny otaczający bohaterów (np. Jonatana Wellsa) został ograniczony do minimum, wyposażony jedynie w najprostsze konstrukcje. Czytając o Paryżu, nie odczujemy charakterystycznego dla niego klimatu. Zarówno rzeczywistość postrzegana oczyma ludzi, jak i ta widziana przez mrówki, uzupełniają się, wraz ze zbliżaniem się ku końcowi powieści widać to coraz wyraźniej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Imperium mrówek&lt;/i&gt;, choć jest powieścią wciągającą, głównie dzięki niecodziennym bohaterom, nie jest pozbawioną wad. Pierwszą i w ostatecznym podsumowaniu największą jest zbytnie oderwanie fabuły od rzeczywistości. Pomimo że książkę można najczęściej znaleźć na półkach zarezerwowanych dla literatury fantastycznej, to Bernard Werber początkowo robi wszystko, aby była ona jak najbardziej wiarygodna w przekazie. Przez kilka lat pisarz przebywał na Wybrzeżu Kości Słoniowej, gdzie miał okazję badać życie i zwyczaje mrówek. Dzięki zdobytej tam wiedzy, a także dziennikarskiemu wykształceniu, wydał w 1991 roku książkę o mrówkach łatwą w odbiorze dla przeciętnego zjadacza chleba, powieść o wyraźnych zapędach popularno-naukowych. Takie wrażenie odniosłem po przeczytaniu większości tekstu. Niestety im dalej w las tym gorzej. W pewnym momencie autor traci kontakt z rzeczywistością. Zamiast nadal towarzyszyć czytelnikowi w wędrówce przez bajkową rzeczywistość maleńkich stworzeń, zaczyna spekulować na temat możliwości bezpośredniego zespolenia świata ludzkiego z mrówczym. Wysnuwa teorie, które są trochę za mocno naciągane. Brakuje im logiki. Oczywiście dla jednych może być to wada, dla innych nie. Jeżeli za punkt wyjścia przyjmiemy, że &lt;i&gt;Imperium mrówek&lt;/i&gt; jest powieścią stricte fantastyczną, to opisany problem praktycznie przestaje istnieć. Wówczas wystarczy popuścić wodze wyobraźni i dać się porwać fikcji naukowej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2010/04/25/imperium-mrowek-bernard-werber/#more-2141"&gt;Zaginiona Biblioteka&lt;/a&gt;, 25 kwietnia 2010&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-3726273432738675683?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/3726273432738675683/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/imperium-mrowek-bernard-werber.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/3726273432738675683'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/3726273432738675683'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/imperium-mrowek-bernard-werber.html' title='&quot;Imperium mrówek&quot; Bernard Werber'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-iKMIYPC6SCg/TtCrFPggOqI/AAAAAAAADdE/xV86GtKD9uw/s72-c/9782226052575FS.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-171158349377663940</id><published>2011-11-20T23:30:00.005+01:00</published><updated>2011-11-26T09:55:46.547+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Matheson Richard'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Zrodzony z męża i niewiasty" Richard Matheson</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-s1RheyC075c/Tsl_0mZng5I/AAAAAAAADcs/psvhcZHeezk/s1600/FSF_0003%2B%25281%2529.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 143px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-s1RheyC075c/Tsl_0mZng5I/AAAAAAAADcs/psvhcZHeezk/s200/FSF_0003%2B%25281%2529.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5677209346915140498" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Peter Watts nazywa rodziców, nie tylko tych świeżo upieczonych, zidiociałymi obywatelami, ludźmi wpatrzonymi we własne dziecko i nic poza tym. Dla takich jak oni, ich latorośle są najważniejszymi stworzeniami pod słońcem, świata bez nich nie widzą. Ma rację? W pewnym sensie na pewno, lecz wierzę też, że facet nie generalizuje, bo w przeciwnym razie pomyliłby się wielce. Rodzice są tak różni, jak różni bywają ich dzieci. Bywają źli? Owszem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nikomu nie życzę rodziców rodem z opowiadania &lt;i&gt;Zrodzony z męża i niewiasty&lt;/i&gt;. Udających świętoszków, urządzających popołudniowe herbatki a wolnej chwili maltretujących potomka z powodu jego inności. Tak, właśnie. Maltretujących i znęcających się. Bydlaki. Nie można inaczej powiedzieć o kimś, kto przykuwa łańcuchem ośmioletnie dziecko do ściany, okłada je kijem i brzydzi się go niczym robaka. Czy tego należy spodziewać się w opowiadaniu? Tak, tego oraz trwogi, lęku, współczucia.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W latach pięćdziesiątych tekst Mathesona zrobił na czytelnikach spore wrażenie. Jego lektura mogła i prawdopodobnie przyprawiała o przyśpieszone bicie serca. Ówczesne społeczeństwo nie bombardowano okropnościami – nie na taką skalę, jaka ma miejsce dzisiaj – w stylu torture porn. Jeżeli czegoś się bano to komunistów. Opowiadanie Mathesona ze swoją pierwszoosobowa narracją, narracją ofiary oraz drastycznymi opisami znęcania się człowieka nad drugą istotą zrobiło wrażenie, ale co ciekawe postrzegano je nie jako przykład horroru, ale tekstu science fiction. A wszystko przez fascynację fantastyki naukowej w latach czterdziestych i na początku pięćdziesiątych wszelkiego rodzaju mutantami (proza Henry'ego Kuttnera, Poula Andersona). &lt;i&gt;Zrodzony z męża i niewiasty&lt;/i&gt; można postrzegać, jako odzwierciedlenie panujących wówczas tendencji w literaturze fantastyczno-naukowej. Jack Ketchum w powieści &lt;i&gt;Jedyne dziecko&lt;/i&gt; ukazał dramat dziecka wykorzystywanego seksualnie. Matheson w &lt;i&gt;Zrodzonym z męża i niewiasty&lt;/i&gt; obrazuje proces zahamowania naturalnych instynktów; odczłowieczenie istot ludzkich. Odczłowieczenie rozumiane w dwojaki sposób: biologicznogenetyczny oraz zwykły, ludzki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Historia ośmioletniego potwora – nie bójmy się użyć takiego określenia; autor opowiadania wyraźnie pokazuje z kim mamy do czynienia – więzionego przez rodziców została po raz pierwszy opublikowana w 1950 roku w The Magazine of Fantasy and Science Fiction. Od tego czasu młody Matheson nie miał problemu z poszukiwaniem wydawców. Szczególnie, że już cztery lata później napisał powieść science fiction &lt;i&gt;Jestem Legendą&lt;/i&gt;, powieść bardzo przychylnie przyjętą przez krytyków. I na koniec, echo opowiadania &lt;i&gt;Zrodzony z męża i niewiasty&lt;/i&gt; można także odnaleźć w &lt;a href="http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/jest-legenda.html"&gt;antologii poświęconej Richardowi Mathesonowi&lt;/a&gt; (Michael A. Arnzen &lt;i&gt;Skrzeczy jak ja&lt;/i&gt;).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-171158349377663940?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/171158349377663940/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/zrodzony-z-meza-i-niewiasty-richard.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/171158349377663940'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/171158349377663940'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/zrodzony-z-meza-i-niewiasty-richard.html' title='&quot;Zrodzony z męża i niewiasty&quot; Richard Matheson'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-s1RheyC075c/Tsl_0mZng5I/AAAAAAAADcs/psvhcZHeezk/s72-c/FSF_0003%2B%25281%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-6146107407274590268</id><published>2011-11-16T20:44:00.007+01:00</published><updated>2011-11-16T20:57:26.617+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Palahniuk Chuck'/><title type='text'>"Potępieni" Chuck Palahniuk</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-0Uz00Pvge2A/TsQTVy5P_EI/AAAAAAAADcE/a2Tw3nMQ2Rs/s1600/Damned_Palahniuk.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-0Uz00Pvge2A/TsQTVy5P_EI/AAAAAAAADcE/a2Tw3nMQ2Rs/s200/Damned_Palahniuk.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5675682695553743938" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niektórzy ostrzegają przed ocenianiem książki po okładce. Mają rację. W owej praktyce ciężko znaleźć oznaki zdrowego rozsądku. Niemniej, niepomny przestróg, po najnowszą powieść Chucka Palahniuka sięgnąłem właśnie z powodu jej szaty graficznej i zachęcającego blurbu. Trawestując słowa wydawcy, byłem ciekaw, na ile amerykański pisarz faktycznie poszedł śladami Dantego i Dostojewskiego. Ciekaw, jak do tak poważnego zagadnienia, za które uchodzi temat winy i odkupienia, podszedł pisarz znany z języka ciętego i dowcipnego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podobnie jak i pozostałe książki Palahniuka wydane przez Niebieską Studnię, tak i tę skrywa okładka autorstwa Pawła Jońcy. Okładka prosta, psychodeliczna, idealnie obrazująca to, z czym spotkamy się podczas lektury &lt;i&gt;Potępionych&lt;/i&gt;. Autor &lt;i&gt;Podziemnego kręgu&lt;/i&gt; – sztandarowa powieść Palahniuka – przyzwyczaił czytelników do bezkompromisowego wywlekania własnych spostrzeżeń odnośnie natury ludzkiej oraz kruchości świata doczesnego. Pod tym względem &lt;i&gt;Potępieni&lt;/i&gt; nie odbiegają od poprzednich książek w dorobku pisarza, momentami mogą nawet uchodzić za ich kalkę. Widoczne są chociażby nawiązania do wspomnianego &lt;i&gt;Podziemnego kręgu&lt;/i&gt;. Dostrzec możemy odautorską pogardę dla ciągłego zabiegania o coraz to „lepiej płatne i najbardziej prestiżowe posady”*, pogardę dla ludzkiego przywiązania do bogactw i osiągnięć, do domostw i bliskich.** Oczywiście owa pogarda została podana w sposób bardzo bezpośredni, momentami wręcz niesmaczny. Jak napisał jeden z Internautów: „Książka zaskakuje, bawi i brzydzi”.*** Od siebie dodam, że książka atakuje. Palahniuk wieszczy wieczne potępienie niemalże wszystkim, z hipokrytami i bałwochwalcami konsumpcjonizmu na czele. Szczególnie mocno oberwało się gwiazdom i gwiazdeczkom szklanego ekranu, które dla bycia w blasku jupiterów są gotowe zrobić niemalże wszystko; z adopcją-pokazówką na czele. Jak wspomniałem, powieść to także temat winy i odkupienia, który, w moim odczuciu, został jedynie zarysowany i wykorzystany jako pretekst do uwypuklenia okropności Piekła. Mimo szumnych zapowiedzi &lt;i&gt;Potępieni&lt;/i&gt; to nie &lt;i&gt;Zbrodnia i kara&lt;/i&gt; Dostojewskiego. Palahniuk nie rozwodzi się nad powodami takiego a nie innego postępowania ludzi, nie analizuje procesów zachodzących na linii wina-kara, ale krótko i dobitnie mówi: postępujesz źle, będziesz potępiony. Dla autora &lt;i&gt;Potępionych&lt;/i&gt; nie ma bowiem ludzi bez winy. Nawet najmniejsze przewinienie jest skrzętnie odnotowywane w piekielnych rejestrach. I każdemu prędzej, czy później zostanie wystawiony rachunek.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwsze skrzypce wśród Potępionych gra trzynastolatka, Madison Spencer. Ta rezolutna, tryskająca niepoprawnym optymizmem osóbka – wypisz wymaluj szwedzka Pippi Långstrump – jest oczywiście martwa. Nie przejmuje się tym jednak i wraz z grupką przyjaciół rozpoczyna wędrówkę przez Piekło, które, krótko mówiąc, nie grzeszy delikatnością. Pokonując jego kolejne obszary, pragnąc poznać Szatana, oddaje się w międzyczasie wspomnieniom, co jest rzeczą kluczową dla całej konstrukcji powieści i – jak niesie wieść gminna – stanowi jedną z niewielu rozrywek w Piekle. Wspomnienia panny Spencer dostarczają czytelnikowi informacji na temat dzieciństwa głównej bohaterki, jej rodziców, szkolnych problemów, a także pierwszej miłości, która niemalże na każdym kroku przywodzi na myśl zakazany związek Heathcliffa i Cathy Earnshaw.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-6i7u618jSzY/TsQTgqDlr0I/AAAAAAAADcQ/kFP23hi_X8Y/s1600/133251_potepieni_400.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-6i7u618jSzY/TsQTgqDlr0I/AAAAAAAADcQ/kFP23hi_X8Y/s200/133251_potepieni_400.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5675682882159750978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Madisonową retrospekcję należy także postrzegać jako niewyczerpane źródło informacji o świecie doczesnym widzianym oczyma Palahniuka. Spostrzeżenia Madison odnośnie postępowania jej rówieśników, rodziców i innych osób, z którymi miała kiedykolwiek kontakt, są przez amerykańskiego pisarza szybko i celnie komentowane. Cięty – czy dowcipny, to już kwestia dyskusyjna – język to niejako znak firmowy Palahniuka; należało go oczekiwać. W końcu to za sprawą takiej a nie innej formy przekazu każda kolejna powieść Palahniuka jest żywo komentowana. Niemniej, takie postępowanie niesie ze sobą również pewne zagrożenia. Nie nazwałbym sympatycznej trzynastolatki marionetką w rękach Palahniuka, choć w trakcie lektury wielokrotnie odnosiłem wrażenie, że autor traktuje swoją bohaterkę bardzo przedmiotowo. Owszem, jej nietuzinkową postać można polubić – ma w sobie naiwność dziecka, wiarę we własne możliwości, dziewczęcą przebojowość – ale irytuje świadomość, że została powołana do życia tylko po to, aby być przekaźnikiem myśli Palahniuka. Zarówno to, jak i fakt, że autor &lt;i&gt;Potępionych&lt;/i&gt; w wielu miejscach kalkuje swoje dawne myśli, stanowi minus powieści.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2011/11/16/potepieni-chuck-palahniuk/"&gt;Zaginiona Biblioteka&lt;/a&gt;, 16 października 2011&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;* Ch. Palahniuk &lt;i&gt;Potępieni&lt;/i&gt;; wyd. Niebieska Studnia; 2011; s.251.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;** Tamże; s.240.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;*** http://lubimyczytac.pl/ksiazka/112163/potepieni&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-6146107407274590268?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/6146107407274590268/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/potepieni-chuck-palahniuk.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6146107407274590268'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6146107407274590268'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/potepieni-chuck-palahniuk.html' title='&quot;Potępieni&quot; Chuck Palahniuk'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-0Uz00Pvge2A/TsQTVy5P_EI/AAAAAAAADcE/a2Tw3nMQ2Rs/s72-c/Damned_Palahniuk.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-1463698895495325064</id><published>2011-11-11T19:18:00.003+01:00</published><updated>2011-11-11T20:38:05.313+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Matheson Richard'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='antologia'/><title type='text'>"Jest Legendą"</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-YkEvARaHa_w/Tr1nQPbX0yI/AAAAAAAADbE/JPAaZo_MpCk/s1600/132236_jest-legenda_400.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 131px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-YkEvARaHa_w/Tr1nQPbX0yI/AAAAAAAADbE/JPAaZo_MpCk/s200/132236_jest-legenda_400.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5673804634273600290" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;Ustalmy jedno: nie znam twórczości Richarda Mathesona. Przygodę z jego pisarstwem rozpocząłem stosunkowo niedawno, na fali sukcesu filmu „Jestem Legendą” Francisa Lawrence'a oraz pod wpływem powieści Stephena Kinga, „Komórka”. Zaintrygowany postacią dr. Roberta Neville'a postanowiłem poznać ją bliżej, ujrzeć bohatera takim, jakim widział go Matheson, a nie wspomniany reżyser. Sięgnięcie po historię osamotnionego mężczyzny, walczącego nie tyle z niezbyt sympatycznymi krwiopijcami, ile z samym sobą, zaowocowało kilkoma godzinami świetnej literatury i pragnieniem poznania pozostałych tekstów Mathesona. Niestety: nie zawsze chcieć oznacza móc. Z niezrozumiałych dla mnie przyczyn książki Mathesona były i są nadal ewidentnie ignorowane przez polskich wydawców. W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych mogliśmy przeczytać „Jestem Legendą” oraz „Gdzieś w czasie”, ale na tym koniec. Biorąc pod uwagę powyższe, inicjatywę Sine Qua Non, tj. zainwestowanie w antologię poświęconą pisarstwu Richarda Mathesona, uważam za jedno z najważniejszych wydarzeń wydawniczych bieżącego roku. Być może dzięki temu twórczość Mathesona zdobędzie nowych fanów. Być może sukces antologii przekona wydawnictwo do podejmowania kolejnych odważnych przedsięwzięć związanych z tekstami tego amerykańskiego pisarza.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;Antologia „Jest Legendą” to nic innego, jak zbiór opowiadań opartych na pomysłach Mathesona. Sposób wykorzystania tych pomysłów przez autorów poszczególnych tekstów jest różny, co w moim odczuciu tylko umila czytelnikowi lekturę. I tak, z jednej strony mamy do czynienia z modyfikacjami mathenowskich historii, z drugiej z ich sequelami bądź prequelami. Taka konstrukcja ma wiele plusów. Osoby zaznajomione z pisarstwem Mathesona będą miały okazję po raz kolejny spotkać się z ulubionymi bohaterami, poznać ich wcześniejsze lub przyszłe losy oraz ponownie odwiedzić rzeczywistości, w których owe postacie funkcjonowały. Niektóre z opowiadań zaprezentują znane historie mathenowskie, ale historie widziane oczyma bohaterów drugoplanowych. Przykładem mogą być tu teksty: „Ja również jestem legendą” oraz „Pamiętnik Louise Carey”. W pierwszym z nich, dowiadujemy się, co spotkało Bena Cortmana, sąsiada dr Roberta Neville'a w przededniu wybuchu zarazy. Poznajemy historię jego przemiany w mutanta złaknionego krwi oraz powody, dla których tak bardzo pragnie śmierci ostatniego człowieka na Ziemi. Drugi z kolei tekst to dramat kobiety osamotnionej po stracie mężczyzny, na którym mogłaby się wesprzeć. Dodatkowo, każde opowiadanie ze zbioru zostało poprzedzone krótkim wstępem, informującym, do jakiego tekstu Mathesona nawiązuje. Mnie, wzorcowemu laikowi w tematyce mathenowskiej, owe notki zdecydowanie pomogły. Dzięki nim nie czułem się wyalienowany i do lektury opowiadań przystępowałem bez większych obaw.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;Gdybym miał wskazać największą zaletę antologii „Jest Legendą”, nie wahałbym się ani chwili. Bogactwo motywów literackich. Wszystkie zbiory opowiadań, jakie miałem ostatnimi czasy okazję czytać, oscylowały wokół jednego, konkretnego gatunku, względnie podgatunku literatury. Lech Jęczmyk przekonywał do odnowienia znajomości z klasykami science fiction (czemu zabrakło wśród nich Richarda Mathesona i jego „Człowieka, który się nieprawdopodobnie zmniejsza”, nie wiem), Jeff i Ann VanderMeer opowiadali o początkach steampunka, a wydawnictwo Replika skutecznie zniechęcało do książek wychodzących pod ich szyldem. Z antologią poświęconą Mathesonowi jest inaczej. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że oto przed nami kolejny zbiór typowych opowiadań grozy, coś w stylu Strefy Mroku przeniesionej na papier. Nic bardziej mylnego. Obok motywów będących ukłonem w stronę klasycznego horroru – nawiedzony budynek w „Powrocie do Piekielnego Domu”, historia o mającej mordercze ciągoty lalce w tekście „Zdobycz”, czy upiorne miasteczko w „Powrocie do Zachary” – odnajdziemy całą paletę opowiadań o charakterze thrillera, powieści sensacyjnej, czy kryminalnej („Sprawa Peggy Ann Lister”). Miłośnikom fabuły pełnej napięcia i dynamicznej akcji szczególnie polecam „Gaz do dechy”, autorstwa Stephena Kinga i Joe Hilla. Dla niewtajemniczonych podpowiem, że jest to pierwsza odsłona pisarskiej współpracy obu panów oraz wariacja odnośnie opowiadania Mathesona: „Pojedynek na szosie”. Pamiętacie film Spielberga z 1971 roku? Tym razem oko w oko z masywną, brudną i złowrogą ciężarówką nie staje jeden sprawiedliwy, ale kilku mniej sprawiedliwych... członków gangu motocyklowego. Emocje gwarantowane.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;Antologia „Jest Legendą” jest lekturą obowiązkową dla każdego. Hołd Richardowi Mathesonowi złożyła czołówka twórców literatury grozy, więc większość tekstów to prawdziwa literacka uczta. W mojej opinii, opowiadanie numer jeden to „Powrót do piekielnego domu”. Historia posiadłości Belasców i jej diabolicznego twórcy przypomniała mi powieść Shirley Jackson „Nawiedzony” oraz kingowy film telewizyjny, „Czerwona Róża”. Nancy Collins, autorka niniejszego prequela, spisała się wyśmienicie. Opowiadanie wzbudza emocje, pobudza wyobraźnię a przede wszystkim wciąga. To upiorna historia o nawiedzonym domu, opowieść pełna przemocy i erotyzmu, opowieść, od której nie sposób się oderwać. Zresztą, podobnie jak w przypadku wielu innych opowiadań. Czy to podróżując w czasie („Dwa strzały z Fotogalerii Fly'a”), czy pędząc po szosie, będziecie zachwyceni.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; "&gt;Richard Matheson debiutował w 1950 roku w Magazine of Fantasy i Science Fiction opowiadaniem „Born of man and woman”. Historią, którą od razu zwróciła uwagę krytyków. W ciągu kolejnych kilkunastu lat napisał tuziny opowiadań, a w 1984 roku otrzymał World Fantasty Award za całokształt osiągnięć. Pisarz, scenarzysta, człowiek legenda. Antologię poświęconą jego twórczości powinien przeczytać każdy, kto choć trochę interesuje się dobrą literaturą.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-1463698895495325064?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/1463698895495325064/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/jest-legenda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1463698895495325064'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1463698895495325064'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/jest-legenda.html' title='&quot;Jest Legendą&quot;'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-YkEvARaHa_w/Tr1nQPbX0yI/AAAAAAAADbE/JPAaZo_MpCk/s72-c/132236_jest-legenda_400.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-6675538440815467940</id><published>2011-11-08T23:16:00.004+01:00</published><updated>2011-11-08T23:21:18.038+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='objerzałem'/><title type='text'>Piękna i Bestia</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/--Vg1h4Cj55I/TrmrQfuMjhI/AAAAAAAADXw/5WQVTSWd0Pk/s1600/wolf.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 132px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/--Vg1h4Cj55I/TrmrQfuMjhI/AAAAAAAADXw/5WQVTSWd0Pk/s200/wolf.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5672753505531366930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wypadałoby zacząć od &lt;b style="text-align: justify;"&gt;Pięknej&lt;/b&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="text-align: justify;"&gt;. W 2009 roku nikomu nieznana dziennikarka, Kathryn Stockett, ukończyła, po pięciu latach pracy, książkę. Zanim ją wydała zapukała do drzwi blisko sześćdziesięciu agentów, by koniec końców znaleźć szczęśliwca. Dlaczego szczęśliwca? Cóż, powieść z miejsca stała się bestsellerem. &lt;/span&gt;&lt;i style="text-align: justify;"&gt;The Help&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="text-align: justify;"&gt; Tate Taylora to wariancja właśnie na temat powieści Stockett. Przenosimy się do lat sześćdziesiątych XX wieku by być świadkami panującej, wszem i wobec, niesprawiedliwości rasowej. Obserwujemy poniżenia „czarnych”, ich szykanowanie, wykorzystywanie i bicie. I gdy tak sobie siedzimy, zajadając popcorn, na scenie pojawia się Ta Jedyna Sprawiedliwa, czyli śliczna Emma Stone. Służące Kontratakują, fabuła nabiera rumieńców. Historia Kathryn Stockett została podana w formie stonowanej, ale trafiającej do widza. Po piętnastu minutach miałem ochotę udusić główną Wiedźmę ekranu; wyć i drapać widząc głupiutkie damulki popisujące i wdzięczące się na przyjęciach... Na szczęście – dla filmu i widza – &lt;/span&gt;&lt;i style="text-align: justify;"&gt;The Help&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="text-align: justify;"&gt; to także momenty bawiące, pouczające i takie, które sprawiają, że oczka zaczynają kleić się od łez. W rolach Pokrzywdzonych wystąpiły Viola Davis (Gordon z &lt;/span&gt;&lt;i style="text-align: justify;"&gt;Solari&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="text-align: justify;"&gt;s Soderbergha) oraz Octavia Spencer (mała, rezolutna, zadziorna) i zagrały świetnie. Czekam na Oscary.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/WbuKgzgeUIU/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/WbuKgzgeUIU&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/WbuKgzgeUIU&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jack Nicholson jako &lt;b&gt;Bestia&lt;/b&gt;? Nie raz i nie dwa. Jack Torrance, Jack Napier, no i oczywiście Will Randal. Ale do rzeczy. W filmie &lt;i&gt;Wolf&lt;/i&gt; podziwiamy nie tyle ząbki Nicholsona, co jego aktorstwo. Kiedy w połowie 1994 roku film pojawił się na ekranach kin, Nicholson był już znanym, utytułowanym aktorem – zdobywcą dwóch Oscarów (&lt;i&gt;One flew over the Cuckoo's Nest&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Terms of Endearment&lt;/i&gt;). Co więcej, zdążył już udowodnić, że potrafi odnaleźć się nie tylko w czułych rolach, ale i tych z pazurkiem. W roli człowieka zmieniającego się w wilkołaka także odnalazł się wspaniale; wprost nie mogłem się na niego napatrzeć. Podobnie zresztą, jak i na Michelle Pfeiffer. Co do samego filmu, to Mike Nichols (twórca kultowego &lt;i&gt;The Graduate&lt;/i&gt;) z pewnością nie zamierzał straszyć widzów. Historia Willa Randala to obraz spokojny, umieszczony w wielkomiejskich realiach. Spotkanie Randala z wilkiem, cały ten klasyczny motyw, postrzegałem bardziej na zasadzie przenośni niż prawdziwego horroru. Choć &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=XkRD4Me18HQ"&gt;muzyka w wykonaniu Ennio Morricone&lt;/a&gt; wprowadza nastrój grozy to jednak 'momentów z dreszczykiem' nie uświadczyłem. &lt;i&gt;Wolf&lt;/i&gt; to historia przemiany człowieka pokonanego, sfrustrowanego w osobę silną, dominującą, odnoszącą sukcesy. Wilk jest tylko pretekstem do uwypuklenia tej przemiany. Jack „Bestia” Nicholson udowadnia, że zwierzak tkwi w każdym z nas. Trzeba go tylko poszukać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/aCbPyQxfw74/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/aCbPyQxfw74&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/aCbPyQxfw74&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-6675538440815467940?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/6675538440815467940/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/piekna-i-bestia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6675538440815467940'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6675538440815467940'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/piekna-i-bestia.html' title='Piękna i Bestia'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/--Vg1h4Cj55I/TrmrQfuMjhI/AAAAAAAADXw/5WQVTSWd0Pk/s72-c/wolf.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-5999878055988851817</id><published>2011-11-05T13:38:00.006+01:00</published><updated>2011-11-05T13:48:22.833+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Verne Juliusz'/><title type='text'>"W 80 dni dookoła świata" Juliusz Verne</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;(autorem tekstu jest Aleksandra Skalska, moja żona)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-pl25MPDS0es/TrUvtIV2gYI/AAAAAAAADW0/TSabHz5LDNQ/s1600/titre.gif" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-pl25MPDS0es/TrUvtIV2gYI/AAAAAAAADW0/TSabHz5LDNQ/s200/titre.gif" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671491758122762626" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Władysław Kopaliński w „Słowniku symboli” podaje, że mgła jest emblematem rzeczy nieokreślonych, zaciemnionych, zamazanych kształtów i zarysów. Mgła ogranicza widzenie, ale również dezorientuje każdego, kto znalazł się w jej zasięgu. Taki właśnie jest główny bohater powieści „W 80 dni dookoła świata” Juliusza Verne’a, Phileas – nomen omen - Fogg*. Postać enigmatyczna i jednocześnie mało wyrazista, można wręcz powiedzieć: nudna. Istota z pozoru doskonale znana, przewidywalna, a jednak poprzez podejmowane decyzje zaskakująca, a nawet szokująca. Wyrusza w niezwykłą podróż, w której również porusza się jak we mgle. Chociaż ma jasno wytyczony cel i dokładny z pozoru plan, niejednokrotnie nie wie, co czeka przed nim i musi poruszać się po omacku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pan Fogg, członek Londyńskiego klubu Reforma, archetyp nieskazitelnego angielskiego dżentelmena w cylindrze i rękawiczkach. „Opanowany, flegmatyczny, o przejrzystym, badawczym spojrzeniu […]. W każdym momencie swojego życia wydawał się ten dżentelmen tak cudownie zrównoważony, tak doskonale funkcjonujący, jak chronometr […]. Pan Fogg nigdy nie postawił ani jednego zbędnego kroku, wybierając zawsze najkrótszą drogę. Nigdy nie błądził wzrokiem po suficie nigdy nie pozwalał sobie na żadne zbędne gesty. Nikt nie widział go podnieconego ani zaniepokojonego i choć trudno byłoby znaleźć człowieka mniej skłonnego do pośpiechu niż on, zawsze i wszędzie przebywał o właściwej porze”**. Jak to możliwe, że taki człowiek stał się bohaterem jednej z najpopularniejszych powieści wszech czasów, należącej do kanonu literatury światowej? W dodatku literatury przygodowej, z definicji zakładającej dostarczenie czytelnikowi rozrywki płynącej z niesamowitych, zabawnych oraz złowrogich przygód?&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Phileas Fogg, James Bond i Monthy Python w globalnej wiosce&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powieść, należąca do cyklu „Niezwykłe podróże”, została opublikowana po raz pierwszy w 1872 r. (polski przekład, dokonany przez Józefa Grajnerta, ukazał się już w 1873 r.). Od początku cieszyła się ogromnym powodzeniem, stając się źródłem wielu kulturowych inspiracji. Miała klika adaptacji scenicznych, z których pierwsza miała swoją premierę w 1874 r. i była wystawiana 415 razy***. Na jej kanwie osnuto kilka filmów animowanych oraz fabularnych, a w rolę Phileasa Fogga wcielali się m.in. David „inspektor Clouseau” Niven oraz Pierce „James Bond” Brosnan. Powieść stała się również inspiracją dla serialu dokumentalnego BBC, w którym Michael Palin, komik znany z „Monthy Pythona”, wędrował razem z ekipą telewizyjną śladami bohatera Verne’a, korzystając jedynie ze środków komunikacji, które dostępne były w czasach Fogga. Udało mu się ukończyć podróż w ciągu 79 dni i 7 godzin. Warto też zaznaczyć, że corocznie od 1985 r. przyznawana jest również nagroda „Jules Verne Trophée” dla jachtu, który najszybciej opłynie Ziemię dookoła bez zawijania do portu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O sukcesie powieści Verne’a zadecydowało doskonałe połączenie informacji naukowych i narracji podróżniczej. Wyprawa Fogga nie byłaby możliwa bez rewolucji w transporcie, która dokonywała się pod koniec lat sześćdziesiątych XIX w. W roku 1869 dokonano otwarcia Kanału Sueskiego, który diametralnie skrócił podróż do Indii. W tym samym roku zakończono budowę pierwszej amerykańskiej kolei transkontynentalnej, przez co podróż ze wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych na zachodnie zabierała kilka dni, zamiast sześciu miesięcy, jak w połowie wieku. Rok później połączono również linie kolejowe na subkontynencie indyjskim. Już wtedy pojawiły się głosy, że opłynięcie Ziemi jest możliwe w tempie szybszym i w o wiele bardziej komfortowych warunkach niż kiedykolwiek wcześniej. Verne błyskawicznie wykorzystał możliwości fabularne tych doniesień do stworzenia porywającego opisu podróży przez glob ziemski. W powieści wydarzenie goni wydarzenie, bohaterowie przemierzają kolejne miasta, państwa i kontynenty. Nie pozwalają ani sobie, ani czytelnikom na chwilę oddechu. Co więcej, swoją ideę ekspresowej – jak na owe czasy – podróży dookoła świata Verne przedstawił w tak wiarygodny sposób, że każdy mógł uwierzyć, iż nie trzeba być zahartowanym i odważnym poszukiwaczem przygód, zaprawionym w bojach i przyzwyczajonym do spartańskich warunków, by przemierzyć świat dookoła. Dzięki odpowiednim funduszom mógł tego dokonać każdy, w dodatku w całkiem luksusowych warunkach. Nawet na ludziach współczesnych, przyzwyczajonych do życia w globalnej wiosce, przedsięwzięcie pana Fogga robi wrażenie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Dziewiętnastowieczny Don Kichot i Sanczo Pansa?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie tylko szybka akcja jest atutem powieści. Verne okrasił swoją książkę dużą dozą subtelnego słownego i sytuacyjnego dowcipu. Narrator prawie wszechwiedzący (bo jednak myśli Fogga nie jest w stanie przeniknąć) opisuje bohaterów nieco prześmiewczo, delikatnie wytykając im wady. Nawet sztywny pan Fogg wydaje się być całkiem sympatyczny. Verne często stosuje również zabieg, polegający na przedstawianiu sytuacji z punktu widzenia Jeana Passepartout, francuskiego sługi głównego bohatera, znanego we wcześniejszych polskich wydaniach pod pseudonimem Obieżyświat. Passepartout to osoba prostolinijna, która z niejednego pieca chleb jadła oraz imała się w życiu różnych zajęć, jak choćby występy cyrkowe. Posada u pana Fogga miała być dla poczciwego Francuza spokojną przystanią po dotychczasowym, pełnym wrażeń, życiu. Jakże się zdziwił, gdy już pierwszego dnia służby pracodawca zawiadomił go o czekającej nań przygodzie!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fogg i Passepartout są bohaterami, którzy idealnie się uzupełniają. Można użyć porównania, że są niczym dziewiętnastowieczny Don Kichot i Sanczo Pansa. Pan, człowiek samotny, zamknięty w swoim świecie, nieco oderwany od rzeczywistości. Rzuca się w wir przygody, kierując się wyłącznie ideą realizacji wyzwania. Jego cel oceniany jest przez gros opinii publicznej jako walka z wiatrakami, choć Fogg, w przeciwieństwie do Don Kichota, osiąga swój cel. Sługa to mężczyzna niekoniecznie inteligentny, chociaż wykazujący się niejednokrotnie racjonalnym spojrzeniem na rzeczywistość i próbujący być głosem rozsądku dla swego pana. Z natury jest pogodny i prostoduszny, a nawet naiwny. W sytuacjach krytycznych wykazuje się sprytem i odwagą, pozostając zawsze wiernym i oddanym sługą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście każdy Don Kichot musi mieć swoją damę serca. W przypadku pana Fogga jest to piękna Hinduska, pani Auda. Ich losy splatają się w dramatycznych okolicznościach. Młoda kobieta zostaje bowiem uratowana przez Fogga i jego małą kompanię z rąk fanatyków religijnych, gdy czciciele krwawej bogini Kali zamierzają ją spalić na stosie wraz ze zmarłym mężem. Jak większość postaci kobiecych u Verna, pani Auda jest dosyć słabo zarysowana. Oto pozytywny ideał damy z wyższych sfer, doskonale wykształconej, skromnej, taktownej, ale i odważnej oraz gotowej do poświęceń.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Dobrzy i źli oraz kilka refleksji na tematy społeczne&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wprowadzenie postaci Audy służy niejako ukazaniu Fogga jako człowieka mającego ludzkie odruchy, kierującego się nie tylko rozumem i kalkulacjami, ale także porywami serca. Dla Verne’a to także doskonały pretekst do opisania barwnej i podzielonej kastowo społeczności Indii. Czytelnik ma okazję poczuć się, jakby znalazł się w centrum dziewiętnastowiecznej Kalkuty lub Bombaju, wśród tłumów żebraków, drobnych sprzedawców, dumnych i okrutnych radżów czy nieco wyniosłych oficerów angielskich. Najbardziej wartościową, najinteligentniejszą i najbardziej cywilizowaną społecznością w Indiach są, według Verne'a, Parsowie. Nieprzypadkowo pani Auda oraz odważny przewodnik Fogga po indyjskiej dżungli wywodzą się z tej grupy etnicznej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-3JNhIC6MOcc/TrUvI5aQ8XI/AAAAAAAADWo/quH7nyZbJL8/s1600/128552_w-80-dni-dookola-swiata_eb_400.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-3JNhIC6MOcc/TrUvI5aQ8XI/AAAAAAAADWo/quH7nyZbJL8/s200/128552_w-80-dni-dookola-swiata_eb_400.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5671491135639449970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W dobrej powieści przygodowej musi znaleźć się również antybohater. Taką postacią jest poniekąd agent angielskiej policji, detektyw Fix. W wyniku przypadkowego zbiegu okoliczności uznaje on Fogga za złodzieja, który dokonał zuchwałego napadu na bank. Fix podąża za Foggiem przez całą drogę, starając się utrudnić mu realizację planów. Mimo to przedstawiony jest jako postać w gruncie rzeczy sympatyczna i posiadająca zalety, która przypadkiem, a także przez własną głupotę i zaślepienie, zbłądziła.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Tym złym” jest również pułkownik Stamp Proctor, którego pan Fogg spotyka na terenie Stanów Zjednoczonych. Pułkownik uosabia u Verne’a najgorsze jankeskie cechy, takie jak buta i ordynarność, mimo że nie brakuje mu także odwagi. Zazwyczaj Verne wyraża w swoich powieściach podziw dla Amerykanów, z reguły przypisując im pozytywne cechy. Tak jest również i w „80 dniach dookoła świata”. Jednocześnie jednak nie szczędzi czytelnikom opisów tego, co uważa w społeczeństwie Stanów Zjednoczonych za zjawiska negatywne - m.in. religijnego fanatyzmu,  politycznego pieniactwa i wykorzystywania populizmu w demokracji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Ta mgła wciąga&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przez całą powieść bohaterowie mają okazję podziwiać niezwykłą przyrodę, cuda architektury i poznawać zaskakujące obyczaje. Wszystko to Verne opisuje niezwykle plastycznie i z humorem. Nie unika dydaktyzmu, ale nie jest on natrętny, tylko wynika z akcji powieści. Czytelnik, wędrując po Hongkongu razem z Passepartout, załatwiającym w imieniu pana Fogga interesy, poznaje okoliczności „wojen opiumowych”, natomiast w Jokohamie wykonuje niezwykłe akrobacje razem z grupą japońskich cyrkowców. Podążając na wschód za bohaterami, przekracza 180 południk i poznaje zasady wyliczaniu czasu strefowego. Na koniec powraca do mglistego Londynu do domu pana Fogga pod numerem 7 przy Savile Road w Burlington Gardens. Czy tylko po to, by przeżyć gorycz porażki, czy też może słodycz triumfu? Cóż, o tym, Szanowny Czytelniku, musisz sam się przekonać. Niech Cię nie zraża zimna powierzchowność pana Fogga. W podróży towarzyszą mu barwne i sypiące dowcipem osobistości. Jego wyprawa obfituje w  niespodziewane zwroty akcji, grozi mu niejednokrotnie śmiertelne niebezpieczeństwo, goni go czas, policja oraz Siuksowie. Daj się wciągnąć przygodzie!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2011/11/05/w-80-dni-dookola-swiata-juliusz-verne/#more-4308"&gt;Zaginiona Biblioteka&lt;/a&gt;, 05 listopada 2011&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;  &amp;gt;* &amp;lt;span class="&gt;* Fog (ang.)– mgła&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; &amp;gt;** &amp;lt;span class="&gt;** J. Verne, &lt;i&gt;W 80 dni dookoła świata&lt;/i&gt;, tłum. M. Wójcik, Kraków 2009, str. 14-15.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; &amp;gt;*** &amp;lt;u style="&gt;&lt;a class="western" href="http://en.wikipedia.org/wiki/Around_the_World_in_Eighty_Days"&gt;*** http://en.wikipedia.org/wiki/Around_the_World_in_Eighty_Days&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-5999878055988851817?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/5999878055988851817/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/w-80-dni-dookoa-swiata-juliusz-verne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/5999878055988851817'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/5999878055988851817'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/11/w-80-dni-dookoa-swiata-juliusz-verne.html' title='&quot;W 80 dni dookoła świata&quot; Juliusz Verne'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-pl25MPDS0es/TrUvtIV2gYI/AAAAAAAADW0/TSabHz5LDNQ/s72-c/titre.gif' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-6189390034504859682</id><published>2011-10-31T00:35:00.003+01:00</published><updated>2011-10-31T00:51:09.185+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Simak Clifford D.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Śmierć w domu" Clifford D. Simak</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-zDBhQjS1qFw/Tq3fTRlUUOI/AAAAAAAADVU/0DrSEqrQ65Y/s1600/GY_5910.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 150px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-zDBhQjS1qFw/Tq3fTRlUUOI/AAAAAAAADVU/0DrSEqrQ65Y/s200/GY_5910.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5669433028159754466" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Śmierć w domu&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;A death in the house&lt;/i&gt;) to opowiadanie Clifforda Simaka, opublikowane po raz pierwszy w Galaxy Science Fiction w październiku 1959 roku. W ogóle, przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych to okres bardzo płodny w twórczości pisarza-farmera. Mam tu na myśli głównie krótką formę wypowiedzi. To wówczas powstaje wiele ciekawych tekstów, które później wypełniły takie zbiory, jak &lt;i&gt;Strangers in the Universe&lt;/i&gt; (1956),  &lt;i&gt;The world of Clifford D. Simak&lt;/i&gt; (1960) oraz &lt;i&gt;Ali the Traps of Earth&lt;/i&gt; (1962). Z niniejszym tekstem zapoznałem się czytając zbiór opowiadań, zatytułowany &lt;i&gt;Ludojad&lt;/i&gt; (1994).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Śmierć w domu&lt;/i&gt; to historia spotkania człowieka – w tym przypadku: Mose'a Abramsa, farmera – z przybyszem z kosmosu. Brzmi znajomo? Dla fanów Simaka na pewno. Podobny motyw możemy odnaleźć chociażby w &lt;i&gt;&lt;a href="http://sharinada.blogspot.com/2009/08/sasiad-clifford-d-simak.html"&gt;Sąsiedzie&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Wielkim frontowym podwórzu&lt;/i&gt;. Zaczyna się całkiem zwyczajnie... tzn. zwyczajnie dla prozy Simaka, czyli od pochwały spokojnego, wiejskiego życia. Stary Mose to rolnik, któremu nie jest obce zaganianie krów z pastwiska, krzątanina wokół żywego inwentarza czy wieczorne poszukiwanie jaj w kurniku. Do tego jest to człowiek samotny, spokojnie zmierzający ku nieuniknionemu, kultywujący dawne zasady, tj. uczciwość, religijność, sprawiedliwość. Gdyby rozbudować tę postać – archetyp amerykańskiego farmera – mogłaby zasilić szeregi bohaterów powieści Cormaca McCarthy'ego. Mose Abrams to osoba odwykła od kontaktu z innymi, żyjąca własnym życiem i stroniąca od nowinek współczesnego świata (patrz: nie korzystająca z dobrodziejstw elektryczności; z trudem akceptująca maszynę zwaną telefonem). Osoba, mogąca uchodzić za dziwaka i gruboskórnego odludka. Pozory jednak mylą. Stary Mos to symbol małomiasteczkowego farmera, trochę szorstkiego, ale ciągle wierzącego w dobre, amerykańskie zasady.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Nie wiedział, oczywiście, że jest to obcy; dla niego była to po prostu żywa istota, która znajdowała się w potrzebie, a stary Mose – mimo że wszyscy sąsiedzi nie mieli o nim najlepszego zdania – nie należał do ludzi, którzy potrafili przejść obojętnie obok cierpiącego stworzenia i pozostawić je w lecie na pastwę losu”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na temat kontaktów człowieka z przedstawicielem obcej cywilizacji napisano wiele. Tym razem odbyło się jednak bez fajerwerków, bez wielkich „ochów”, „achów” i obustronnych gaf. Simak ucieka od definiowania znaczenia takiego spotkania, nie prezentuje jego skutków dla nauki, polityki, i innych takich. Zamiast tego podpowiada, jak mógłby wyglądać 'kontakt' z dala od jajogłowych, medialnego szumu, politycznej poprawności. Kontakt zbudowany na zaufaniu i chęci niesienia pomocy potrzebującym.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-6189390034504859682?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/6189390034504859682/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/10/smierc-w-domu-clifford-d-simak.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6189390034504859682'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6189390034504859682'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/10/smierc-w-domu-clifford-d-simak.html' title='&quot;Śmierć w domu&quot; Clifford D. Simak'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-zDBhQjS1qFw/Tq3fTRlUUOI/AAAAAAAADVU/0DrSEqrQ65Y/s72-c/GY_5910.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-2353576378243581000</id><published>2011-10-28T22:11:00.006+02:00</published><updated>2011-10-29T19:21:14.011+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Matheson Richard'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='objerzałem'/><title type='text'>O Mathesonie ciąg dalszy</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-_S_vaXe6baE/TqsNKeUlO-I/AAAAAAAADU4/GyGqs2LuyDY/s1600/jestlegenda_us2_2.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-_S_vaXe6baE/TqsNKeUlO-I/AAAAAAAADU4/GyGqs2LuyDY/s200/jestlegenda_us2_2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668639029565144034" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Premiera &lt;i&gt;&lt;a href="http://sharinada.blogspot.com/2011/10/jest-legenda-antologia-zaginiona.html#more"&gt;He is Legend: An Anthology Celebrating Richard Matheson&lt;/a&gt;&lt;/i&gt; za nami. Antologii bogatej w świetne teksty oraz pomysły literackie, będące inspiracją dla wielu współczesnych pisarzy. Antologii, w moim odczuciu, spełniającej swoje główne zadanie, tj. rozbudzającej nadzieje na lepsze czasy dla mathenowskich tekstów w Polsce. Nie zmienia to jednak faktu, że czuję literacki niedosyt. Bądź, co bądź nadzieją nie zaspokoję czytelniczego głodu. Rodzi się zatem pytanie: co dalej? Dzięki Sine Qua Non dostaliśmy przedsmak tego, co nas czeka, jeżeli zdecydujemy się zawrzeń z Mathesonem bliższą znajomość. Podano nam przystawkę, lecz bez dania głównego. Dlaczego? W trakcie rozmowy z jednym z redaktorów antologii usłyszałem, że wszystko rozbija się o pieniądze. Jak zwykle... Otóż danie główne musimy przygotować sami. Jeżeli &lt;i&gt;He is Legend&lt;/i&gt; przyniesie oczekiwane korzyści materialne, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że na oryginalnych Mathesonów nie przyjdzie nam długo czekać. Innymi słowy: od nas – konsumentów – zależy przyszłość Mathesonów w Polsce. Wychwalane przeze mnie wydawnictwo podniesie rzuconą mu rękawicę i podejmie się opublikowania tekstów Richarda Mathesona, ale tylko za godziwym wynagrodzeniem. Nie zrozumcie mnie źle: nie ganię Sine Qua Non za taką postawę, gdyż jest to postawa świadcząca o zdrowym podejściu do interesów. Będzie zapotrzebowanie na utwory Mathesona, będą one dostępne na rynku.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na chwilę obecną tak to właśnie wygląda. Chcąc obcować z oryginalnym Mathesonem jesteśmy zmuszeni ograniczyć się do historii dr Roberta Neville'a; ewentualnie nieliczni szczęśliwcy mogą czerpać przyjemność z lektury &lt;i&gt;Gdzieś w czasie&lt;/i&gt;. Pojedynczych opowiadań, rozsianych po różnorakich zbiorach, nie liczę. Dla mnie – mam nadzieję, że dla wielu osób również – to zdecydowanie za mało. Brak Mathesona na polskim rynku boli tym bardziej, że jest to pisarz znany i powszechnie doceniany. Teksty jego stały się pokarmem dla wielu klasyków kina (&lt;i&gt;Duel&lt;/i&gt; Spielberga, &lt;i&gt;The Incredible Shrinking Man&lt;/i&gt; Jacka Arnolda, &lt;i&gt;I am Legend&lt;/i&gt; Lawrence'a). Literacką wyobraźnią zaraził wielu współczesnych twórców, wspomina go m.in. Stephen King. Ramsey Campbell otwarcie nazywa go „najbardziej innowacyjnym, odkrywczym” pisarzem współczesnej grozy. Idźmy dalej, będąc scenarzystą Matheson współpracował przy tworzeniu, dla wielu mającego status: kultowego, serialu &lt;i&gt;The Twilight Zone&lt;/i&gt;. Można powiedzieć, że Matheson to prawdziwy człowiek-instytucja. Czego jeszcze trzeba, aby być wydawanym w Polsce?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/--6VDvfxVyFA/TqsNGthAbNI/AAAAAAAADUs/H7fjG82KhKM/s1600/the-box-movie.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/--6VDvfxVyFA/TqsNGthAbNI/AAAAAAAADUs/H7fjG82KhKM/s200/the-box-movie.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5668638964924312786" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wielu pochlebnych opinii o jego literackich pomysłach? Być może. Ich źródłem może być właśnie antologia Mathesonowi poświęcona. Lektura &lt;i&gt;He is Legend&lt;/i&gt; była prawdziwą przyjemnością, większość tekstów już teraz prosi się o powtórkę. Jednym z nich jest opowiadanie &lt;i&gt;Everything of beauty taken from you in this life remains forever&lt;/i&gt; Gary'ego Braunbecka. Nie mogąc poznać oryginału – opowiadanie &lt;i&gt;Button, Button&lt;/i&gt; z 1970 roku – sięgnąłem po film &lt;i&gt;The Box&lt;/i&gt; Richarda Kelly. Wrażenia? Przede wszystkim dobra gra aktorska w wykonaniu Cameron Diaz. Tego się nie spodziewałem, nie po szczupłej blondynce. Kociak Charliego miałby brylować w thrillerze sf? No dobra, wcisnąć przycisk, trochę histeryzować i być przejętą matką potrafi niemalże każdy, ale... Prawdą też jest, że, jako Norma Lewis spisała się idealnie. Do James'a Marsdena także nic nie mam. Miło było zobaczyć, jak grzeczny i ułożony Cyklop w końcu traci nad sobą panowanie i pociąga za spust. Może nie z zimną krwią, ale zawsze. &lt;i&gt;The Box&lt;/i&gt; nie jest filmem na miarę spielbergowskiego &lt;i&gt;Duela&lt;/i&gt;, ale nie jest też totalna szmirą. Thriller z ciekawym pomysłem, niezłymi aktorami, ale film, który w Polsce przeszedł bez większego echa. A szkoda, bo warto poświęcić mu wieczór.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-2353576378243581000?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/2353576378243581000/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/10/o-mathesonie-ciag-dalszy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2353576378243581000'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2353576378243581000'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/10/o-mathesonie-ciag-dalszy.html' title='O Mathesonie ciąg dalszy'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-_S_vaXe6baE/TqsNKeUlO-I/AAAAAAAADU4/GyGqs2LuyDY/s72-c/jestlegenda_us2_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-6188479843761022094</id><published>2011-10-09T20:04:00.004+02:00</published><updated>2011-10-10T07:17:42.221+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Matheson Richard'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='objerzałem'/><title type='text'>Filmowy Richard Matheson</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-6Kff8pSzgLs/TpHfBCoChyI/AAAAAAAADS4/Yy3Oh96_kz0/s1600/ur753_ddu.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661551415559096098" src="http://2.bp.blogspot.com/-6Kff8pSzgLs/TpHfBCoChyI/AAAAAAAADS4/Yy3Oh96_kz0/s200/ur753_ddu.jpg" style="cursor: hand; cursor: pointer; float: left; height: 200px; margin: 0 10px 10px 0; width: 132px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lektura &lt;i&gt;He is Legend: An Anthology Celebrating Richard Matheson&lt;/i&gt;, zachęciła mnie do ponownego obejrzenia filmów nakręconych w oparciu o teksty tego amerykańskiego pisarza. Na pierwszy ogień poszedł &lt;i&gt;Pojedynek na szosie&lt;/i&gt; Stevena Spielberga. Zabrzmi to dziwnie, ale to ciężarówkę – masywną, brudną i złowrogą – zapamiętam najbardziej. Nie roztrzęsionego Dennisa Weavera i nie kierowcę podnieconego jazdą z szaleńczą prędkością 90 km/h, ale właśnie brązowe auto z napisem FLAMMABLE. W 1973 roku King napisał opowiadanie &lt;i&gt;Trucks&lt;/i&gt;, lecz jego czterokołowi bohaterowie nawet w połowie nie emanują tak morderczą i wyrafinowaną wściekłością, jak ciężarówka duetu Spielberg, Matheson. Czyżby dlatego, że ciężarówką Mathesona kierował mimo wszystko człowiek? Psychopata, który być może kilkanaście lat później wcielił się w postać autostopowicza? Wszystko możliwe. Koniec końców, nasz drogowy pirat stracił środek lokomocji.&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" src="http://0.gvt0.com/vi/5MtAMc4i8OA/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/5MtAMc4i8OA&amp;amp;fs=1&amp;amp;source=uds"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/5MtAMc4i8OA&amp;amp;fs=1&amp;amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kuP1lnNbcrw/TpHe2Ay734I/AAAAAAAADSw/znmNFNzOQ40/s1600/220px-Incredible-shrinking-man.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5661551226089365378" src="http://3.bp.blogspot.com/-kuP1lnNbcrw/TpHe2Ay734I/AAAAAAAADSw/znmNFNzOQ40/s200/220px-Incredible-shrinking-man.jpg" style="cursor: hand; cursor: pointer; float: right; height: 200px; margin: 0 0 10px 10px; width: 128px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Film numer dwa to &lt;i&gt;Człowiek, który się nieprawdopodobnie zmniejsza&lt;/i&gt; w reżyserii Jacka Arnolda. Nakręcony został blisko pięćdziesiąt pięć lat temu, a efekty specjalne i tak robią wrażenie. Może nie są piorunujące – olbrzymie makiety, kombinowane zdjęcia – ale przykuwają uwagę. Walka z kotem, pojedynek z pająkiem (zapachniało Samwise the Brave), czy proces kurczenia się bohatera to sceny jedyne w swoim rodzaju. Kultowe, budujące napięcie na miarę filmów Hitchcocka. Film Arnolda to dramat człowieka walczącego o przetrwanie. Carey to nie dr Robert Neville, ale podobnie jak on jest bohaterem zdanym tylko na siebie. Bohaterem prowadzącym walkę nie tylko ze światem zewnętrznym, ale i samym sobą.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" src="http://1.gvt0.com/vi/7d4d3fENJwk/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7d4d3fENJwk&amp;amp;fs=1&amp;amp;source=uds"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/7d4d3fENJwk&amp;amp;fs=1&amp;amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-6188479843761022094?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/6188479843761022094/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/10/filmowy-richard-matheson.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6188479843761022094'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6188479843761022094'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/10/filmowy-richard-matheson.html' title='Filmowy Richard Matheson'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-6Kff8pSzgLs/TpHfBCoChyI/AAAAAAAADS4/Yy3Oh96_kz0/s72-c/ur753_ddu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-2243756628689666089</id><published>2011-10-02T21:16:00.001+02:00</published><updated>2011-10-02T21:18:35.283+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Beckett Bernard'/><title type='text'>"Genezis" Bernard Beckett</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-3upCqxbVv2Y/Toi47zQlvOI/AAAAAAAADSg/lcf1Llp6iVU/s1600/genesis3.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-3upCqxbVv2Y/Toi47zQlvOI/AAAAAAAADSg/lcf1Llp6iVU/s200/genesis3.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5658976269302611170" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W powieści Becketta, punktem wyjścia do rozważań o naturze ewolucji w początkach trzeciego tysiąclecia jest wybuch Trzeciej Wojny Światowej oraz działania niejakiego Platona - milionera zafascynowanego poglądami jednego ze starożytnych uczonych. Głosząc hasła bezpieczeństwa, równowagi i porządku społecznego, powołuje on do życia - odizolowany od wojny i chorób - twór polityczny zwany Republiką. Twór noszący znamiona platońskiej dyktatury filozofów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Genezis&lt;/i&gt; Becketta nie stanowi kolejnego obrazu antyutopii w literaturze, nie należy tej powieści pod tym kątem rozpatrywać, a przynajmniej nie tylko. Autor bowiem nie skupia się na analizie platońskich dogmatów samych w sobie, ale poszukuje czynników zewnętrznych, odpowiedzialnych za nieumiejętne kierowanie projektem starożytnego filozofa. Jak łatwo się domyślić, najsłabszym ogniwem okazuje się człowiek.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poruszając tematykę kolejnego stopnia ewolucji, Beckett stawia pytania dotyczące możliwości uzyskania świadomości przez sztuczną inteligencję. W &lt;i&gt;Pozytronowym człowieku&lt;/i&gt; Asimova i Silverberga mieliśmy do czynienia z androidem walczącym o bycie istotą ludzką. W &lt;i&gt;Genezi&lt;/i&gt;s ma miejsce sytuacja zgoła odwrotna. Autor, podpierając się niepowodzeniami człowieka, prezentuje jego zmiennika, robota - maszynę obdarzoną inteligencją. Czy sztuczną? Wydaje się, że robot Becketta rozumie niedoskonałości homo sapiens i świadomie pragnie go zastąpić. W imię wyższych idei zrobić krok naprzód, poświęcić człowieka, zacząć wszystko od początku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mimo przystępnego języka, powieści takie jak &lt;i&gt;Genezis&lt;/i&gt; nie mają łatwego życia. Trafiają głównie do osób, dla których zagadnienia filozoficzne w fantastyce stanowią pociągające novum. Czytelnicy od lat przyzwyczajeni do takiego sposobu uprawiania fantastyki będą mniej przekonani, ale oczywiście także i pośród nich zdarzą się wyjątki.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-2243756628689666089?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/2243756628689666089/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/10/genezis-bernard-beckett.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2243756628689666089'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2243756628689666089'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/10/genezis-bernard-beckett.html' title='&quot;Genezis&quot; Bernard Beckett'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-3upCqxbVv2Y/Toi47zQlvOI/AAAAAAAADSg/lcf1Llp6iVU/s72-c/genesis3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-8265523875444185104</id><published>2011-09-27T19:51:00.003+02:00</published><updated>2011-09-27T20:29:08.925+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Verne Juliusz'/><title type='text'>"Podróż do wnętrza Ziemi" Juliusz Verne</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;(autorem tekstu jest Aleksandra Skalska, moja żona)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-B-GU4KN101M/ToIO_4s3NXI/AAAAAAAADSI/eI6Z1h-1qVI/s1600/295774-M.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 119px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-B-GU4KN101M/ToIO_4s3NXI/AAAAAAAADSI/eI6Z1h-1qVI/s200/295774-M.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5657100572645864818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;“[…] Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Plwajmy na tą skorupą i zstąpmy do głębi…”*&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drogi Czytelniku, zakładam, że czytałeś przynajmniej opracowania lektur szkolnych, i wiesz, że słowa Wysockiego z siódmej sceny III części &lt;i&gt;Dziadów&lt;/i&gt; są metaforycznym wizerunkiem narodu polskiego, uśpionego, aprobującego poczynania caratu, narodu czekającego jednak na dogodny moment, aby dać upust wewnętrznemu, żarliwemu patriotyzmowi. Nie martw się jednak, nie będę tu rozprawiać o Powstaniu Listopadowym, martyrologii narodowej, ani o polskich romantykach. Spójrz tylko ze mną na ten cytat u góry. Spójrz przewrotnie, choćby nas mieli uznać za bluźnierców, szargających się na narodowe świętości.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Co drzemie pod skorupą?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zakładam, że skoro miałeś okazję usłyszeć w szkole o &lt;i&gt;Dziadach&lt;/i&gt;, powinieneś również „liznąć” nieco wiedzy o geologii. Niemniej, na wszelki wypadek, co nieco Ci przypomnę. Ziemia składa się z trzech warstw: skorupy, płaszcza i jądra. Trawestując Benedykta Chmielowskiego skorupa jaka jest, każdy widzi. Co jest jednak tak naprawdę pod tą skorupą? Wnętrze magmowe, przypominające gotowy do wybuchu wulkan, czy też twarde jak skała? Jeżeli zechcesz zagłębić się w publikacje na temat budowy Ziemi, poznasz odpowiedzi na te pytania, dowiesz się o składzie chemicznym i właściwościach poszczególnych warstw. Zauważysz również, że wiele z twierdzeń naukowych na temat budowy wnętrza Ziemi to hipotezy i tak naprawdę nasza wiedza jest stosunkowo uboga. Sama geofizyka, czyli nauka zajmując się stricte budową niebieskiej planety, jest dziedziną stosunkowo młodą, rozwinęła się bowiem pod koniec XIX w., a dopiero w 1906 r. znaleziono dowód na istnienie jądra ziemskiego. Jak w przypadku wszystkiego, co nie jest do końca poznane, powstało gros teorii o tajemniczym wnętrzu Ziemi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powieść Juliusza Verne’a &lt;i&gt;Podróż do wnętrza Ziemi&lt;/i&gt; jest właśnie echem naukowych badań o budowie wnętrza naszej planety oraz fantastycznych teorii o istnieniu drugiego, podziemnego świata. Powieść, należąca do cyklu &lt;i&gt;Niezwykłe podróże&lt;/i&gt;, została wydana w 1864 r., a rok później ukazał się jej pierwszy polski przekład &lt;i&gt;Podróże do środka ziemi&lt;/i&gt;, drukowany początkowo w odcinkach na łamach Gazety Polskiej. W postaci książkowej ukazała się ona w 1874 r. Rok 2011 to kolejny jej przekład, dokonany tym razem przez samego Andrzeja Zydorczaka w serii wydawniczej „Podróże z Verne’em” wydawnictwa Zielona Sowa. Wydanie uzupełniono o piękne i sugestywne ilustracje z oryginalnej edycji, których autorem jest Édouard Riou.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Dwóch Niemców i Islandczyk&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powieść napisana została w pierwszej osobie i w formie wspomnień Axela – jednego z eksploratorów wnętrza Ziemi i bratanka ekscentrycznego profesora Ottona Lidenbrocka, inicjatora niezwykłej podróży. Ów profesor to uznany naukowiec, ceniony w środowisku za badania nad minerałami. „Łączył w sobie geniusz geologa z okiem mineraloga”.** Znany w środowisku uniwersyteckim Hamburga z wybuchowego, gwałtownego temperamentu. Jak pisał Axel, profesor Lidenbrock był „najbardziej niecierpliwy z wszystkich ludzi”.*** Szczerze mówiąc, profesor wydaje się być dosyć antypatyczną osobą. Egoista, nieuznający opinii innych i dążący do celu po trupach. Wprawdzie w czasie wyprawy okazuje się postacią mającą, również odruchy typowo ludzkie, ale nie zmienia to faktu, że należy do bohaterów, których trudno polubić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-WYLjuYBKAl8/ToIPY-ZGfaI/AAAAAAAADSQ/HkOvUq4TA9E/s1600/83864_podroz-do-wnetrza-ziemi_200.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-WYLjuYBKAl8/ToIPY-ZGfaI/AAAAAAAADSQ/HkOvUq4TA9E/s200/83864_podroz-do-wnetrza-ziemi_200.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5657101003670322594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Większą sympatię budzi Hans, islandzki przewodnik górski, który wspólnie z profesorem i Axelem schodzi do wnętrza Ziemi. Hans to postać nieodzywająca się bez potrzeby i nieodkrywająca swoich uczuć. Z kolei Axela poznajemy jako młodego, nieco naiwnego i nieśmiałego chłopaka, wkraczającego w dorosłość; zakochany z wzajemnością w chrześnicy profesora Lidenbrocka, Graüben. Podobnie jak wuj jest prawdziwie zafascynowany mineralogią, traktuje skamieliny jak najdroższe kamienie szlachetne, opisując je z niemal z taką samą tkliwością, jak swoją ukochaną. To właśnie z jego perspektywy poznajemy Wnętrze Ziemi, odkrywając fascynujące formacje skalne, nieznaną innym „faunę i florę”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Nauka, fantazja i metafory&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W swojej powieści Juliusz Verne umiejętnie łączy wiedzę naukową, fantazję w kreowaniu nowych rzeczywistości oraz pasję odkrywcy żądnego przygód. Powieść odzwierciedla dziewiętnastowieczny entuzjazm dla nauki. Można pokusić się nawet o tezę, że jest popularnonaukowym wstępem do paleontologii i geologii. Eksploracja wnętrza globu jest wyprawą w przeszłość. Czytelnik poznaje historię Ziemi w odwróconej chronologii. Axel stwierdza, że „od wczorajszego dnia świat uczynił widoczne postępy”****, bowiem każdy dzień wędrówki staje się okazją do poznania innej ery geologicznej. W pierwszej kolejności pojawiają się formacje skalne, zwierzęta i rośliny typowe dla er najbliższych współczesności, tak abyśmy miarę schodzenia z bohaterami w głąb planety poznali Ziemię „w pierwszych dniach istnienia świata”*****.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciekawym dla odbiorcy doświadczeniem mogą być również opisy Islandii z końca XIX wieku, w której, wewnątrz jednego z wulkanów, znajduje się zejście do wnętrza Ziemi. Kraj wulkanów i gejzerów, obecnie fascynujący swoją surową, podbiegunową przyrodą oraz nordyckimi tradycjami, jawi się jako miejsce ponure i zupełnie nie atrakcyjne dla dziewiętnastowiecznego turysty. Krótki, zaledwie kilkudniowy pobyt Axela i profesora Lidenbrocka na tej wyspie jest jednak okazją do zapoznania się z islandzką społecznością i jej zwyczajami. W oczy rzuca się wszechobecne ubóstwo i jałowe ziemie. Ulice Reykjaviku to szereg ruder lub chłopskich domków, otoczonych nędznymi ogródkami. Ludność wydaje się być smutna, przygaszona, bez energii. A jednak w tej małej, ubogiej społeczności niemal nie występuje analfabetyzm, przykłada się wielką wagę do edukacji i upowszechniania czytelnictwa. Verne, popularyzator nauki i zwolennik postępu odnotowuje skrzętnie ten fakt.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z punktu widzenia Axela pomysł podróży w głąb Ziemi, nieznanej i pełnej tajemnic, jest ryzykowny i prowadzący do niechybnej śmierci. Zejście do podziemi, wyprawa pełna przygód, prób męstwa i umiejętności podejmowania decyzji, to jednak akt nie tylko szalonej odwagi i naukowej desperacji. Dla Axela to również inicjacja.****** Spokojny, ułożony młodzieniec, z tendencją do podporządkowywania się innym, mało asertywny i obawiający się wyrażać swoje zdanie staje przed prawdziwym egzaminem dojrzałości. Nasz bohater musi odrzucić wizerunek delikatnego chłopca i odkryć drzemiące w sobie, nieuświadomione pokłady energii, sprytu oraz przedsiębiorczości. Tak więc, powracamy do początkowej metafory, „plwajmy na tę skorupę…”, lub jak mówi mniej poetycko Graüben: „po powrocie, Axelu, staniesz się mężczyzną […]. Wolno ci będzie mówić, wolno działać […]”*******.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Czy ta wyprawa ma sens?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pomysł z zejściem w głąb Ziemi wydaje się być nierealny, można nawet spotkać opinie, że Verne, ten wizjoner lotów kosmicznych i podmorskich podróży, dał się tym razem ponieść wyobraźni i stworzył dzieło absurdalne. Czy aby na pewno? Współczesna wiedza nie znajduje wielu odpowiedzi na pytanie, co właściwie jest wewnątrz Ziemi, po części opiera się na spekulacjach. Myśl o podróży do wnętrza Ziemi nie opuszcza również współczesnych naukowców, choć nie chodzi tutaj o dosłowną wyprawę w głąb planety, ale przede wszystkim rozwiązanie pewnych zagadnień związanych m. in. z falami sejsmicznymi czy magnetyzmem ziemskim.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Podróż do wnętrza Ziemi&lt;/i&gt; stała się pożywką nie tylko dla nauki, ale także dla popkultury. Powstało kilka filmowych adaptacji powieści, gier komputerowych, a nawet parki rozrywki. Zainspirowany powieścią angielski pianista Rick Wakeman, znany m.in. ze współpracy z grupą Yes, nagrał w 1974 r. album koncepcyjny „Journey to the Centre of the Earth”. Warto również dodać, że pod wpływem powieści Verne’a próbował dokopać się do wnętrza Ziemi dwunastoletni Emmett Brown (serial animowany &lt;i&gt;Back to the Future&lt;/i&gt;), który w znacznie późniejszym wieku powróci do przeszłości razem z Michaelem J. Foxem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podsumowując, czy chcecie przeżyć przygodę, poznać nieodkryte wnętrza, dziwne rośliny, przerażające stwory, poziemne słońca? Zastanawiacie się, co od stuleci nurtuje naukowców i jak zmieniły się teorie i wyobrażenia nie tylko naukowe? Czy chcecie wiedzieć, co inspiruje naukowców i artystów­­? Nie czekajcie, „zstąpcie do głębi”… wraz z Juliuszem Verne’em.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2011/09/24/podroz-do-wnetrza-ziemi-juliusz-verne/"&gt;Zaginiona Biblioteka&lt;/a&gt;, 24 września 2011&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;*A. Mickiewicz, &lt;i&gt;Dziady&lt;/i&gt; cz. III, scena 7, [http://my-ebook.pl/lektury/pozycja/14/Dziady-cz.-III.html]&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;**J. Verne, &lt;i&gt;Podróż do wnętrz Ziemi&lt;/i&gt;, tłum. A. Zydorczak, Kraków 2011, s. 7.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;***J. Verne, &lt;i&gt;Podróż do wnętrz Ziemi&lt;/i&gt;, tłum. A. Zydorczak, Kraków 2011, s. 5.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;****J. Verne, &lt;i&gt;Podróż do wnętrz Ziemi&lt;/i&gt;, tłum. A. Zydorczak, Kraków 2011, s. 133.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;*****J. Verne, &lt;i&gt;Podróż do wnętrz Ziemi&lt;/i&gt;, tłum. A. Zydorczak, Kraków 2011, s. 143.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;******H. R. Lottman,&lt;i&gt; Juliusz Verne&lt;/i&gt;, tłum. J. Giszczak, Warszawa 1999, s. 126.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;******* J. Verne, &lt;i&gt;Podróż do wnętrz Ziemi&lt;/i&gt;, tłum. A. Zydorczak, Kraków 2011, s. 50.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-8265523875444185104?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/8265523875444185104/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/09/podroz-do-wnetrza-ziemi-juliusz-verne.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/8265523875444185104'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/8265523875444185104'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/09/podroz-do-wnetrza-ziemi-juliusz-verne.html' title='&quot;Podróż do wnętrza Ziemi&quot; Juliusz Verne'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-B-GU4KN101M/ToIO_4s3NXI/AAAAAAAADSI/eI6Z1h-1qVI/s72-c/295774-M.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-2272438761106342516</id><published>2011-08-25T23:20:00.004+02:00</published><updated>2011-08-25T23:29:19.457+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem Stanisław'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Dzienniki gwiazdowe. Podróż siódma" Stanisław Lem</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-CP-BN69Lvtk/Tla6WUXUYdI/AAAAAAAADKE/KxubagXh4LM/s1600/niezwyciezony%2B%25281%2529.jpg"&gt;&lt;img alt="" border="0" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5644904075541897682" src="http://2.bp.blogspot.com/-CP-BN69Lvtk/Tla6WUXUYdI/AAAAAAAADKE/KxubagXh4LM/s200/niezwyciezony%2B%25281%2529.jpg" style="cursor: hand; cursor: pointer; float: left; height: 200px; margin: 0 10px 10px 0; width: 120px;" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie przepadam za współczesną fantastyką. Nie znaczy to jednak, że jej nie czytam. Będąc przyciśniętym do muru rezerwuję miesięcznie kilkadziesiąt godzin dla wydawniczych nowości, ale robię to niechętnie. Oczywiście, zdarzają się teksty, które podnoszą u mnie poziom endorfin, ale ma to miejsce bardzo rzadko, co jest po części także i moją winą. Zdecydowanie za mało czasu poświęcam wyszukiwaniu „wartościowych pisarzy” – „wartościowych” w moim rozumieniu – i zbyt szybko daję za wygraną. Być może szukając skrupulatniej odkryłbym niezliczone pokłady świetnej literatury. Być może... Na szczęście bądź nieszczęście, zależy jak na to spojrzeć, nie zwykłem marnować czasu i sił na gdybanie. Wolę spacer i piwko ze znajomymi. Wolę wrócić do klasyków, a poszukiwania wiatru w polu pozostawić innym.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Słyszałem, że bohaterowie żyją wiecznie. Slogan wyświechtany, ale bliski prawdy. Od wydania pierwszych relacji z podróży Ijona Tichego minie niebawem sześćdziesiąt lat, a ów sławny podróżnik i człowiek czynu wciąż inspiruje. Zajrzyjmy chociażby za naszą zachodnią granicę. W marcu 2007 roku miała miejsce premiera serialu &lt;i&gt;Ijon Tichy: Raumpilot&lt;/i&gt;, którego cztery odcinki oparte zostały bezpośrednio na prozie Stanisława Lema. Choć niemieckiej adaptacji ułamka &lt;i&gt;Dzienników gwiazdowych&lt;/i&gt; daleko do „wielkości” to jednak wspominam ją bardzo miło i cieszę się, że powstała. My także moglibyśmy coś nakręcić, ale chyba jeszcze nie doszliśmy do siebie po ekranizacji prozy Sapkowskiego. Czyżbyśmy obawiali się spieprzenia historii o kolejnym wielkim bohaterze?&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" src="http://2.gvt0.com/vi/u2y9gpTJRR4/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/u2y9gpTJRR4&amp;amp;fs=1&amp;amp;source=uds"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/u2y9gpTJRR4&amp;amp;fs=1&amp;amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Historii? Nie, to nie jest dobre słowo. Patrząc na Ijona Tichego nie sposób mówić o „jego historii”, jako o czymś pojedynczym i spójnym. Czytelnik chcący uporządkować życie lemowskiego człowieka czynu skazany jest z góry na porażkę, gdyż „historia Tichego” nie ma początku, ani końca. Cykl, który przyjęło nazywać się &lt;i&gt;Dziennikami gwiazdowymi&lt;/i&gt; powstawał na przestrzeni blisko trzydziestu lat, a każda wchodząca w jego skład &lt;i&gt;Podróż...&lt;/i&gt; była odrębną od pozostałych historyjką o Ijonie Tichym. Co więcej, jak słusznie zauważa profesor Jerzy Jarzębski, tak naprawdę nic o nim nie wiemy: „Nic nie wiemy o jego życiu rodzinnym; jeśli do domu (na Ziemię) wpada, to tylko po to, aby za chwilę znowu gdzieś polecieć, jeśli ma jakąś biografię, to tylko w kawałeczkach — takich, które się nadadzą jako materiał do anegdoty”.* Pisząc o &lt;i&gt;Dziennikach gwiazdowych&lt;/i&gt; skłaniałbym się ku omawianiu jedynie wybranych przygód Ijona. Różniących się tematyką, jak i samym bohaterem, który w zależności od fabuły stroi się w najrozmaitsze piórka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Podróż siódma&lt;/i&gt;, opublikowana pierwotnie w zbiorze &lt;i&gt;Niezwyciężony i inne opowiadania&lt;/i&gt; w 1964 roku, to próba zmierzenia się Ijona z fenomenem pętli czasowej, czy jak kto woli fenomenem wiru czasoprzestrzennego. Nie jestem specem od fizyki, nauczycielka ze szkoły średniej skutecznie obrzydziła mi ów przedmiot, więc siłą rzeczy niniejsze omówienie wyzute jest z naukowego bredzenia. Lem postąpił podobnie – choć z zupełnie innych powodów – przez co &lt;i&gt;Podróż siódma&lt;/i&gt;, podobnie jak wszystkie pozostałe, to przede wszystkim tekst humorystyczny. Pisarz mając na uwadze dobro czytelników opis zagadnienia pętli czasowej ogranicza do niezbędnego minimum. Wspomina o zaginaniu się kierunku przepływu czasu, polach grawitacyjnych oraz podwojeniu się rzeczywistości, ale jego wyjaśnienia sprowadzają się dosłownie do kilku zdań.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W jaki sposób przejawia się problem wiru czasoprzestrzennego? Na skutek nieszczęśliwego zbiegu wydarzeń, tj. niewielki meteor uszkadza stery statku Tichego, podróżnik zostaje zmuszony do dryfowania w przestrzeni kosmicznej. Na domiar złego przelatuje przez „pola grawitacyjne wielkiej mocy, które to zjawisko (…)doprowadza do zawrócenia czasu i tak zwanego podwojenia rzeczywistości”.** Inaczej mówiąc: osoba Ijona ulega wielokrotnemu zdublowaniu. Co więcej, każdy Tichy pochodzi z innego czasu. Prawdziwy Ijon musi nie tylko rozwiązać problem naprawy statku, ale także zniwelować liczbę nieproszonych gości. Sprawa nie jest prosta. Każdy z Tichych nie dość, że uważa się za mądrzejszego od innych, to na dodatek myśląc jak naukowiec pogarsza tylko sytuację.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ijon Tichy z &lt;i&gt;Podróży siódmej&lt;/i&gt; to osoba ucząca się. Lem udowadnia, że mierząc się z jakimkolwiek problemem nie zawsze należy stawiać wyłącznie na logikę. Od czasu do czasu można a nawet trzeba popuścić wodze wyobraźni, bo być może najprostsze rozwiązanie jest zarazem tym najwłaściwszym. Oczywiście, zadufany w sobie Ijon nie od razu to zrozumie. Zanim do tego dojdzie przejdzie prawdziwą szkołę życia. Koniec końców, wszyscy uczymy się na błędach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;* J. Jarzębski  &lt;i&gt;Spór między Münchhausenem a Guliwerem&lt;/i&gt;; w: S. Lem &lt;i&gt;Dzienniki Gwiazdowe&lt;/i&gt;; Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2008; s.359.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;** S. Lem &lt;i&gt;Dzienniki gwiazdowe&lt;/i&gt;; Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2008; s.16.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-2272438761106342516?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/2272438761106342516/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/08/dzienniki-gwiazdowe.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2272438761106342516'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2272438761106342516'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/08/dzienniki-gwiazdowe.html' title='&quot;Dzienniki gwiazdowe. Podróż siódma&quot; Stanisław Lem'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-CP-BN69Lvtk/Tla6WUXUYdI/AAAAAAAADKE/KxubagXh4LM/s72-c/niezwyciezony%2B%25281%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-3166324040228667293</id><published>2011-08-24T21:08:00.007+02:00</published><updated>2011-08-25T23:30:03.046+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Verne Juliusz'/><title type='text'>"Dwa lata wakacji" Juliusz Verne</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small; "&gt;(autorem tekstu jest Aleksandra Skalska, moja żona)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-PjeEtplb2Oo/TlVNYBb0s7I/AAAAAAAADJs/knHghzoycc8/s1600/Dwalat_01.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 138px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-PjeEtplb2Oo/TlVNYBb0s7I/AAAAAAAADJs/knHghzoycc8/s200/Dwalat_01.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5644502783076119474" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy będąc dzieckiem, nie marzyliście o przeżyciu przygody na bezludnej wyspie? Czy oglądając filmy lub czytając książki o rozmaitych Robinsonach, wyspach pełnych skarbów, nie chcieliście doświadczyć losu rozbitka próbującego przetrwać na egzotycznym lądzie? Choć los rozbitków, pozbawionych wielu niezbędnych do życia przedmiotów, wydawał się nie do pozazdroszczenia, to chęć przeżycia przygody i sprawdzenia się w ekstremalnej sytuacji była silniejsza. Do tej pory pamiętam, jak z podwórkowymi kolegami chroniliśmy się w podbalkonowych jaskiniach, polowaliśmy dzidami z patyków na wyimaginowane króliki i tygrysy oraz gotowaliśmy zupę z babki i trawy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To pragnienie spełniło się dla piętnastu młodych chłopców z Auckland w Nowej Zelandii w powieści Juliusza Verne’a „Dwa lata wakacji”. Książka została opublikowana we Francji w 1888 r. w serii „Niezwykłe podróże” w dwóch tomach. Tom pierwszy wydano 18 czerwca 1888 r., drugi – 8 listopada 1888 r. Pierwsze polskie tłumaczenie, dokonane przez Izabelę Rogozińską, ukazało się dopiero w 1956 r. Nowy, pełny przekład Janusza Kaszy ukazał się w 2009 r. w serii „Podróże z Verne’em” wydawnictwa „Zielona Sowa”.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Akcja się rozkręca&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Akcja powieści rozpoczyna się w 1860 r., kiedy uczniowie elitarnego kolegium Chairmana w Auckland rozpoczynają letnie wakacje. Szczególnie ekscytujące wydają się one być dla czternastu chłopców w wieku od ośmiu do czternastu lat, którzy na jachcie „Sloughi” mają wziąć udział w rejsie dookoła Nowej Zelandii. Wyprawa zapowiada się wspaniale, ale już podczas pierwszej nocy na statku budzą ich krzyki chłopca okrętowego imieniem Moko. Okazuje się, że cumy przytrzymujące jacht w porcie zostały w tajemniczy sposób zerwane. Na dodatek akurat wtedy na statku nie było nikogo dorosłego, załoga bowiem postanowiła spędzić ostatnią noc na lądzie przy szklaneczce czegoś mocniejszego. Tym samym dzieci zostają na jachcie zupełnie same. Sytuacja pogarsza się dramatycznie, gdy nadciąga sztorm, miotający po oceanie nieudolnie sterowanym stateczkiem. Tylko szczęśliwy zbieg okoliczności sprawia, że jacht nie rozbija się, a malcy bezpiecznie lądują na nieznanej ziemi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-pNe-eFJPPyo/TlVMvnMK_UI/AAAAAAAADJk/U1HE9gbyIF4/s1600/88474_dwa-lata-wakacji_354.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 142px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-pNe-eFJPPyo/TlVMvnMK_UI/AAAAAAAADJk/U1HE9gbyIF4/s200/88474_dwa-lata-wakacji_354.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5644502088836382018" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na lądzie mnożą się przed młodymi rozbitkami kolejne problemy. Młodzi rozbitkowie muszą zatroszczyć się o jedzenie oraz zapewnienie sobie dachu nad głową. Początkowo jednym z ważniejszych zagadnień jest ustalenie, czy jacht rozbił się u brzegów zamieszkałego lądu, czy też na bezludnej wyspie. Choć czytelnik zna odpowiedź, wszak sam tytuł powieści sugeruje takie rozwiązanie, to poszukiwania przez chłopców odpowiedzi na nurtującą ich zagadkę trzymają w napięciu. Z jednej strony czai się dzika, nietknięta przez człowieka przyroda, z drugiej strony ujawniają się wśród młodych rozbitków różnice charakterów oraz pojawia się rywalizacja o przywództwo. Po odkryciu, że znajdują się na bezludnej wyspie, chłopcy przenoszą cały ocalały w katastrofie dobytek do jaskini, która od tej pory zastępuje im dom. Rozbitkowie oprócz stałej walki o przetrwanie – zapewnienie pożywienia i opału, pranie i naprawa odzieży, ochrona przed chorobami – kontynuują przerwaną naukę oraz próbują zachowywać się jak dorośli, dbając o młodszych kolegów, i wprowadzając demokratyczne wybory przywódcy kolonii.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Młodzi rozbitkowie&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wśród bohaterów główną rolę odgrywa trójka starszych chłopców: Gordon, Briant i Doniphan, „których charaktery i inteligencja predysponowały do roli prawdziwych przywódców tego małego świata”*. Gordon to czternastoletni Amerykanin, sierota, chłopiec wychowywany przez krewnego – urzędnika konsularnego w Nowej Zelandii. Był najbardziej poważną i dojrzałą osobą wśród chłopców, a decyzje przez niego podejmowane były przemyślane i rozsądne. Urodzony administrator i planista. Była to również osoba mitygująca, gdy innych ponosiły emocje. Te cechy uczyniły go „człowiekiem na trudne czasy”, przez co stał się naturalnym liderem grupy i tym samym został wybrany na gubernatora w czasie pierwszych wyborów przywódcy małej kolonii.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Briant, chłopiec mający trzynaście lat, przybył do Nowej Zelandii z Francji, ponieważ jego ojciec – inżynier, miał zająć się pracami nad osuszaniem bagien w tej angielskiej kolonii. Przyjaźnił się z Gordonem, choć z charakteru wydawał się być jego przeciwieństwem. Często porywczy i odważny na granicy brawury. On również staje się naturalnym przywódcą, choć z nieco innych powodów niż Gordon. Dzięki swej charyzmie i sile motywacji potrafił wzbudzać entuzjazm i zapał wśród pozostałych chłopców: nie pozwalał swoim współtowarzyszom na apatię i rezygnację w czasie, gdy gromadce groziły największe niebezpieczeństwa, m.in. podczas sztormu, obejmując dowodzenie nad jachtem. Był przy tym osobą sympatyczną i życzliwą, cieszącą się sympatią większości kolegów. Wziął na siebie również ciężar opieki nad najmłodszymi kolegami; często stawał po ich stronie, gdy spotykali się z arogancją ze strony starszych. Podobno postać Brianta powstała w wyniku rozczarowania Verne’a zachowaniem jego syna Michela, któremu daleko było do ideału opiewanego w „Dwóch latach wakacji”. Badacze twórczości Verne’a sugerują również, że postać dzielnego, młodego Francuza powstała w nawiązaniu do młodszego o rok, szkolnego kolegi Michela - Aristide’a Brianda, późniejszego wielokrotnego ministra spraw zagranicznych i premiera Francji, a także laureata Pokojowej Nagrody Nobla w 1926 r.**&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rówieśnikiem Brianta jest Doniphan, pochodzący z zamożnej rodziny angielskich posiadaczy ziemskich. Uchodzi za najlepszego i najbardziej dystyngowanego ucznia. Uważa się za lepszego od innych, niejednokrotnie wywyższając się lub popisując swoją wiedzą i umiejętnościami. Przekonany o swojej wyższości, uważa, że to on powinien zostać przywódcą grupy. Poza trójką oddanych przyjaciół, nie znajduje jednak wśród rozbitków zwolenników. Doniphan swoją niechęć kieruje przede wszystkim przeciw Briantowi, któremu wydaje się zazdrościć naturalnej umiejętności zjednywania sobie innych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pozostali chłopcy odgrywają role bardziej drugoplanowe, choć i wśród nich niektórzy bohaterowie wybijają się swoimi umiejętnościami bądź charakterem. Baxter to „nadworny” inżynier, chłopak potrafiący zrobić coś z niczego, autor wielu ułatwiających życie wynalazków, np. wózka, łyżew, nie mówiąc o konstrukcji doprowadzającej wodę do jaskini. Jacques (Kubuś), cichy, płaczliwy i zamknięty w sobie, młodszy brat Brianta. Niemniej okaże się osobą, której działania będą odgrywać decydującą rolę w historii. Przeciwieństwem Jacquesa jest Service, wesołek i zgrywus, potrafiący żartować z każdej sytuacji. Warto też wspomnieć o murzynku Moko, chłopcu okrętowym, przyjmującym na wyspie rolę kucharza lub o trzech przyjaciołach Doniphana: Wilcoxie, Crossie i Webbie, pełniących rolę myśliwych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Déjà vu?&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Verne, pisząc „Dwa lata wakacji”, chciał – jak zaznaczył w przedmowie - „przedstawić grupę dzieci w wieku od ośmiu do trzynastu lat, porzuconych na wyspie, walczących o życie wśród nasilających się z powodu różnic narodowościowych emocji”.*** Czytelnik obeznany z najbardziej znanymi powieściami Verne’a, podczas lektury „Dwóch lat wakacji” może przeżyć „déjà vu”. Niektóre z rozwiązań fabularnych i motywów są tak podobne do wydarzeń opisywanych w „Tajemniczej wyspie”, że momentami można wręcz zarzucić Verne’owi autoplagiat. Schematyczność „Dwóch lat wakacji” może wynikać z faktu, że w tym czasie Verne w pewnym sensie „produkował” kolejne powieści, pisząc ich niekiedy nawet po dwie rocznie. Nie sprzyjało to zapewne twórczej kreacji. Powtarzalność pewnych elementów, nie oznacza jednak, że „Dwa lata wakacji” jest powieścią wtórną.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Różnice pojawiają się już w atmosferze, w której Verne przystępował do pisania każdej z książek. „Tajemnicza wyspa” powstawała w okresie wielkiego sukcesu, jaki odniosła powieść „W 80 dni dookoła świata”. „Dwa lata wakacji” pisał Verne w czasie, kiedy groziło mu trwałe kalectwo na skutek postrzelenia przez własnego bratanka Gastona. W tym czasie zmarł również jego wieloletni wydawca, promotor i przyjaciel Pierre-Jules Hetzel****. Choć „Dwa lata wakacji” są książką z happy endem, a bohaterów cechuje młodzieńcza radość, powieść ta charakteryzuje się mniejszą pogodą ducha niż „Tajemnicza wyspa”. Próżno tu szukać tak dużej wiary w moc techniki i odkryć naukowych, brak też tchnących optymizmem, fantastycznych i tajemniczych deux ex machina. Żaden z bohaterów, może poza Gordonem, nie wierzy, że możliwe jest stworzenie idealnej, utopijnej enklawy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Wartości i ideały&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zostać na wyspie, rozwijać na niej dobrobyt i wygodnie urządzić się, czy podwajać wysiłki by się z niej wydostać, nie szczędząc sił, a nawet ryzykując życie, aby znów spotkać się z rodziną? Ten dylemat przewija się kilkakrotnie przez książkę, stając się niemal źródłem konfliktu między Gordonem, zwolennikiem pierwszej opcji, a Briantem, który dąży do realizacji drugiej propozycji, a którego popiera większość małej społeczności. Sympatia Verne’a kieruje się również w stronę tego ostatniego pomysłu, tak jakby ten wielki fantasta przestał wierzyć w możliwości tworzenia wzorcowych społeczności, a szansę realizacji szczęśliwego życia upatrywał w zgodnym życiu wśród rodziny i przyjaciół.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zgodność i umiejętność współpracy są w „Dwóch latach wakacji” największą wartością, bez których społeczność rozpada się, a jej członkom zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. W przedmowie Verne zaznacza, że niezgoda ma źródło w nacjonalizmach. Czyżby dyskretnie ostrzegał przed konfliktami międzynarodowymi? Źródłem konfliktów wśród młodych rozbitków wydają się być nie tylko pierwotne instynkty, takie jak zazdrość i zawiść, ale również odrębne charaktery, wynikające z różnic narodowościowych. Gordon, jako archetypowy Amerykanin (bohater często pojawiający się u Verne’a) jest racjonalistą, rozpatrującym sprawy na zimno, biurokratą postępującym wedle wcześniej przyjętego planu. Doniphan, to typowy Anglik, wyniosły i dumny, traktujących innych z wyższością, przekonany o swojej wyjątkowości. Briant jest lekkoduchem, skłonnym do podejmowania nieprzemyślanych decyzji. Potrafią odkryć swoje najlepsze cechy, takie jak rozsądek, odwaga i entuzjazm by zjednoczyć siły. Odpowiednie przesłanie na czasy postępującej rywalizacji i wyścigu zbrojeń.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ze wszystkich swoich bohaterów Verne wyraźnie faworyzuje Brianta. Można stwierdzić, że mimo pewnych wad, stanowi on dla pisarza ideał Francuza. Charakteryzująca chłopca serdeczność, prawość, odwaga i opiekuńczość, są cechami które pisarz wyjątkowo cenił i chciałby dostrzegać u rodaków. Briant nie wstydził się przyjaźnić z czarnoskórym Moko, traktując go jak równego sobie. Takie zachowanie wydaje się, że nieprzypadkowe. Sympatii dla Murzynka nie wstydzi się również Service, jak i najmłodsi rozbitkowie. Charakterystyczne jest, że to właśnie wyraźnie pozytywni bohaterowie odżegnują się od postaw rasistowskich, gdy tymczasem „źli” (Doniphan i jego przyjaciele) traktują Moko jak służącego, który powinien wykonywać rozkazy. „Musi być posłuszny!”***** mówi o nim Cross. Jest to bardzo wyraźny sygnał o tym, co myśli Verne o dyskryminacji czarnoskórych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Dwa lata wakacji” są książką skierowaną przede wszystkim do młodszej młodzieży, zawierającą pewną ilość dydaktycznych i umoralniających prawd. Podane są one jednak w sposób bardzo subtelny, przemycane między wierszami; czytelnik sam dochodzi do pewnych wniosków. Brak „łopatologii” sprawia, że „Dwa lata wakacji” są bardzo dobrą, relaksującą pozycją również dla osoby dorosłej. Verne szczegółowo opisuje wykreowaną przez siebie rzeczywistość, co niekiedy, przy zbytnim natężeniu drobiazgowych opisów fauny i flory, może być niestety nużące. Niekiedy żałowałam, że nie są wyraźniej zaznaczone relacje między bohaterami, że ich charaktery nie są przez Verne’a bardziej uwypuklone. Moim zdaniem to najpoważniejsze, co można zarzucić książce. Niemniej, pozostaje ona wspaniałą rozrywką, umożliwiającą przeżycie razem z bohaterami przygód na bezludnej wyspie. Mam do tej książki wielki sentyment. „Dwa lata wakacji” pozostają moją ulubioną książką dzieciństwa, inspiracją do wielu zabaw z rówieśnikami. Do tej pory wracam do niej, jako do skutecznego remedium na dorosłe smutki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2011/08/24/dwa-lata-wakacji-juliusz-verne/"&gt;Zaginiona Biblioteka&lt;/a&gt;, 24 sierpnia 2011&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;* J. Verne, &lt;i&gt;Dwa lata wakacji&lt;/i&gt;, tłum. J. Kasza, Kraków 2009, s. 71.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;** H. R. Lottman, &lt;i&gt;Juliusz Verne&lt;/i&gt;, Warszawa 1999, s. 223-225, 296; F. Siebert, Aristide Briand 1862-1932, Zurich-Stuttgart 1973, s. 21.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;*** J. Verne, Dwa lata wakacji, tłum. J. Kasza, Kraków 2009, s. 5.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;**** H. R. Lottman, &lt;i&gt;Juliusz Verne&lt;/i&gt;, tłum. J. Giszczak, Warszawa 1999, s. 288-294.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: x-small;"&gt;***** J. Verne, &lt;i&gt;Dwa lata wakacji&lt;/i&gt;, tłum. J. Kasza, Kraków 2009, s. 313.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-3166324040228667293?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/3166324040228667293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/08/dwa-lata-wakacji-juliusz-verne-autorem.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/3166324040228667293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/3166324040228667293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/08/dwa-lata-wakacji-juliusz-verne-autorem.html' title='&quot;Dwa lata wakacji&quot; Juliusz Verne'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-PjeEtplb2Oo/TlVNYBb0s7I/AAAAAAAADJs/knHghzoycc8/s72-c/Dwalat_01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-8171310350252450976</id><published>2011-07-31T20:56:00.001+02:00</published><updated>2011-07-31T21:00:28.720+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='MacLeod Ian'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Drugie przekroczenie Styksu" Ian MacLeod</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-E6KPd8QnHuE/TjWl_M5sDvI/AAAAAAAADIs/PNGs8SX5SL4/s1600/fsf100708.JPG" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 134px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-E6KPd8QnHuE/TjWl_M5sDvI/AAAAAAAADIs/PNGs8SX5SL4/s200/fsf100708.JPG" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635593013937573618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Drugie przekroczenie Styksu&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;&lt;a href="http://a1018.g.akamai.net/f/1018/19025/1d/randomhouse1.download.akamai.com/19025/freelibrary/recrossingstyxsuvudu.pdf"&gt;Recrossing the Styx&lt;/a&gt;&lt;/i&gt;) to jedno z ostatnich opowiadań Iana MacLeoda, opublikowane po raz pierwszy w Fantasy &amp;amp; Science Fiction na przełomie lipca i sierpnia 2010 r. Zapoznałem się z nim niecały miesiąc temu dzięki wydawnictwu Powergraph oraz w wiosennemu numerowi polskiej edycji wspomnianego czasopisma. Zapoznałem i przekonałem, że warto czekać na &lt;i&gt;Wake Up and Dream&lt;/i&gt;. Dlaczego?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Autorów łączących fantastykę z innymi gatunkami darzę szczególną sympatią, gdyż poprzez swoją twórczość próbują wprowadzić fantastykę na salony literatury współczesnej, przełamać stereotypy i pokazać, że fantasy/science fiction to nie tylko teksty dla młodych. Czy swoim pisarstwem nie wykazują się więc literacką odwagą? Koniec końców walczą z zaszufladkowaniem. Zrywają z utartymi szlakami, dążą do czegoś nowego. Gatunkiem, z którym dzisiejszej fantastyce chyba najbardziej po drodze jest kryminał a przykładem ich dobrej symbiozy jest właśnie &lt;i&gt;Drugie przekroczenie Styksu&lt;/i&gt; MacLeoda.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczyna się całkiem normalnie. Bliżej nieokreślona przyszłość, ogromny – mogący uchodzić za niewielkie miasto na wodzie – statek turystyczny, niewyobrażenie bogaci pasażerowie oraz ich przewodnik, Frank Onions. Fantastyczność opowiadania przejawia się w stanie fizycznym owych majętnych pasażerów, którzy są w połowie martwi a w połowie żywi. Ich ciało, choć lekko ociężałe, funkcjonuje w miarę normalnie (zastępcze organy, przeszczepiany szpik kostny, itd.), a mózg rejestruje podstawowe bodźce oraz umożliwia wydawanie najprostszych poleceń. Inaczej, brutalnie mówiąc: klienci statku to warzywa udające zwyczajnych ludzi. Pomimo tych dziwaczności, życie na „Wspaniałym Wędrowcu” toczy się spokojnie i bez większych rewelacji, od wycieczki do wycieczki. Sytuacja ulega zmianie, gdy na scenie pojawia się Dottie Hastings, opiekunka starego warzywka o imieniu Warren. Złocistowłosa blądyna, piękność nad pięknościami szybko przykuwa uwagę Franka, który zupełnie traci dla niej głowę. Na kłopoty nie trzeba długo czekać.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak wspomniałem, &lt;i&gt;Drugie przekroczenie Styksu&lt;/i&gt; to tekst łączący fantastykę z konwencją czarnego kryminału. Ukłonem w stronę gatunku rozsławionego przez Raymonda Chandlera jest zarówno sam pomysł napędzający fabułę, jak i Frank Onions, przewodnik dobrze wykonujący swoje obowiązki, ale jednocześnie osoba zgorzkniała i niezadowolona z życia; mężczyzna myślący wyłącznie członkiem. Oś przewodnia opowiadania to typowa kryminalna intryga. Frank wspólnie z tajemniczą Dottie (femme fatale) planują pozbycie się Warrena i rozpoczęcie nowego życia za forsę zamordowanego miliardera. Obrazu dopełnia kontrast między dwiema rzeczywistościami: pięknie wyposażone mieszkania pasażerów (świat Warrena i Dottie) oraz brudne, śmierdzące klitki dla załogi (chleb powszedni Franka).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;MacLeod tekstem &lt;i&gt;Drugie przekroczenie Styksu&lt;/i&gt; udowadnia, że nie boi się eksperymentować. Bardzo dobrze. Przy lekturze opowiadania bowiem bawiłem się znakomicie i przypomniałem sobie – again –, że porządnemu facetowi daleko do bycia atrakcyjnym bohaterem. Frank Onions i „porządność” nie idą w parze i pewnie dlatego tak bardzo przypadł mi do gustu. Trzeba mieć tupet – i odwagę –, aby zabić człowieka, który już raz umarł.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-8171310350252450976?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/8171310350252450976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/drugie-przekroczenie-styksu-ian-macleod.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/8171310350252450976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/8171310350252450976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/drugie-przekroczenie-styksu-ian-macleod.html' title='&quot;Drugie przekroczenie Styksu&quot; Ian MacLeod'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-E6KPd8QnHuE/TjWl_M5sDvI/AAAAAAAADIs/PNGs8SX5SL4/s72-c/fsf100708.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-6610740101424867610</id><published>2011-07-30T15:51:00.003+02:00</published><updated>2011-07-30T15:57:51.736+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dick Philip K.'/><title type='text'>"Blade runner" Philip K. Dick</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-1KRvPxtz0yA/TjQNlT1d5aI/AAAAAAAADIA/-hEtJRgpsEU/s1600/cov-androids-200.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 132px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-1KRvPxtz0yA/TjQNlT1d5aI/AAAAAAAADIA/-hEtJRgpsEU/s200/cov-androids-200.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635143968378185122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zrecenzować powieść należącą do klasyki science fiction nie jest zadaniem prostym. Dodatkowo poprzeczka podnosi się, jeżeli przyjmiemy, że o książce napisano dosłownie wszystko, co można było o niej powiedzieć. Będąc, zatem świadomym istnienia terminu „plagiat” ograniczę wypowiedź do kilkuzdaniowego zobrazowania, czym dla mnie było spotkanie ze światem Ricka Deckarda.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Swego czasu Maciej Parowski wspominał ważną dla science fiction literacko-kinową przemianę robota niegroźnego, „wykonującego ruchy mechaniczne, kanciaste”* w antropomorficznego buntownika działającego przeciw ludzkości. Wskazywał na swoistą ewolucję zasadności istnienia stworzonych przez człowieka istot żyjących według praw Isaaca Asimova. Czy ktoś jeszcze pamięta, że „robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy”? Po sukcesach postaci Terminatora widzimy, że pokojowa koegzystencja człowieka i jego mechanicznego potomka nie mogła trwać wiecznie. Potencjał filozoficzny oraz komercyjny robota człekokształtnego musiał prędzej czy później zostać dostrzeżony. Czy zatem Philip K. Dick powieścią &lt;i&gt;Do androids dream of electric sheep?&lt;/i&gt; zapoczątkował wspomniane przekształcenia? Na pewno był jednym z pierwszych. Pojawiające się w literaturze, fantastycznej i nie tylko, pytania odnośnie tożsamości człowieka oraz praw rządzących jego światem stale potrzebowały nowego odnośnika. Świeżego czynnika, dzięki któremu potencjalni odbiorcy przestaliby poruszać się w próżni i mogli w prosty sposób zobrazować istotę konfliktu człowieka z samym sobą. Czy napiętnowany i do tego zaborczy robot nie mógł okazać się strzałem w dziesiątkę? Maciej Parowski nazywa roboty synami zbuntowanymi przeciwko swojemu ojcu. Fabuła &lt;i&gt;Blade runnera&lt;/i&gt; idealnie wpasowuje się w przytoczony motyw. Roboty Dicka zostają powołane do istnienia w celu zapewnienia człowiekowi pomocy. Pobożne plany szybko okazują się jednak początkiem buntu maszyn.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ludzkość przeżywa trudne momenty w okresie po nuklearnym. Autor przenosi nas do świata gdzie pozycja społeczna uzależniona jest od posiadania żywego zwierzęcia, a wdychanie szkodliwego pyłu powoduje narodziny ludzi gorszego typu. W takich warunkach Dick stara się ukazać przyczyny koegzystencji ludzi i maszyn. W tym celu sięga do historii Anglii, skąd czerpie hasła nawołujące do osiedlenia się w nowym, lepszym świecie. Człowiek przyszłości codziennie bombardowany jest afiszami wzywającymi do emigracji i życia w Nowej Ameryce, głównym osiedlu Stanów Zjednoczonych na Marsie. Zachętą do opuszczenia rodzinnej planety ma być prezent w postaci niewolnika wyprodukowanego przez wpływową Korporację Rosen.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tak funkcjonującym świecie poznajemy Ricka Deckarda, łowcę androidów zbiegłych z Czerwonej Planety. Po przeczytaniu pierwszych kilku kartek miałem jednak ochotę krzyknąć, że jest on bardziej detektywem z wielkim szczęściem niż drapieżnym myśliwym. Postać z filmu Ridleya Scotta nie przypomina w żadnym stopniu bohatera książki. Harrison Ford, który idealnie wpasował się w wizję producenta Hamptona Fanchera, gdzie Deckard miał być gościem typu chandlerowskiego, zdecydowanie odbiega od zamysłu amerykańskiego pisarza. Czy to źle? Sukces &lt;i&gt;Blade runnera&lt;/i&gt; pokazuje, że nie. Publiczność niejednokrotnie udowadniała, że kocha zimnych drani, a już szczególnie tych, którymi targają dylematy wewnętrzne odpowiedniego kalibru. Można zastanawiać się czy śliczna buźka Hana Solo była lepsza, od Christophera Walkera, ale na co komu takie dywagacje. Film zrobił i robi do dzisiaj prawdziwą furorę w świecie science fiction. Pozwolę sobie przytoczyć opis, który według mnie idealnie charakteryzuje to, co wyczyniał na ekranie Ford: „Jesteś taki wspaniały. Taki dzielny i zdecydowany i tak niewiele za to dostajesz. Walą cię pończochą, duszą cię, miażdżą ci czaszkę i pompują w ciebie morfinę, a ty kiwasz łączników na boisku i strzelasz bramkę, kiedy oni mają już dosyć. Jak to się dzieje, że jesteś taki cudowny?”**.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-x14eJ_qviUI/TjQNyJrGl4I/AAAAAAAADII/piHUCjs5z30/s1600/okladka-180.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-x14eJ_qviUI/TjQNyJrGl4I/AAAAAAAADII/piHUCjs5z30/s200/okladka-180.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635144188988659586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Osoba mająca po raz pierwszy z kontakt z twórczością autora &lt;i&gt;Ubika&lt;/i&gt; będzie zapewne czuła się zawiedziona konstrukcją fabuły, gdyż jest ona w gruncie rzeczy mocno prostolinijna. Nie ma w niej miejsca na wątki poboczne, odskocznie urozmaicające odbiór powieści. Czytelnik ma przed sobą Ricka Deckarda i jego misję. Akcja pędzi jak po sznurku, od strzału do strzału i zanim się zorientujemy pojawia się napis „the end”. Bohatera Dicka można z czystym sumieniem obkleić taśmą z napisem „przeciętnie zwyczajny”. Nie odznacza się wybitną charyzmą, silnym umysłem czy niesamowitym instynktem. Porównałbym go do gliniarza patrolującego ulice, któremu od czasu do czasu trafia się inna fucha. I to oczywiście w momencie, gdy bardziej sprawni koledzy przebywają na zwolnieniu lekarskim. Siła postaci Ricka Deckarda kryje się w tym, że jest on niejako nośnikiem myśli amerykańskiego pisarza. Obserwując poczynania tytułowego „blade runnera” jesteśmy stopniowo zapoznawani nie tylko ze światem wykreowanym na potrzeby starcia człowieka z maszyną, ale także (a może i przede wszystkim) z wątpliwościami trapiącymi niemalże wszystkich bohaterów omawianej książki. Gdzie, zatem leży wartość książki?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dick przekłada emocje nad rozbudowaną fabułę. Także w niniejszej książce ma to miejsce. Zacznijmy od kwestii najbardziej rzucających się w oczy, podstawowych. &lt;i&gt;Blade runner&lt;/i&gt; dąży do uzyskania odpowiedzi na pytania w mniejszym lub większym stopniu krążące wokół praw Asimova: czy robot zawsze powinien być postrzegany jako potencjalny drapieżnik?, czy może dojść do harmonijnego współżycia człowieka z maszyną?, czy androidy mają prawo do własnego życia, do wolności? Tego typu myśli towarzyszą Deckardowi przez cały czas, choć po zapoznaniu się z wizją Ridleya Scotta miałem pewne wątpliwości czy postać z książki nie będzie za bardzo przypominała twardego Hana Solo i tym samym nie zostanie zatracona wewnętrzna warstwa powieści. Nic bardziej mylnego. Autor &lt;i&gt;Blade runnera&lt;/i&gt; doskonale wiedział jak rozłożyć akcenty.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Konflikt człowieka z maszyną pełni jedynie rolę tła do zobrazowania większego zjawiska, jakim jest istota człowieczeństwa. Wspomniana walka jest czynnikiem umożliwiającym zrozumienie różnic pomiędzy żywą istotą a tworem techniki. Można powiedzieć, że Deckard wraz z rozwojem toczącego się śledztwa przenosi pojedynek z androidami na coraz wyższe poziomy percepcji. Tropiąc bezduszne roboty stopniowo pojawia się problem empatii w stosunku do nich oraz zagadnienie odnośnie prawa do ich eksterminacji. Czy twórca może zabić swoje dzieło? Czy słowa „cogito ergo sum” nie stawiają androidów w gronie istot mających prawo do życia? Pozostawiam to pytanie bez odpowiedzi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nadałbym książce miano niemalże idealnej gdyby nie jeden, mały szczegół. Jak już wspominałem Dick nie rozpisuje się, nie urzeka drobiazgowością świata wykreowanego. Czytając &lt;i&gt;Blade runnera&lt;/i&gt; od czasu do czasu odnosiłem wrażenie, że akcja dzieje się w wielkim pudełku, które oprócz postaci do siebie strzelających nie zawiera niczego innego. De facto, jeżeli zapomnimy na chwilę o wewnętrznej warstwie powieści okaże się, że to co trzymamy w rękach jest przeciętnym czytadłem, skonstruowanym bez polotu i dbania o detale.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na szczęście w książkach jest ważne także to, co jest w środku. Philip K. Dick rozumie to bardzo dobrze, a jeszcze lepiej potrafi wyrazić to przelewając na papier i tworząc ponadczasowe historie. Takie chociażby jak &lt;i&gt;Blade runner&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2009/10/18/blade-runner-philip-k-dick/"&gt;Zaginiona Biblioteka&lt;/a&gt;, 18 październik 2009&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;* Maciej Parowski &lt;i&gt;Robot zbuntowany czyli ewolucja robota w kinie&lt;/i&gt;; w: Czas Fantastyki. Kwartalnik dla zaawansowanych; Numer 2 (15) 2008; s.9-17.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;** Raymond Chandler &lt;i&gt;Żegnaj, laleczko&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-6610740101424867610?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/6610740101424867610/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/blade-runner-philip-k-dick.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6610740101424867610'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6610740101424867610'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/blade-runner-philip-k-dick.html' title='&quot;Blade runner&quot; Philip K. Dick'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-1KRvPxtz0yA/TjQNlT1d5aI/AAAAAAAADIA/-hEtJRgpsEU/s72-c/cov-androids-200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-5645288214748423825</id><published>2011-07-30T15:43:00.002+02:00</published><updated>2011-07-30T15:48:09.149+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Scalzi John'/><title type='text'>"Brygady duchów" John Scalzi</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-4f1icdkn3SY/TjQLQwz4uwI/AAAAAAAADHw/M46tYaWowfk/s1600/Scalzi-Ghost%2BBrigades%2B%2528Tor%252C%2B2006%2529.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-4f1icdkn3SY/TjQLQwz4uwI/AAAAAAAADHw/M46tYaWowfk/s200/Scalzi-Ghost%2BBrigades%2B%2528Tor%252C%2B2006%2529.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635141416355674882" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzieląc się spostrzeżeniami odnośnie &lt;i&gt;Wojny starego człowieka&lt;/i&gt; napisałem: „Old man’s war mógłbym polecić każdemu. W pierwszej jednak kolejności polecam miłośnikom fantasy. Ta książka przekona Was do fantastyki naukowej. Pokaże, że science fiction może być przystępne dla każdego, nie tylko dla matematycznych orłów”. Od ukazania się recenzji minęły dwa tygodnie, które utwierdziły mnie, że dobrze postąpiłem kierując wspomnianą powieść przede wszystkim do takiej, a nie innej grupy odbiorców. Mam wrażenie, że John Scalzi napisał &lt;i&gt;Wojnę starego człowieka&lt;/i&gt; właśnie dla nich. Nie chcąc zrazić fanów fantasy użył nieskomplikowanego języka wypowiedzi, stworzył bohatera, którego po prostu nie da się nie lubić oraz zaserwował dynamiczną akcję. Napisał powieść prostą w odbiorze, dostępną dla przeciętnego śmiertelnika, a dokonał tego (oczywiście!) wzorując się na twórczości swoich poprzedników.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewne osoby, nazwijmy je starymi wyjadaczami bądź miłośnikami fantastyki naukowej, nie podzielają mojego punktu widzenia. Według nich pan Scalzi nie zasługuje na uwagę, bo „nie stworzył niczego oryginalnego, sporo za to zapożyczając z klasyki sf”. Zgadzam się tylko i wyłącznie z drugą częścią wcześniejszego zdania. John Scalzi jest winny. Faktycznie nie stworzył niczego nowego. Ba! On sam przyznaje się, że garściami czerpał z ojców science fiction. Pytanie: i co z tego? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. &lt;i&gt;Wojna starego człowieka&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;Brygady duchów&lt;/i&gt; mogą być oryginalne, dla osób nie znających twórczości mistrzów pokroju Roberta Heinleina czy Petera Hamiltona. Mam tu na myśli głównie czytelników dopiero zaczynających przygodę z fantastyką naukową, a więc tych, do których według mnie powieść została skierowana. Osoby, które w pierwszej kolejności powinny sięgnąć po prozę Johna Scalziego, ponieważ jest ona łatwa w odbiorze i trafi do nich o wiele pewniej niż pisarze „tworzący naprawdę świetną hard sf”.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Brygady duchów&lt;/i&gt; to kontynuacja &lt;i&gt;Wojny starego człowieka&lt;/i&gt;. Powieść wydała – podobnie jak część pierwszą – ISA w lipcu tego roku. Przed przystąpieniem do lektury obawiałem się, czy autor zdoła utrzymać poziom ze swojej debiutanckiej książki. Wierzyłem, że „tak”, mając cichą nadzieje, że John Scalzi nie odpuści i pomimo wykreowania uniwersum już we wcześniejszej powieści nadal będzie zaskakiwał.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Historia opowiedziana w najnowszej książce Johna Scalziego rozgrywa się w tych samych realiach, co &lt;i&gt;Wojna starego człowieka&lt;/i&gt;. Nie oznacza to jednak, że odbiorca musi koniecznie zapoznać się z wydarzeniami, których bohaterem był John Perry. Wręcz przeciwnie. &lt;i&gt;Brygady duchów&lt;/i&gt;, choć wydane pod etykietką „kontynuacji”, można traktować samodzielnie. Uważny czytelnik odnajdzie powiązania pomiędzy obiema powieściami, ale „nie uważny” także niczego nie straci. Co więcej, autor w wielu miejscach na nowo wyjaśnia zasady panujące we wszechświecie oraz sytuację rodzaju ludzkiego na tle innych inteligentnych gatunków. Zabieg ten powitałem – a zwłaszcza mój portfel – z otwartymi ramionami. Dzięki niemu powstały dwie oddzielne, świetnie napisane książki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Głównym bohaterem powieści jest Jared Dirac, żołnierz Sił Specjalnych Unii Kolonialnej zwanych też &lt;i&gt;Brygadą Duchów&lt;/i&gt;, stworzony na podstawie kodu DNA Charlesa Boutina. Kim jest natomiast ów Boutin? Genialnym naukowcem i zdrajcą rodzaju ludzkiego. Osobą, która chcąc pomścić swoje krzywdy, pomaga w utworzeniu sojuszu trzech ras – oczywiście wrogo nastawionych do człowieka – mającego zahamować ekspansję homo sapiens. Jak łatwo się domyślić szeregowego Diraca powołano do życia w celu poznania motywów działania wspominanego renegata ludzkości.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-p4y5CcXiTB8/TjQLafBx8dI/AAAAAAAADH4/MEy-PsgSv9A/s1600/brygady_duchow-small.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 131px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-p4y5CcXiTB8/TjQLafBx8dI/AAAAAAAADH4/MEy-PsgSv9A/s200/brygady_duchow-small.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635141583380804050" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;John Scalzi dokonał w &lt;i&gt;Brygadach duchów&lt;/i&gt; drobnych modyfikacji względem &lt;i&gt;Wojny starego człowieka&lt;/i&gt;. Między innymi zrównoważył wątek sensacyjny z psychologicznym. Jared Dirac w większym (o dziwo!) stopniu niż John Perry zastanawia się nad konsekwencjami swoich czynów, a także nad przyszłością rodzaju ludzkiego. Dlaczego? Dlaczego sztucznie ukształtowany żołnierz Sił Specjalnych poświęca więcej czasu rozważaniom natury filozoficznej, niż prawdziwie urodzony człowiek? Odpowiedź jest prosta. Wystarczy przypomnieć sobie powody, dla których Jared Dirac w ogóle został stworzony. Przecież nie miał być kolejnym szeregowym Sił Specjalnych. Niejako jego głównym zdaniem miało być „myślenie”, a konkretniej: dociekanie motywów działania Charlesa Boutina. John Scalzi użył głównego bohatera &lt;i&gt;Brygad duchów&lt;/i&gt; do dokładniejszego przyjrzenia się polityce Unii Kolonialnej. Pisarz zestawił plusy i minusy działań podejmowanych przez ową Unię (za pomocą Kolonialnych Sił Obrony), ale powstrzymał się od wyciąga jednoznacznych wniosków.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podsumowując, &lt;i&gt;Brygady duchów&lt;/i&gt; podobnie jak &lt;i&gt;Wojna starego człowieka&lt;/i&gt; to kawał dobrej rozrywki, do którego jednak nie będę przekonywał wszystkich. W pierwszej kolejności do sięgnięcia po najnowszą powieść Johna Scalziego ponownie zachęcam miłośników fantasy. Fabuła książki nie zniechęca i nie odpycha trudnymi do przyswojenia terminami. Także czytelnicy, którzy poznali przygody Johna Perry’ego nie będą zawiedzeni. Powieści nie polecam starym wyjadaczom, zapatrzonym w twórców hard sf i nie potrafiącym dobrze się bawić. Proszę, jeżeli oceniacie książki, tylko i wyłącznie pod kontem oryginalności to nie sięgajcie po &lt;i&gt;Brygady duchów&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-5645288214748423825?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/5645288214748423825/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/brygady-duchow-john-scalzi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/5645288214748423825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/5645288214748423825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/brygady-duchow-john-scalzi.html' title='&quot;Brygady duchów&quot; John Scalzi'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-4f1icdkn3SY/TjQLQwz4uwI/AAAAAAAADHw/M46tYaWowfk/s72-c/Scalzi-Ghost%2BBrigades%2B%2528Tor%252C%2B2006%2529.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-1376195971408213804</id><published>2011-07-30T15:13:00.001+02:00</published><updated>2011-07-30T15:19:58.699+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Schroeder Karl'/><title type='text'>"Słońce Słońc" Karl Schroeder</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-QP2VC1jjsV8/TjQEkTq-GYI/AAAAAAAADHg/9iEELuuYy_o/s1600/image_preview.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 132px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-QP2VC1jjsV8/TjQEkTq-GYI/AAAAAAAADHg/9iEELuuYy_o/s200/image_preview.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635134055549639042" /&gt;&lt;/a&gt;Sięganie po autora debiutującego powieścią na polskim rynku czytelniczym zawsze niesie ze sobą ryzyko. A jeżeli pisarstwo Pana X nie będzie tym, na co czekaliśmy przez ostatnie tygodnie? W końcu opowiadanie rządzi się innymi prawami niż książka. Medialny szum zrobił swoje i zapowiada się dobrych czterysta stron tekstu, lecz między Bogiem a prawdą nikt nie może być niczego pewien. Nawet najlepiej rozreklamowana historia może okazać się literackim bełkotem, za który – gdybyśmy wiedzieli – nie zapłacilibyśmy złamanego grosza. Szczęśliwie dla czytelników i wydawcy powyższy scenariusz nie dotyczy pierwszej księgi Virgi. Przy lekturze &lt;i&gt;Słońca Słońc&lt;/i&gt; Karla Schroedera bawiłem się znakomicie i tym samym mam cichą nadzieję, że Andrzej Jakubiec nie poprzestanie na jednym, ale pokusi się także o kolejne teksty kanadyjskiego pisarza.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie tak dawno przeczytałem, że przewaga fantasy nad science fiction wynika po części z faktu kreowania przez spadkobierców Tolkiena światów o wiele atrakcyjniejszych dla czytelnika niż rzeczywistość fantastyczno-naukowa. Czy autor wypowiedzi miał rację pisząc te słowa? Choć prawda, jak zawsze, leży gdzieś pośrodku, to jednak nie ukrywajmy: przeciętny czytelnik częściej sięga po fantasy niż science fiction, gdyż jest ono zwyczajnie przystępniejsze w odbiorze. Książki ukazujące się pod szyldem fantastyki naukowej cieszą się dużo mniejszym powodzeniem. Mając na uwadze powyższe, siłą rzeczy martwiłem się o powieść Karla Schroedera. Bądź co bądź okładka wyraźnie sugeruje potencjalnemu odbiorcy, z czym przyjdzie mu się zmierzyć. Takie mniej więcej myśli zaprzątały mą głowę przed lekturą &lt;i&gt;Słońca Słońc&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oczywiście myliłem się i obawiałem niepotrzebnie, bo siła wspomnianego tekstu tkwi właśnie w wykreowanej przez autora rzeczywistości. Zainteresowanych niniejszą książką zapewniam, że czytając &lt;i&gt;Słońce Słońc&lt;/i&gt; nie będą musieli trzymać na kolanach słownika wyjaśniającego chociażby podstawowe pojęcia z fizyki czy astronomii. Owszem, brakuje w fantastyce naukowej twórców umiejących w prosty i żywy sposób docierać do wyobraźni czytelników, ale Karl Schroeder z pewnością do nich nie należy. Już po kilkudziesięciu stronach tekstu widać, że kanadyjski pisarz odrobił zadanie domowe i zapoznał się z oczekiwaniami miłośników literatury fantastycznej. Przystępując do tworzenia świata, znanego pod nazwą Virga, zrobił coś, co jak sądzę, zapewni mu zwolenników zarówno ze strony fanów fantasy, jak i science fiction. Parafrazując Borysa Strugackiego wziął bajkową czarodziejską różdżkę a następnie sprawił, że zaczęła ona kierować strumieniem neuronów. Konstrukcja fabuły opiera się na prostym w gruncie rzeczy, charakterystycznym bardziej dla fantasy niż science fiction, pomyśle. Mamy bohatera z poczuciem misji do wypełnienia i przeciwieństwa, którym musi podołać, aby tę misję wykonać. Nie zbawia on świata, nie walczy z przedwiecznym Złym, ale zadanie, jakiego się podjął, jest dla niego nie mniej ważne a dla odbiorcy nie mniej atrakcyjne.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Świat stworzony przez Karla Schroedera to wypełniony powietrzem i dorównujący rozmiarom planety balon zwany Virgą. W jego wnętrzu można spotkać dryfujące skały, naturalne i nienaturalne zbiorniki wody oraz wirujące wokół własnej osi miasta, miasta przywodzące na myśl steampunkowe koła ze szprychami. Jak każda „planeta”, Virga podzielona jest na regiony o mniej lub bardziej sprzyjającym klimacie – w &lt;i&gt;Słońcu Słońc&lt;/i&gt; rolę miejsca niezbyt przychylnego człowiekowi spełnia terytorium zwane po prostu zimą – uzależnionym od położenia danego obiektu względem sztucznych Słońc. Prezentacja świata? Peter Watts, autor, którego nie trzeba nikomu przedstawiać, przekonuje, że „od czasu Śródziemia nie natrafił na tak plastyczną wizję obcego uniwersum”* i dużo w tym prawdy. Chodząc, delikatnie frunąc ulicami miastokół Virgi bądź też latając pomiędzy nimi na aerocyklach, kojarzącymi się z lucasowymi ścigaczami, nie można nie zachwycić się pomysłowością Karla Schroedera, ale przede wszystkim nie można nie pogratulować mu sposobu, w jaki tę pomysłowość zaprezentował. Wkraczający w świat Virgi odbiorca nie jest pozostawiany sam sobie. Tak jak wspomniałem, Schroeder, przystępując do prac nad pierwszą księgą swojego cyklu, podszedł do tego bardzo profesjonalnie i dostosował fantastyczno-naukowy język wypowiedzi do każdego typu odbiorcy. Żywy, dynamiczny opis wydarzeń i postaci – o nich opowiem za chwilę – kojarzy się z barwną rzeczywistością powieści fantasy. Czytelnik, czy to przemykając zaułkami Rush, pełnymi bezdomnych ogrzewających dłonie nad ogniem w metalowych beczkach (czy czegoś to Wam nie przypomina?), czy też zwiedzając biura admiralicji Slipstreamu, nie podąża za nieznającym własnego świata bohaterem. Wręcz odwrotnie. Wielokrotnie miałem do czynienia z postaciami gubiącymi się we własnej rzeczywistości, postaciami, które swoją niewiedzą zmuszały autora do tłumaczenia im wszystkiego w sposób natarczywy i naukowy. W &lt;i&gt;Słońcu Słońc&lt;/i&gt; poznajemy rzeczywistość – jej steampunkową technikę i społeczno-polityczne zatargi na linii zwycięzcy-pokonani – równie szczegółowo, ale za to stopniowo. Dzięki temu nie mamy wrażenia przeładowania tekstu nachalną faktografią, gdzieniegdzie okraszoną językiem charakterystycznym dla utworów science fiction i możemy skupić się na tym, co najważniejsze: na wciągającej historii z atrakcyjnymi bohaterami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Vx20p-Hff7M/TjQE44hV1zI/AAAAAAAADHo/m-PfmBkH-Vc/s1600/slonce_slonc-small.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-Vx20p-Hff7M/TjQE44hV1zI/AAAAAAAADHo/m-PfmBkH-Vc/s200/slonce_slonc-small.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635134409038747442" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dobrze skonstruowany bohater to połowa sukcesu książki. Jakich bohaterów spotkamy czytając &lt;i&gt;Słońce Słońc&lt;/i&gt;? Takich, jakich potrzebuje powieść przygodowo-fantastyczna i czytelnicy po nią sięgający. Postacią grającą w powieści Schroedera pierwsze skrzypce jest Hayden Griffin, którego ojczyzną jest Aerie – państwo podbite przez Slipstreamowców. Poznajemy go w dość trudnym dla niego okresie: stracił rodziców, a próba wyzwolenia Aerie, która dla zamordowanych ojca i matki była dosłownie całym życiem, zakończyła się fiaskiem. Osierocony i zdany tylko na siebie, postanawia po latach zemścić się, zabijając narodowego bohatera najeźdźców z Rush. Przenika w szeregi wroga, jest coraz bliżej celu i nagle zjawia się Ruch Oporu Aerie i zaczyna mącić mu w głowie. Jeżeli mam być szczery, to Griffin przypomina mi młodego Hana Solo: lekko postrzelony, ambitny i działający na kobiety, świetny pilot. Momentami wnerwiający dupek, ale ogólnie sympatyczny koleś. Koleś, który z czasem zaczyna rozumieć, że może być coś ważniejszego niż zemsta. Drugą, równie ważną postacią &lt;i&gt;Słońca Słońc&lt;/i&gt; jest Venera Fanning, żona admirała Slipstreamowców, którego chce sprzątnąć Griffin. Córka Pilota, osoby sterującej balonem i traktowanej na podobieństwo króla, została wychowana w otoczeniu twardych polityków, którymi rządziły jeszcze twardsze zasady. Wykazując się od najmłodszych lat ambicją i samodzielnością, w wieku szesnastu lat zaszantażowała własnego ojca i wymusiła jego zgodę na jej ślub ze wspomnianym admirałem. Czy zmieniła się w ciągu tych kilkunastu lat? Nie. Podczas pierwszego spotkania widzimy ją knującą za plecami męża i snującą własne dalekosiężne plany. Żeby wszystko jeszcze bardziej było poplątane jednym z jej sług, dość bliskim, jest Griffin. Podsumowując ten wątek, patrząc na dwójkę głównych bohaterów, nie sposób nie zauważyć kontrastu, który tworzą. Z jeden strony mamy do czynienia z lekko zwariowanym pilotem, pełnym nie do końca przemyślanych pomysłów, z drugiej z wyrafinowaną i chłodną damą z królewskiego rodu. Nie tworzą duetu, choć można odnieść takie wrażenie. Wymyślając Griffina i Venerę, Schroeder hołdował prostej zasadzie: postacie pierwszoplanowe nie mogą czytelnika nudzić. Muszą być zaprezentowane w sposób żywy, dynamiczny i ujmujący dla odbiory. Tacy z reguły są wszyscy bohaterowie powieści przygodowych i stanowią wielką ich zaletę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kończąc, sądzę że sięgając po &lt;i&gt;Słońce Słońc&lt;/i&gt; będziecie zadowoleni. Nie jest to literatura na miarę Reynoldsa czy Stephensona, ale widać, że kanadyjski pisarz ma pomysł i dryg – jeżeli można to tak nazwać – do czytelników. Zna potrzeby współczesnego odbiorcy i umie to wykorzystać. Napisał wciągającą od pierwszych stron powieść przygodową osadzoną w fantastycznej, doprawionej szczyptą steampunku rzeczywistości z ciekawymi bohaterami i niesamowitym uniwersum. Z pewnością wrócę jeszcze nie raz do twórczości Karla Schroedera.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2011/07/16/slonce-slonc-karl-schroeder/"&gt;Zaginiona Biblioteka&lt;/a&gt;, 16 lipiec 2011&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;* K. Schroeder &lt;i&gt;Słońce Słońc&lt;/i&gt;; Ars Machina; Lublin 2011; s. tylna okładka.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-1376195971408213804?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/1376195971408213804/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/sonce-sonc-karl-schroeder.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1376195971408213804'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1376195971408213804'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/sonce-sonc-karl-schroeder.html' title='&quot;Słońce Słońc&quot; Karl Schroeder'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-QP2VC1jjsV8/TjQEkTq-GYI/AAAAAAAADHg/9iEELuuYy_o/s72-c/image_preview.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-1843540267068603523</id><published>2011-07-30T15:07:00.001+02:00</published><updated>2011-07-30T15:09:51.325+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stross Charles'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Nierównowaga sił" Charles Stross</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-m6NiQSmEJA8/TjQCio-cvHI/AAAAAAAADHY/IHrBZgPL9nc/s1600/ws_04_09.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-m6NiQSmEJA8/TjQCio-cvHI/AAAAAAAADHY/IHrBZgPL9nc/s200/ws_04_09.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635131827885489266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszych kilkanaście wersów opowiadania przypomniało mi, że tak naprawdę nic nie wiemy. Chodzi mi oczywiście o człowieka. Kiedy wzlecieliśmy w kosmos, kiedy stanęliśmy na Księżycu, kiedy po raz pierwszy zwróciliśmy uwagę na Marsa świętowaliśmy, wiwatowaliśmy i naśladowaliśmy „malowane ptaki”. Te wszystkie filmy o ziszczeniu naszych marzeń, prezentujące nas jako największe stadium ewolucji. Po prostu super, udało nam się.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Charles Stross tłucze nasz sen o wielkości. Nie pisze o ludzkości przez duże L, ale ukazuje ją jako jedną z wielu innych „marionetek” w rękach sił nadrzędnych. Sprowadza człowieka do roli figurki na kosmicznej szachownicy. Pamiętacie bodajże ostatnią scenę &lt;i&gt;Facetów w czerni&lt;/i&gt;? Dziwna istota bawiąca się naszą galaktyką, świecącą kulką. Jesteśmy ziarenkami piasku, niczym więcej. Prawda, że niezbyt optymistyczne przesłanie? Można siedzieć i ględzić o tym, że to oczywista oczywistość, fakt znany każdemu. Owszem, ale czy to znaczy, że pisanie o tym opowiadań jest błędem? Stratą czasu? Świetnie się czułem, uśmiechałem pod wąsem na myśl o „pseudotermitów” (przed oczami stanęła mi ostatnia przygoda Indy’ego) rzeźbiących łyżeczki z drzewa żółwiowego.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;"Jak brzytwą masło, tak przetnie mózg:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Jak kamień w wodę – cicho: plusk..."&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;[Julian Tuwim Śmierć]&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dodatkową atrakcją opowiadania jest kreacja jego głównych bohaterów: Amerykanów i ich towarzyszy ze Związku Radzieckiego. Patrząc na ich działania widziałem „goryle w mgle”, sztuczne twory nie umiejące współpracować w obliczu wspólnego niebezpieczeństwa. Supermocarstwa zaślepione ideologiami, mrzonkami o spotkaniu „kosmicznych socjalistów”. &lt;i&gt;Nierównowaga sił&lt;/i&gt; jest wizją ludzkości egoistycznej, podzielonej na kilka zwalczających się części. Można pójść dalej i rozłożyć problemy ogólnoludzkie na czynniki pierwsze. W moim przekonaniu zdecydowanie większy procent społeczeństwa polskiego myśli wyłącznie o sobie. W czasie kryzysu ta oczywistość jeszcze bardziej rzuca się w oczy, czy to w pracy czy w tramwaju. Ostatnio byłem nawet świadkiem starcia się młodzieży wszechpolskiej z homoseksualistami. Zdarzenie miało miejsce na rynku wrocławskim. Czyż nie mogłem wejść wówczas w rolę obserwatora z opowiadania Strossa? Oczywiście na mniejszą skalę, ale zawsze.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Koniec filozofowania. &lt;i&gt;Nierównowaga sił&lt;/i&gt; podobała mi się. Polecę schematami: wciągająca fabuła, ciekawi bohaterowie, dziwne zakończenie. Może nie do końca było tak jasne jakbym chciał (nie lubię udziwniania na siłę), ale generalnie nie ma się, do czego przyczepić.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-1843540267068603523?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/1843540267068603523/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/nierownowaga-si-charles-stross.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1843540267068603523'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1843540267068603523'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/nierownowaga-si-charles-stross.html' title='&quot;Nierównowaga sił&quot; Charles Stross'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-m6NiQSmEJA8/TjQCio-cvHI/AAAAAAAADHY/IHrBZgPL9nc/s72-c/ws_04_09.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-6607719587629485890</id><published>2011-07-30T14:58:00.002+02:00</published><updated>2011-07-30T15:04:40.966+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dick Philip K.'/><title type='text'>"Możemy cię zbudować" Philip K. Dick</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-hOpa5E21Guo/TjQBAT6VqTI/AAAAAAAADHI/uhx9WC5WsiI/s1600/cov-wecanbuild-v-200.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 147px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-hOpa5E21Guo/TjQBAT6VqTI/AAAAAAAADHI/uhx9WC5WsiI/s200/cov-wecanbuild-v-200.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635130138603923762" /&gt;&lt;/a&gt;Opisać rzeczywistość powołaną do życia przez Philipa K. Dicka to zadanie trudne. Jeden z polskich autorów przekonywał, że pisarz nie zawsze musi mieć coś do przekazania. Może pisać dla samego aktu pisania, dla czystej rozrywki, która jakby się zastanowić, także niesie pewne wartości. Przyglądając się prozie Dicka trudno jednak nie odnieść wrażenia, że za każdym razem poprzez kartki powieści, opowiadań autor pragnie zaaplikować odbiorcy dawkę swojego spojrzenia na człowieka i świat przez niego zamieszkiwany. Ten jeden z najbardziej rozpoznawalnych pisarzy science fiction XX wieku wielokrotnie pobudzał w czytelnikach szeroki wachlarz uczuć, od zaciekawienia poprzez euforię aż do przerażenia i niedowierzania. &lt;i&gt;Ubik&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Boża inwazja&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Blade Runner&lt;/i&gt; stały się kamieniami milowymi literackiej problematyki odnoszącej się do takich zagadnień jak człowieczeństwo, empatia, religia itp. O wpływie Dicka na rozwój fantastyki naukowej można rozmawiać bardzo długo.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po &lt;i&gt;Możemy cię zbudować&lt;/i&gt; sięgnąłem z jednego powodu. Chciałem zobaczyć jak funkcjonowałby Abraham Lincoln w świecie dominującej technologii, nowatorskich ideologii i umierających ideałów. Wszak były prezydent Stanów Zjednoczonych, prawnik o nieprzeciętnej erudycji, jest bezdyskusyjnym bohaterem swojej ojczyzny, patriotą, który całe swoje życie poświęcił służbie narodu. Interesowało mnie, jak odnajdzie się w dickowej rzeczywistości, tak często przesiąkniętej nadmiernym materializmem, przyszłością rysującą się w bardzo ciemnych barwach. Niemniej w trakcie czytania na pierwszy plan wysunęła się nie tyle kwestia zestawienia człowieka dziewiętnastowiecznego z dwudziestowiecznym, ale opis stanów lękowych schizofrenika. Jakby nie patrzeć, Philip K. Dick czerpał informacje z pierwszej ręki. Przedstawienie istoty ludzkiej dręczonej nie tylko poczuciem nie spełniania, ale i omamami umysłu pochłonęło mnie kompletnie. Fenomenalne ukazanie stadiów choroby, dynamiczna akcja, nietuzinkowe postacie – to z pewnością plusy powieści.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Akcja &lt;i&gt;Możemy cię zbudować&lt;/i&gt; rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, w amerykańskim miasteczku, gdzie życie toczy się spokojnym, utartym rytmem. Gdzie żyją ludzie uchodzący za przeciętnych i nijakich, pozbawionych szans na lepsze jutro. W opozycji do Ontario, bo o nim mowa, stoi Seattle, siedlisko występku i zła, miejsce przeżarte materializmem. Można pokusić się o porównanie wspomnianego miasta do pomniejszonego Tokio. Przechadzając się uliczkami Seattle niemalże możemy poczuć gęstą atmosferę tego miejsca, klimat zdegenerowania, porzucenia wielkich ideałów. Przed oczyma możemy dostrzec Gotham Tima Burtona czy też urbanistyczne wizje Ridleya Scotta z &lt;i&gt;Blade Runnera&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-SUjuwxkXtLU/TjQBKa_RiqI/AAAAAAAADHQ/dM70RIwLFGg/s1600/mozemy_cie_zbudowac_small.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 128px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-SUjuwxkXtLU/TjQBKa_RiqI/AAAAAAAADHQ/dM70RIwLFGg/s200/mozemy_cie_zbudowac_small.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5635130312302365346" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W takiej rzeczywistości poznajemy głównego bohatera powieści Louisa Rosena, współwłaściciela firmy Wyspecjalizowane Amerykańskie Zestawy Akustyczne. Już przy pierwszym kontakcie rozpoznajemy w nim pogodzonego z losem przedstawiciela klasy średniej, czterdziestoletniego faceta bez przyszłości. Postać, będąca swoistym odbiciem Ontario, zmienia się jednak jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w wyniku spotkania z panną Pris Rock i panem Lincolnem. Zetknięcie się tych trzech ludzi Dick wybrał na punkt zwrotny fabuły. Od tego momentu jesteśmy świadkami stopniowego pogłębiania się choroby umysłowej Louisa. Z jednej strony budzi się w nim nieszczęśliwy romantyk, pragnący spokojnego życia u boku ukochanej, a z drugiej istota pełna ambicji, potrzeby wybicia się, wykazania, dołączenia do grona wielkich businessmanów, korpów władających światem. Ukazanie tragizmu ludzi, którzy tak naprawdę nie wiedzą, do czego zmierzają i co dla nich jest najważniejsze jest jednym z kluczowych motywów powieści. Należy także zwrócić uwagę na fakt, że Dick nie roztrząsa zjawiska w odniesieniu jednostek, ale skupia się na jego wymiarze ogólnospołecznym. Świat przez niego wykreowany jawi się jako zbiór indywidualności, które prędzej czy później przytłoczone przez szeroko pojętą degenerację ideałów popadają w stan schizofreniczny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Philip K. Dick nie byłby sobą, gdyby nie poświęcił kilku wersów kwestiom takim jak – czym jest człowieczeństwo? co różni istotę ludzką od maszyny? czy zdolność do empatii jest czynnikiem decydującym w sporze pomiędzy stwórcą i jego sztucznym wytworem? Tematy te stają się treścią wystąpień elektronicznego homunkulusa, Abrahama Lincolna. Uśmiech na ustach pojawia się, gdy uświadomimy sobie, że ten wielki obrońca praw człowieka tym razem staje po przeciwnej stronie barykady.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Jeżeli występuje konflikt pomiędzy prawami człowieka a prawami własności, prawa człowieka muszą zwyciężyć”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Możemy cię zbudować&lt;/i&gt; choć nie należy do grona najbardziej rozpoznawalnych powieści amerykańskiego pisarza science fiction, to jednak już samym tytułem intryguje. Czyż zestawienie wyżej wymienionych wyrazów nie jest idealnym przesłaniem głównej myśli książki? Dick w prostych słowach dał wyraz swojemu poglądowi na współczesnych mu przedstawicieli społeczeństwa. Na kartach powieści zestawił ludzi lat osiemdziesiątych XX wieku z maszynami przez nich zbudowanymi. Ukazał istotę ludzką, schizofrenika wyzbytego zdolności empatii. Człowieka mniej humanitarnego od jego mechanicznych tworów. Połączenie historii nieszczęśliwej miłości z pesymistycznym nastrojem jeszcze bardziej uwypukliło przesłanie powieści.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Choć z twórczością Dicka mam już bardzo długo kontakt, to jednak stale czymś mnie zaskakuje. W &lt;i&gt;Możemy cię zbudować&lt;/i&gt; nie spodziewałem się spotkać tragicznego romantyka ze skłonnościami do schizofrenii. Przynajmniej nie w roli przekaźnika spostrzeżeń amerykańskiego pisarza na temat zaniku moralności współczesnego człowieka. Nawet nie spostrzegłem, kiedy historia Louisa Rosena się skończyła. I to właśnie długość fabuły jest według mnie najsłabszym elementem omawianej powieści. „The end” następuje zdecydowanie za szybko. Na dobrą sprawę dopiero w zakończeniu książki zaczyna docierać do odbiorcy prawdziwe znaczenie wypowiedzi poszczególnych bohaterów. Zabawa rozkręca się, a tu nagle – bach! i koniec.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Historia XVIII, XIX wieku dostarczyła światu wielu wybitnych myślicieli, polityków. Wystarczy, że wspomnę Napoleona I, Adama Smitha, Karola Marksa i oczywiście Abrahama Lincolna. Okazywano im szacunek w utworach literackich, ekranizacjach filmowych czy też na deskach teatrów. Fascynują do dnia dzisiejszego. Z racji mojego wykształcenia zainteresowanie wspomnianymi postaciami jest prawdopodobnie jeszcze większe niż u innych ludzi. Jako historyk czytający fantastykę nie mogłem przejść obojętnie obok powieści &lt;i&gt;Możemy cię zbudować&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://katedra.nast.pl/artykul/4532/Dick-K-Philip-Mozemy-cie-zbudowac/"&gt;Katedra&lt;/a&gt;; 29 listopada 2009&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-6607719587629485890?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/6607719587629485890/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/mozemy-cie-zbudowac-philip-k-dick.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6607719587629485890'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6607719587629485890'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/mozemy-cie-zbudowac-philip-k-dick.html' title='&quot;Możemy cię zbudować&quot; Philip K. Dick'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-hOpa5E21Guo/TjQBAT6VqTI/AAAAAAAADHI/uhx9WC5WsiI/s72-c/cov-wecanbuild-v-200.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-6774949671399608445</id><published>2011-07-29T20:35:00.003+02:00</published><updated>2011-07-29T20:41:46.305+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kosmatka Ted'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Sztuka alchemi" Ted Kosmatka</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-lktHA4BqmQE/TjL-gc8spVI/AAAAAAAADHA/G9YGx9bxsTY/s1600/okladka-2.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 140px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/-lktHA4BqmQE/TjL-gc8spVI/AAAAAAAADHA/G9YGx9bxsTY/s200/okladka-2.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634845917273957714" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kilka słów o korporacjach.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Michał Protasiuk w &lt;i&gt;Strukturze&lt;/i&gt; oprowadzał czytelnika po wielkich firmach. China Miéville w &lt;i&gt;Koniec z głodem&lt;/i&gt; demaskował fałszywych filantropów. Jakub Małecki w &lt;i&gt;Opowieści oszusta&lt;/i&gt; przestrzegał przed drobnym druczkiem na umowach. Natomiast Ted Kosmatka w &lt;i&gt;Sztuce Alchemii&lt;/i&gt; przekonywał, że według wielkich tego świata cel zawsze uświęca środki. Ostatnio coraz częściej mamy okazję czytać o przedsiębiorstwach, uśmiechniętych kierownikach w idealnie skrojonych garniturach, czy długonogich sekretarkach w czerwonych szpilkach. Skąd takie, a nie inne motywy wśród literatów świata fantastycznego?&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do pewnego stopnia zainteresowania pisarzy wspomnianą tematyką można tłumaczyć środowiskiem, w którym funkcjonują. Na przykład Michał Protasiuk zawodowo zajmuje się analizą danych, a autor &lt;i&gt;Dworca Perdido&lt;/i&gt; udowodnił, że lubi łączyć działalność polityczną z literaturą. Nie bez znaczenia jest jednak i fakt, że „tajemnicza organizacja”, jako symbol zła fascynowała czytelników od zawsze. Pamiętam, że jako dzieciak za ideał korporacji wyzyskującej maluczkich uważałem imperium Lexa Luthora. Z czasem ustąpiło ono miejsca agencjom rządowym, na przykład z serialu &lt;i&gt;Z archiwum X&lt;/i&gt;. Dziś palmę pierwszeństwa dzierży firma, która mnie zatrudnia, ale o niej nie będziemy rozmawiać. Wiecie, nie wypada.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Sztuka alchemii&lt;/i&gt; Teda Kosmatki to tekst otwierający drugi numer polskiej edycji "Fantasy &amp;amp; Science Fiction". Ten młody, amerykański pisarz, który na swoim koncie ma zaledwie kilka opowiadań, cieszy się coraz większym powodzeniem wśród czytelników. Nie tak dawno mieliśmy chociażby okazję przeczytać &lt;i&gt;Proroka z wyspy Flores&lt;/i&gt; (&lt;i&gt;Kroki w nieznane 2009&lt;/i&gt;).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Sztuka alchemii&lt;/i&gt; to moje pierwsze spotkanie ze wspomnianym autorem i muszę przyznać, że jestem bardzo mile zaskoczony. Od dawna (bodajże od &lt;i&gt;Hazardzisty&lt;/i&gt; Paolo Bacigalupiego) nie czytałem tak dobrego opowiadania. Złożyło się na to kilka czynników. Przede wszystkim historia nie była przegadana, a co za tym idzie czytelnik nie miał okazji poczuć się zagubionym w plątaninie wątków pobocznych. Wierzę, że pewni literaci wezmą przykład z pana Kosmatki i nie będą traktowali „ilości tekstu”, jako jednego ze sposobów na poprawienie kondycji finansowej. Przejrzysty styl wypowiedzi, zwyczajne postacie i bardzo dobrze zobrazowane środowisko wewnątrzkorporacyjne to także plusy opowiadania. Mam przyjemność pracować w jednej z polskich korporacji i wiem, co mówię. Ted Kosmatka niemalże wzorcowo przedstawił cele wielkiego przedsiębiorstwa oraz czynniki pozwalające ten cel uzyskać. Według mnie zapasy rekinów gospodarki światowej zostały opisane przekonywująco i realnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Sztuka alchemii&lt;/i&gt; to opowieść o korporacji. O ludziach pracującej w niej dla dobra ogółu, a nie tylko dla gospodarczego monstrum. O ideach, które aby wypłynąć na światło dzienne muszą pokonać bardzo wiele przeszkód. Jeżeli interesujecie się technologicznymi nowinkami, czy może aktualną kondycją finansową wielkich tego świata to tekst Teda Kosmatki na pewno was nie rozczaruje. Warto poświęcić mu chwilkę czasu.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-6774949671399608445?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/6774949671399608445/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/sztuka-alchemi-ted-kosmatka.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6774949671399608445'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/6774949671399608445'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/sztuka-alchemi-ted-kosmatka.html' title='&quot;Sztuka alchemi&quot; Ted Kosmatka'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-lktHA4BqmQE/TjL-gc8spVI/AAAAAAAADHA/G9YGx9bxsTY/s72-c/okladka-2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-2130703689443593351</id><published>2011-07-29T20:24:00.002+02:00</published><updated>2011-07-29T20:29:44.049+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Egan Greg'/><title type='text'>"Miasto permutacji" Greg Egan</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-AlEj9rT5vCU/TjL7z5LcvBI/AAAAAAAADGw/xVR0lWu6aLI/s1600/permatation-city.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 123px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-AlEj9rT5vCU/TjL7z5LcvBI/AAAAAAAADGw/xVR0lWu6aLI/s200/permatation-city.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634842952734653458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Miasto permutacji&lt;/i&gt; to książka niewątpliwie trudna w odbiorze. Nie jest to lektura przeznaczona do pociągu ani na poranne podróże do pracy. Nie odprężymy się przy niej, nie pochłonie nas akcja czy nietuzinkowi bohaterowie. Wręcz przeciwnie. Greg Egan, pisarz hard science fiction i programista, nie buduje powieści intrygującej, wciągającej od pierwszych kartek. Stawia na powolne, czasami dosłownie nudne, filozoficzno-naukowe rozważania na tematy związane z człowiekiem, jego egzystencją i decyzjami, które jej towarzyszą. Skupia się na budowaniu nastroju za pomocą magii liczb, oddziaływań genetycznych, procesów myślowych, zmuszających ludzkość do działań prowadzących do przetrwania, nieśmiertelności. Czy wychodzi naprzeciw naszych oczekiwań?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bohaterami &lt;i&gt;Miasta permutacji&lt;/i&gt; są Paul Durham, oraz Maria Deluca. Jedną i drugą osobę poznajemy w momencie, gdy pracują nad przedsięwzięciami umożliwiającymi powiązanie świata rzeczywistego z komputerowym. Mężczyzna budzi się jako Kopia – „elektroniczny klon żyjącego człowieka”. Jest to typowy przedstawiciel klasy naukowców, którzy pragną zrewolucjonizować życie wirtualne. Można powiedzieć, że w pewien sposób poświęca się dla tej idei w sposób nieodwracalny. Nauczony poprzednimi doświadczeniami, blokuje program umożliwiający opuszczenie świata elektronicznego. W ten sposób odcina się ostatecznie od rzeczywistości i otrzymuje nieskończenie wielką ilość czasu na prowadzenie badań. Maria z kolei przypomina jedną z nastolatek, które oprócz ciągłego poszukiwania pracy uzależnione są od palącej potrzeby zabłyśnięcia, przekroczenia granicy możliwości. Tak jak już wspominałem obie te postaci nie są kreacjami pochłaniającymi nas do żywego. Nie będziemy z zapartym tchem śledzić ich zmagań, bo nie mają one w sobie nic z sensacji czy kryminału. Przypatrując się działaniom Paula Durahna i Marii Deluca jesteśmy świadkami podręcznikowej pracy programistów, biologów, chemików i całej masy innych umysłów mających kontakt z dziedzinami ścisłymi.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Miasto permutacji&lt;/i&gt; to jedno z tych dzieł, które choć wymagają maksymalnego skupienia, odpoczynku od czytania to jednak na długo zapadają w pamięć. Po raz kolejny zaznaczam, że nie dzieje się tak dzięki wciągającej akcji, ale fabule zahaczającej o tematy ukazane w odmienny sposób od powszechnie obowiązującego. Problemy związane z granicami zniewolenia samego siebie, pytania o korelację religii z nauką czy próby nakreślenia przez człowieka własnej tożsamości to tylko nieliczne przykłady zagadnień rozpatrywanych przez autora. I właśnie w miejscu należy podkreślić, iż Greg Egan w dość nietypowy sposób pisze o wspomnianych wyżej kwestiach. Nie prowadzi on, bowiem wykładów, dyskusji filozoficznych, ale stara się uzasadnić swoje wywody za pomocą konkretnych liczb. Zapewne, dlatego też książka przyprawia o bóle głowy, gdy po raz setny autor zapomina, iż nie każdy ukończył studia matematyczne. Prawdopodobnie to jest główna wada powieści. Niezbyt czytelny język literacki powoduje sporo zamieszania, choć oczywiście przy wzmożonym wysiłku intelektualnym &lt;i&gt;Miasto permutacji&lt;/i&gt; okazuje się książką bardzo interesującą. Jeżeli ustatkujemy się, w pewnym sensie zasymilujemy się z wizją Grega Egana to z pewnością nie będziemy rozczarowani.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-HA3QqX93X50/TjL790mBHsI/AAAAAAAADG4/D3OiU-BbsCs/s1600/38548_miasto-permutacji_200.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 126px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-HA3QqX93X50/TjL790mBHsI/AAAAAAAADG4/D3OiU-BbsCs/s200/38548_miasto-permutacji_200.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634843123302604482" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeżeli chciałbym doszukiwać się porównań z innymi pisarzami to powiedziałbym, że dokonania Grega Egana przypominają mi twórczość Philipa K. Dicka. Z góry jednak zaznaczam, że nie stawiam znaku równości pomiędzy tymi autorami. Autor &lt;i&gt;Bożej inwazji&lt;/i&gt; czy &lt;i&gt;Ubika&lt;/i&gt; zdecydowanie góruje nad swoim australijskim kolegą po fachu. Podobieństwa upatruję nie w stylu, ale w głównych motywach twórczości obu pisarzy. Zarówno Greg Egan jak i Philip K. Dick bardzo dużo uwagi poświęcają w książkach dogłębnemu poznaniu człowieka i jego natury. Ktoś mógłby powiedzieć, że większość utworów zawiera bardziej lub mniej podobne przemyślenia. Nie chodzi mi jednak o same motywy, ale sposób zestrojenia ich z akcją książek. Pisarze wyżej wymienieni nie bawią czytelnika sensacyjnymi opisami, zagmatwanymi zagadkami, dramatycznymi zwrotami akcji. Czynniki te tracą na znaczeniu, gdy w grę wchodzi poddanie się rozważaniom stricte metafizycznym. W &lt;i&gt;Mieście permutacji&lt;/i&gt; najważniejszy jest człowiek jako przedstawiciel szerszego społeczeństwa zwanego powszechnie ludzkością. Tempo książki, choć początkowo zawrotne stopniowo zwalnia by w jeszcze większym stopniu uwypuklić przekaz główny. Mniej więcej tak samo zachowuje się fabuła w światach kreowanych przez Philipa K. Dicka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyznam szczerze, że kilkakrotnie chciałem przerwać lekturę &lt;i&gt;Miasta permutacji&lt;/i&gt;. Z wielu powodów, nie tylko odautorskich. Krzysztof Pochmara na łamach Katedry wspomina o „interpunkcyjnej chorobie” i ma rację. Ona rzeczywiście zniechęca do czytania. Dodajmy do tego momentami zbyt techniczny język wypowiedzi, nijaką akcję i faktycznie może być to powieść nie do przebrnięcia. I żadna „siła wyobraźni” czy „odwaga literackiej wizji” nie obroni historii wirtualnego świata stworzonej przez programistę z Australii. Książka Egana po prostu nie wpasowuje się w obecnie preferowane trendy. Z powodów wyżej wymienionych sięgnie po nią niewielki procent czytelników. Nie oznacza to oczywiście, że książka jest zła. Jest po prostu inna. Jej bohaterowie nie mają zamiaru zabawiać, zafascynować odbiorców. Można powiedzieć, że są jedynie tłem (w dosłownym tego słowa znaczeniu) dla przemyśleń Grega Egana.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Australijski pisarz, autor jeszcze takich powieści jak &lt;i&gt;Kwarantanna&lt;/i&gt; (1992) czy &lt;i&gt;Stan wyczerpania&lt;/i&gt; (1994), nie opowiadania historii w sposób pasjonujący, wciągający. Nie wychodzi naprzeciw literaturze rozrywkowej, w &lt;i&gt;Mieście permutacji&lt;/i&gt; nie ma miejsca dla dramaturgii, spektakularnych zwrotów akcji. Egan rezygnuje z tego wszystkiego dla głębszego, ciśnie się na usta określenie „naukowego”, podejścia do kwestii tożsamości, natury człowieka współczesnego. Jeżeli ktoś pragnie uczestniczyć w eksperymencie, gdzie granica jest tylko nasza wyobraźnia, to bardzo serdecznie zapraszam do zapoznania się z niniejszą pozycją.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-2130703689443593351?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/2130703689443593351/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/miasto-permutacji-greg-egan.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2130703689443593351'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2130703689443593351'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/miasto-permutacji-greg-egan.html' title='&quot;Miasto permutacji&quot; Greg Egan'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-AlEj9rT5vCU/TjL7z5LcvBI/AAAAAAAADGw/xVR0lWu6aLI/s72-c/permatation-city.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-4789165795684053863</id><published>2011-07-29T20:17:00.001+02:00</published><updated>2011-07-29T20:23:06.420+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Anderson Poul'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Olśnienie" Poul Anderson</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-MwqYvmytcDw/TjL6TU319nI/AAAAAAAADGo/YRwux6hevrQ/s1600/brain-wave-poul-anderson-paperback-cover-art.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-MwqYvmytcDw/TjL6TU319nI/AAAAAAAADGo/YRwux6hevrQ/s200/brain-wave-poul-anderson-paperback-cover-art.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634841293721302642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Olśnienie&lt;/i&gt; to historia Ziemi, której mieszkańcy – nie tylko ludzie, ale wszystkie stworzenia myślące – z dnia na dzień stali się niewyobrażalnie mądrzejsi. Iloraz inteligencji każdej istoty obdarzonej mózgiem wzrósł kilkakrotnie. Najlepiej znoszącymi zmianę okazują się naukowcy silni duchem i już pierwotnie o dużym ilorazie inteligencji. W powieści owe jednostki pełnią rolę nie tyle przewodników po nowym świecie – ciężko mówić o przewodnikach, gdy wszystko wokół ulega rozpadowi – co świadków zniszczenia, upadku rasy ludzkiej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poul Anderson oczyma naukowców odpowiada na pytanie: do czego może doprowadzić zbyt duża wiedza o otaczającym nas świecie. Wyobraźcie sobie społeczeństwo, w którym do wszystkich – począwszy od powiedzmy windziarzy po inżynierów – zaczyna docierać bezsens wykonywanych przez nich zadań. Ludzi, dla których pieniądz zupełnie traci na wartości w obliczu ogromu wszechświata. Nauczyciela nie widzącego potrzeby nauczania skoro i tak wszyscy kiedyś umrą, czy artystę nie znajdującego pocieszenia w swoich dziełach. Oto świat po przejściach, a właściwie po wyjściu ze strumienia pola magnetycznego blokującego rozwój inteligencji.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Widząc skutki ‘zmiany’ opisanej przez Poula Andersona nie sposób nie zadać kolejnego pytania: czy nadmierna inteligencja może zwrócić ludzkość w stronę barbarzyństwa? Wszystko, co ludzkie przestaje być nam obce. Człowiek osiąga umysłową doskonałość i tym samym traci cel w życiu. Wiążące go do tej pory hasła – ekonomia, polityka, narodowość, moralność – przestają prezentować jakiekolwiek znaczenia, bledną w obliczu potęgi ludzkiego umysłu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W &lt;i&gt;Olśnieniu&lt;/i&gt; Poul Anderson także ostrzega przed niepohamowanym rozwojem, lecz tym razem rozwojem umysłu. Kartezjańskie: „Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce”, zestawione z ową powieścią nabiera nowego wydźwięki i stanowi być może zapowiedź nadchodzących zmian.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-4789165795684053863?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/4789165795684053863/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/olsnienie-poul-anderson.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/4789165795684053863'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/4789165795684053863'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/olsnienie-poul-anderson.html' title='&quot;Olśnienie&quot; Poul Anderson'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-MwqYvmytcDw/TjL6TU319nI/AAAAAAAADGo/YRwux6hevrQ/s72-c/brain-wave-poul-anderson-paperback-cover-art.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-7563773772725981010</id><published>2011-07-29T08:35:00.006+02:00</published><updated>2011-07-30T15:23:22.123+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dick Philip K.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Świat Jona" Philip K. Dick</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-SDUHDo3Zzu0/TjJV-Ziie8I/AAAAAAAADGg/GRaz-GT0fl0/s1600/We-Can-Remember-It-for-You-Wholesale-Dick-Philip-K-9780806512099.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 132px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-SDUHDo3Zzu0/TjJV-Ziie8I/AAAAAAAADGg/GRaz-GT0fl0/s200/We-Can-Remember-It-for-You-Wholesale-Dick-Philip-K-9780806512099.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634660614289914818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rozpoczynając studia historyczne życzyłem sobie małej ilości dat, krótkich godzin w bibliotece, troszeczkę dłuższych wyskoków na jedno małe niewstrząśnięte, długich nocy oraz przebywania w towarzystwie ludzi normalnych, lecz nie banalnych. Dziś mogę powiedzieć, że los był dla mnie łaskawy i spełnił niemalże wszystkie marzenia z tamtego okresu. Dlaczego nie wszystkie? Świat studencki potrzebuje błazna. Osoba taka dba o właściwą atmosferę w grupie, zapewnia rozrywkę pomiędzy zajęciami i w razie przedłużającej się na nich ciszy zawsze jest w stanie sypnąć złotą myślą. Nie przytoczę tutaj wszystkich, niezwykle celnych uwag odnośnie życia i śmierci, ale wspomnę jedną: „Wojna to czas zmian”. I od tego zacznijmy.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdyby Winston Churchill przemawiając w Fulton piątego marca 1946 roku zdawał sobie sprawę z tego, jak wielką zawieruchę wywoła termin „żelazna kurtyna”, być może nakazałaby skorygować tekst wypowiedzi. Historia jest jednak nieubłagana. Wystąpienie ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii na nowo rozbudziło w społeczeństwach uczucie niepewności, a stan napięcia związany z rywalizacją ideologiczną bloku zachodniego ze wschodnim zaczął być coraz bardziej odczuwalny. Choć Winston Churchill przyznawał publicznie, że „nie wierzy, by Rosja Sowiecka chciała wojny”*, przywódcy kapitalistycznych mocarstw rozpoczęli przygotowania do obrony przez komunistyczną ekspansją. Pomimo zakończenia drugiej wojny światowej pytania o przyszły porządek świata nie traciły na aktualności.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wojna to czas zmian, to już ustaliliśmy. Co działo się tuż przed nią? Panika, wyczekiwanie nieuniknionego, przeświadczenie o własnej bezsilności, poddanie się biegowi wydarzeń i wszystko to razem. O rozpoczęciu działań wojennych – trochę nietypowych, ale wroga się nie wybiera – pierwsi dowiedzieli się mieszkańcy New Jersey, którzy trzydziestego października 1939 roku stali się świadkami ataku Marsjan na Ziemię. Co prawda wszystko okazało się koszmarną pomyłką, za którą odpowiadał niejaki Orson Welles wraz z Mercury Theatre, ale wydarzenie to stanowi doskonały miernik napięcia panującego w ówczesnych społeczeństwach. Słuchowisko radiowe oparte na powieści &lt;i&gt;The War of the Worlds&lt;/i&gt; (1898 r.) Herberta George Wellsa, bo o nim mowa, w atmosferze strachu przed masowym konfliktem zbrojnym zostało potraktowane przez radiosłuchaczy jako faktoid, czyli rzeczywisty reportaż inwazji obcych z kosmosu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale wróćmy do literatów, tak chętnie podejmujących i przetwarzających problemy mas. Epoki historyczne wypełnione są utworami opisującymi działania militarne, zabójcze machiny i wielkie postaci zmieniające losy świata. Wystarczy wspomnieć twórczość Homera, czy &lt;i&gt;Wojnę i pokój&lt;/i&gt; Lwa Tołstoja. Zimna wojna także dołożyła swoją cegiełkę. Przyczyniła się szczególnie do rozwoju fantastyki naukowej. Towarzyszący jej wyścig zbrojeń pobudził wyobraźnię twórców, podsunął świeże pomysły odnośnie rozwiązań technologicznych oraz zmusił do poszukiwania odpowiedzi na pytanie o przyszłość Ziemi i rodzaju ludzkiego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Prawdopodobnie nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie rywalizacja polityczna i gospodarcza wielkich mocarstw, która stała się literacką pożywką dla takich twórców, jak chociażby Robert A. Heinlein, który już w 1947 roku w powieści &lt;i&gt;Rocket Ship Galileo&lt;/i&gt; opisał pionierskie wyprawy na Księżyc. Książka na tyle dobrze oddawała obawy społeczeństwa amerykańskiego, że w 1950 roku Irving Pichel** przeniósł ją na ekrany kin (&lt;i&gt;Destination Moon&lt;/i&gt;). Historia biznesmena samodzielnie rzucającego wyzwanie Związkowi Radzieckiemu znalazła poklask wśród Amerykanów i rok później została uhonorowana Oskarem za najlepsze efekty specjalne. Oczywiście obiektem zainteresowania pisarzy nie był tylko wyścig o Księżyc. Kilka lat później geniusz Roberta A. Heinlein po raz kolejny dał o sobie znać w &lt;i&gt;Starship Troopers&lt;/i&gt; (1959 r). Od tamtej pory motyw żołnierza przyszłości - po raz pierwszy wówczas ukazany tak precyzyjnie - stopniowo będzie się rozwijał: od żołnierza kosmosu, poprzez cyborga, aż do superżołnierza Timothy Zahna (cykl Cobra) łączącego człowieka z maszyną.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak już wspomnieliśmy zimna wojna, podobnie jak każda inna, doprowadziła do rozkwitu niemalże wszystkich dziedzin nauki, w tym także robotyki***. To między innymi dzięki niej doszło do ewolucji robota, od sztucznej istoty mającej zastąpić człowieka w pracy (idea Karela Čapka****) po zbuntowanego antropomorficznego cyborga.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Robot nie może skrzywdzić człowieka, ani przez zaniechanie działania dopuścić, aby człowiek doznał krzywdy” – jedno z trzech praw robotyki stworzonych przez Isaaca Asimova w 1942 roku w opowiadaniu &lt;i&gt;Runaround&lt;/i&gt;. Kto dziś o nich pamięta?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Lata osiemdziesiąte to okres schyłkowy ewolucji maszyn wyposażonych w sztuczną inteligencję. Wizja robota, początkowo niegroźnego i konstruowanego z myślą ułatwieniu życia rodzajowi ludzkiemu, stopniowo ulegała przeobrażeniom. &lt;i&gt;The Terminator&lt;/i&gt; Jamesa Camerona oraz &lt;i&gt;Blade Runner&lt;/i&gt; Ridleya Scotta umocniły wizerunek antropomorficznego buntownika. Zarówno czytelnicy, jak i widzowie mieli okazję dokładnie przyjrzeć się buntowi sztucznej inteligencji przeciwko człowiekowi, swojemu stwórcy. Czy było to jednak pierwsze starcie istoty ludzkiej z jej mechanicznym potomkiem?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mary Shelley już w 1818 roku w powieści &lt;i&gt;Frankenstein&lt;/i&gt; zaprezentowała sztucznego człowieka zszytego z fragmentów trupich ciał i powołanego do życia dzięki wyładowaniom elektrycznym. Od tamtego czasu monstrum stale pobudzało wyobraźnię twórców, a film &lt;i&gt;Frankenstein&lt;/i&gt; z 1910 roku, uchodzący za jeden z pierwszych w historii obrazów kina światowego, w którym zastosowano efekty specjalne*****, zrobił bardzo duże wrażenie na ówczesnych widzach. Cofając się w czasie jeszcze bardziej spotykamy Golema - bezrozumną istotę z tradycji żydowskiej, ulepioną z gliny i ożywioną dzięki tajemnym rytuałom.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak widać strach przed nieznanym, jak i przed sztuczną inteligencją wymykającą się spod kontroli ma bardzo długie korzenie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W atmosferze napięcia wywołanego zimną wojną żył i tworzył Philip K. Dick. W 1954 roku opublikował opowiadanie &lt;i&gt;Jon’s World&lt;/i&gt;, stanowi doskonały przykład na zainteresowanie zagrożeniem ze strony inteligentnych maszyn. W tekście spotykamy „szponary” – antropomorficzne roboty obdarzone sztucznym mózgiem – będące skutkiem ubocznym wojny totalnej między Strefą Sowiecką a Narodami Zjednoczonymi. Autor roztacza przez czytelnikami apokaliptyczną wizję zagłady Terry******, której przyczyn należy doszukiwać się przede wszystkim w niewłaściwym wykorzystaniu osiągnięć nauki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W &lt;i&gt;Jon’s World&lt;/i&gt; Philip K. Dick ukazał świat, gdzie najważniejszą cnotą jest nauka. Po upływie tysiącleci – szponary wyniszczyły siebie nawzajem - człowiek wraca z księżycowego wygnania i rozpoczyna odbudowę Terry. Wznosi jednak świat wyzuty z marzycielstwa, gdzie nie ma miejsca na religijne rozmyślania. Świat, w którym ludzkość przestała śnić o wyższej rzeczywistości, bogach, diabłach, Raju i w pełni skupiła się na pracy. W tak funkcjonującym świecie poznajemy Caleba Ryana, żarliwego wyznawcę empirycznego podejścia do życia i obrońcę ustalonego przez historię porządku. Służąc nauce, wyrusza on wehikułem czasu w przeszłość, aby wykraść dokumenty pozwalające na ponowne skonstruowanie sztucznego mózgu. Podczas misji dochodzi jednak do komplikacji, w skutek której potwierdza się stara prawda, że nie można ingerować w przeszłość.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Jon’s World&lt;/i&gt; to literacki rzut okiem na zagrożenia płynące z eskalacji konfliktu. Philip K. Dick prezentując apokaliptyczną wizję ludzkości przestrzega wszystkich zainteresowanych wojną przed zatraceniem. Konflikt człowieka z maszyną nie stanowi wątku głównego, ale pełni jedynie rolę tła do zobrazowania większego zjawiska, jakim jest wojna totalna. Historia buntu szponarów, powołanych do istnienia w celu zapewnienia człowiekowi pomocy, to nic innego, jak przykład niewłaściwego użycia zdobyczy techniki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Opowiadanie &lt;i&gt;Jon’s World&lt;/i&gt; to próba wyrażenia własnego strachu przed niekontrolowanym rozwojem nauki. Autor odwołuje się do zakorzenionego w społeczeństwach lęku przed wymykającym się spod kontroli tworem ludzkiego geniuszu. Oczywiście dostosowuje tekst do aktualnych realiów, a monstrum doktora Frankensteina zastępuje antropomorficznym robotem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Jon’s World&lt;/i&gt; to także hołd złożony dylematom filozoficznym, które nurtowały Philipa K. Dicka przez całe życie. Autor rozważa problem realności świata widzianego oraz istnienia Boga i jego znaczenia dla człowieka. Zagadnienia te zostaną w pełni zaprezentowane dopiero kilkanaście lat później, przede wszystkim w powieści &lt;i&gt;The three stigmata of Palmer Eldritch&lt;/i&gt; (1964 r.) oraz &lt;i&gt;Ubik&lt;/i&gt; (1966 r.).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;***&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W zakończeniu zapewne mile widziana była by jakaś puenta. Trafne podsumowanie, nie tyle zimnej wojny – jaka była każdy słyszał – ale jej wpływu na twórców fantastyki naukowej. Rozczaruję was jednak i nie powiem nic. Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o wojnie Zachodu ze Wschodem, jakie wywoływała emocje i jakie zagrożenie niosła ze sobą, znajdziecie w dwudziestowiecznych powieściach (względnie opowiadaniach). I to nie tylko tych osadzonych w realiach fantastyki naukowej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;________________________________________&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;* H. Kissinger &lt;i&gt;Dyplomacja&lt;/i&gt;, Warszawa 2003, s.482.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;** I. Pichel (1891-1954) – amerykański aktor i reżyser.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;*** Robotyka – interdyscyplinarna dziedzina wiedzy działająca na styku mechaniki, automatyki, elektroniki, sensoryki, cybernetyki oraz informatyki. Domeną robotyki są również rozważania nad sztuczną inteligencją.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;**** K. Čapek (1890-1938) – jeden z najważniejszych pisarzy czeskich dwudziestego wieku. Zaliczany do pionierów fantastyki naukowej. W 1920 roku w sztuce &lt;i&gt;Roboty Uniwersalne Rossuma&lt;/i&gt; po raz pierwszy został użyty termin „robot”.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;***** Konkretnie chodzi o scenę, w której monstrum powstaje z ognia w kotle z chemikaliami. Podczas jej kręcenie wykorzystano zabieg cofnięcia sekwencji taśmy filmowej (tzn. najpierw sfilmowano spalenie makiety stwora, a następnie zmontowano ją od końca).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;****** Terra – łacińska nazwa Ziemi wykorzystana przez Philipa K. Dicka w opowiadaniu &lt;i&gt;Jon’s World&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-7563773772725981010?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/7563773772725981010/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/swiat-jona-philip-k-dick.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/7563773772725981010'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/7563773772725981010'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/swiat-jona-philip-k-dick.html' title='&quot;Świat Jona&quot; Philip K. Dick'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-SDUHDo3Zzu0/TjJV-Ziie8I/AAAAAAAADGg/GRaz-GT0fl0/s72-c/We-Can-Remember-It-for-You-Wholesale-Dick-Philip-K-9780806512099.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-1366280775021284371</id><published>2011-07-28T20:55:00.003+02:00</published><updated>2011-07-29T08:35:00.820+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='antologia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='VanderMeer Jeff'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='VanderMeer Ann'/><title type='text'>"Steampunk" red. Ann &amp; Jeff VanderMeer</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-KPW9g9KP3f0/TjGyAwyJW9I/AAAAAAAADGI/Lj1TXJWVIy4/s1600/vandermeer.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 130px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-KPW9g9KP3f0/TjGyAwyJW9I/AAAAAAAADGI/Lj1TXJWVIy4/s200/vandermeer.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634480334982175698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Biali ludzie byli w stanie od czasu do czasu wymyślić coś dobrego”. Trudno przeczyć temu stwierdzeniu, gdy się czyta antologię &lt;i&gt;Steampunk&lt;/i&gt;. Jej redaktorzy bowiem – Ann i Jeff VanderMeer – podeszli do zadania bardzo profesjonalnie. Oprócz przemyślanego wyboru opowiadań, wzbogacili wspomniany zbiór tekstami publicystycznymi. Zabiegi te pozwalają postrzegać antologię &lt;i&gt;Steampunk&lt;/i&gt; jako książkę skierowaną nie tylko do starych steampunkowych wyjadaczy, ale także do czytelników, którzy z mechanicznym wszechświatem nie mieli jeszcze do czynienia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zanim przejdziemy do omówienia opowiadań, warto spojrzeć na książkę z nieco szerszej perspektywy. Z pewnością nie każdy odbiorca literatury fantastycznej miał okazję zetknąć się z steampunkiem, a być może znajdą się i tacy, którzy sięgając po książkę wydawnictwa ArsMachina termin ów usłyszą po raz pierwszy. Jak już jednak powiedziałem, Steampunk to pozycja dla każdego. Rozwiązaniem problemu steampunkowych laików jest dwuczęściowa konstrukcja vandermeerowego zbioru, na który oprócz publicystyki składają się również mniej lub bardziej przystępne w odbiorze opowiadania. Siłą rzeczy jednak funkcję dydaktyczną pełnią głównie artykuły: Jessa Nevinsa &lt;i&gt;Dziewiętnastowieczne korzenie steampunka&lt;/i&gt;, Ricka Klawa &lt;i&gt;Parowy Wehikuł Czasu: Ujęcie popkulturowe&lt;/i&gt; oraz &lt;i&gt;Steampunk graficzno-sekwencyjny: Skromny przegląd podgatunku na polu powieści graficznych&lt;/i&gt; Billa Bakera. Pierwszy z nich to nic innego jak historia steampunka w pigułce. Jego autor wspomina początki „mechanicznego wszechświata”; rozpoczynając od przytoczenia kilku powieści wagonowych (&lt;i&gt;The Huge Hunter: Or the Steam Man of the Prairies&lt;/i&gt; E. Ellis, &lt;i&gt;Frank Reade and His Steam Man of the Plains&lt;/i&gt; H. Enton) i przypomnieniu dokonań Juliusza Verne’a a kończąc wymienieniem podstawowych cech steampunka. Dwa pozostałe teksty to próba uzmysłowienia przeciętnemu zjadaczowi chleba, że steampunk odcisnął piętno niemalże na każdym elemencie popkultury; książkach (&lt;i&gt;Diamentowy wiek&lt;/i&gt; Neal Stephenson, trylogia Mroczne materiały Philip Pullman), komiksach (&lt;i&gt;Scarlet Traces&lt;/i&gt;), grach (&lt;i&gt;Space 1889&lt;/i&gt;) i oczywiście filmach (&lt;i&gt;Podróż do wnętrza Ziemi &lt;/i&gt;1959, &lt;i&gt;Wehikuł czasu&lt;/i&gt; 1961, &lt;i&gt;Miasto Zaginionych Dzieci&lt;/i&gt; 1995).&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Choć opowiadania zamieszczane w antologiach tematycznych dotyczą podobnych (jeśli nie identycznych) zagadnień, praktycznie nigdy nie prezentują jednakowego poziomu literackiego. &lt;i&gt;Steampunk&lt;/i&gt; nie jest wyjątkiem. Ann i Jeff VanderMeer w przedmowie &lt;i&gt;Steampunk: „To mechaniczny wszechświat Wiktorio”&lt;/i&gt; wyraźnie zaznaczają, iż redagowany przez nich zbiór to przede wszystkim próba ukazania zmian zachodzących w steampunku w przeciągu ostatnich trzydziestu lat; zatem zawiera teksty lepsze i gorsze. Takie otwarte postawienie sprawy to jeszcze jeden plus niniejszej antologii i kolejne świadectwo fachowości redaktorów. Po pierwsze, laicy sięgający po &lt;i&gt;Steampunk&lt;/i&gt; de facto na samym początku są zapewniani o występujących w książce bardzo zróżnicowanych artystycznie opowiadaniach, pozwalających na stopniowe zagłębianie się w „mechaniczny wszechświat”. Po drugie, Ann i Jeff VanderMeer spokojnie tłumaczą co bardziej wymagającym czytelnikom, iż obok tekstów wzorowanych na powieściach wagonowych (np. &lt;i&gt;Maszyna lorda Kelvina&lt;/i&gt; James P. Blaylock, &lt;i&gt;Spotkanie parowego człowieka z prerii i Mrocznego Jeźdźca: powieść wagonowa&lt;/i&gt; Joe R. Lansdale), nie zabraknie pisarstwa czy to pana Stephensona, czy Iana MacLeoda. Podsumowując, każda grupa odbiorców znajdzie coś dla siebie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-xgw9COtplzo/TjGyNCufwTI/AAAAAAAADGQ/BsFvfgm620E/s1600/117250_steampunk_200.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 139px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-xgw9COtplzo/TjGyNCufwTI/AAAAAAAADGQ/BsFvfgm620E/s200/117250_steampunk_200.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634480545957134642" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Omawiając antologię VanderMeerów warto również nadmienić, że wchodzące w jej skład teksty zawierają większość charakterystycznych dla steampunka motywów. Siłą rzeczy i niejako na potwierdzenie słów Jessa Nevinsa nie zabraknie nawiązań do dziewiętnastowiecznej literatury podróżniczo-naukowej. Ukłonem w stronę Juliusza Verne’a oraz Herberta Wellsa są między innymi opowiadania &lt;i&gt;Maszyna lorda Kelvina&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Słońce na Poddaszu&lt;/i&gt; oraz &lt;i&gt;Klub Księżycowego Ogrodnictwa&lt;/i&gt;, w których pierwsze skrzypce grają nie tyle sami bohaterowie, ile ich błyskotliwe, naukowe umysły. Jeżeli mowa o steampunku, to nie może oczywiście zabraknąć sterowców (&lt;i&gt;Błogosławieństwo&lt;/i&gt;), podrasowanych eksperymentów genetycznych (&lt;i&gt;Nadciąga Bóg Klaun&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;Wiktoria&lt;/i&gt;) oraz parowego człowieka (&lt;i&gt;Spotkanie parowego człowieka z prerii i Mrocznego Jeźdźca: powieść wagonowa&lt;/i&gt;). Każdy z tych utworów to doskonały przykład literatury przygodowej, gdzie oprócz dynamicznej akcji pełno alternatywnej historii i gadżeciarstwa. Na koniec znajdą się i opowiadania, bez których czytelnicy – bo nie redaktorzy, przekonani o własnej edukacyjnej misji – na pewno mogliby się obejść. Na mnie osobiście najgorsze wrażenie wywarł tekst Neala Stephensona (&lt;i&gt;Ustęp z Trzeciego i Ostatniego Tomu Plemion Wybrzeża Pacyfiku&lt;/i&gt;), który w moim odczuciu troszeczkę odstaje od steampunkowej tematyki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kończąc, do sięgnięcia po antologię zachęcam każdego, ale w pierwszej kolejności osoby, które wcześniej nie miały ze steampunkiem do czynienia. Ann i Jeff VanderMeer, jak również wydawnictwo ArsMachina, odwalili kawał naprawdę świetnej roboty. &lt;i&gt;Steampunk&lt;/i&gt; to pozycja przemyślana, książka, która udowodnia, że „mechaniczny wszechświat” jest otwarty dla wszystkich.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-1366280775021284371?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/1366280775021284371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/steampunk-red-ann-jeff-vandermeer.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1366280775021284371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/1366280775021284371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/steampunk-red-ann-jeff-vandermeer.html' title='&quot;Steampunk&quot; red. Ann &amp; Jeff VanderMeer'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-KPW9g9KP3f0/TjGyAwyJW9I/AAAAAAAADGI/Lj1TXJWVIy4/s72-c/vandermeer.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-370163966220956421</id><published>2011-07-28T20:49:00.001+02:00</published><updated>2011-07-28T20:51:45.180+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dick Philip K.'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><title type='text'>"Zapłata" Philip. K. Dick</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-l4Gc4tscLbU/TjGvrATowhI/AAAAAAAADGA/zlVMUIRPtHI/s1600/images.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-l4Gc4tscLbU/TjGvrATowhI/AAAAAAAADGA/zlVMUIRPtHI/s200/images.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634477762168799762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Zapłata&lt;/i&gt; Philipa K. Dicka to doskonały przykład tekstu osadzonego w realiach fantastyki naukowej. Z wypowiedzi głównych bohaterów można wywnioskować, że akcja opowiadania rozgrywa się w pierwszej połowie XXI wieku, prawdopodobnie w latach dwudziestych. Jest to okres nieograniczonej władzy Rządu oraz głównego organu wykonawczego - Tajnej Policji. Czasy, w których jednostka społeczna utraciła swoje prawa i do łask powróciła maksymalna kontrola obywateli. Philip K. Dick nie podaje konkretnych czynników, które doprowadziły do takiego, a nie innego wglądu systemu społeczno-politycznego. Niemniej można domyślić się, że ma to związek z rozwojem kapitalizmu i podziałem wpływów w społeczeństwie między władzę państwową i wielkie korporacje. Człowiekowi, jako jednostce funkcjonującej w owym społeczeństwie została przydzielona tylko rola biernego obserwatora.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Postacią pierwszoplanową jest Jennings, mechanik, którego poznajemy w momencie, gdy kończy dwuletnią współpracę z firmą Rethrick Construction. Zgodnie z kontraktem za wykonane zadanie otrzymał kilka drobiazgów (dokładnie: magnetyczna karta kodowa, bilet, kwit nadania paczki, długi kawałek cienkiego drutu, połówka żetonu do gry w pokera, zielony pasek materiału, żeton na autobus) oraz niespodziewany bonus: brak wspomnień z ostatnich dwóch lat. Bohater nie załamuje się jednak, wręcz przeciwnie. Postanawia za wszelką ceną dowiedzieć się, dlaczego został tak, a nie inaczej potraktowany. Działania podejmowane przez Jenningsa stanowią główny wątek opowiadania. Philip K. Dick ukazał człowieka zaszczutego, oszukanego, ale jednocześnie nie tracącego wiary. Zdanie: „Wiara to coś, czego nigdy nie powinno się tracić”, może uchodzić za myśl przewodnią &lt;i&gt;Zapłaty&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do stylu pisarskiego Philipa K. Dicka trudno mieć zastrzeżenia. Jeżeli chodzi o tempo akcji to powiedziałbym, że opowiadanie wpisuje się w model powieści sensacyjnej. Dynamiczna akcja, ciekawi bohaterowie i intryga w tle. Walory tekstu docenił między innymi John Woo, który przeniósł &lt;i&gt;Zapłatę&lt;/i&gt; na ekrany w 2003 roku, a w głównych bohaterów wcielili się Ben Affleck, Aaron Eckhart oraz Uma Thruman.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Zapłata&lt;/i&gt; to historia człowieka, który wierzy, że może wszystko. Osoby, która nie poddaje się, ale wytrwale dąży do celu. Philip K. Dick pokazuje, że wiara i cierpliwość znaczą w życiu bardzo dużo. Tłumaczy, że przede wszystkim dzięki tym cechom jednostka jest w stanie ostatecznie wyrwać się z narzuconych jej schematów Przełamać istniejące bariery, a nawet dzięki wielkim zrywom społeczeństwa (czytaj: dzięki rewolucjom) przeciwstawiać się istniejącemu porządkowi.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-370163966220956421?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/370163966220956421/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/zapata-philip-k-dick.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/370163966220956421'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/370163966220956421'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/zapata-philip-k-dick.html' title='&quot;Zapłata&quot; Philip. K. Dick'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-l4Gc4tscLbU/TjGvrATowhI/AAAAAAAADGA/zlVMUIRPtHI/s72-c/images.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-451435025581639564</id><published>2011-07-27T21:55:00.004+02:00</published><updated>2011-07-28T08:33:25.230+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Scalzi John'/><title type='text'>"Wojna starego człowieka" John Scalzi</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-zmcwYu7f6Q0/TjBuUJZhILI/AAAAAAAADFw/g2YaQHHwK4w/s1600/51PGEMXGN8L.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-zmcwYu7f6Q0/TjBuUJZhILI/AAAAAAAADFw/g2YaQHHwK4w/s200/51PGEMXGN8L.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634124426239877298" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fantastykę naukową zaliczyć można do gatunku ginącego. Kto dziś sięga po klasyków? Ile osób w dzisiejszych czasach zna twórczość Stanisława Lema? Czytelnicy, którzy myślą w tej chwili o Peterze Hamiltonie, a nie czytali &lt;i&gt;Solaris&lt;/i&gt; niech lepiej nie podnoszą ręki. Natomiast osobom, które znają ojców science fiction, serdecznie gratuluję. Należycie do mniejszości, ale to dobra mniejszość. Dlaczego jest tak, a nie inaczej? Proszę nie mówcie, że fantastyka naukowa zestarzała się bądź przekazała wszystko, co miała do przekazania. Bzdura totalna, ale jeżeli nawet założymy – czysto hipotetycznie – że tak jest w istocie, to wzywam wszystkich pisarzy do podkradania pomysłów „starych” wyjadaczy takich jak Philip Dick i Robert Heinlein. Ukazywania ich z nowym zapałem i w realiach XXI wieku. Być może jest to właśnie właściwa droga dotarcia do współczesnych czytelników. Zafascynowania ich do tego stopnia, że zejdą z koni, porzucą elfickie łuki, wsiądą na pokłady międzygwiezdnych wahadłowców i wyruszą tam, gdzie żaden człowiek jeszcze nie dotarł.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Długo czekałem na powieść, która przypomniałaby stare dobre czasy, kiedy klimaty science fiction przekazywane były w formie przystępnej dla każdego odbiorcy. Tak. Uważam, że takich książek – gatunkowo związanych z fantastyką naukową – brakuje na rynku. Jak już wspomniałem żyję w czasach zdominowanych przez miłośników fantasy. Fani twórczości J.R.R. Tolkiena, Roberta Jordana, czy Stevena Eriksona stanowią większość w fantastycznych kręgach. Jednej z przyczyn takiego, a nie innego stanu rzeczy dopatruję się w stylu pisarskim dzisiejszych twórców science fiction. Owszem, historie tworzone choćby przez wymienionego wcześniej Petera Hamiltona oraz Alastaira Reynoldsa wciągają i dla osób zaznajomionych z fantastyką naukową stanowią dobrą pożywkę intelektualną, ale dla miłośników fantasy mogą okazać się niestrawne. Śmiem twierdzić, że czytający przed wzięciem ich do ręki powinien zaopatrzyć się w bogaty słownik wyjaśniający chociażby podstawowe założenia astronomiczne. Tak. Brakuje powieści naukowych, których autorzy umieją docierać do przeciętnych zjadaczy chleba.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Doczekałem się w 2008 roku, kiedy to ISA wydała &lt;i&gt;Old man’s war&lt;/i&gt; Johna Scalziego. Kto by się spodziewał, że wydawnictwo kojarzone z twardą fantasy sięgnie po pisarza związanego z fantastyką naukową? Pewnie nikt. Sam bardzo długo wzbraniałem się przed tą książka, właśnie z uwagi na wydawcę. Byłem głupi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;John Scalzi przenosi czytelników w czasy, gdy Ziemia jest zadupiem, a losy rodzaju ludzkiego spoczywają w rękach Kolonialnych Sił Obrony. Nie jest to organizacja tylko i wyłącznie o charakterze militarnym. Podstawowym jej zadaniem pozostaje ochrona ludzkich kolonii, niemniej od KSO zależy także polityka zagraniczna, jeżeli można tak nazwać walkę ze wszystkim, co wygląda inaczej niż istota ludzka. Historykowi nie wypada nie zauważyć, że hasła głoszone przez KSO mocno pokrywają się z polityką wysoko rozwiniętych gospodarczo państw z przełomu szesnastego i siedemnastego wieku. Przeludnienie obszarów rodzimych, a co za tym idzie dążenie do znalezienia nowych terenów osadniczych, poszukiwanie złóż surowców, to tylko niektóre z przyczyn ekspansji. Podobnie sprawa ma się ze skutkami kolonializmu. John Scalzi, jak i doświadczenia przeszłości, pokazują, że wraz z terytorialną ekspansją ma miejsce niszczenie innych kultur.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-LTJnTWvRIAo/TjBulSHjbYI/AAAAAAAADF4/jacIKpuNfJU/s1600/52521_wojna-starego-czlowieka_200.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 132px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-LTJnTWvRIAo/TjBulSHjbYI/AAAAAAAADF4/jacIKpuNfJU/s200/52521_wojna-starego-czlowieka_200.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5634124720638225794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Głównym bohaterem powieści jest John Perry, siedemdziesięciopięcioletni starzec, które może: na zawsze porzucić Ziemię i rozpocząć nowe życie jako żołnierz Kolonialnych Sił Obrony; stać się supernowoczesnym wojownikiem; uprawiać seks i udowodnić światu – a raczej wszechświatu – swoją wartość. I na koniec, osiedlić się na wybranej przez siebie planecie, aby spokojnie umrzeć. John Scalzi bez wątpienia wie, jak budować ciekawe postacie. Już w trakcie pierwszego spotkania z Johnem Perrym przekonujemy się, że nie mamy przed sobą wojskowego golema, ale człowieka z krwi i kości, i składa się z „miliardów mikroskopijnej wielkości robotów, które robią wszystko to, co robiła ludzka krew – z tym, że robią to lepiej”.* Obserwując wojskową karierę Johna Perry’ego – zielonego młodzieńca, patriotę gotowego bronić rodzaju ludzkiego przed potworami – poznajemy, jak bardzo wszechświat jest nieprzyjazny dla człowieka. Autor równomiernie naszkicował wszystkie strony głównego bohatera. Tworząc go, widział w nim nie tylko dobrego żołnierza, oddanego towarzysza walki, ale także człowieka z wieloma latami doświadczeń. Siedemdziesięciopięcioletniego staruszka wyposażonego w udoskonalone genetycznie ciało.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Wojna starego człowieka&lt;/i&gt; to space opera w najlepszym wydaniu. Nie będę wymieniał wszystkich twórców fantastyki naukowej, którzy mieli bądź mogliby mieć wpływ na powieść. Uważny czytelnik na pewno dostrzeże szlaki przetarte przez Roberta Heinleina, Timothy’ego Zahna, Alfreda Bestera, czy nawet Howarda Philipsa Lovecrafta. Świat poszedł naprzód, zrodził Johna Scalziego, ale to od nich wszystko się zaczęło. Scalzi pisząc &lt;i&gt;Wojnę starego człowieka&lt;/i&gt; nie zapomniał o niczym. Jest w niej miejsce na rzetelne – ale proste w przekazie – przedstawienie działań wojennych, naukowo-ludzkie wyjaśnienie zasad rządzących przestrzenią kosmiczną, bezwzględne potwory z ich wierzeniami i rytuałami oraz solidnych żołnierzy starających się nie zapomnieć o swoim człowieczeństwie. Styl pisarski jest bardzo wyważony. Obok wojskowego języka pojawia się sentymentalizm, a miejscami również humor. Całość sprawia wrażenie książki przemyślanej (ciekawe postacie, sprawna narracja, dynamiczna fabuła), wzorującej się na klasykach gatunku, ale jednocześnie świeżej i oryginalnej.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Old man’s war&lt;/i&gt; mógłbym polecić każdemu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W pierwszej jednak kolejności polecam miłośnikom fantasy. Ta książka przekona Was do fantastyki naukowej. Pokaże, że science fiction może być przystępne dla każdego, nie tylko dla matematycznych orłów. Także czytelnicy, którzy ze space operą mieli styczność już wcześniej, nie będą zawiedzeni. John Scalzi przypomni im wszystko, co najlepsze w tym gatunku. I wreszcie, jako ostatnich będę zachęcał do książki wszystkich którzy przekonali mnie do zaczytywania się w science fiction. Mieliście rację. Jest to rozrywka najwyższych lotów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;* J. Scalzi, &lt;i&gt;Wojna starego człowieka&lt;/i&gt;, ISA, Warszawa 2008, s.138.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-451435025581639564?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/451435025581639564/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/wojna-starego-czowieka-john-scalzi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/451435025581639564'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/451435025581639564'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/wojna-starego-czowieka-john-scalzi.html' title='&quot;Wojna starego człowieka&quot; John Scalzi'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-zmcwYu7f6Q0/TjBuUJZhILI/AAAAAAAADFw/g2YaQHHwK4w/s72-c/51PGEMXGN8L.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-815803816313127805</id><published>2011-07-27T21:49:00.001+02:00</published><updated>2011-07-27T21:51:36.875+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Robyn Lezli'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='opowiadania'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Resnick Mike'/><title type='text'>"Bratnie dusze" Mike Resnick &amp; Lezli Robyn</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Historie o robotach zawsze wywoływały u mnie zaciekawienie. Od razu dodam, że nie jestem pasjonatem elektronicznych zatrzasków, spojówek i wszelkiego rodzaju śrubek. Nie zastanawiam się nad rozwiązaniami technicznymi ani tym bardziej nad antropologiczną doskonałością blaszaków. Źródłem mojej fascynacji są podobieństwa występujące pomiędzy człowiekiem a maszyną. Jakiś czas temu zdarzyło mi się nawet napisać na zbliżony temat opowiadanie. Wiem, wiem nie ta liga, ale od czego są marzenia?&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Blade Runner&lt;/i&gt; w nowej formie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To była pierwsza myśl, jaka zaświtała w mojej głowie po przeczytaniu tekstu Mike Resnick i Lezli Robyn z listopadowej Nowej Fantastyki. &lt;i&gt;Bratnie dusze&lt;/i&gt; opowiadają o przyjaźni zapijaczonego stróża nocnego i rozstrojonego robota naprawiacza. Tylko nie myślcie, że autorzy odlecieli w kosmos i opisali nietypowy związek o podłożu seksualnym. Nic z tych rzeczy. Osią fabuły jest próba odkrycia zasad funkcjonowania człowieka przez maszynę, próba czysto rozumowego określenia ludzkich emocji. Podobnie jak w &lt;i&gt;Łowcy androidów&lt;/i&gt; pojawiają się pytania odnośnie przyczyn innego postrzegania świata, o przyszłość współistnienia. Jednak jak już wspomniałem nie mamy do czynienia z kolejną sensacyjną przygodą, ale raczej z hołdem dla praw Asimova. W &lt;i&gt;Bratnich duszach&lt;/i&gt; robot nie tylko nie staje w opozycji do stwórców, ale stara im się pomagać. I to nie z pozycji niewolnika ale istoty wolnej, świadomej obowiązków i praw. Świat, w którym poruszają się bohaterowie został ograniczony do terenów fabryki. Nie jest to jednak czynnik w jakikolwiek sposób ograniczający akcję opowiadania. Jego fabuła nie wymaga drobiazgowego przedstawienia rzeczywistości gdyż ma charakter filozoficznej dysputy rodem z dawnych czasów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nowa Fantastyka pozytywnie mnie zaskoczyła. Dawno nie czytałem tak dobrego opowiadania. Wciągające od początku, z zakończeniem nie będącym poniżej moich oczekiwań. Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić to do długości tekstu. Chętnie widziałbym przemianę &lt;i&gt;Bratnich dusz&lt;/i&gt; w powieść.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-815803816313127805?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/815803816313127805/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/bratnie-dusze-mike-resnick-lezli-robyn.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/815803816313127805'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/815803816313127805'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/bratnie-dusze-mike-resnick-lezli-robyn.html' title='&quot;Bratnie dusze&quot; Mike Resnick &amp; Lezli Robyn'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-3715942091417613252</id><published>2011-07-26T21:49:00.003+02:00</published><updated>2011-07-26T22:23:14.260+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Anderson Poul'/><title type='text'>"Genesis" Poul Anderson</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-VtDof68DPdI/Ti8bXPWntJI/AAAAAAAADEk/go40ubyCR5Y/s1600/Paul%2BAnderson%2B-%2BGenesis%2B-%2BFront.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 133px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-VtDof68DPdI/Ti8bXPWntJI/AAAAAAAADEk/go40ubyCR5Y/s200/Paul%2BAnderson%2B-%2BGenesis%2B-%2BFront.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633751744936129682" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dokąd zmierzamy? Co jest celem naszej egzystencji? Prędzej czy później każdy staje wobec takich pytań i każdy – świadomie bądź nie – poszukuje na nie odpowiedzi. Taka jest natura człowieka. Tego typu zagadnienia towarzyszyły ludzkości od początku i prawdopodobnie będą towarzyszyć nadal. Są obecne w religii, polityce, w książkach, filmach. Od tych pytań nie sposób uciec, są nie mniej natarczywe od nas. Jednakże choćbyśmy nie wiem jak pragnęli, odpowiedzi nie będą oryginalne. Owszem, każda pod pewnym kątem będzie indywidualna, choć sprawiedliwiej byłoby powiedzieć ‘zmodyfikowana’, gdyż będzie pochodzić z tego samego źródła. Ku czemu bowiem dąży każda jednostka? Ku przetrwaniu. Do tego zmierza człowiek, odkąd nauczył się posługiwać ogniem i właśnie ten cel będzie przyświecał podróżom w kosmos.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak wygląda dzisiejsza rzeczywistość. Procesem, który ukształtował dzisiejszą istotę ludzką – podobnie jak i wszystkie pozostałe stworzenia – jest ewolucja/rozwój (oba te pojęcia są stosowane przez Poula Andersona wymiennie). To za ich sprawą możemy mówić chociażby o instynkcie przetrwania i instynkcie macierzyńskim. Ewolucja, stała i niezmienna, była początkiem wszystkiego. &lt;i&gt;Genesis&lt;/i&gt; jest poświęcona właśnie owym procesom. Powieść nie jest jednak suchym zestawieniem zmian zachodzących w biologii, lecz próbą odpowiedzenia na jeszcze jedno pytanie: czy nieustanna ewolucja/rozwój jest wskazana?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Celem jasnego przedstawienia odmiennych spojrzeń na wspomniane zagadnienie Poul Anderson kreuje dwóch antagonistycznych bohaterów. Spotykamy zatem Gaję, buntowniczą sztuczną inteligencje Ziemi, dążącą do zagłady ludzkości oraz SI Wędrowca, w której bytuje świadomość astronauty, Christiana Brannocka, pragnącego człowieka ocalić. Oboje stanowią części składowe „galaktycznego mózgu”. Za sprawą ich dyskusji powieść staje się de facto ciągiem argumentów – ukazywanych poprzez mniejsze lub większe opowieści – za jedną bądź drugą stroną. Wszystko podporządkowane zostaje sformułowaniu ostatecznej odpowiedzi o przyszłość rodzaju ludzkiego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlaczego doszło do tak ważnego sporu? Janusz Zajdel w opowiadaniu &lt;i&gt;Ekstrapolowany koniec świata&lt;/i&gt; przestrzegał przed niekontrolowanym rozwojem człowieka. „Postęp jest ogromną, żywiołową siłą, której nic nie jest w stanie zahamować. W tym właśnie tkwi cała tragedia ludzkości! Raz puszczona przez człowieka w ruch machina postępu musi działać, aż do momentu, w którym człowiek wkręcony w jej tryby straci panowanie nad światem i ulegnie…” - pisał autor. Podobną wizję roztacza przed czytelnikami Poul Anderson w &lt;i&gt;Genesis&lt;/i&gt;. Sztuczna inteligencja, stworzona w celu poprawy warunków życia człowieka, wymyka się spod kontroli i zaczyna samodzielnie funkcjonować. Z uwagi na unikalność „wolno myślącego życia” we wszechświecie przystępuje do zapewnienia rodzajowi ludzkiemu całkowitego, totalnego bezpieczeństwa. W swojej mądrości pragnie przeobrazić rzeczywistość ukształtowaną przez człowieka w świat pozbawiony wojen, głodu, nieprawości, wszystkiego co złe. Stworzyć coś na wzór „matrixa” braci Wachowskich, gdzie ludzkość żyłaby szczęśliwie pod czujnym okiem sztucznej inteligencji kosmosu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zamysłom „galaktycznego mózgu” przeciwstawia się wspomniana Gaja, otwarcie głosząca koniec wolności człowieka, jeżeli powstanie ów lepszy świat. W swoich planach postanawia zniszczyć rodzaj ludzki i tym samym pokrzyżować plany drugiej strony.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Genesis&lt;/i&gt; to próba skonfrontowania dwóch sposobów na życie i wybrania tego najwłaściwszego. Poul Anderson nie przypisuje jednak sobie roli eksperta, ile raczej prowodyra dyskusji i obserwatora wydarzeń. Decyzję pozostawia nam, czytelnikom.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2011/01/17/genesis-olsnienie-poul-anderson/"&gt;Zaginiona Biblioteka&lt;/a&gt;, 17 stycznia 2011&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-3715942091417613252?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/3715942091417613252/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/genesis-poul-anderson.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/3715942091417613252'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/3715942091417613252'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/genesis-poul-anderson.html' title='&quot;Genesis&quot; Poul Anderson'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-VtDof68DPdI/Ti8bXPWntJI/AAAAAAAADEk/go40ubyCR5Y/s72-c/Paul%2BAnderson%2B-%2BGenesis%2B-%2BFront.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-3442571766118006213</id><published>2011-07-26T21:33:00.004+02:00</published><updated>2011-07-26T22:15:13.959+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='VanderMeer Jeff'/><title type='text'>"Podziemia Veniss" Jeff VanderMeer</title><content type='html'>&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-plp1p-GYOvM/Ti8gPNYTSAI/AAAAAAAADE4/pdDJt2xoUNA/s1600/JeffVandermeer_VenissUnderground.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-plp1p-GYOvM/Ti8gPNYTSAI/AAAAAAAADE4/pdDJt2xoUNA/s200/JeffVandermeer_VenissUnderground.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633757104525494274" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"Pozwólcie, że opowiem wam o mieście"* a dokładnie o jego, niezwykłościach. Do 20 lipca 2009 roku były dla mnie jedną, wielką tajemnicą. Nie czytałem &lt;i&gt;Miasta szaleńców i świętych&lt;/i&gt; ani opowiadań i &lt;i&gt;Podziemia Veniss&lt;/i&gt; stanowiły mój chrzest bojowy odnośnie twórczość pana VanderMeera. Nie zawiodłem się. Powieść, wchodząca w skład serii Uczta Wyobraźni, okazała się literackim rarytasem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeff VanderMeer w podsumowaniu książki – &lt;i&gt;Veniss zdemaskowanie. Prekursorzy i objawienia&lt;/i&gt;– zdradza, że wykreowany przez niego świat powstawał w bólach i zwątpieniu. Rozterki towarzyszące pisaniu książki dotyczyły głównie jej punktów przełomowych. Momentów mających uwypuklić, jak najsilniej podkreślić, podsumować istotę świata widzianego oczyma pisarza oraz bohaterów w nim funkcjonujących. Autor wspomina opowiadania, opowiastki stanowiące niejako zalążek uniwersum &lt;i&gt;Podziemi...&lt;/i&gt;. Początek czegoś, co być może nigdy nie powstałoby gdyby nie katedra w Yorku, impuls, którego skutki można podziwiać w niniejszej książce. "Poczułem, jak jeżą mi się włoski na rękach, przeszedł mnie dreszcz. Kolumny przypominające snopy powiązanych ze sobą rur wydały mi się czymś zupełnie obcym, czymś nie z tego świata. Nigdy przedtem czegoś takiego nie widziałem. Czułem przebiegające mi po skórze ciarki. Coś zaczęło we mnie rosnąć, dojrzewać".** Podobnych wrażeń można doznać pochłaniając &lt;i&gt;Podziemia...&lt;/i&gt; kartka po kartce. VanderMeer już po kilku wersach udowodnia, że drzemie w nim niezauważalny do tej pory potencjał pisarki. To, co zaserwował w historii, o Veniss sprawiło, że z niecierpliwością będę wyczekiwał kolejnych jego dokonań.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-KLQuSDLAyDs/Ti8XzsjskdI/AAAAAAAADEc/GUqvcm7Ebhk/s1600/75643_podziemia-veniss_400.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 215px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-KLQuSDLAyDs/Ti8XzsjskdI/AAAAAAAADEc/GUqvcm7Ebhk/s320/75643_podziemia-veniss_400.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633747835765428690" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Podziemia Veniss&lt;/i&gt; zszokowały mnie urzekającym klimatem. Niecodzienne mam przyjemność czytać książki wprowadzające oprócz nastroju mroku, koszmarności wydarzeń, elementy chociażby romantyczne. Ale o tym za chwilę. Zatrzymajmy się przy atmosferze powieści. Jeff VanderMeer przekonał mnie, że nauka operowaniem słowem nigdy nie ma końca. Że ostateczna granica literackiej doskonałości nie istnieje. Autor &lt;i&gt;Podziemi...&lt;/i&gt; zaskoczył właśnie takim podejściem, uwidoczniającym niemalże w każdym zdaniu o Veniss. Nie spoczywa na laurach, nie poprzestaje na zaciekawieniu czytelnika kilkoma dziwnymi, frazeologicznymi zwrotami, ale brnie coraz głębiej. Stara się w iście malarskim stylu przybliżyć odbiorcy to, czego sam doświadcza. Zagłębiając się we wspomnianą historię, w opisy miasta nasunęło mi się porównanie twórczości pana VanderMeera z Philipem Dickiem. Zapoznając się z osiągnięciami tego wielkiego, amerykańskiego pisarza nie dało się nie zauważyć jego specyficznego języka, charakteryzującego się nie tylko filozoficznymi porównaniami i abstrakcyjnymi opisami świata bohaterów, ale także stylem zawierającym ciekawe przemyślenia odnośnie przyszłości rodzaju ludzkiego, jego wiary i przeznaczenia. Każdy, kto słyszał o narkotycznych wizjach Dicka z pewnością nie będzie dziwił się akurat taką a nie inną tematyką jego książek. Mają specyficzny klimat, choć niekoniecznie musi on odpowiadać wszystkim czytelnikom. Wracając do &lt;i&gt;Podziemi...&lt;/i&gt; Jeff VanderMeer kreacją psychodelicznego miasta, przedstawieniem losów postaci na wzór koszmaru poszerzającego się stale o kolejne poziomy rzeczywistości, zaciekawił mnie. Przypominam: niecodziennie mam przyjemność czytać tak pięknie dopracowane książki pod względem panującej w nich atmosfery. Jeżeli dodamy do tego widoczne zafascynowanie pisarza dokonaniami Hieronima Boscha uzyskamy iście oryginalną mieszankę literacką.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odnośnie romantyzmu. Historia uczucia Shadracha do Nicoli urzeka. Może jestem starym, sentymentalnym głupcem, ale według mnie miłość, będąca czynnikiem sprawczym wszystkich wydarzeń w powieści jest opisania perfekcyjnie. Tragizm losów dwojga młodych, przywiązanych do siebie ludzi zawsze zniewalał, ale VanderMeer stworzył prawdziwie emocjonalną powieść. Z drugiej strony motyw ratowania ukochanej z rąk Złego należy do zbioru tych z napisem „oklepane”. Pojawia się w większości książek fantasy i w wybranych pozycjach o charakterze science fiction. Jeff VanderMeer nie przejmuje się jednak oryginalnością fabuły. Mam wrażenie, że postawił na coś zupełnie innego. Trafnie nazwał to zjawisko Tymoteusz Wronka, „żonglerka gatunkowa”. Trudno się z nim nie zgodzić. Autor &lt;i&gt;Podziemi...&lt;/i&gt; zawarł w nich całą, różnorodną fantastykę i nie tylko. Nie od dziś wiadomo, że łączenie stylów jest w modzie. Jeżeli wystarczająco silnie przejrzelibyśmy się konstrukcji niniejszej ksiązki doszukalibyśmy się nawet zapożyczeń z powieści gothic story. Podejrzewam, że Jeff VanderMeer sam nie spodziewał się stworzyć takiej literackiej hybrydy. Wszak działał pod wpływem impulsu. Chwała dla katedry w Yorku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Podziemia Veniss&lt;/i&gt; choć nie są powieścią „długą” to jednak bardzo rozbudowaną. Nie odczujemy braku kolejnej, wielkiej epopei. Nie będziemy żałować, że Jeff VanderMeer ograniczył powieść do 175 stron.* Wystarczyły one na wykreowanie Veniss, zdegenerowanego miasta przyszłości, bohaterów obleczonych wielką gamą emocji. Co więcej, autor &lt;i&gt;Podziemi...&lt;/i&gt; nie zapomniał zmusić odbiorcę do przemyśleń odnośnie granic ludzkich możliwości, świata zdeformowanego przez źle funkcjonujący aparat władzy i wiele, wiele innych tematów. Po raz kolejny potwierdza się, że nie zawsze ilość przekłada się na jakość.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na zakończenie chciałbym zatrzymać się przy niedopowiedzeniach, które w moim mniemaniu źle wpłynęły na fabułę powieści. Choć nie jest to regułą to jednak wysoko cenię książki zawierające elementy tajemnicy, zagadki. Mówiąc kolokwialnie lubię, gdy pisarz nie mówi wszystkiego, wprost ale krąży wokół danego zagadnienia coraz bardziej odsłaniając kolejne, interesujące aspekty. Jeff VanderMeer, genialnie tworzący senne, koszmarne wizje świata przyszłości nie wprawia w nastrój tajemniczości. Otwarcie przyznaje, że rasa ludzka jest taka a nie inna. Można wyczytać to już z pierwszych akapitów &lt;i&gt;Podziemi Veniss&lt;/i&gt;. Degeneracja jest wręcz sztandarowym hasłem niniejszej powieści. W książce niedopowiedzenia praktycznie nie występują i to jest ich największa wada. Poczynając od części poświęconej Nicoli, przyszłość bohaterów staje się do przewidzenia. Także to, że żywe dzieła Quina będą prawdopodobnie czymś w rodzaju zwierzaków z wyspy doktora Moreau. Jeżeli dodamy do tego wielką krucjatę Shadrach to powieść przestaje mieć praktycznie inne zalety niż te związane z klimatem i nieprzeciętnym stylem pisarskim. Oceniając &lt;i&gt;Podziemia...&lt;/i&gt; wyłącznie przez pryzmat fabuły, rozwiązań w niej zawartych i wyobrażeń postaci, dochodzę do wniosku, że książka jest kolejną historią fantasy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na szczęście nie ocenia się książek wyłącznie pod jednym tylko kątem. Stanowi, bowiem ona organizm złożony, wielobarwny. Dobrego pisarza poznajemy między innymi po tym, że umie sprawić, aby jasne aspekty dzieła literackiego przesłoniły jego ciemną stronę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;* Jeff VanderMeer &lt;i&gt;Podziemia Veniss&lt;/i&gt;; Wydawnictwo MAG, Warszawa 2009&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;** Jeff VanderMeer &lt;i&gt;Veniss zdemaskowanie. Prekursorzy i objawienia&lt;/i&gt;, w: &lt;i&gt;Podziemia Veniss&lt;/i&gt;, Warszawa 2009, s.189.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-3442571766118006213?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/3442571766118006213/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/podziemia-veniss-jeff-vandermeer.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/3442571766118006213'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/3442571766118006213'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/podziemia-veniss-jeff-vandermeer.html' title='&quot;Podziemia Veniss&quot; Jeff VanderMeer'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-plp1p-GYOvM/Ti8gPNYTSAI/AAAAAAAADE4/pdDJt2xoUNA/s72-c/JeffVandermeer_VenissUnderground.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-2660361322369626609</id><published>2011-07-26T21:12:00.005+02:00</published><updated>2011-07-26T22:17:11.613+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zahn Timothy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><title type='text'>"Kobra" Timothy Zahn</title><content type='html'>&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-549O6UmPqqw/Ti8gsbZELKI/AAAAAAAADFA/8cEv8hNWErc/s1600/529647.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 124px; height: 200px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-549O6UmPqqw/Ti8gsbZELKI/AAAAAAAADFA/8cEv8hNWErc/s200/529647.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633757606503001250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy w latach 70. rodził się pomysł Gwiezdnych wojen, nie przypuszczano, że seria z kultowym „dawno, dawno temu w odległej galaktyce” stanie się jedną z najważniejszych sag w literaturze fantastycznej. Historia zapoczątkowana przez George’a Lucasa, zyskująca w kolejnych latach rzesze oddanych fanów, miała niewątpliwie duży wpływ na fantastykę naukową, pomimo iż znawcy sagi niejednokrotnie zwracali uwagę na zawarte w niej elementy typowe dla fantasy. Popularność Gwiezdnych wojen była na tyle duża, że znalazła również odbicie w polityce tamtych czasów. To właśnie między innymi owa saga wraz z wyścigiem zbrojeń Ronalda Reagana przyczyniła się do wzrostu popularności powieści przygodowej osadzonej w schematach science fiction. Nasilająca się rywalizacja Stanów Zjednoczonych ze Związkiem Radzieckim także nie pozostawała bez znaczenia. Kosmiczni kowboje byli coraz milej widziani.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W takich realiach krystalizował się cykl Kobra. Timothy Zahn, który z powieścią przygodowo-sensacyjną utrzymaną we wspomnianych klimatach miał już wcześniej do czynienia, i tym razem nie pozostawił złudzeń co do umiejętności tworzenia akcji trzymających w napięciu od początku do końca. Jednak, czy tylko Gwiezdne wojny miały wpływ na powstanie historii o superżołnierzach? Nie bez znaczenia były filmy o zmaganiach ludzi z antropomorficznymi robotami. Zarówno &lt;i&gt;Blade Runner&lt;/i&gt; Ridleya Scotta, jak i &lt;i&gt;Elektroniczny morderca&lt;/i&gt; Jamesa Camerona na nowo rozbudziły w literaturze fantastycznej zainteresowanie zagadnieniami zahaczającymi o problematykę koegzystencji istoty żywej z maszyną, ewentualnie o ich zespolenie. Na ile w 1986 roku Timothy Zahn wykorzystał owe pomysły trudno powiedzieć. Jednak fakt, że doprowadził do połączenia człowieka z elementami mechanicznymi nie pozostaje bez znaczenia. Pomysł przekształcenia prostego żołnierza w komandosa wyposażonego w „nanokomputery” musiał mieć swój początek.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wydarzenia opisane w &lt;i&gt;Kobrze&lt;/i&gt;, która w Polsce została wydana jako pierwszy tom serii, zostały umiejscowione w bliżej nieokreślonej przyszłości, w świecie będącym niejako uproszczeniem „odległej galaktyki”. Biorąc przykład z George’a Lucasa, Timothy Zahn podczas kreślenia ram chronologicznych nie odnosił się do żadnego ze znanych wydarzeń z historii Ziemi. Czasy kolebki ludzkości jawią się jako odległe, niemalże legendarne, dzieje. Umieszczone w książce daty pełnią rolę czysto technicznych nośników akcji, która podobnie jak i w Gwiezdnych wojnach obejmuje zasięgiem kilka planet.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-g28flBM0SOo/Ti8SmzbXZgI/AAAAAAAADEM/HMpPqSb_-vA/s1600/picture.php" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 160px; height: 250px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-g28flBM0SOo/Ti8SmzbXZgI/AAAAAAAADEM/HMpPqSb_-vA/s400/picture.php" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633742116713096706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Główną postacią powieści jest Jonny Moreau, młodzieniec wiedziony poczuciem obowiązku wobec ludzkości. Już przy pierwszym spotkaniu rozpoznajemy patriotę rodem z amerykańskich filmów o dzielnych chłopakach walczących ku chwale ojczyzny. Autor daje do zrozumienia, iż mamy do czynienia z bohaterem doskonałym. Z każdej opresji wychodzi cało, jego decyzje zawsze okazują się trafne. Oczywistym wydaje się fakt, że w miarę czytania zaczyna nudzić potencjalnego odbiorcę książki. Przede wszystkim nie zaskakuje, nie zmusza do wysiłku intelektualnego. Może nawet wydawać się nierzeczywisty. Czy taka kreacja bohatera dobrze wpływa na powieść? Postać z jednej strony może wydawać się istotą obcą, pozbawioną zachowań typowo ludzkich, takich jak chociażby popełnianie błędów. Utożsamienie się z głównym bohaterem staje pod wielkim znakiem zapytania. Zagłębiając się w powieściowe kulisy polityki odniosłem jednak wrażenie, że autor celowo wyidealizował Jonny’ego Moreau. Doprowadził do kontrastu. Dzięki temu łatwiej ukazał problem żołnierzy chcących powrócić do normalnego życia, ale nie mogących znaleźć miejsca w społeczeństwie. Zobrazował wojennych bohaterów, o których łatwo się zapomina.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Kobrze&lt;/i&gt; z pewnością nie można zarzucić braku dynamicznej akcji. Timothy Zahn nie bawi się w przyczynowo-skutkowe rozdrabnianie napaści Torfów. Od początku stawia obcą rasę w złym świetle, nie pozostawiając miejsca na żadne moralne wątpliwości, niepotrzebne rozważania. Precyzyjne określenie wroga już na wstępie powieści pozwoliło autorowi skupić się na innych wątkach powieści. Głównie na zaprezentowaniu politycznych działań najwyższych władz Dominium Ludzi oraz na technicznych możliwościach superżołnierzy. W książce brakuje natomiast opisów odnoszących się do obyczajowości czy kultury. Choć małomiasteczkowe społeczności mogłyby uchodzić za typowo amerykańskie z połowy lat osiemdziesiątych, to należy zaznaczyć, że są to podobieństwa czysto przypadkowe. Autor na pierwszym planie umieścił realia wojskowo-polityczne, wszystkie pozostałe traktując jedynie jako tło.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Historia młodego rekruta nie zasługuje na miano wielkiej literatury. Zastrzeżenia należy kierować pod adresem stylu wypowiedzi i budowy akcji, która choć dynamiczna jest także prostolinijna. Im bardziej zagłębiałem się w życie Jonny’ego Moreau, tym większy żal miałem do autora, że nie wykazał choć odrobinę większej wyobraźni. Brak szczegółowego przedstawienia świata sprawił, że zarówno postaci, jak i wydarzenia wydają się być całkowicie oderwane od rzeczywistości. Przedzierając się przez kartki powieści niejednokrotnie odnosiłem wrażenie, że także sama wojna jest sztuczna, tekturowa, pozbawiona energii. Tego typu fluidy zdecydowanie źle wpływają na odbiór książki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podsumowując, przygody superżołnierzy wypadałoby poznać. Timothy Zahn kojarzony przez wielu wyłącznie jako twórca trylogii Thrawna udowadnia, że potrafi płynnie poruszać się nie tylko w uniwersum stworzonym przez George’a Lucasa. Pomimo kilku wad &lt;i&gt;Kobra&lt;/i&gt; jest ciekawym przykładem literatury przygodowo-sensacyjnej osadzonej w schematach science fiction.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://katedra.nast.pl/art.php5?id=4471"&gt;Katedra&lt;/a&gt;, 29 października 2009&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-2660361322369626609?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/2660361322369626609/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/kobra-timothy-zahn.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2660361322369626609'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/2660361322369626609'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/kobra-timothy-zahn.html' title='&quot;Kobra&quot; Timothy Zahn'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-549O6UmPqqw/Ti8gsbZELKI/AAAAAAAADFA/8cEv8hNWErc/s72-c/529647.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-5979818787042346608.post-8712291657009421289</id><published>2011-07-24T23:37:00.007+02:00</published><updated>2011-07-26T22:20:23.884+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='powieści'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Verne Juliusz'/><title type='text'>"Pięć tygodni w balonie" Juliusz Verne</title><content type='html'>&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-zCCMf4d9YCM/Ti8hbodIvBI/AAAAAAAADFQ/clHVlif76mQ/s1600/kh64141.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;width: 129px; height: 200px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-zCCMf4d9YCM/Ti8hbodIvBI/AAAAAAAADFQ/clHVlif76mQ/s200/kh64141.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633758417463589906" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Twórczość Juliusza Verne’a była prawdopodobnie omawiana setki razy. Spoglądano na nią z każdej możliwej perspektywy, analizowano w odniesieniu do wielu trendów współczesnej literatury. W związku z tym ciśnie się na usta pytanie: co jeszcze można powiedzieć o jednym z ojców fantastyki naukowej? Śmiem przypuszczać, że Juliusza Verne’a zna większość odbiorców fantastyki. A jeżeli ktoś nie miał styczności z jego powieściami to na pewno słyszał o kapitanie Nemo, Phileasie Foggu, bądź wyprawie do wnętrza Ziemi, która swoją drogą całkiem niedawno została po raz kolejny zekranizowana. Ten wspomniany francuski pisarz, żyjący na przełomie XIX i XX wieku, zasłynął przede wszystkim książkami o tematyce podróżniczo-przygodowej, które w wielu przypadkach opatrzone były popularno-naukowymi przypisami. Będąc małym smykiem zaczytywałem się w historiach przez niego opisywanych, a i dzisiaj zdarza mi się po nie sięgać. Można by długo rozprawiać o fenomenie Juliusza Verne’a. Nie jest to jednak czas i miejsce na to. Jeżeli jednak ktoś zadałby mi pytanie: “co sprawia, że książki francuskiego pisarza tak dobrze się czyta?”, odpowiedziałbym bez wahania: wartka akcja, sympatyczni bohaterowie, interesujące scenerie wydarzeń.&lt;/div&gt;&lt;a name='more'&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pozycją autorstwa Juliusza Verne’a, z którą zapoznałem się najwcześniej była powieść &lt;i&gt;Pięć tygodni w balonie&lt;/i&gt;. Podróż odkrywcza trzech Anglików po Afryce (fr. &lt;i&gt;Cinq semaines en ballon. Voyages des découvertes en Afrique par trois Anglais)&lt;/i&gt;. W Polsce po raz pierwszy została ona wydana w odcinkach w Gazecie Polskiej 1863 roku, a w roku ubiegłym ukazało się jej wznowienie nakładem wydawnictwa Zielona Sowa. To właśnie owo wydarzenie skłoniło mnie do napisania niniejszego tekstu, zwłaszcza, że na polskim rynku recenzje książek wspomnianego pisarza praktycznie nie występują.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miejscem wydarzeń opisanych w książce jest Afryka, mniej więcej tereny leżące w pobliżu równika. Można być jeszcze bardziej szczegółowym i dodać, że – jak wskazuje sam tytuł powieści – większa część akcji rozgrywa się w przestworzach. Autor, jak na osobę, która nie podróżowała za wiele, wykazał się bardzo dużą znajomością realiów panujących na czarnym lądzie. Towarzysząc postaciom w ich powietrznej wędrówce, mamy szansę bardzo dokładnie zapoznać się zarówno z fauną, jak i florą Czarnego Lądu. Wiele miejsca poświęcił także kondycji społeczno-politycznej plemion afrykańskich. Należy jednak zaznaczyć, że wszystkie przytaczane przez Juliusza Verne’a informacje opierają się na ówczesnej wiedzy podręcznikowej. Podejrzewam, że uważny czytelnik, dysponujący pokaźną wiedzą, jest w stanie wyłapać pewne nieścisłości. Niemniej dla przeciętnego zjadacza chleba pozostaje to nadal bardzo trudnym zadaniem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Głównymi bohaterami pięciotygodniowej podróży balonem nad Afryką są geograf Samuel Fergusson, jego służący Joe oraz Dick Kennedy, myśliwy. Każda z postaci została przedstawiona w jak najcieplejszych barwach. Można powiedzieć, że francuski pisarz w tych trzech osobach zamknął większość pozytywnych cech charakteru. Mamy więc do czynienia z ludźmi odważnymi, pogodnymi na duchu, życzliwymi, oddanymi zadaniu, itd. Dodatkowo poszczególni bohaterowie zostali obdarzeni pakietem przymiotów charakterystycznych tylko dla nich samych. I tak dla przykładu: doktor Fergusson posiada wręcz nieograniczoną wiedzę z przeróżnych dziedzin nauki, Dick jest wyśmienitym strzelcem, a lokaj Joe zwinnym i uczynnym młodzieńcem, wielbiącym swojego pana. Mówiąc językiem dostosowanym do stylu pisarskiego Juliusza Verne’a: razem tworzą bardzo uroczą grupę podróżników.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-692sUnt2I9Y/TiyRxpNsuCI/AAAAAAAADCU/kVtz8Xghxa0/s1600/83874_piec-tygodni-w-balonie_357.jpg" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}"&gt;&lt;img style="float:right; margin:0 0 10px 10px;cursor:pointer; cursor:hand;width: 200px; height: 280px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-692sUnt2I9Y/TiyRxpNsuCI/AAAAAAAADCU/kVtz8Xghxa0/s400/83874_piec-tygodni-w-balonie_357.jpg" border="0" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5633037515996575778" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powieść nie jest niestety pozbawiona wad. Wynikają one jednak nie tyle z braku umiejętności pisarskich Juliusza Verne’a, ile z powodu zmieniającej się mody literackiej. Po pierwsze, powieść jest utrzymana w konwencji podróżniczo-przygodowej, która największą popularnością cieszyła się w XVIII i XIX wieku. W czasach dzisiejszych książki pisane pod ów schemat mają zdecydowanie mniej sympatyków. Owszem literatura przygodowa nadal ma powodzenie, ale motywy podróżnicze czy naukowe w niej zawarte są mniej pożądane. Po drugie, autor &lt;i&gt;Pięciu tygodni w balonie&lt;/i&gt; operuje językiem bardzo prostym. W tym miejscu należy jednak zaznaczyć, że powieść nie jest skierowana tylko i wyłącznie do przedstawicieli młodszego pokolenia. Nie, odbiorcą jest każdy, ale nie każdemu może odpowiadać stylistyka vernowskich tekstów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podsumowując, powieść polecam każdemu, kto choć raz miał do czynienia z książką o charakterze przygodowo-podróżniczym. &lt;i&gt;Pięć tygodni w balonie&lt;/i&gt; znakomicie odnajduje się w roli literatury rozrywkowej. Dynamiczna akcja potęgowana dodatkowo przez krótkie rozdziały powoduje, że książkę czyta się szybko i lekko. Lektura idealna w trakcie chociażby podróży do pracy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;a href="http://ksiazki.zaginiona-biblioteka.pl/index.php/2010/03/16/piec-tygodni-w-balonie-juliusz-verne/"&gt;Zaginiona Biblioteka&lt;/a&gt;, 16 marzec 2010&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/5979818787042346608-8712291657009421289?l=prozniadoskonala.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/feeds/8712291657009421289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/piec-tygodni-w-balonie-juliusz-verne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/8712291657009421289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/5979818787042346608/posts/default/8712291657009421289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://prozniadoskonala.blogspot.com/2011/07/piec-tygodni-w-balonie-juliusz-verne.html' title='&quot;Pięć tygodni w balonie&quot; Juliusz Verne'/><author><name>Sharin</name><uri>http://www.blogger.com/profile/14587642399725170992</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_qxyxzLU_sVU/S_7E4WWqiPI/AAAAAAAAAtk/DN12o_S8qoQ/S220/Przechwytywanie+w+trybie+pe%C5%82noekranowym+2010-01-01+153102.bmp.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-zCCMf4d9YCM/Ti8hbodIvBI/AAAAAAAADFQ/clHVlif76mQ/s72-c/kh64141.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
